Jej piekło - recenzja filmu. To science fiction ma klimat, ale tonie we mgle

Jakub Piwoński
2026/08/22 16:00
0
0

Nicolas Winding Refn po 10 latach przerwy od kina daje nam nowy film. Neony znowu pulsują, ale tym razem w oparach dystopijnego science fiction. Czy warto było czekać?

Przeżyjmy to jeszcze raz. 2011 rok. Duńczyk Nicolas Winding Refn wchodzi na salony. Choć wcześniej zdążył już zademonstrować swój wyrazisty styl za sprawą trylogii Pusher oraz osobliwego Bronsona, dopiero Drive uczyniło z niego gwiazdę Hollywood. I Ryana Goslinga też. Co ciekawe, każdy kolejny film był już tylko... gorszy. Albo inaczej: coraz mniej zrozumiały. To chyba lepsze określenie. Refn poczuł wiatr w żaglach na tyle mocno, że przestał przejmować się narracyjnymi wymogami i zaczął po prostu płynąć. W siną i chyba ślepą dal.

Tylko Bóg wybacza był pierwszym sygnałem ostrzegawczym. Choć film został świetnie nakręcony i pierwszorzędnie wystylizowany, to dziś z większym trudem przychodzi przytoczenie jego fabuły niż kolejnych hipnotyzujących kadrów. Z Neon Demon było zresztą bardzo podobnie. W ten sposób artysta z poziomu salonowej rewelacji wpadł do twórczego limbo, w którym przebywał przez kilka kolejnych lat, jakby wszystko, co chciał powiedzieć na ekranie, już powiedział. Pewnie należałem do nielicznych zwolenników Kowbojki z Kopenhagi, która zadebiutowała na Netfliksie, ale ten serial w jakiś pokręcony sposób do mnie przemówił. Wszyscy jednak czekali na to, aż Refn, po okresie eksperymentów, wróci do formy, która dała mu sławę.

Jej piekło
Jej piekło

Bóg nie wybaczy Jej tego piekła

I oto docieramy do Jej piekła – najnowszego pełnometrażowego dzieła autora kultowego Drive. Oczekiwania były spore, bo to pierwszy film Refna po dziesięciu latach przerwy od kina. W Cannes, delikatnie mówiąc, nie zdobył jednak aplauzu. Do Polski trafił w sierpniu dzięki dystrybucji Monolith Films. I co tu dużo mówić – film ma fatalny odbiór, choć pojawiają się również pojedyncze głosy zachwytu. Po której stronie jestem? Chyba jestem rozdarty.

Teraz to taki moment w recenzji, w którym powinienem powiedzieć, o czym właściwie ten film opowiada. Jej piekło faktycznie o czymś opowiada. Nie jestem tylko pewien, czy pełni to w filmie jakąś większą rolę. Spróbuję jednak streścić tę historię w miarę czytelnie. Mamy więc Elle – młodą dziewczynę, która zmaga się z czymś, co można nazwać potrzebą przypodobania się własnemu ojcu. Po przeciwległym biegunie znajduje się Szeregowy K., również ojciec, tyle że jego historia dotyka zupełnie innego rodzaju emocji. Jego postać symbolizuje rodzicielski lęk o własne dziecko – troskę o jego los, bezpieczeństwo i o to, w czyje ręce może wpaść. Pomiędzy nimi stoi z kolei tajemniczy morderca, który wyłania się z dystopijnego miasta spowitego gęstą mgłą. Ten z kolei jest archetypem samego diabła – ucieleśnieniem zagrożenia, zła i tego wszystkiego, czego rodzic najbardziej obawia się w świecie, który dawno przestał być bezpieczny.

Dowiedziałem się, że Refn zbudował tę historię, a właściwie quasi-historię, na podstawie własnych przeżyć. Jest w niej więc sporo autobiograficznych tropów, szczególnie widocznych w postaci Szeregowego K., granego przez Charlesa Meltona (swoją drogą, aktor zalicza ostatnio całkiem ciekawą serię produkcji, konsekwentnie budując swoją rozpoznawalność). Ponoć Refn-rodzic zaczął ostatnimi czasy sporo myśleć o życiu, śmierci i tym, co po sobie pozostawi. O tym, co stanie się, gdy nie będzie już mógł opiekować się córką. Z lęku przed tym, co wydarzy się, gdy dziecko wyjdzie z domu i zostanie zdane wyłącznie na siebie – lęku, który zresztą bardzo dobrze znam, bo sam go przeżywam – Refn ulepił Jej piekło. Opowieść o paradoksie cierpienia, które rodzi się z miłości.

Jej piekło
Jej piekło

Lęk przed utratą kontroli nad losem własnego dziecka

Wielkie to słowa, wielkie założenia. Mnóstwo tu symboli, jeszcze więcej niedopowiedzeń. A jeśli w filmie pojawia się mgła, możecie być pewni, że wszystko to jest jedną wielką tajemnicą. To raz. A dwa – te unoszące się na ekranie opary dają nam do zrozumienia, byśmy nie przykładali zbyt wielkiej wagi do rozpaczliwego poszukiwania sensu w tej historii. Dokładnie tak jak ze snem. Po przebudzeniu nie zawsze potrafimy powiedzieć, co właściwie się wydarzyło, ale pamiętamy jego intensywność. To, że był żywy, namacalny, niemal prawdziwy. Jakbyśmy przed chwilą odbyli jakąś wędrówkę do innego świata. Tak też działa Jej piekło. Refn zdaje się mówić, że wszystko, co dzieje się na ekranie, powinno mieć przede wszystkim wymiar emocjonalny, a nie rozumowy. Tak przynajmniej ja odczytałem ten film, nie rozumiejąc jednocześnie jego historii – jeśli wiecie, co mam na myśli.

GramTV przedstawia:

Jeśli nie, to już tłumaczę. Refn nie wymyśla swoich filmów w taki sposób, w jaki moglibyśmy przypuszczać. Nie siada jak Quentin Tarantino z notesem i nie spisuje dialogów, które spływają na papier niczym wodospad myśli. Refn najpierw widzi obraz, a dopiero później próbuje go rozwinąć i zbudować wokół niego kolejne sceny. Jestem przekonany, że w ten sposób powstawały Tylko Bóg wybacza, Neon Demon, a także recenzowane właśnie Jej piekło. To filmy, które zadają kłam tradycyjnym zasadom narracji. Co jednak ważne, jest to celowy zabieg artystyczny. A jeśli tak, z zasady nie krytykuję go per se jako wady. Przyglądam się raczej temu, jak został wykorzystany i czy w konkretnym przypadku działa. I muszę przyznać, że choć za ten styl Refna szanuję, to tym razem mam wrażenie, że reżyser przedobrzył.

Trzeba mieć w sobie bardzo dużo cierpliwości, być wypoczętym i otwartym na specyficzne doświadczenia, by nie dostrzec w tym filmie pretensjonalności. By nie zrazić się jego nużącą, stateczną atmosferą. By nie poczuć się odrobinę obrażonym tym, że tak na dobrą sprawę mamy do czynienia ze zlepkiem obrazów, które niewiele mają ze sobą wspólnego. Kamera znowu jednak nie zawodzi, bo nakręcone jest to pięknie. Klimat podkręca również muzyka, tym razem autorstwa Pino Donaggia – a warto wspomnieć, że to nazwisko nieprzeciętne, zasłużone i mające ogromne doświadczenie w budowaniu atmosfery grozy. Wystarczy wspomnieć choćby Carrie Briana De Palmy. Ponownie niezwykle mocne są też sceny walk. I jakże mogłoby być inaczej – z użyciem japońskich ostrzy.

Mgła, czyli tajemnica. Mgła, czyli pustka

Problem w tym, że wszystko to z osobna posiada jakość, ale połączone ze sobą nie współgra już najlepiej. Gdzieś pogrzebano też pomysł na casting Sophie Thatcher, która nie broni tej roli – wręcz oddaje ją widzowi do własnego użytku, niczym lalkę. Jej beznamiętna, zblazowana twarz kłóci się z finałowym wyrzutem emocji, który jest ewidentnie przeszarżowany. Ale to awangarda. W jej ramach wolno więcej. Jeśli zaś chodzi o samą substancję, z której ulepiono ten krajobraz, czyli popsutą przyszłość kryjącą się pod hasłem science fiction, to również ona nie odgrywa tu większej roli. Nie wyznacza kierunku, nie niesie ze sobą większego znaczenia. Jest raczej tłem, które ma pobudzać naszą wyobraźnię i czynić tę historię jeszcze bardziej niewiarygodną. Jakby mało było jej odrealnienia.

Tak jak jednak wspomniałem, jestem w rozkroku. Nie czuję się tym filmem obrażony, a odwaga i brawura Refna wciąż są dla mnie czymś inspirującym. Owszem, ta dziwna baśń jest mało klarowna i na pewno nie nadaje się jako bajka na dobranoc ani modlitwa na dzień dobry. Ma jednak w sobie coś, co mnie ujmuje – tęsknotę za artyzmem, który nie przejmuje się tym, czy widz wszystko rozumie, ale zachęca go do tego, by przede wszystkim coś przeżył.

5,0
Jej piekło to hipnotyczna i piękna wizualnie baśń, w której Refn po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem klimatu, ale tym razem jego zamiłowanie do artystycznego chaosu przeważa nad tym, co chciał opowiedzieć.
Plusy
  • Hipnotyzujący, charakterystyczny styl Refna
  • Świetne zdjęcia i scenografia
  • Klimatyczna muzyka Pino Donaggia
  • Mocne, zaskakujące sceny grozy i równie pobudzające sceny walk
Minusy
  • Nużące tempo
  • Pretensjonalność i silenie się na wielką sztukę
  • Narracyjny chaos i nadmiar niedopowiedzeń
  • Science fiction wykorzystane jako tło, bez znaczenia, bez przesłania
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!