Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru – recenzja filmu. Droga donikąd

Radosław Krajewski
2026/08/21 20:00
0
0

Po trzyletniej przerwie do kin powróciła seria Naznaczony. Oceniamy, czy jest lepiej niż w przypadku poprzednich, nieudanych odsłon serii.

Demoniczna przestrzeń

Seria Naznaczony osiągnęła swój szczyt w pierwszym filmie i żadna kolejna część nawet nie potrafiła się do niej zbliżyć. Chociaż James Wan powrócił za kamerą w drugiej odsłonie, to nawet współczesny mistrz horroru nie potrafił tchnąć nowego życia w tę serię. Z jakiegoś powodu widzowie wciąż chętnie chodzili do kina na nowe odsłony tej franczyzy, co też przekonywało włodarzy Sony Pictures, do dania zielonego światła na kolejne projekty z uniwersum. I tak doszli do Naznaczonego: Wyjścia z mrocznego wymiaru, czyli już szóstej odsłony serii, która w pierwszych zapowiedziach wyglądała jak kolejny schematyczny horror, który niczym widzów nie zaskoczy, jak chociażby tegoroczna Obsesja, czy Backrooms. Mimo to otrzymaliśmy zdecydowanie najlepszą odsłonę Naznaczonego od czasu pierwszej części, co nie znaczy, że jest to udany film.

Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru
Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru

Historia opowiada o Gemmie (Amelia Eve), młodej matce wychowującą córkę (Island Austin) w rodzinnym domu. Dzieciństwo kobiety nie było jednak szczęśliwe, a wszystko to z powodu matki, która popadła w obłęd pod wpływem nadprzyrodzonych sił. Śmierć matki odcisnęła na Gemmie swoje piętno, które stało się źródłem jej traum. Kiedy dziwne zjawiska znów zaczynają pojawiać się w domu, kobieta odkrywa w sobie niezwykłe zdolności, pozwalające jej podróżować do Mrocznego Wymiaru. Co gorsza, potrafi nie tylko tam wejść, ale również sprowadzać demoniczne istoty do naszego świata. Kobieta musi zrozumieć własną przeszłość, aby zatrzymać zagrożenie i ochronić córkę, zanim będzie za późno. W jej walce pomaga jej Elise Rainier (Lin Shaye), która mimo śmierci nadal przemierza Mroczny Wymiar.

Po powrocie do rodziny Lamberów w Naznaczony: Czerwone drzwi, Wyjście z mrocznego wymiaru znów wprowadza świeżych bohaterów, skupiając się na zupełnie nowym rozdziale tego uniwersum. Jednak tym razem, zamiast kolejnego wariantu tej samej historii o dziecku uwięzionym przez demony, otrzymujemy protagonistkę, która sama posiada wyjątkową więź z Mrocznym Wymiarem. To pozwala twórcom na wprowadzenie kilku nowych rozwiązań i zmiany zasad dotychczasowej gry. Gemma nie jest więc tylko ofiarą demonów, ale potrafi wejść do ich świata i stawić im czoła, wykorzystując zasady rządzące Mrocznym Wymiarem do ich pokonania.

Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru
Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru

Problem jednak w tym, że twórcy nie potrafią wykorzystać potencjału drzemiącego w mocach Gemmy. Zresztą pierwsza połowa filmu daje nadzieję, że będzie inaczej i twórcy mają na to wszystko konkretny pomysł. Wątek związany z matką bohaterki pozwala zbudować emocjonalną opowieść, a dom, w którym wychowywała się kobieta, staje się naturalnym miejscem akcji dla horroru o dziedziczonej traumie. Niestety w dalszej części filmu widać problemy scenariuszowe i brak pomysłów na rozwinięcie wątków.

Nowe zło

Chociaż mitologia Mrocznego Wymiaru zostaje rozbudowana, to nie idzie za tym zwiększanie napięcia, ale również stawki. Niestety za dużo w tym wszystkim ekspozycji, a za mało klimatu i atmosfery grozy. Zresztą sam strach, czyli coś, co w horrorach powinno być najistotniejsze, nie działa w nowym Naznaczonym. Jest kilka całkiem niezłych scen, jak ta ze zwiastuna, w której Gemma ucieka przed potworami w korytarzu stworzonym z poduszek i koców, ale jest tego zdecydowanie za mało. Reżyser Jacob Chase próbuje widza straszyć najprostszymi metodami, a więc jump scare’ami, czy pojawianiem się demonów za plecami bohaterów, ale to tanie sztuczki, na które zresztą twórcy nie mieli za bardzo pomysłu. Pod tym względem Chase powiela pomysły z poprzednich odsłon serii, nie dodając zbyt wiele od siebie. Widać, że nie jest to artysta, ale zwykły rzemieślnik, który nie ma większego wpływu na kształt całości. Ale mimo wszystko znalazło się kilka świeżych pomysłów, chociażby jedna ze scen, która z powodzeniem mogłaby istnieć w pełnoprawnym body horrorze. Jest jednak tego zdecydowanie za mało.

Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru
Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru

GramTV przedstawia:

Kiepsko wypada również główny antagonista Naznaczonego: Wyjścia z mrocznego wymiaru. Demon Cyrus ma odpowiedni wygląd i niewątpliwie drzemie w nim spory potencjał, ale twórcy nie potrafią zrobić z niego pełnoprawnej postaci, której potęga byłaby wyczuwalna przez cały film. Zamiast charakterystycznego przeciwnika, jak czerwonoskóry demon z pierwszej części, otrzymujemy kolejnego mało znaczącego i niedającego się zapamiętać na dłużej przeciwnika. Co prawda pasuje on do mitologii tego uniwersum, ale nie jest to wcale aż tak nowe i przerażające zagrożenie, aby Cyrus zapisał się w historii horrorów.

Zdecydowanie największym atutem filmu jest Lin Shaye, która stała się już twarzą całej serii. Jako Elise Rainer już dawno przestała być zwykłem medium, poboczną postacią, której zadanie jest tłumaczenie zasad tego świata. Od kilku odsłon jest przewodniczką po tym Mrocznym Wymiarze i opiekunką dla głównych bohaterów. Widać jednak, że aktorka doskonale rozumie tę postać i jest w niej sporo ciepła i humoru. Niezła jest również Amelia Eve w głównej roli, która potrafi nadać swojej postaci wiarygodności i pokazać emocjonalną stroną, szczególnie w scenach związanych z jej matką.

Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru okazuje się najlepszą odsłona horrorowej serii od czasu legendarnej pierwszej części. Poprzeczka nie była zawieszona wysoko, ale to miły powiew świeżości dla tej franczyzy, która przez wielu została już skreślona. Trzeba jednak pamiętać, że nawet jeżeli jest lepiej niż poprzednim razem, to nie oznacza automatycznie, że jest dobrze. Wyjście z mrocznego wymiaru to co najwyżej średniak, będący niczym więcej jak schematycznym, pozbawionym oryginalności horrorem. Dla serii Naznaczony czas jakby się zatrzymał i widać, że twórcy boją się zaryzykować, aby wnieść swoją franczyzę na zupełnie nowy poziom.

5,0
Naznaczony: Wyjście z mrocznego wymiaru ma kilka pomysłowych scen i udaną próbę rozpoczęcia nowej historii, ale ostatecznie grzęźnie w powtarzalnej formule, rozwleczonej mitologii i zbyt małej liczbie udanych scen horrorowych.
Plusy
  • Niezły pomysł na nową bohaterkę i jej zdolność podróżowania do Mrocznego Wymiaru
  • Kilka naprawdę udanych sekwencji horroru
  • Dobre wykorzystanie motywu dziedziczonej traumy
  • Powrót Lin Shaye jako Elise Rainier
  • Amelia Eve też daje radę w swojej roli
Minusy
  • Zbyt powtarzalne jump scare'y i schematyczne scen grozy
  • Coraz bardziej skomplikowana mitologia, która nie jest wcale aż tak ciekawa
  • Mało wyrazisty główny antagonista
  • Efekty specjalne momentami wyglądają tanio i sztucznie
  • Zbyt mało atmosfery grozy
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!