Rozliczenie z samotnością, przemijaniem i wspomnieniem starych, dobrych czasów.
Annapurna Interactive zaliczyła w tym roku już jedną premierą tego typu, jaką było Forever Ago – narracyjną grę, spokojną, bardzo emocjonalną i surową gameplay'owo. Mowa o Mixtape. Dla jednych niezapomniane przeżycie, dla innych samograj. O Forever Ago będzie się mówić podobnie. Różnica będzie prosta - dużo trudniej będzie znaleźć kogoś, kto będzie się tym zachwycał.
Czasy dla gier narracyjnych nie są zbyt łaskawe, dlatego dalsze wydawanie takich produkcji to spore ryzyko. Annapurna Interactive nie boi się go, albo właścicielce wydawnictwa nie robi to różnicy. Nie oceniajmy jednak dzieci najbogatszych ludzi świata. Skupmy się na samym Forever Ago, które w okresie szczytu sezonu premier dużych gier próbuje nas zainteresować swoim wyciskającym łzy wzruszenia pomysłem. Historia koncentruje się na starszym mężczyźnie, który niedawno stracił żonę. Ku czci jej pamięci wyrusza w sentymentalną podróż po miejscach, w których przeżył z nią niezapomniane chwile. Wycieczka ma ukoić złamane serce człowieka, który rozstał się z miłością swojego życia. Zamiast jednak spokoju, przynosi coraz więcej rozczarowań.
Kamperem w podróż w głąb siebie
Forever Ago nie jest tylko o podróży. Jest o tym, że świat się zmienia. O tym, że miejsca dla nas ważne, kilka dekad później wyglądają zupełnie inaczej. O tym, że z dawnego, wspaniałego życia nic już nie zostało. Widać to po głównym bohaterze, który w wielu momentach jest wręcz nieprzyjemny i zgorzkniały. Świat się zmienia, a to powoduje u niego frustrację. Gra stara się wytłumaczyć, że to wina samotności po śmierci żony. W wielu miejscach obserwujemy wspomnienia z dawnych czasów, w których widać, że bohater był kiedyś zupełnie inny.
Jak przystało na dobrą historię, w pewnym momencie musi dojść do przemiany bohatera. O tym też jest Forever Ago. To gra nie tylko o wspomnieniach. To również opowieść jak choroba najbliższej osoby diametralnie zmienia bohatera. Spoilować nie będę, ale oczywiste jest, że ból sentymentalnej podróży musi w pewnym momencie prowadzić do punktu zwrotnego i pogodzenia się z rzeczywistością. W fabule wiele jest więc pięknych chwil, ale przez spory czas dominuje żal, smutek i cierpienie, które na jakimś etapie muszą się przerodzić w nowe otwarcie.
Dużo opowiadam o emocjach, bo to one grają pierwsze skrzypce w grach narracyjnych. W nie nie gra się dla rozgrywki. Jej tutaj za bardzo nie ma. Gameplay to głównie przemierzanie lokacji i prosta interakcja z obiektami. Tempo jest ślimacze, bo bohater porusza się powoli i topornie. Emocji jest mniej nawet niż na grzybach, bo tam chociaż czasami można się schylić. Wspomniany na początku Mixtape jest na tym tle całkiem rozbudowaną grą. O Forever Ago mogą więc pomyśleć głównie ci, którzy nie nudzą się w grach pokroju Life is Strange. Cała reszta umrze z nudów.
GramTV przedstawia:
Płytki gameplay można przeboleć, jeśli nadrabia go historia. No i tutaj mam spory problem z Forever Ago. Nie mogę nie docenić bardzo dobrej ścieżki dźwiękowej i kilku scen wyreżyserowanych z dużym wyczuciem stylu. Niestety jest tego zdecydowanie za mało. Historia godzącego się z losem starszego człowieka jest zbyt przyziemna jak na grę wideo. Można ją wykorzystać, ale wymagałoby to znacznie większej dawki pełnych emocji scen, które mogłyby wywrzeć duże wrażenie na wrażliwym odbiorcy. Nie mogę odmówić grze momentów, ale jednak całościowo oglądając napisy końcowe nie czułem się powalony na kolana. Kilka okresów nudy (przy mniej intensywnych scenach) nie zostało zrekompensowane czymś, co zostałoby ze mną na dłużej.
Kolejny raz możemy wrócić do Mixtape, które zebrało świetne opinie krytyków. Produkcja zespołu Beethoven & Dinosaur jest w każdym aspekcie lepsza - ma ładniejszą grafikę, lepszą ścieżkę dźwiękową, wyższej klasy reżyserię i przede wszystkim "to coś". To opowieść, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Możliwe, że przez to, że pojawiła się w moim życiu dokładnie w tym momencie, w którym mogła maksymalnie na mnie oddziaływać. Może po prostu nie mam takiego bagażu doświadczeń, aby w Forever Ago odnaleźć siebie. Ilu jednak jest graczy, którzy mają takie przeżycia jak główny bohater? Nie wykluczam, że ich ta gra poruszy i będzie emocjonalnym katharsis, którego nie zapomną na długo. Śmiem jednak twierdzić, że będzie to bardzo wąska grupa odbiorców.
Obawiam się więc, że Forever Ago będzie tylko bardzo estetyczną, ale jednak raptem ciekawostką, która przez rynek przemknie z prędkością światła. W natłoku hitów AAA tak minimalistyczna i wolna gra prawdopodobnie spotka się z niewielkim zainteresowaniem. Zresztą bardziej rozbudowany gameplay nic by tutaj nie zmienił. O oskarowym filmie Spotlight ktoś kiedyś powiedział, że najwięcej akcji było w nim, kiedy bohater grany przez Marka Ruffalo przechodził przez ulice. Forever Ago jest czymś takim, tyle że w przeciwieństwie do filmowego hitu, nie ma w sobie historii, która będzie maksymalnie poruszająca i ekscytująca. Jest w niej dużo bólu i cierpienia, ale też odrobina ciepła i nadziei. Wszystko jednak dla koneserów, a nie dla szerszej publiki.
Jak bumerang wraca Mixtape, nie tylko dlatego, że to również gra narracyjna z tego roku, w dodatku od tego samego wydawcy. Wspominam ten tytuł głównie po to, aby pokazać jak powinna wyglądać produkcja tego typu. Forever Ago niestety tę rywalizację przegrywa z kretesem. To nie jest zła gra, ale też nie jest na tyle dobra, aby sięgnięcie po nią teraz miało jakieś uzasadnienie. Potraktowałbym ją raczej jako ciekawostkę dla miłośników gier narracyjnych, którzy szukają czegoś wysublimowanego na jeden, dłuższy wieczór. Doszukując się tam większych emocji, można się jednak srogo rozczarować.
6,7
Temat może i mocny, ale w realizacji zabrakło serca oraz emocji, aby w pełni zrekompensować ślimacze tempo.
Prześwietlam polski gamedev - piszę o grach, biznesie i kulisach branży, do których inni nie docierają. Rozmawiam z twórcami i analizuję co dzieje się za zamkniętymi drzwiami.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!