Recenzja Clive Barker's Hellraiser: Revival – Najbrutalniejszy ze wszystkich Residentów

Mateusz Mucharzewski
2026/10/08 14:00
2
0

Gra tylko dla graczy o mocnych nerwach i wysokiej tolerancji dla wszelkich dewiacji.

Recenzja Clive Barker's Hellraiser: Revival – Najbrutalniejszy ze wszystkich Residentów

Nazwisko brytyjskiego pisarza Clive’a Barkera jest bardzo dobrze znane graczom, w szczególności tym starszym – z genialnego Undying oraz znacznie mniej grywalnego Jericho. Znany z kontrowersyjnych horrorów twórca wraca po latach do branży gier wideo z adaptacją swojego najpopularniejszego dzieła – krwawego, wyuzdanego i pozbawionego zahamowań Hellraisera.

Wszystkie te określenia nabierają sensu już w pierwszej scenie sadomasochistycznego seksu między głównym bohaterem a jego partnerką. W jej trakcie kobieta używa znalezionej kostki, która w tym świecie jest narzędziem magicznym, przywołującym demony z innego wymiaru. Wtedy Hellraiser pokazuje, że nie tylko będzie w nim dużo nagości, ale też niewyobrażalna brutalność. Animacja rozrywanej hakami kobiety jest bardzo dopracowana i dokładnie pokazuje pozdzieraną skórę, mięśnie oraz kończyny. Wiele gier było brutalnych, ale Hellraiser wyznacza nowe granice.

Pierwsze chwile rozgrywki to festiwal coraz brutalniejszych i bardziej krwawych scen. Odpowiedzialny za produkcję zespół Saber Interactive chciał pokazać, że niczego bać się nie będzie, a o autocenzurze nie ma mowy. Jest to szalenie kontrowersyjne, ale nie na tyle, abym mógł powiedzieć o przekroczeniu jakiejś granicy dobrego smaku – pod warunkiem, że Hellraisera nie odpali nikt wrażliwy. Do tego wszystkiego kapitalnie wyglądają przybysze z innego wymiaru, których design jest niesamowity. On nie tylko jest szalenie unikatowy, ale też podkreśla, że dla tych ludzi przyjemność wiąże się też ze sprawianiem sobie ekstremalnego bólu. Jeśli więc ktoś nigdy nie miał kontaktu z uniwersum Hellraisera, możliwe że w grze dozna małego szoku. To produkcja tylko dla świadomych graczy, którzy wiedzą, na co się porywają. To bez wątpienia nowy wymiar brutalności w grach wideo.

Rozgrywka początkowo mocno koncentrowała się na fabule i eksploracji. Można było wręcz odnieść wrażenie, że Hellraiser będzie grą mocno narracyjną. Szybko też pojawiają się sceny w innym wymiarze, które są wyjątkowo… takie sobie. Większość z nich to przemierzanie bardzo wąskich labiryntów i unikanie pułapek. Czasami też zdarza nam się uciekać przed przeciwnikiem. Nie dość, że nie jest to nic, czego w grach już nie widzieliśmy, to jeszcze mało w tym jakości. Te sekcje powinny być intensywne i szybko pompować adrenalinę, ale zamiast tego tylko czekałem aż się skończą. Często też łatwo się w nich ginęło, przez co trzeba było się uczyć, jakie zagrożenia staną na naszej drodze. Wolałbym takie rzeczy robić za pierwszym razem, bo wtedy emocje są znacznie większe.

Kiepsko wygląda też moment, w którym w grze pojawiło się odrobinę akcji. Pierwsza walka z użyciem noża była bardzo koślawa. Gra nie oferuje bloku, a jedynie unik i cios. Nie ma też wielu efektownych animacji wykończenia wrogów. Jeszcze gorzej było, kiedy otrzymałem pistolet. Raczej przypominał on zabawkę (dźwięki czy odrzut) niż poważne narzędzie. Do tego bardzo skromne skradanie, poziomem skomplikowania przypominające prosty prototyp niż produkcję poważnego dewelopera. Saber Interactive wydał mnóstwo gier, w tym wiele shooterów. Dlaczego więc w Hellraiserze zaoferował coś tak biednego?

Graczy oczekujących premiery uspokoję – pierwsze wrażenia są kiepskie, ale gra z czasem się rozkręca. Po pewnym czasie gameplay mocno przypomina typowe Resident Evil. Struktura rozgrywki jest niemal identyczna – stopniowo eksplorujemy kolejne pomieszczenia, często wracamy do niektórych miejsc, zdobywamy nowe klucze i zarządzamy ograniczonym ekwipunkiem. Klasyk, w którym nie ma za bardzo nic nowego. Jest nawet klasyczna dla produkcji Capcomu postać sprzedawcy, który podróżuje za nami i co jakiś czas, oprócz nowego sprzętu, oferuje jakąś poradę i dobre słowo. Sekcje w innym wymiarze są jakimś urozmaiceniem, ale niezbyt ciekawym.

GramTV przedstawia:

W tym wszystkim Hellraiser jest tylko niezły. O porównaniach do poziomu Resident Evil nawet nie ma co mówić, bo to inna liga. Produkcję Saber Interactive prędzej postawiłbym obok tegorocznego Crisola, który wprawdzie przeszedł bez większego echa, ale jest bardzo udaną i dobrze zaprojektowaną grą. Może nie ma tak barwnego i na swój sposób ekscytującego świata, ale pod kątem rozgrywki prezentuje się nieco lepiej. Hellraiserowi przede wszystkim brakuje wyższego poziomu wykonania. Skradanie czy walka mogłyby być zrealizowane lepiej, z większą głębią i jakością. Przykładowo w wielu miejscach brakowało dopracowanego udźwiękowienia. Pojawiło się też kilka drobnych bugów. Wiele z nich może zniknąć po premierowym patchu lub kilka dni po debiucie gry. Mimo wszystko cała gra sprawia wrażenie, jakby topowy deweloper potraktował ją jako solidną podstawę do dalszej pracy, a nie gotowy produkt.

Raz przykładowo myślałem, że nie przejdę gry, bo po wyjściu z jednego pomieszczenia odpalił się skrypt, w wyniku którego atakowany byłem absurdalną liczbą wrogów, na których po prostu nie starczało mi amunicji. Musiałem obniżyć poziom trudności i przejść to “na krzywy ryj”. Do teraz nie wiem, czy to bug, czy jednak ja coś źle robiłem. Momentów, które były dezorientujące, było jednak więcej. Jedna zagadka doprowadziła mnie do szału. Jej podstawą jest tekst w języku angielskim, który z jakiegoś powodu nie został przetłumaczony (gra ma zresztą kilka braków w lokalizacji). Nawet jednak znając język, znalezienie rozwiązania jest trudne i moim zdaniem mało logiczne. Zagadkę rozwiązałem w sumie przez przypadek. Raz trafiła się też walka z bossem wymagająca masy amunicji, mimo że w takiej grze jest jej z definicji mało. Nie są to duże rzeczy, ale potrafią mocno wybić z rytmu i popsuć odczucia z rozgrywki.

Największym problemem Hellraisera jest jednak to, że poza tematyką nie ma w sobie nic niezwykłego. Fabuła jest dosyć klasyczna, ale jak na warunki gatunku prezentuje całkiem niezły poziom. Szkoda więc, że zabrakło jej większego rozmachu. Kilka lokacji robi duże wrażenie, ale więcej powinno być dobrze wyreżyserowanych scen. Dosłownie w jednym momencie wydarzeniom na ekranie towarzyszy dobra muzyka budująca emocje. Nawet koniec gry jest zabawny, bo po ostatniej scenie nie ma napisów końcowych, tylko plansza z podziękowaniem za grę. To jest więc główny problem tej produkcji. Gra się dobrze, ale odbiór całości psują momenty, w których brakuje większego dopracowania, solidnego AI wrogów i lepszego przemyślenia pewnych pomysłów.

Jedynym w miarę unikatowym elementem gry jest kostka, która daje kilka ciekawych możliwości. Za jej pomocą można manipulować niektórymi obiektami (np. przesuwać wielkie bloki, aby utworzyć przejście), a w trakcie walki chwycić metalowy element (np. tarczę piły) i rzucić nim we wroga. To drugie potrafi dać sporo frajdy, chociaż tutaj również mam wrażenie, że dało się wyciągnąć z tego pomysłu więcej. To też inny problem Hellraisera – tutaj jest całkiem sporo koncepcji, ale brakuje tego, aby cokolwiek było robione na mistrzowskim poziomie. To powoduje, że początkowo nie do końca wiedziałem, czym ta gra chce być, a później zabrakło mi polotu w rozgrywce. Niekiedy było to nawet zastanawiające, jakim cudem tak duży i doświadczony deweloper jak Saber Interactive potrafi zaproponować w swojej grze walkę z bossem w małym i nudnym pomieszczeniu, przez co zostaje ona całkowicie pozbawiona emocjonującej otoczki.

Saber Interactive pewnie bardzo chętnie rywalizowałby z Resident Evil, ale niestety jego Hellraiser: Revival to raczej poziom wspomnianego wcześniej Crisol: Theater of Idols. Czy to źle? Na pewno jest to rozczarowanie, chociaż nie chciałbym też, aby zabrzmiało to tak, jakbyśmy mówili o słabej grze. Dla miłośników “residentowego” podejścia do survival horroru jest to bez wątpienia pozycja obowiązkowa. Byłoby jednak znacznie lepiej, gdyby gra była mocniej dopieczona (nie mówię tylko o bugach) i wyrazista na poziomie rozgrywki. Fabularna otoczka jest oczywiście mocniejsza niż wszystko, co wcześniej widzieliśmy. Jeśli jednak obedrzeć Hellraisera z ekstremalnej brutalności i wyuzdanej seksualności, zdecydowanie brakuje tam klarownej i unikatowej wizji rozgrywki.

7,4
Kontrowersje kontrowersjami, ale w rozgrywce wszystko jest zrobione nieźle, a nic świetnie. Resident Evil robi to co najmniej klasę lepiej.
Plusy
  • Bardzo dobrze pokazana specyfika świata Hellraisera
  • Brutalność i seksualność są ekstremalne, ale nie niesmaczne
  • Solidnie wykonany, “residentowy” model rozgrywki
  • Nawet niezła historia (jak na realia gatunku)
Minusy
  • Brakuje większej głębi w walce czy skradaniu
  • Początkowo gra nie wie czym chce być
  • Słabe labirynty w wymiarze Cenobitów
  • Sporo drobnych bugów
  • Muzyki jakby w tej grze prawie nie było
  • Brak własnego pomysłu na rozgrywkę
  • Przeciętne AI wrogów
Komentarze
2
MisioKGB napisał:

Hmmm szkoda, myślałem, że będzie solidna gra. Dawno nie było nic do Barkera. Może pogram jak będzie okazja.

Kurna, w sumie to poiwiem szczerze - prawie 7,5 to nadal dobra ocena.

MisioKGB
Gramowicz
Dzisiaj 15:03

Hmmm szkoda, myślałem, że będzie solidna gra. Dawno nie było nic do Barkera. Może pogram jak będzie okazja.