Lies of P - recenzja. To świetna gra, nie kłamię!

Adam "Harpen" Berlik
2023/10/02 17:00
0
0

Chcieliście Bloodborne na PC i Xboksa? To macie… Lies of P!

Jak ten czas leci…

Po ponad ośmiu latach od premiery Bloodborne na PlayStation 4 i wielu plotkach na temat wersji pecetowej, której zapewne już się nigdy nie doczekamy, koreańskie Round8 Studio postanowiło stworzyć Lies of P inspirowane wspomnianym hitem autorstwa From Software. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to marna podróbka wycieczki do Yharnam, ale w istocie jest zupełnie inaczej - Lies of P nie dość, że w wielu miejscach nawiązuje nie tylko do Bloodborne, ale i innych gier From Software, to w dodatku ma własną tożsamość. Oto przed wami jeden z najlepszych souls-like’ów w historii.

Lies of P - recenzja. To świetna gra, nie kłamię!

O czym jest Lies of P?

Lies of P to RPG akcji w konwencji souls-like’a, w którym rozgrywkę ukazano z perspektywy trzeciej osoby. Gra posiada wiele wspólnych mianowników z innymi przedstawicielami wspomnianego gatunku, o czym przekonacie się w kolejnych akapitach, lecz oferuje unikatowe miejsce akcji i ciekawą, alternatywną wersję klasycznej opowieści o Pinokiu. Jeśli w tym momencie zaczęliście się zastanawiać, czy w grze można kłamać, to owszem - można. Czy jest to mechanika dostatecznie rozwinięta? Niekoniecznie. Uważam, że - bez zdradzania jakichkolwiek szczegółów na temat fabuły - autorzy nie wykorzystali w pełni potencjału drzemiącego w tym aspekcie.

Niemniej sama historia w Lies of P wciąga od samego początku, a idea bajki o Pinokiu w mrocznej wersji przeznaczonej dla dorosłych ma rację bytu. Tym bardziej, że jest ona opowiedziana wprost, ale możemy poznać dodatkowe informacje szukając odpowiednich notatek podczas eksplorowania lokacji. Mimo wszystko nie trzeba poświęcać wielu godzin na połączenie wszystkich poszlak w jedną całość lub też oglądając materiały wideo w serwisie YouTube.

Scenariusz scenariuszem, ale to nie wszystko, bo Lies of P już na tym etapie wielokrotnie puszcza oko w stronę fanów gier studia From Software. Nasza baza wypadowa to Hotel Krat, w którym spotkamy oczywiście kobietę od levelowania postaci (największe skojarzenia budzi chyba z Dark Souls III), tajemniczą NPC na wózku inwalidzkim (jeśli pomyśleliście o Gehrmanie z Bloodborne, to jak najbardziej słusznie), ale nie tylko, bo w jednym z pomieszczeń znajdziemy również Gepetto, którego postać - rzecz jasna - ma ogromny wpływ na fabułę. Co warte odnotowania, wspomniany Hotel Krat, gdyby przygasić w nim światło, mógłby posłużyć za intrygującą miejscówkę rodem z cyklu Resident Evil.

Jest klimat w Lies of P!

Swoją przygodę z Lies of P rozpoczynamy na dworcu kolejowym, lecz chwilę później zwiedzamy już ulice miasta opanowanego przez marionetki. Gra zachwyca od samego początku niesamowitym klimatem, choć w moim odczuciu sama jakość tekstur pozostawia tutaj sporo do życzenia (ponad ośmioletni Bloodborne wygląda lepiej), lecz - tak jak w produkcjach From Software - chodzi przede wszystkim właśnie o atmosferę. I o to, by autorzy recenzowanej produkcji doskonale wiedzieli, co zrobić, aby zachwycić miłośników popularnych Soulsów. I właśnie to zrobili.

Pierwszych kilkadziesiąt minut w Lies of P to bułka z masłem nawet dla tych, którzy nigdy wcześniej nie grali w żadnego souls-like’a. Początkowo wrogowie atakują powoli, gracz ma czas żeby opanować sterowanie i wciągnąć się w rozgrywkę. Dopiero potem, ale nie wszystko od razu, tylko sukcesywnie, twórcy ujawniają przed odbiorcą kolejne mechaniki, więc nikt nie będzie czuł się tu rzucony na głęboką wodę. Kiedy jednak już opanujemy reguły, to okaże się że właśnie w tym momencie zaczyna się prawdziwe Lies of P, bo na naszej drodze stanie naprawdę wymagający boss. Pierwszy z dwoma fazami - czujcie się ostrzeżeni.

Choć w tym momencie trzeba odnotować jedno - kilka dni przed napisaniem tej recenzji Lies of P otrzymało aktualizację, w wyniku której osłabiono niektórych bossów (w tym wyżej wspomnianego i paru innych), więc poziom trudności nieco się obniżył. Jest łatwiej, ale czy łatwo? Nie powiedziałbym. Dla mnie natomiast i tak dyskusyjna pozostaje sama kwestia znerfienia bossów. Rozumiem, że wielu graczy miało problemy z ich pokonaniem, ale w grach tego typu zawsze tak było i zapewne będzie. No cóż.

Czy to From Software? Nie, to Round8 Studio!

Trzeba przyznać, że Round8 Studio potrafi naśladować From Software jak mało kto, a to przecież najwyższa forma uznania, prawda? Jeśli chodzi o projekty lokacji, to w tym aspekcie twórcy osiągnęli absolutne mistrzostwo. Miejscówki nie są przesadnie duże, ale odpowiednio skondensowane i wypełnione przemyślanymi skrótami rodem z pierwszego Dark Souls. Na uwagę zasługują także poboczne ścieżki - winda raz prowadzi do nowego etapu, raz - na przykład - może przetransportować nas w ukryte miejsce z NPC-em sprzedającym ciekawe przedmioty.

Lies of P oferuje również odpowiednik znanych z Soulsów ognisk, przy których możemy odpocząć, zregenerować liczbę potionek i oczywiście odrodzić wszystkich okolicznych wrogów z wyjątkiem bossów; kiedy zginiemy, także przeniesiemy się do ostatniego aktywowanego punktu kontrolnego. Skoro już o nich mowa, to warto powiedzieć, że niekiedy jest ich na trasie całkiem sporo, ale nie brakuje miejsc, w których stargazerów jest znacznie mniej, lecz za to mamy więcej skrótów do odblokowania.

GramTV przedstawia:

Świetnie wypadają momenty, w których ewidentnie widać, że stargazery nie zostały rozmieszczone w sposób przypadkowy, lecz po wykonaniu rozmaitych testów. Kilkukrotnie przechodząc dany obszar dochodziłem do nowego ogniska praktycznie z połową paska życia i wykorzystanymi potionkami. Tak jakby autorzy sprawdzili, czy tyle estusów wystarczy graczowi na tym terenie, czy może jednak dodać jakiś skrót lub jeszcze jedno ognisko. Aha, twórcy pozwolili sobie także na ciekawy zabieg, umieszczając przed stargazerem właśnie trudniejszego przeciwnika. Kto grał w Soulsy, ten wie, że lepiej go ominąć, odpalić ognisko i wrócić do oponenta z pełnym zapasem życia.

Lies of P to gra, w której studio odpowiedzialne za projekt niejednokrotnie bawi się konwencją. Jeśli myśleliście, że Sen’s Fortress z wahadłami czy też Anor Londo z wąskimi platformami to w istocie wymagające obszary, to jasne - mieliście rację. Recenzowana produkcja w pewnym momencie oferuje jednak fragment stanowiący połączenie wyżej wymienionych lokacji z Dark Souls. A takich atrakcji dla fanów souls-like’ów jest tu znacznie więcej. Czy irytują? Nie, bo to małe, miniaturowe wręcz lokacyjki, ale z drugiej strony na tyle duże, byśmy zginęli w nich kilkukrotnie zanim odnajdziemy właściwą ścieżkę.

Tyle tylko, że w Lies of P mimo wszystko trudno się zgubić. Choć na jedno przejście trzeba ponad 30 godzin, po ujrzeniu napisów końcowych wiadomo już, że dotarcie do finału po raz kolejny zajmie mniej czasu. To gra, której trzeba się nauczyć. Długa za pierwszym razem i z każdym następnym coraz krótsza (Bloodborne też można przelecieć w kilkadziesiąt minut). Całość opiera się tu bowiem na nieznajomości. Nie znamy rozkładu przeciwników, ataków bossów, nie wiemy gdzie są cenne przedmioty, a które miejscówki można przebiec, docierając od razu do walki z finałowym przeciwnikiem na danym terenie. Zanim jednak będziemy próbowali speedrunować, to nie obejdzie się bez opanowania całkiem złożonego, ale piekielnie satysfakcjonującego systemu walki.

System walki w Lies of P

Lies of P umożliwia wyprowadzanie zarówno lekkich, jak i ciężkich ataków. Możemy unikać ciosów przy wykorzystaniu uników, które w wielu momentach są jednak bezużyteczne (nawet jeśli odblokujemy specjalną zdolność pozwalającą na zrobienie dwóch uników pod rząd), bo starcia - jak w Sekiro: Shadows Die Twice - opierają się głównie na parowaniu i blokowaniu ciosów. Nie jest to jednak rozwiązanie przeniesione żywcem z tamtej gry, lecz stanowiące połączenie ciekawej mechaniki znanej także z Bloodborne.

Otóż w Lies of P możemy blokować ataki, co zabiera nam trochę punktów zdrowia, lecz jeśli natychmiast zareagujemy i wyprowadzimy cios, odzyskamy utracone HP. Gra zachęca więc do agresywnych starć, nagradzając gracza za taką postawę. Warto jednak opanować parowanie, które początkowo wydaje się trudne, lecz kiedy już załapiemy, o co w tym dokładnie chodzi, to nie dość że będzie łatwiej, to poczujemy ogromną radość podczas walk. Ponadto po wykonaniu określonej liczby odbić wokół paska zdrowia bossa pojawi się biała ramka, co oznacza, że można zadać mu krytyczne obrażenia.

Bossowie w Lies of P dadzą ci popalić

No właśnie, a co z samymi bossami? Walki z nimi, a także z mini-bossami w Lies of P to czysta poezja. Jasne, pierwsza próba zwykle wygląda tak samo - jak ja go pokonam? Natomiast powolutku uczymy się ataków, bo starcia są różnorodne, nieprzewidywalne i - przede wszystkim - nieprzekombinowane, ale za to bardzo angażujące. Walczymy zwykle z jednym wrogiem, ale czasem także z dwoma, niektóre walki mają więcej niż jedną fazę, więc Lies of P potrafi zaskoczyć, ale w pozytywny sposób. Trudno w tej kwestii na cokolwiek narzekać.

Lies of P - rozwój postaci

Sam system rozwoju postaci w Lies of P nie jest może jakoś bardzo rozbudowany, ale wystarczający. Co prawda na początku wybieramy jedną z trzech broni, ale - jak to w Soulsach - możemy i tak podążyć dowolną ścieżką. Tym bardziej, że w toku rozgrywki odblokowujemy nowe rodzaje broni, a z części posiadanych da się tworzyć własne kombinacje oręża, więc frajda jest jeszcze większa. Do tego levelowanie odpowiednich statystyk i… broń palna? Też, ale chodzi raczej o lewą rękę naszego bohatera, rękę legionu, która może stać się miotaczem ognia, pozwolić na przyciąganie wrogów do siebie czy też blokować ciosy. Jest co robić i w czym wybierać.

Jak działa Lies of P?

Lies of P testowałem na komputerze Actiny wyposażonym w procesor AMD Ryzen 9 5900X, kartę graficzną NVIDIA GeForce RTX 3080 10 GB i 16 GB RAM. Na najwyższych ustawieniach jakości grafiki w rozdzielczości 1080p zablokowałem sobie framerate na 60 klatkach na sekundę, bo to dla mnie idealna liczba w przypadku tak dynamicznych produkcji, w których ewentualny, nawet najmniejszy spadek płynności może mieć ogromny wpływ na rezultaty podczas zabawy. Na szczęście jednak przez cały czas rozgrywki nie doświadczyłem nawet najdrobniejszego “chrupnięcia” - gra jest świetnie zoptymalizowana.

Podsumowanie

Początkowo byłem dość sceptycznie nastawiony do Lies of P, które ostatecznie okazało się jednym z najlepszych souls-like’ów w historii i jedną z najlepszych gier tego roku. A może nawet najlepszą, choć do końca 2023 jeszcze trochę pozostało, a jesteśmy przecież w trakcie niezwykle intensywnego okresu, jeśli chodzi o premiery. Mimo wszystko gra zasługuje na bardzo wysoką notę, którą widzicie poniżej. Dlaczego? Jeśli zerknęliście tylko na podsumowanie, przeczytajcie całą recenzję.

8,5
Tak się robi dobre souls-like'i. Wróć. Tak się robi bardzo dobre souls-like'i. O!
gram poleca
Plusy
  • świetny klimat
  • umiejscowienie akcji
  • projekty rozmaitych lokacji
  • nieustannie zachęca do eksploracji
  • kapitalny system walki
  • różnorodni bossowie
  • system rozwoju postaci
  • tworzenie nowych rodzajów broni
  • intrygująca, wciągająca opowieść
  • dobra optymalizacja
Minusy
  • niewykorzystany potencjał kłamstw
  • graficznie mogłoby być lepiej
  • czasami kiepska SI mobków
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!