Zdalny hands-on nowego Metra wyskoczył przed samym gamescomem, kiedy na dodatek miałem na tapecie recki Zero Company i oczywiście naszego Dawnwalkera, czyli raczej sporych tytułów. Dlatego wybaczcie, że dopiero teraz wrzucam ten tekst, po prostu doba ma tylko 24 h, a czasem warto też się przespać. Ale już nie przedłużając…
Stare śmieci
Zagrać mogłem w jedną misję, na szczęście na tyle rozbudowaną, że pozwoliła pozwiedzać zarówno kilka miejsc pod ziemią, jak i kawałek zniszczonej Moskwy. Zadanie było fabularnie dość banalne, ot klasyczne “znajdź gościa, który nam bruździ i załatw temat”. Na szczęście nie sprowadzało się do wejścia w jeden obszar, ale musiałem odwiedzić kilka miejsc, zanim wreszcie dopadłem cel. W ogóle nie doświadczyłem żadnych retrospekcji, ani jakichkolwiek innych możliwości poznania historii bohatera, zwanego po prostu Obcym. Ta przecież będzie tutaj kluczowa, bo ewidentnie nasz Obcy był kiedyś Spartaninem i ma jakieś grube zaszłości ze znanym doskonale fanom serii “kolegą z woja:, Hunterem.
Ten bowiem, po odejściu części Spartan z Artjomem oraz Millerem, najwyraźniej stwierdził, że jako jedyny zna przepis na szczęście dla społeczności metra i zaczął go wprowadzać w życie. Doprowadziło to do powstania nowego, obejmującego większość nadających się do życia stacji quasi-państwowego tworu zwanego NovoReichem. Owszem, jako najjaśniejsze światło w tunelu, osobiście stanął na czele tego totalitarnego tworu. Polityka zamordyzmu i terroru, propaganda, pranie mózgów i cała reszta politycznych oraz socjologicznych narzędzi manipulacji w pakiecie. Tak, czy inaczej cieszę się, że w demku niczego mi nie zaspoilerowano, bo chcę poznać tę historię już w całości.
Zaczynamy na jednej ze skrajnych i nielicznych już stacji, które formalnie nie należą chyba do NovoReichu, ale są zapewne na granicy pełnego przejęcia. Wszędzie pełno propagandowych materiałów, totalnie poruszająca i przypominająca mi czasy komuny była scena lekcji w szkole, którą mogłem obejrzeć przez okno. Szkoda tylko, że interakcja na samej stacji była bardzo ograniczona, zapewne byśmy mając ograniczony czas nie stracili większości na chodzenie między enpecami.
Stare schematy
Mechanika rozgrywki nie zmieniła się niemal wcale. Nawet w Exodus grałem ostatnio dość dawno, ale kładąc dłonie na klawiaturze i myszce już po kilku krokach czułem się, jakbym założył stare dobre buty. Wychodząc na zewnątrz musimy dbać o zmienianie filtrów powietrza, latarka ma dynamo, którym musimy co jakiś czas zakręcić, oprócz przedwojennych giwer, wśród których królują kałasze, mamy typowe dla serii samoróbki z zabójczym pneumatycznym karabinem na czele. Do większości broni mamy po dwa rodzaje amunicji, czasami mocno zmieniające sposób prowadzenia ognia i towarzyszące trafieniu efekty. Wszystkie zabawki możemy ulepszać i naprawiać, a amunicję, granaty i przedmioty jednorazowe wytwarzać.
Sensowne jest to, że najprostsze rzeczy możemy stworzyć niemal z ręku, natomiast te bardziej wymagające potrzebują już warsztatu. Ulepszenia wymagają z kolei znajdowania schematów, na starcie znamy prawdopodobnie tylko kilka podstawowych. Cieszą mnie przy tym drobiazgi, które świadczą o logice twórców, nie zawsze oczywistej. Na przykład kiedy odkryjemy schemat jakiegoś typu celownika, to będziemy mogli wykorzystać go na każdej posiadanej kompatybilnej broni. Ale już części samej broni, jak lufa, czy zamek wymagają osobnych schematów dla każdego jej rodzaju.
Nowe Metro nie narzuca nam stylu rozgrywki, choć oczywiście jak zawsze - zwłaszcza przed Exodus - premiuje ostrożne podejście i eliminowanie wrogów pojedynczo. Mamy cały garnitur możliwych akcji z gaszeniem świateł, używaniem wabików i cichą eliminacją w pakiecie. Daje to zawsze sporą satysfakcję, kiedy uda nam się pozbyć przynajmniej połowy wrogów zanim podniosą alarm. Przeciwnicy bywają zajadli, choć jak w niemal wszystkich grach brakuje im konsekwencji; będą nas aktywnie szukać, ale robią to zbyt krótko, zazwyczaj zapominając potem, że ktoś kilka minut temu zarżnął kilku ich kolegów. Pozostaje mieć nadzieję, że na wyższych poziomach trudności SI będzie bardziej konsekwentna. Plusem jest natomiast to, że przeciwnicy nie biegną do nas na pałę, ostrzelani chowają się i zmieniają pozycję, jeśli teren na to pozwala, korzystają z granatów, a i zajść od tyłu potrafią, jeśli zostawimy im na to przestrzeń. No i strzelają raczej celnie, trzeba być uważnym, bo zginąć można całkiem szybko.
Stare zabawki
Strzela się w Metrze 2039 przednio. Czuje się broń, to, że każda ma inną charakterystykę, odrzut, czy rozrzut przy strzelaniu seriami. Sporo bawiłem się skradając i używając cichych broni, nie było sytuacji, gdy celując w głowę trafiłem gdzieś obok, albo pocisk przechodził przez nią nie czyniąc szkody, podobnie z kończynami - hitboksy zdają się więc być ok. Przy sobie nosić możemy aż cztery typy broni palnej, więc całkiem spory arsenał i warto tu oczywiście zadbać o różnorodność dotyczącą przede wszystkim przydatności w różnych sytuacjach. Koniecznie należy zadbać o porządną strzelbę, która jest niezastąpiona w walce w ciasnych korytarzach i potyczkach z szarżującymi mutantami. Niewiele było okazji do strzelania na większe odległości, ale też nie angażowałem się w niepotrzebne walki na zewnątrz.
GramTV przedstawia:
Na koniec dodam, że gra wyglądała obłędnie dobrze, choć żałuję, że nie pozwolono zaisntalowac nam jej na własnych kompach. Przez usługę GeForce NOW z planem Ultimate grałem zapewne na RTX 5080, więc na karcie z tej samej półki co mój 4080 Super, ale o generację młodszej. Daje to nadzieję, że w lutym Metro 2039 pośmiga i u mnie na maksie, bo przez usługę NVIDII było bardzo płynnie.
Powrót Metra do metra uważam za absolutnie doskonały pomysł. Exodus też polubiłem, ale… to jednak nie było to. Już samo bieganie po powierzchni i nerwowe zerkanie na zegarek odliczający sekundy do wymiany filtrów ma w sobie więcej napięcia, niż niejedna sroga walka w innej grze. No i oczywiście zaraz potem klaustrofobiczne korytarze, przygasająca w najmniej spodziewanym momencie latarka, czy przylepiające się do twarzy pajęczyny, których nie zdążyliśmy spalić. Jest po staremu, jest świetnie. Chcę tam wrócić jak najszybciej, choć wiem już, że nastąpi to dopiero w lutym przyszłego roku.
Nadzorca lokalnej Krypty, o grach pisze od dwóch dekad, gra dwa razy dłużej. Bo papierowe erpegi i planszówki też się przecież liczą. Kocha gęstą atmosferę, gęstą muzykę, gęste piwo i ciemne jaskinie.
150? Ło matko, jakoś naiwnie założyłem, że jakaś możliwa do strawienia ilość :)
No ale większość dzieje się jednak w innych lokacjach np. metro w Berlinie czy Mediolanie. Dzielą niby wspólne uniwersum ale na tyle odległe są te miejsca akcji, że równie dobrze dla Moskiewskiego metra nie ma to znaczenia.
Głuchowski napisał 3 książki z czego nas najbardziej interesuje ta pierwsza w kontekście gier bo pozostałymi seria growa coraz bardziej się tylko inspirowała, a najnowsza chyba powiela ten schemat ale nie będę spoilerować.
No i osobiście tak jak lubię pierwszą książkę, druga jest mocno odmienna i nie do końca mi pasowała tak trzecia książka jak dla mnie mogłaby nie powstać.
150? Ło matko, jakoś naiwnie założyłem, że jakaś możliwa do strawienia ilość :)
Nawet jedna dziesiąta z tego może być ciężkostrawna, takie to bywają gnioty. :D
Silverburg
Gramowicz
Wczoraj 10:23
Myszasty napisał:
Nie wiem, bo nie znam nowej fabuły jeszcze. :D Podejrzewam jednak, że głównie do wychwytywania smaczków, bo mamy tu jednak nowego bohatera i spore zmiany "geopolityczne". Z drugiej strony, możliwe, że powrócą tutaj jakieś tematy związane od początku z samym uniwersum, jak na przykład Czarni. W takim przypadku, jeśli nie będzie jakiegoś glosariusza, albo wytłumaczenia tematów przez enpeców, mogą się pojawić jakieś niejasności. Nie sądzę jednak, by jakoś samo granie psuły.
Pierwsze dwa Metra, mimo klimatu, zestarzały się bardziej, niż powieści Głuchowskiego, zwłaszcza jedynka. Exodus z kolei za bardzo odjechał (dosłownie!) od rdzenia uniwersum. Jeśli byś chciał nadrabiać, to książki szczerze polecam. Ale Głuchowski, oryginalna trylogia, bo większość jego epigonów w ramach Projektu Metro, to niestety straszna słabizna.
PS. Z ciekawości sprawdziłem wiki i tych powieści w uniwersum Metra powstało już coś koło 150. Masakra. :D
150? Ło matko, jakoś naiwnie założyłem, że jakaś możliwa do strawienia ilość :)