Stary lis w nowym futrze - recenzja Star Fox

Jakub Zagalski
2026/06/30 13:30
0
0

Kultowa kosmiczna strzelanka z Nintendo 64 wróciła w pięknym stylu, choć nie wszystko spełnia oczekiwania.

Stary lis w nowym futrze - recenzja Star Fox

Star Fox 64, a raczej Lylat Wars (tak brzmiał PAL-owski tytuł) był jedną z pierwszych gier, z którą miałem styczność na Nintendo 64. Jak pewnie większość graczy w tamtej epoce, byłem zachwycony pomysłowością Japończyków nie tylko w odniesieniu do samego software'u, ale również przez wprowadzenie Rumble Paka. Kuriozalnej, z punktu widzenia współczesnego gracza, przystawki do pada z funkcją wibracji. Wracam pamięcią do kolorowych lat 90., ponieważ Nintendo znowu serwuje nam nostalgiczny powrót do przeszłości. Tym razem remake'ując Star Foxa na Switch 2 - i to w pięknym stylu.

Star Fox na Switch 2 to w gruncie rzeczy czwarta (sic!) wersja tej samej gry. Star Fox 64/Lylat Wars doczekał się bowiem remake'u na Nintendo 3DS (Star Fox 64 3D) i reinterpretacji na Wii U (Star Fox Zero). Najnowsza iteracja po raz kolejny opowiada nam doskonale znaną historię kosmicznych pilotów, jednak zdecydowanie nie należy traktować Star Fox jako łatwego skoku na kasę wielbicieli serii.

Powrót do Lylat

Akcja gry toczy się w systemie planetarnym Lylat. Główny bohater, Fox McCloud, jest liderem elitarnego zespołu najemników Star Fox, który zostaje wezwany do obrony galaktyki przed zagrożeniem ze strony Androssa - genialnego, ale szalonego naukowca i byłego mieszkańca planety Corneria. W przeszłości Andross został wygnany z Cornerii po niebezpiecznych eksperymentach naukowych. Jego działania doprowadziły do katastrofy, a za wszystko zapłacił m.in. ojciec Foxa, James McCloud, który zaginął podczas misji przeciwko Androssowi. Fox przejmuje po nim rolę przywódcy drużyny i razem z pilotami - Falco Lombardiem, Peppy Hareem i Slippy Toadem - wyrusza na pokładach statków Arwing, aby powstrzymać inwazję.

Na początku gry drużyna Star Fox otrzymuje zadanie od armii Cornerii: przelecieć przez kolejne sektory Lylat, odeprzeć ataki sił Androssa i dotrzeć do jego bazy na planecie Venom. Dla Foxa jest to nie tylko misja ratowania systemu - to także osobista walka z wrogiem odpowiedzialnym za tragedię jego rodziny. Innymi słowy, młody pilot wraca, by dokończyć dzieło ojca i pokonać szalonego naukowca.

Do a barrel roll!

Jeżeli ostatnie trzy dekady spędziliście pod kamieniem, to musicie wiedzieć, że Star Fox jest przedstawicielem klasycznego gatunku rail shotter, w którym nasz pojazd porusza się w trzech wymiarach, ale trasa wiedzie przeważnie przez swoisty "korytarz" pełen rozmaitych niebezpieczeństw, przeciwników, power-upów do zebrania itp. Poruszając się statkiem powietrznym (ale nie tylko) musimy opanować kilka podstawowych technik, takich jak robienie beczki, która odbija strzały przeciwników, pętli, obsługę systemów uzbrojenia itd. Wszystkiego uczymy się we wstępnym tutorialu, przy czym umiejętne wykorzystanie każdej akcji wymaga sporo treningu, refleksu i wprawy. Star Fox, mimo że to współczesny remake, jest całkiem wymagający na poziomie trudności Normal, co z pewnością spodoba się starym fanom serii.

Głównym daniem Star Fox jest tryb kampanii, na który składa się szereg misji do wykonania z rozgałęzieniami. Oznacza to, że choć sama kampania jest stosunkowo krótka, to potrzeba przynajmniej kilku podejść, by po kolei zaliczać kolejne ścieżki. Scenariusz jest zgodny z oryginałem z N64, przy czym są momenty, w których twórcy dodali nieco świeżych elementów. Nie liczcie jednak na zupełnie nowe misje, walki z bossami i innego typu atrakcje. Szkoda, bo kilka dodatkowych etapów, jakaś alternatywna ścieżka do zaliczenia byłyby ogromnym plusem dla graczy, którzy oryginał znają na pamięć.

Co nowego?

Weteranom i wszystkim tym, którzy poszukują dodatkowych wyzwań po skończeniu kampanii, pozostaje zająć się trybem Challenge, który stawia przed graczem mniej lub bardziej atrakcyjne zadania. Mnie na dłuższą metę one nie wciągnęły, ale wierzę, że da się w tym trybie spędzić długie godziny, walcząc o jak najlepszy wynik.

GramTV przedstawia:

Podobnie ma się sprawa z zupełnie nowym trybem multiplayer, który na premierę jest jednak bardzo ubogi. Cała zabawa polega na zmaganiach dwóch 4-osobowych ekip na jednej z trzech planet. Każdy z tych poziomów, oprócz standardowej młócki team deathmatch, premiuje wykonywanie zadania w stylu kontrolowania danego obiektu czy transportowania ładunku. Szkoda jednak, że każda taka misja jest przypisana do danej planety, więc granie w kółko w trzy warianty może się szybko znudzić. Oczywiście jest szansa, że twórcy będą w przyszłości rozwijać ten element gry, ale na ten moment czuć niedosyt.

Sporym rozczarowaniem był dla mnie także tryb kooperacji. Bo co z tego, że można z drugim graczem przejść w ten sposób całą kampanię lub zaliczać kolejne wyzwania, gdy cała zabawa sprowadza się do kontrolowania jednego statku przez dwie osoby. Tak, że pierwszy gracz jest pilotem, a drugi strzelcem. Kooperacja jest więc jedynie ciekawostką, a nie pełnoprawnym trybem gry. To samo tyczy się alternatywnego sposobu sterowania (tzw. mouse targetting) - zamiast dwoma Joy-Conami wpiętymi w konsolę lub Pro Controllerem można jednego Joy-Cona 2 "zamienić" w jeżdżącą po płaskiej powierzchni myszkę, która teoretycznie ułatwia celowanie. I znowu – pewnie znajdą się zwolennicy takiego sterowania, ale mnie on szybko zmęczył i wróciłem do klasycznego układu.

Piękny i nowoczesny

Biorąc pod uwagę te rozczarowujące elementy nie mogę się długo gniewać na Star Fox, który w znakomity sposób łączy klasykę z nowoczesnością. Pewnie nie mając miłych wspomnień związanych z Lylat Wars patrzyłbym na nowego Star Foxa mniej pobłażliwie, ale nostalgia robi swoje, kiedy latam po dobrze znanych lokacjach, walczę z pamiętnymi bossami w zupełnie nowej oprawie. Star Fox brzmi i wygląda pięknie - płynna animacja (60 fps), oświetlenie, tekstury, zwiększony zasięg rysowania obiektów - wszystko to sprawia, że każda lokacja sprawia wrażenie dużo bardziej rozległej niż w oryginalnej wersji gry. Do tego dochodzą zupełnie nowe scenki przerywnikowe z pełnym voice actingiem i orkiestrowa ścieżka dźwiękowa, które sprawiają, że bohaterowie i ich historie znane od dekad zyskują niespotykaną dotąd głębię. Fabuła Lylat Wars była istotna dla rozgrywki, a dialogi stały się źródłem memów, ale dopiero tegoroczny Star Fox przedstawił tę historię tak, jak należy.

Star Fox na Nintendo Switch 2 to przykład tego, jak powinien wyglądać nowoczesny powrót klasyki. Gra zachowuje wszystko, co sprawiło, że Lylat Wars stało się legendą — dynamiczne starcia w kosmosie, charakterystyczną drużynę Foxa McClouda i arcade'ową radość z latania. Ale podaje to w znacznie bardziej efektownej oprawie. Nowa grafika, płynność działania, rozbudowane scenki i dodatkowa zawartość sprawiają, że jest to najlepsza wersja tej przygody dla nowych graczy.

Twórcy podeszli do oryginału z ogromnym szacunkiem, nie decydując się na pchnięcie serii w nowym kierunku. Niby są dodatkowe wyzwania i tryb wieloosobowy, ale szczególnie w tym drugim czuć niewykorzystany potencjał. Jeśli kochacie Lylat Wars, nie będziecie zawiedzeni, ale jako zupełnie nowa gra Star Fox nie spełnia wszystkich oczekiwań.

8,1
Piękny powrót do przeszłości z nadzieją na więcej
Plusy
  • Świetna oprawa wizualna i dźwiękowa
  • Zachowany klimat i charakter Lylat Wars
  • Dynamiczna, satysfakcjonująca walka
  • Udane połączenie nostalgii z nowoczesnymi usprawnieniami
  • Challenge Mode
Minusy
  • Ubogi multiplayer, ale z szansą na rozwój
  • Rozczarowująca kooperacja
  • Brak zupełnie nowych poziomów, bossów
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!