Dla wielu fanów growa odsłona serii jest lepsza od prequelowego filmu.
Film Coś Johna Carpentera z 1982 roku pozostaje jednym z najbardziej cenionych horrorów science fiction w historii kina. Nie wszyscy pamiętają jednak, że dwie dekady później opowieść otrzymała bezpośrednią kontynuację w świecie gier. Produkcja z 2002 roku nie tylko rozwijała wydarzenia znane z filmu, lecz także próbowała przenieść jego charakterystyczną atmosferę paranoi bezpośrednio do mechaniki rozgrywki.
The Thing
Coś otrzymało grową kontynuacją. Produkcję ogracie w remasterze wydanym dwa lata temu
Gra The Thing zadebiutowała 20 sierpnia 2002 roku jako strzelanka z perspektywy trzeciej osoby. Jej akcję osadzono kilka miesięcy po wydarzeniach przedstawionych w Coś. Gracz trafiał na Antarktydę jako członek oddziału amerykańskich sił specjalnych wysłanego do zniszczonej placówki Outpost 31. Zadaniem zespołu było ustalenie, dlaczego baza przestała odpowiadać i co wydarzyło się z jej personelem.
Twórcy nie ograniczyli się do ponownego wykorzystania pomysłów Carpentera. Fabuła szybko wychodziła poza wydarzenia znane z filmu i rozwijała wątek prób wykorzystania tytułowej istoty przez przedstawicieli władz oraz prywatne przedsiębiorstwa. Jednocześnie większy nacisk położono na akcję, podobnie jak Obcy: decydujące starcie znacząco zwiększył jej skalę względem pierwszego filmu Obcy. Gracz mierzył się więc z całymi grupami zmutowanych stworzeń, a starcia miały przede wszystkim podkreślać chaos i walkę o przetrwanie.
Najciekawszym rozwiązaniem pozostawał jednak system strachu i zaufania. Podczas rozgrywki do drużyny dołączali między innymi żołnierze, inżynierowie i medycy. Ich stosunek do głównego bohatera zmieniał się w zależności od jego zachowania. Przekazywanie amunicji mogło zwiększać zaufanie, natomiast przypadkowe postrzelenie sojusznika sprawiało, że pozostali członkowie grupy zaczynali podejrzewać protagonistę o zakażenie. W skrajnych sytuacjach kompan mógł nawet zwrócić się przeciwko graczowi.
Na tym jednak nie kończyła się niepewność. Praktycznie każdy napotkany bohater niezależny mógł zostać zainfekowany przez obcą formę życia. Oznaczało to, że osoba, która jeszcze chwilę wcześniej wspierała drużynę, w dowolnym momencie mogła przemienić się w potwora. Właśnie dzięki temu gra próbowała odtworzyć jeden z najważniejszych elementów filmu, czyli ciągłe pytanie o to, komu można zaufać.
GramTV przedstawia:
Pod tym względem produkcja z 2002 roku obrała inną drogę niż filmowy prequel Coś z 2011 roku. Zamiast odtwarzać dobrze znany schemat, wykorzystała fundamenty oryginału do stworzenia nowej historii. Gra wyjaśniała również część niedopowiedzeń związanych z finałem filmu Carpentera, ale robiła to bez całkowitego pozbawiania pierwowzoru jego tajemniczości.
Sama produkcja otrzymała aprobatę Johna Carpentera. Reżyser Coś nie ograniczył się przy tym wyłącznie do udzielenia zgody na rozwinięcie swojego filmu. Pojawił się również w grze w niewielkiej, ale istotnej roli, co dodatkowo łączyło cyfrową kontynuację z kinowym pierwowzorem.
The Thing było przy tym przykładem charakterystycznego dla początku XXI wieku podejścia do gier powstających na podstawie filmów. Najciekawsze z nich nie ograniczały się do przenoszenia scen znanych z kina, ale próbowały rozszerzać poszczególne uniwersa. Podobne podejście można było znaleźć w takich produkcjach jak Captain America: Super Soldier, Enter the Matrix, Peter Jackson’s King Kong czy Kroniki Riddicka: Ucieczka z Butcher Bay. Gry te przedstawiały nowe wydarzenia, alternatywne spojrzenia na znane historie albo rozwijały elementy świata, na które filmy nie miały czasu.
W grudniu 2024 roku na rynku pojawił się The Thing: Remastered przygotowany przez Nightdive Studios. Tym samym po 22 latach seria Coś znów wróciła, tym razem w odświeżonej wersji docenionej niegdyś gry. Fani mogą więc bez przeszkód zapoznać się z tą produkcją, która dostępna jest zarówno na PC, jak i konsolach.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!