Godzilla Minus Zero – recenzja filmu. Dla takich widowisk chodzi się do kina

Radosław Krajewski
2026/11/05 14:00
0
0

Już za chwilę do kin powróci japońska wersja Godzilli. Oceniamy, czy film ma szansę powtórzyć sukces swojego legendarnego poprzednika.

Zemsta wynikająca z traumy

Chociaż nowe odsłony Godzilli regularnie były produkowane w Japonii, to król potworów największe swoje triumfy święcił jednak w amerykańskich tytułach. Ich jakość była jednak różna, ale zazwyczaj widzowie mogli liczyć wyłącznie na oklepane, hollywoodzkie widowiska, które znali już z poprzednich filmów. Wszystko zmieniło się jednak w 2023 roku, kiedy Godzilla Minus One w reżyserii Takashiego Yamazakiego trafiła do kin i podbiła serca widzów na całym świecie. Film stał się prawdziwym popkulturowym fenomenem, jakiego mogło pozazdrościć każde największe studio na świecie. Produkcja zaskoczyła nie tylko skalą i efektownością wydarzeń, ale również świetnymi efektami specjalnymi i ciekawymi wątkami ludzkimi, które opowiadały o przepracowaniu wojennej traumy. To było prawdziwe objawienie i wskazanie kierunku, w jakim blockbustery powinny podążać. Szybko zapowiedziano więc kontynuację, Godzilla Minus Zero, która miała kontynuować wątki znanych już postaci, ale również rozszerzać bogate uniwersum potworów. W rezultacie otrzymaliśmy film nie tak udany jak poprzedni, ale który nadal potrafi bawić samą obecnością potworów na ekranie. Tym jednak razem Yamazaki poniósł sromotną porażkę w opracowywaniu historii swoich ludzkich bohaterów.

Godzilla Minus Zero
Godzilla Minus Zero

Dwa lata po pokonaniu Godzilli, w Japonii pojawił się nowy potwór. Bestia przypominająca smoka, nazwana Ghidorą, dewastuje miasta, nie pozostawiając żywych na swojej drodze. Do akcji wkracza Kenji Noda (Hidetaka Yoshioka), dyrektor Biura Reagowania na Katastrofy, który wraz ze swoim zespołem, postanawia opracować plan zniszczenia potwora. Do pomocy potrzebni są mu piloci, którzy podejmą się niebezpiecznej misji zrzucenia bomby na leże Ghidory, która ma raz na zawsze zniszczyć kosmicznego przybysza. Pomimo pomocy Koichiego Shikishimy (Ryunosuke Kamiki), który do tej pory wiódł spokojne życie u boku swojej żony Noriko (Minami Hamabe) oraz ich adaptowanej córki Akiko (Sae Nagatani), Ghidorah przeżywa atak, a co gorsze mutuje w jeszcze większego potwora. W międzyczasie ku przerażeniu wszystkich do życia budzi się Godzilla. Biolog, profesor Kanji Murakami (Min Tanaka), któremu udało się przeżyć atak bestii, widzi w tym wielką szansę i postanawia zwrócić Godzillę przeciwko nowemu zagrożeniu. Wraz z Nodą wdrażają w życie nowy plan, który zakłada nieoczekiwaną pomoc Noriko. Okazuje się, że kobieta skrywa pewien sekret, który pomoże pomóc w walce z Ghidorah. W japońskie problemy wtrąca się amerykańska armia, która ma własne cele do wykonania.

Film rozpoczyna się od naprawdę mocnego uderzenia. Jesteśmy świadkami ataku Ghidory na miasto Matsumoto, które potwór zrównuje z ziemią. Jedynymi ocalałymi okazują się profesor Murakami oraz jego asystent, którzy cudem unikają ataku. Yamazaki szybko wprowadza nowe, niebezpieczne zagrożenie, z którym w dalszej części filmu Godzilli przyjdzie walczyć. Niestety po tej efektownej sekwencji nadchodzi spore rozczarowanie. Ludzkie wątki zaczynają przejmować główną rolę, a co gorsze, nie są one zbyt ciekawe. Przede wszystkim ze względu na pośpiech i brak umiejętności reżysera, do podbijania stawki i budowania napięcia. Cała długa sekwencja przygotowywania planu Nody i Murakamiego, aby pokonać Ghidorę mogłoby stanowić najmocniejszy punkt całego filmu, ale okazuje się jedynie pretekstem, aby pokazać mutację potwora i jego niezwykłą potęgę, przy której nawet moce Godzilli nie wydają się aż tak niebezpieczne. Co gorsze, na pierwsze pojawienie się tytułowego kaiju musimy czekać około 50 minut.

Godzilla Minus One była prostym filmem o wojennej traumie i pokonaniu zarówno swoich, jak i narodowych demonów. W Godzilla Minus Zero reperkusje wojny nadal są istotne, ale tym razem Yamazaki nie potrafił ich odpowiednio ograć. Szalenie ciekawy wątek posiada profesor, który przeżył nie tylko atak potwora, ale również bombę atomową zrzuconą na Hiroszimę, przez którą zginęła cała jego rodzina. Murakami nie chce ponownie tego wszystkiego przeżywać, ale jako jedyny jest zdolny do opracowania planu, w którym Godzilla odgrywa główną rolę w pokonaniu Ghidory. Ma w tym jednak swój ukryty, szalony plan. Nieprzypadkowo sama Ghidorah jawi się jako alegoria amerykańskiej okupacji Japonii po II wojnie światowej, jako przybysz z obcego świata, który mutuje i pochłania kolejne istnienia. To byłby ciekawy wątek, gdyby tylko Yamazaki pozwolił mu odpowiednio wybrzmieć. Tym samym w Godzilla Minus Zero to właśnie profesor Murakami powinien być głównym bohaterem i centralną ludzką postacią. Szkoda, że twórcy nie wykorzystali tkwiącego w nim potencjału.

Godzilla Minus Zero
Godzilla Minus Zero

Film ma jeszcze jeden ciekawy, ale równie niewykorzystany motyw, czyli śmiertelnie rannych ludzi, którym udało się przez jakiś czas przeżyć, ze względu na dostanie się do ich organizmów cząstek Godzilli, które zapewniają regenerację. Wątek ten powiązany jest z rodziną głównego bohatera i mógłby stanowić istotną część historii, gdyby również nie został tak szybko porzucony. Związana jest z nim jednak jedna z najlepszych scen w całym filmie, której fragment pojawił się w zwiastunie i mógł zmylić niektórych fanów. To mocna scena, jeszcze bardziej podkreślająca siedzące w Japończykach traumy po II wojnie światowej. Ale wciąż, to jedynie krótkie przebłyski na tle słabo napisanych postaci, dialogów i wydarzeń, które są przeciągnięte, miejscami nudne i w żaden interesujący sposób nie rozwijają bohaterów.

Spektakularna walka potworów

Prawdziwa zabawa pojawia się jednak wraz z potworami. Każda sekwencja z Godzillą albo Ghidorą udowadnia, że reżyser jak nikt inny potrafi tworzyć niesamowite, emocjonujące i rewelacyjnie zainscenizowane widowiska. Długo musimy czekać na wielki pojedynek między bestiami, ale gdy już do niego dochodzi, to zrywa czapki z głów. To prawdopodobnie najlepsza bitwa między dwoma kaiju w historii kina, a i tak nie ma się wrażenia, że twórcy jakkolwiek próbują podkręcić epickość, na tyle, na ile by mogli. Walka jest długa, dynamiczna, pełna zwrotów akcji i w końcu czuć tu nie tylko stawkę, ale również prawdziwe napięcie. Ghidorah jest na tyle potężny, że Godzilla naprawdę może przegrać, nawet pomimo swoich niezwykłych umiejętności. Co istotne, pojedynek jest klarowny i przejrzysty, na szczęście rozgrywając się za dnia, więc twórcy nie muszą uciekać w sztuczki, aby ukryć pewne niedoskonałości.

Godzilla Minus Zero
Godzilla Minus Zero

GramTV przedstawia:

A jest co oglądać, bo efekty specjalne ponownie stoją na bardzo wysokim poziomie. Oczywiście nie wszystkie i nie brakuje scen, w których ewidentnie CGI niedomaga, jak scena z krukami na dachu. Obawiam się, że przez takie niedoróbki tym razem Oscara za efekty specjalne może nie być, ale sam wygląd Godzilli oraz Ghidory, a także ich animacje oraz efekty ataków robią piorunujące wrażenie. To jest skala, jakiej powinniśmy oczekiwać od każdego filmu o potworach, która pokazuje potęgę bestii, jak i ich niszczycielską siłę. Może brakuje tu tak ikonicznej sceny, jak atak atomowym oddechem przez Godzillę z pierwszego filmu, ale zdecydowanie finałowa walka cieszy oko i głównie dla niej warto przemęczyć się przez ludzkie wątki. Ale równie świetna jest oprawa dźwiękowa. Ryki Godzilli wywołują gęsią skórkę, a wcale nie gorsze są odgłosy wydawane przez Ghidorę. Udźwiękowianie filmu zasługuje na wszelkie oklaski.

Aktorsko Godzilla Minus Zero stoi na nieco niższym poziomie od części pierwszej. Ryunosuke Kamiki już tak nie zaskakuje w roli Koichiego, podobnie jak Minami Hamabe jako Noriko. Z kolei Sae Nagatani jako Akiko nadal wypada bezbłędnie i niezwykle przekonująco. Z całej obsady zdecydowanie najlepiej wypadają Min Tanaka jako profesor i Hidetaka Yoshioka jako Noda. Dużym i ważnym dodatkiem do obsady jest Masami Nagasawa jako meteorolog Makoto Aoyama. Szczególnie pod koniec aktorka ma kilka momentów, aby się wykazać.

Godzilla Minus Zero nie umywa się do genialnej części pierwszej. Godzilla i Ghidorah sporo nadrabiają, szczególnie gdy w końcu otrzymują okazję ze sobą walczyć, ale już wątki ludzkie tym razem mocno rozczarowują. Są tu podejmowane ciekawe tematy, ale Yamazaki jakby nie wiedział, jak można z nich skonstruować fabułę. Szkoda, że zmarnował ogromny potencjał na interesujące wątki. Koniec końców na film o Godzilli idzie się do kina, aby zobaczyć, jak potwory robią ogromne zniszczenia. Godzilla Minus Zero to dostarcza i to wciąż w spektakularnej, widowiskowej formie. To film, który warto zobaczyć na dużym ekranie dla niezwykłych efektów specjalnych i dźwiękowych.

7,0
Godzilla Minus Zero nie jest tak dobra jak poprzednia część, ale nadal dostarcza emocji i wrażeń tam, gdzie powinna, czyli w starciach potworów.
Plusy
  • Finałowa sekwencja bitwy potworów robi ogromne wrażenie
  • Świetne efekty specjalne
  • Wątek profesora
  • Motyw kontrolowania Godzilli
  • Doskonałe udźwiękowienie
  • Yamazaki świetnie radzi sobie w scenach z potworami…
Minusy
  • …ale ludzkie wątki tym razem mu nie wyszły
  • Zmarnowany potencjał w wielu wątkach
  • Nudna historia pary głównych bohaterów
  • Brak rozwoju postaci
  • Powtarzalność fabuły
  • Przez większość czasu brakuje tu napięcia
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!