The Bear - recenzja 5. sezonu. Czy to już czas, by zamknąć restaurację?

Jakub Piwoński
2026/06/30 10:00
0
0

Przebojowy serial platformy Disney+ zadebiutował z nową odsłoną. Piąty sezon ma być sezonem finałowym. Sprawdzamy, że będzie za czym tęsknić.

Jest taki program rozrywkowy, akurat nie na Disney+, tylko na konkurencyjnym Netflixie, pt. Czy to ciasto?. Przy dużej dawce humoru uczestnicy próbują odgadnąć, czy to, na co patrzą, jest zwykłym przedmiotem, czy też idealnie go imitującym ciastem. To teraz moje pytanie brzmi: czy The Bear to danie wykwintne, czy coś, co je tylko udaje? Miałem pięć sezonów, by się nad tym zastanowić. Chyba w końcu wiem, jaka jest odpowiedź.

Ale nim przejdę do werdyktu i opisu smaku, jaki wyzwolił się podczas oglądania tego piątego, jak zapowiadają twórcy, pożegnalnego sezonu The Bear, muszę przyznać, że nie spodziewałem się, iż ta historia zdoła przetrwać tak długo. Doskonale pamiętam moment niepewności i konsternacji, jaki pojawił się w przestrzeni medialnej tuż po premierze pierwszego sezonu na Disney+ (jako produkcji Hulu). To było oszołomienie. Krytycy z miejsca okrzyknęli serial rewelacją, a entuzjastyczne reakcje dotarły także do twórców, a później do decydentów platformy. Bo przez chwilę nie było pewne, w jaki sposób Christopher Storer podejdzie do tego sukcesu. Czy The Bear pozostanie jednostrzałowcem, czy może doczeka się kontynuacji?

The Bear
The Bear

Powrót do korzeni

W momencie, gdy prawa rynku okazały się nieubłagane, a decyzja o kręceniu sequela stała się oficjalna, nie byłem pewny, czy stało się dobrze. Już wtedy obawiałem się, że to, co wyglądało jak idealnie rozplanowana, dynamiczna historia z życia kilku kucharzy, opowiadana niczym najlepszy film sensacyjny, podsycona ciężarem dramatu i doprawiona – dla większej pikanterii – błyskotliwymi dialogami, nie zdoła zadziałać drugi raz tak samo jak za pierwszym. Potem nie tylko doszło do kolejnego rozdania, ale i do trzeciego oraz czwartego. A ja coraz bardziej traciłem uwagę i zaangażowanie, nie czując już tej samej energii i zapachu, które przywiodły mnie do tego osobliwego dania.

I tu pojawia się sezon piąty. Postawię śmiałą tezę. To najlepszy sezon od czasu niemal perfekcyjnej odsłony otwierającej. Powiem nawet więcej. W trakcie oglądania najnowszej serii miałem nieodparte wrażenie, że to, co stanowi idealne pożegnanie, równie dobrze mogłoby pełnić rolę nowego otwarcia. Storer, chcąc zamknąć tę historię najlepiej, jak potrafi, wrócił do pierwocin. Narracja, choć równie sprawna i konsekwentna, prowadzona jest jednocześnie w sposób nieubłagany. Nie ma bowiem wątpliwości, że oglądamy już ostatni taniec tych kucharzy. A jednak, gdyby piąty sezon był alternatywną wersją pierwszego, pewnie znów zastanawialibyśmy się, czy szykuje się sequel. Twórca najwyraźniej nie lubi pożegnań, dlatego podjął najlepszą możliwą decyzję – wrzucił swoje postacie ponownie w wir pracy.

The Bear
The Bear

Jeden dzień, wiele emocji

The Bear nie rozlewa w końcu wody. W końcu dostajemy jako widzowie same konkrety. Jakby zastąpiono kranówkę w szklance drogim winem. Akcja finałowego sezonu dzieje się w ciągu jednego dnia. Rozpoczyna się od mocnego uderzenia, bo nad miasto nadciąga burza. Hitchcock się kłania, a bohaterowie muszą zebrać szyki i nie oglądać się na to, że za oknem dzieje się apokalipsa. Najgorzej, gdy ta przedziera się do lokalu. Rury pękają, restauracja tonie, a Ritchie – jako jeden z nowych właścicieli, partner Syd w nowym układzie – postanawia nie oglądać się za siebie i przeć do przodu, jak na niepoprawnego optymistę przystało. Chaos zza okna przedziera się do środka, przedziera się też do głów kucharzy. Pojawiają się konflikty i tarcia, ale długa lista rezerwacji zmusza ekipę do ponownego skupienia się na zadaniu.

Sęk w tym, że nawet jeśli po burzy przychodzi spokój, to kolejny dzień zapowiada się równie intensywnie. Bohaterowie muszą więc być pewni, że to, co robią, ma sens. Inaczej nie byliby w stanie wytrzymać w tej kuchni ani minuty dłużej. Odpada jednak Carmy, dotychczasowy główny bohater tej historii, ponieważ zauważył, że jego obecność i sposób komunikacji źle wpływały na otoczenie. Nie zdołał uczynić ze swoich wybitnych umiejętności filaru. W jego oczach Syd to potrafi, dlatego właśnie woli usunąć się w cień. Zanim jednak to zrobi, trzeba przetrwać tę jedną, fatalną noc.

The Bear
The Bear

Kamera wie, gdzie patrzeć

Odcinki ponownie prowadzone są z niezwykłym skupieniem kamery. Operator niejednokrotnie zatrzymuje się na detalach, do czego seria zdążyła nas już przyzwyczaić. Muzyka z kolei tym razem nie skacze po bogatym soundtracku, lecz oferuje jeden motyw, jakby wyjęty z syntezatora, który pojawia się dokładnie wtedy, gdy ma wzmagać napięcie. To zabieg najlepiej oddający charakter tego sezonu – skupionego na jednej linii narracyjnej, prowadzącej bohaterów do osiągnięcia konkretnego, czytelnego dla widzów celu.

GramTV przedstawia:

Co dzieje się, gdy wieczór dobiegnie końca? Wówczas otrzymujemy odcinek ósmy, który pełni rolę epilogu. To zajrzenie do kasy i rozliczenie tego, co stanowiło siłę The Bear. Podkreśla znaczenie etyki pracy oraz pokazuje, że to, co zostało zbudowane, opiera się na wytworzeniu specyficznej chemii w kuchni, która każdorazowo zachęcała uczestników tego tygla do utrzymania się na powierzchni. A nas, widzów, do ponownego uruchomienia serialu.

The Bear
The Bear

To nie jest serial o gotowaniu

Ale nie dajcie się zwieść pozorom. Po pięciu sezonach nie mam wątpliwości. The Bear nie jest serialem o kulinariach. Albo przynajmniej nie tylko o nich. To przede wszystkim opowieść o ludziach szukających swojego miejsca w świecie, dla których kuchnia staje się szansą – na udowodnienie własnej wartości, odnalezienie przyjaźni, wejście w relację i zrobienie czegoś dobrze, nie tylko dla siebie. Proces tworzenia dania jest tak naprawdę zgrabną metaforą dojrzewania do większych celów, które niekoniecznie muszą iść w parze ze ślepą wiarą we własną wyjątkowość. Niemal zawsze muszą natomiast opierać się na zaufaniu do otoczenia i pozwoleniu sobie na koegzystencję.

Pewnym wprowadzeniem do piątego sezonu okazał się odcinek „zerowy”, wrzucony na Disney+ na kilka tygodni przed premierą nowej odsłony. Krótkometrażówka zatytułowana Gary opowiada o wczesnych losach Ritchiego i jednym dniu, który spędza z Mickeyem – człowiekiem, którego przedwczesna śmierć sprawiła, że bohaterowie The Bear są tak życiowo skołowani. Choć to historia dziejąca się na uboczu piątego sezonu, warto ją obejrzeć, bo dobudowuje niezbędne tło jednej z trzech głównych postaci serii. Biorąc to pod uwagę, jakże piękną puentę otrzymuje wątek Ritchiego w głównej serii. Jego przemiana i odnalezienie spokoju, nawet jeśli w jego przypadku może okazać się to tylko chwilowe, podnosi na duchu chyba najbardziej.

Słodki smak na koniec

Jeśli chodzi o Syd, Carmy'ego i pozostałych bohaterów, ich wątki także znajdują satysfakcjonujące rozwiązanie. Szanuję jednak sposób, w jaki Storer to ukazał. Bo jest on daleki od banału. Działa na poziomie półsłówek, gestów i spojrzeń, ale ponownie okazuje się skuteczny. Zresztą to jedna z największych sił tego serialu. Nie to, jak często i mocno krzyczy, choć robi to niemal nieprzerwanie. Największą siłę mają właśnie te momenty, gdy bohaterowie wychodzą na papierosa, wokół słychać już tylko odgłosy ulicy, czas na chwilę staje, a kamera nieprzerwanie kręci dalej, jakby chciała nam powiedzieć: właśnie teraz dzieje się coś, co jest równie ważne, a może nawet ważniejsze od tego, co dzieje się, gdy właściwe danie trafia na stół.

Czy to już czas na zamknięcie tej restauracji? Myślę, że tak. Powiem więcej – sądzę, że ten moment nadszedł już znacznie wcześniej. Cieszę się jednak, że po The Bear pozostanie w ustach słodki smak, a nie gorycz. Bo po pięciu sezonach nie mam już wątpliwości. To nie jest serial, który udaje wykwintne danie. Nie pomylisz tu imitacji z oryginałem. The Bear nie próbuje smakować jak coś wyjątkowego. Ten serial po prostu taki jest.

7,5
Twórca serialu wrócił do sprawdzonych technik. I o dziwo, znowu umiejętnie przypomniał, na czym polega wyjątkowość tego serialu.
Plusy
  • Najlepszy sezon od czasu znakomitego otwarcia – Christopher Storer wraca do korzeni i przypomina, dlaczego The Bear zachwycił widzów
  • Skupiona, zwarta narracja – zamiast kolejnych dygresji i rozwlekania historii dostajemy konkret
  • Świetnie budowane napięcie – akcja rozgrywająca się w ciągu jednego dnia sprawia, że serial odzyskuje dynamikę pierwszego sezonu
  • Dojrzałe zakończenie wątków bohaterów – finał unika banału i wielkich deklaracji, stawiając na emocje
  • Wybitna realizacja – precyzyjna praca kamery, oszczędna muzyka i dbałość o detale ponownie budują klimat
  • Zaskakująco bezpieczna formuła - fabuła jest bardzo otwarta i można w nią wejść nawet bez znajomości poprzednich sezonów
Minusy
  • Powtarzalność sprawdzonych schematów – Storer świadomie nie próbuje wymyślać The Bear na nowo, dlatego część rozwiązań może wydawać się znajoma
  • Dla części widzów może być zbyt zachowawczy – jeśli ktoś oczekiwał formalnej rewolucji lub mocnego eksperymentu, raczej jej tutaj nie znajdzi
  • Jeśli nigdy nie poczułeś "łączności" z tym serialem, w piątej odsłonie także tego nie zrobisz
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!