Jedna z najbardziej oryginalnych i wciągających gier niezależnych tego roku kosztuje… 19,99 złotych. Uwierzycie? A jednak - Shards of Order to nie dość że ciekawy, to przede wszystkim udany eksperyment
Pozory mylą, Shards of Order jest inne niż myślisz!
Być może wśród graczy są osoby, które rzuciły okiem czy to na przedpremierowe zrzuty ekranowe z Shards of Order czy też materiały wideo z rozgrywki, by w mgnieniu oka wydawać wyrok - ot, kolejny deckbuilder z turowym systemem walki i to w konwencji rogue-lite’a. A tu proszę - twórcy ze studia Fardust postanowili sprawić wszystkim fanom karcianek bardzo miłą niespodziankę. W efekcie na Steamie zadebiutowało całkiem rozbudowane RPG z kampanią fabularną na nieco ponad 10 godzin zabawy, w trakcie której przemierzamy ręcznie zaprojektowane lokacje i bierzemy udział w skrupulatnie zaplanowanych przez autorów wydarzeniach. Nie ma tu nic z rogalików, a dodatkowo nie masz też podziału starć na tury, więc… czym tak naprawdę jest Shards of Order? Piekielnie wciągającą karcianką z niezłą fabułą. Ale zacznijmy od początku.
Shards of Order
O co tu w zasadzie chodzi?
Potępiony przez Legion Czarnego Skrzydła i pozbawiony rangi bohater wyznaje na samym początku rozgrywki, że jego tożsamość dosłownie została wyrwana mu z duszy. Trafia do świata, w którym jednoczące go dotychczas prawa przestają powoli mieć rację bytu. Nie pamięta kim jest, jak ma na imię i jak znalazł się w miejscu, do którego właśnie trafił. Z czasem okazuje się, że jest Żołnierzem, do którego niedługo później dołączają także pogubieni w krainie opanowanej przez rozmaite bestie bohaterowie - Banitka (czyli de facto łuczniczka) i Uczony, a więc mag. Tym samym w Shards of Order nie kierujemy jedną, ale trzema postaciami. Jednocześnie śledzimy relacje między nimi często pełne zaczepnych komentarzy czy też trafnych uwag. Czasem z pełną powagą, niekiedy z odpowiednią dawką wyważonego humoru.
Celem naszej drużyny w Shards of Order jest oczywiście przetrwanie, a także znalezienie odpowiedzi na nurtujące Żołnierza, Banitkę i Uczonego pytania. W świecie bezprawia wydawać by się mogło, że panuje dzicz, ale tutaj jest znacznie gorzej, bo owe zasady zniknęły w sposób dosłowny, co oznacza, że śmierć nie oznacza końca wędrówki. Możemy również zauważyć niemalże od samego początku, że umysły ulegają wypaczeniu, co również ma bezpośredni wpływ na opowiadaną historię i losy naszej załogi, a także napotykanych tu i ówdzie bohaterów niezależnych. Prolog zrealizowany jest tak, byśmy szybko poczuli się zachęceni do śledzenia opowieści, której tempo w pewnym momencie jednak spada, a sama fabuła przestaje aż tak angażować, niemniej wciąż to kawał całkiem niezłej historii. Z czystym sumieniem można powiedzieć, że nie jest ona wyłącznie pretekstem do rozgrywki.
Shards of Order
Mana? Jest, ale pełni inną rolę. W ogóle Shards of Order jest takie samo, ale inne
Tym, co wyróżnia Shards of Order na tle innych karcianek jest przede wszystkim brak klasycznego podziału na tury oraz many. Zamiast tego zagrywając poszczególne karty z naszej talii (jest jedna na całą drużynę) zmniejszamy upływ czasu - kiedy licznik spadnie do zera, wróg zaatakuje Pozwala to na opracowywanie rozmaitych strategii i wybieranie, czy wolimy grać rzadziej, ale potężnymi kartami czy też częściej, ale tymi, które zadają mniejsze obrażenia. Żołnierz preferuje oczywiście walkę ogromnym mieczem, a Banitka robi przede wszystkim użytek z łuku. Zagrywane przez nich karty generują manę w określonym kolorze, dzięki czemu ataki Uczonego stają się bardziej potężne (sam Uczony także swoimi działaniami zwiększa poziom many). Po wyczerpaniu kart widocznych u dołu ekranu możemy rozdać je ponownie, by kontynuować walkę, co początkowo kosztuje cztery jednostki czasu, ale wraz z postępami odpowiednio mniej. Jeśli nie wszystko będzie szło zgodnie z naszym planem pojawi się możliwość poproszenia bogów o pomoc, w efekcie czego odzyskamy punkty zdrowia dla wszystkich bohaterów i będziemy mieli większe szanse na zwycięstwo w danej potyczce.
Shards of Order to gra, która cechuje się stosunkowo wysokim poziomem trudności, więc niejednokrotnie będziemy korzystać ze wsparcia siły wyższej. Tym bardziej, że twórcy bawią się opracowaną przez siebie formułą na wiele rozmaitych sposobów. Przykładowo niektóre walki musimy wygrać w odpowiednim czasie, innym razem z kolei… A zresztą - odkryjcie to sami, ale wiedzcie, że Shards of Order niejednokrotnie potrafi zaskoczyć. Dlatego też śmierć naszych podopiecznych nie jest tu rzadkością, a zagrywanie karty pozwalającej na wskrzeszenie danego członka drużyny niesie ze sobą konsekwencje. Korzystanie z nich wpływa bowiem na psychikę bohaterów, co z kolei powoduje, że przy kolejnym ponownym rozdaniu otrzymują oni obrażenia. Czasem więc widzimy, że chcąc dobrać kolejne karty… wyślemy całą ekipę na tamten świat.
Shards of Order
Zwiedzaj, a będzie ci dane!
Eksplorując świat gry Shards of Order poruszamy się po klimatycznej mapie, co nie jest może zrealizowane idealnie i czasem ciężko stwierdzić, w którą stronę możemy iść. Odwiedzamy więc różnorodne lokacje, trafiamy na nastawionych wrogo lub przyjaźnie NPC-ów, dla niektórych realizujemy zadania, innym razem z kolei dowiadujemy się że chcąc popchnąć historię do przodu musimy znaleźć odpowiedni przedmiot. Dlatego też wielokrotnie powracamy do odwiedzonych uprzednio miejsc. Cały czas jednak wiemy z grubsza co robić. Choć nie ma tu oczywiście klasycznych znaczników zadań, ale jest za to dziennik zawierający szczegółowe informacje na temat przeprowadzonych przez nas działań i tych, których musimy się podjąć w najbliższym czasie. Rzecz jasna poszczególne questy zostały podzielone na te powiązane ściśle z opowiadaną historią, jak i te, których zaliczenie nie jest wymagane do ukończenia całości.
GramTV przedstawia:
Nie ma tu w takim razie znanych z wysokobudżetowych RPG-ów animacji czy rozbudowanych przerywników filmowych. Jest przede wszystkim mapa świata, jest również tekst. A to bezpośrednio przekłada się na fakt, że Shards of Order w maksymalnym stopniu pobudza wyobraźnię. Zamiast coś pokazywać, autorzy wolą opisać to w dialogu lub poprzez wykorzystanie roli narratora. Nagradzają w ten sposób graczy cennymi wskazówkami pozyskiwanymi właśnie w trakcie rozmów, ale nie tylko. Zwiedzając dostępne obszary trafiamy bowiem na dzienniki zawierające choćby informacje na temat zachowań bossów, z którymi niebawem przyjdzie nam się zmierzyć. Tak, tak - eksploracja w Shards of Order nieustannie jest angażująca właśnie dlatego, że praktycznie wszędzie czeka na nas coś ciekawego.
Shards of Order
Wykonując powierzone nam zadania czy też walcząc z przeciwnikami albo zwyczajnie poruszając się po mapie sukcesywnie odblokowujemy nowe karty. Niektóre po prostu są nagrodą za questa, inne znajdujemy, a kolejne pozyskujemy aktywując umiejętności na drzewkach rozwoju, gdzie ulepszamy także posiadane już w talii karty. Samo budowanie talii, eksperymentowanie czy też dobieranie kart w taki sposób, aby poradzić sobie z trudniejszymi wyzwaniami, jest ciekawym elementem rozgrywki i skutecznie przykuwa do ekranu.
Jeśli zaś chodzi o kwestie techniczne, to dla formalności tylko wspomnę, że Shards of Order testowałem na komputerze Actina wyposażonym w procesor Intel Core i5-14600KF 3,50 GHz, 32 GB RAM i kartę graficzną AMD Radeon RX 7800 XT 16 GB VRAM z monitorem 4K i odświeżaniem na poziomie 144 Hz. Jako że gra nie oferuje zaawansowanej grafiki czy skomplikowanych animacji, działała bez problemu w 3840 na 2160 pikseli w grubo ponad 100 klatkach na sekundę. Sam program nie oferuje żadnych opcji ustawień jakości oprawy wizualnej – możemy wybrać jedynie rozdzielczość obrazu.
Shards of Order
Aha, jeszcze jedna, moim zdaniem ważna sprawa. Mianowicie najzwyczajniej w świecie jestem pod wrażeniem tego, jak dysponując niewielkim budżetem studio Fardust zdołało stworzyć tak wciągającą grę. Shards of Order naprawdę kosztuje na Steamie raptem 19,99 złotych i to bez jakiejkolwiek promocji. Nie ma tu nawet mowy o klasycznej, 10-procentowej obniżce na premierę - polskie studio Awaken Realms odpowiedzialne także za dystrybucję Tainted Grail: Fall of Avalon naprawdę wydało recenzowaną produkcję w tak niskiej cenie.
Czy warto zagrać w Shards of Order?
Shards of Order mogło okazać się grą niepotrzebnie przekombinowaną i zwyczajnie słabą, ale twórcy od samego początku wiedzieli, jaką ideę zamierzają zrealizować, mierząc przy okazji siły na zamiary. Powstał tym samym karciany erpeg, od którego po prostu ciężko się oderwać. Z może nie porywającą, ale wciągającą historią, ciekawym systemem walki i niesamowicie angażującą eksploracją. A przy tym wszystkim niepozbawiony humoru i rozwiązań, których próżno szukać u konkurencji. To naprawdę udany powiew świeżości w gatunku zdominowanym obecnie przez rogue-lite’y z turowym systemem walki. Polecam. Bardzo polecam.
Shards of Order
8,0
Shards of Order udowadnia, że można wymyślić coś nowego, wprowadzając do dość skostniałego gatunku sporo świeżości.
Plusy
odświeżający, ciekawy system walki oparty na zarządzaniu czasem
system rozwoju postaci i odblokowywania kart
angażująca i wynagradzająca graczy eksploracja
różnorodni bohaterowie
klimatyczna oprawa wizualna
przyzwoity czas rozgrywki
zaskakująco niska cena
wciągająca fabuła, której...
Minusy
…tempo z czasem spada i przestaje tak ciekawić (zresztą sam motyw amnezji jest już "trochę" oklepany)
W gram.pl od 2008 roku, w giereczkowie od 2002. Redaktor, recenzent. Podobno dużo gra w Soulsy, choć sam twierdzi, że to nieprawda. To znaczy gra, ale nie aż tak dużo.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!