Tech

Creative Outlier Air - test dousznych słuchawek bezprzewodowych

Myszasty, 08.07.2019 21:30 1

Znany graczom Creative coraz mocniej wchodzi na rynek lifestyle’owy i… radzi sobie zaskakująco dobrze.

Słuchawki dla aktywnych. Temat rzeka, bo w chwili obecnej na rynku jest przynajmniej kilkadziesiąt modeli różnego typu urządzeń tego typu, różniących się zarówno konstrukcją, jak i charakterystyką dźwięku. Wybór jest olbrzymi, rozrzut cenowy jeszcze większy, a niemal co kilka tygodni pojawia się na rynku nowy model. Taki jak testowane dziś douszne, pozbawione kabli słuchawki Creative Outlier Air. Sprawdźmy, czy warte są naszego zainteresowania i swojej ceny.


Specyfikacja techniczna:

 

  • Konstrukcja: douszne
  • Membrana: grafen
  • Średnica membrany: 5,6 mm
  • Pasmo przenoszenia przetworników: 20 ~ 20.000 Hz
  • Pasmo przenoszenia mikrofonu: 100 ~ 10.000 Hz
  • Czułość mikrofonu: -42 dB
  • Łączność: Bluetooth 2,4 GHz
  • Akumulator w słuchawkach: 2 x litowo-polimerowy 60 mAh
  • Akumulator w futerale: litowo-polimerowy 380 mAh
  • Złącze: USB-C
  • Odporność: IPX5
  • Zasięg BT: 10 m
  • Czas działania (słuchawki): do 10 godzin
  • Czas działania (słuchawki + futerał ): do 30 godzin
  • Czas ładowania: do 2 h
  • Kodeki: aptX, AAC, SBC
  • Bluetooth: 5.0
  • Obsługa asystenta głosowego: Tak
  • Waga: 10 g (słuchawki), 54 g (futerał)

 

 

Zestaw składa się z trzech podstawowych elementów: dwóch słuchawek oraz futerału, pełniącego rolę ładowarki i dodatkowego akumulatora. Całość uzupełnia niezbyt długi kabel USB-C.

 

Konstrukcja i wykonanie

Słuchawki wykonano z dobrej jakości, twardego i wytrzymałego tworzywa sztucznego w kolorze czarnym. W przeciwieństwie do popularnych Air Podów nie mają kształtu „słuchawki prysznica”, mamy tu rozsądnej wielkości kopułkę spoczywającą w małżowinie usznej. Obrys kopułki wykonano z półprzezroczystego tworzywa, pod którym ukryto LED-owe podświetlenie informujące o aktualnym stanie lub trybie pracy. Choć słuchawki sprawiają w pierwszym momencie wrażenie dość masywnych, ważą zaledwie 10 g i po naprawdę krótkim czasie przestajemy je czuć w uszach. To jeden z tych przypadków, kiedy wątpliwości odnośnie ergonomii towarzyszące pierwszemu wrażeniu, momentalnie znikają po włożeniu urządzenia do uszu. Duże brawa dla projektantów, którzy stworzyli słuchawki, które mają bardzo pojemną baterię i mimo sporych rozmiarów wyglądają świetnie (jeśli lubimy nieco kanciasty, surowy styl Creative'a) oraz doskonale leżą w uszach.

 

Jako, że sprzęt dedykowany jest osobom aktywnym, jedną z pierwszych rzeczy, które sprawdziłem była stabilność zamocowania. Jazda na rowerze, bieganie po lesie i sesja z naprawdę wyczerpującym treningiem obwodowym (w tym skakanka, młot i opona, czyli ćwiczenia przenoszące drgania po całym organizmie) nie spowodowały wypadnięcia słuchawek, ani nawet ich znaczącego poluzowania. Zwrócę wszakże uwagę na konieczność dobrego dobrania wkładek dousznych i właściwego zamocowania samych słuchawek. Wymaga to odrobiny wprawy i lekkiego „wkręcenia” końcówek w ucho, co początkowo może powodować lekki dyskomfort, jednak po kilku próbach staje się zupełnie naturalne.

 

 

Niestety nie mogę powiedzieć tyle dobrego o dołączonych do zestawu wkładkach dousznych. Jeśli chodzi o izolację od świata zewnętrznego, wypada ona raczej miernie. Jeśli nie chcemy nadwyrężać słuchu lub trafimy na spokojniejszy fragment muzyki, odgłosy zewnętrzne potrafią przedostawać się z natężeniem często uniemożliwiającym komfortowe słuchanie muzyki. Jest to szczególnie odczuwalne w środowisku miejskim, w transporcie publicznym i gwarnych miejscach. Szkoda, że słuchawek nie wyposażono w system ANC lub chociaż w lepiej izolujące wkładki. Ten naprawdę świetnie chwilami brzmiący zestaw (o czym za chwilę) aż prosi się o dobrej jakości pianki. Słuchawki mają też niestety tendencję do przenoszenia drgań przy gwałtownych ruchach (np. skakanie), za co winę ponoszą zapewne wbudowane mikrofony. W przeciwieństwie do wielu innych znanych mi zestawów bezprzewodowych, zdarza się to jednak na szczęście rzadko.

 

Deszcz im niestraszny

Producent chwali się klasą ochrony IPX5, wykorzystałem więc nie tylko treningi, ale też deszczową pogodę, aby poddać Outlier Air gruntownemu testowi odporności na wodę. Warto w tym momencie zaznaczyć, że IPX5 nie oznacza wodoszczelności, ale odporność na tak zwane rozbryzgi wody – w tym przypadku następujące z wydajnością do 12,5 litra na minutę. Co oznacza to w praktyce? Że w zasadzie słuchawki powinny wytrzymać nawet intensywny deszcz, czy zachlapanie falą podczas żeglowania, o pocie nie wspominając. Nie miałem okazji pływać, ale wybrałem się na spacer podczas dość intensywnych opadów i potwierdzam – słuchawki Creative'a nadal działają bez zarzutu. Wylany podczas wspomnianych wcześniej treningów pot spłynął oczywiście po Outlier Air, jak po kaczce, nie czyniąc słuchawkom najmniejszej szkody. Test zaliczony pozytywnie.

 

Sterowanie

Słów kilka o wygodzie sterowania. Creative Outlier Air nie posiadają pozornie żadnych przycisków, na szczęście nie zapomniano o możliwości sterowania podstawowymi funkcjami bez konieczności wyjmowania telefonu. Rolę przycisków pełnią bowiem okrągłe zakończenia kopułek. Mamy więc do dyspozycji dwa przyciski, co pozwoliło na przypisanie kilku najbardziej oczywistych zadań. I tak możemy w ten sposób określać głośność dźwięku, przełączać utwory, pauzować odtwarzanie, odbierać lub odrzucać rozmowy telefoniczne, czy nawet uruchomić asystenta głosowego. Uważam ten zestaw funkcji za wystarczający. Początkowo chciałem ponarzekać na relatywnie dużą siłę, jaką musimy włożyć we wciśnięcie przycisków, jednak po pewnym czasie użytkowania skłaniam się ku stwierdzeniu, że jest to z rozmysłem i mądrze zaprojektowana cecha. Nie zawsze bowiem mamy czas, czy możliwość odłożenia słuchawek do futerału, a kiedy po prostu wrzucimy je do kieszeni, zbyt czułe przyciski mogłyby narobić niepotrzebnego zamieszania. Tutaj bowiem niespodzianka i w sumie mały minus – słuchawek nie da się wyłączyć przyciskami. Opcja OFF po prostu nie istnieje.

 

Połączenie

Słuchawki parują się bezproblemowo i szybko, nie miałem problemu z żadnym z kilku smartfonów (nowszych i starszych), ogłupiły wszakże na pewien czas mój telewizor (Samsung 2018), który nie potrafił się zdecydować, którą ze słuchawek uznać za master. Problem ten pojawiał się również (choć rzadko) w przypadku ponownych prób połączenia ze smartfonem, co bywało niestety dość frustrujące. Przyczyną jest fakt, że urządzenia z Bluetooth widzą każdą ze słuchawek, jako osobny byt. Tak naprawdę łączą się wszakże tylko z jedną (master), druga zaś pracuje wtedy w trybie wspomagającym (slave). Jeśli przy pierwszym parowaniu funkcję master pełniła prawa słuchawka, a przy kolejnym połączeniu jako pierwszą wyciągniemy z futerału lewą, system to ją zaczyna traktować w ten sposób... do czasu, kiedy włączy się druga. Nie zawsze, ale zdarzało się, że powodowało to śmieszne nieco konflikty – słuchawki do chwilę meldowały (swoją drogą przyjemnym głosem) o nawiązaniu i utracie połączenia. Lub po prostu działa tylko jedna z trybie monofonicznym. Nie były to częste sytuacje, jednak muszę nadmienić, że coś takiego może mieć miejsce.

 

 

Samo połączenie działa bez zarzutu, podczas normalnego użytkowania (telefon w kieszeni, plecaku) nie miały miejsca ani razu rozłączenia. Podczas oglądania filmów oraz gry nie zauważyłem też odczuwalnych lagów. Nawet lepiej niż informuje nas o tym producent wypadł zasięg działania w otwartym terenie – słuchawki działały sprawnie do niemal 12 metrów i dopiero przekroczenie tej bariery poskutkowało zrywaniem połączenia BT.

 

30 godzin

Podawany w „metryczce” czas pracy samych słuchawek (co istotne!) to około 10 godzin. Outlier Air są w stanie „wykręcić” taki czas, pod warunkiem wszakże, że nie będziemy ich eksploatować na maksymalnej głośności. Przy dość bezpiecznym dla słuchu (czytaj: raczej niskim) poziomie głośności potrafią na jednym ładowaniu wytrzymać deklarowany czas. Jeśli jednak lubimy albo musimy (bo izolacja pozostawia wiele do życzenia) posłuchać muzyki nieco głośniej, trzeba się liczyć z maksymalnie 6-7 godzinami pracy. Co zresztą jest na tle konkurencji wciąż świetnym wynikiem, plasującym zestaw Creative'a w najściślejszej czołówce.

 

Skąd więc 30 godzin na opakowaniu i w materiałach reklamowych? Nie, to nie jest ściema. Otóż będący integralną częścią zestawu futerał, to nie tylko stacja dokująca, ale również power bank mogący w swojej baterii zgromadzić energię na kolejne 20 godzin pracy słuchawek i doładowujący je w momencie, gdy trafią do środka. Można więc z czystym sumieniem powiedzieć, że w pełni naładowany i rozsądnie wykorzystywany zestaw wystarczy na deklarowane 30 godzin pracy bez podpinania pod zewnętrzne źródła zasilania. To naprawdę dużo i jeśli ze słuchawek korzystamy nawet 3-4 godziny w tygodniu (dojazdy, treningi, spacery), to w zasadzie przez cały tydzień nie musimy pamiętać o doładowywaniu. Ogromny plus i jedna z najważniejszych cech tego produktu.

 

 

Sam futerał wykonany został równie solidnie co słuchawki, z twardego, grubego, dobrej jakości tworzywa. Może nie grzeszy subtelnością, ale nie jest też brzydki, a przy tym sprawia wrażenie wytrzymałego i trwałego, nic złego nie powinno się stać ani jemu, ani zamkniętym wewnątrz słuchawkom, nawet jeśli nie będziemy traktować go zbyt delikatnie – w moim przypadku przeżył dwa wyjazdy w teren (LARP i ASG) i kilka upadków. Poza delikatnymi zadrapaniami nic złego się nie stało. Uwaga – samo etui nie jest wodoodporne, ma odsłonięte gniazdo USB, należy więc zachować odpowiednią ostrożność. Wady? W zasadzie tylko jedna – futerał jest dość gruby, więc noszenie go w kieszeni spodni nie należy do przyjemności. Jeśli jednak jest to cena za jego wytrzymałość i baterię, jestem skłonny zapłacić ją z uśmiechem. Ładowanie akumulatora odbywa się poprzez złącze USB-C, co jest kolejną dobrą wiadomością, bo całość zestawu „napompujemy” energią w ciągu 2-3 godzin.

 

Jak to brzmi?

Czas na ocenę najważniejszej kwestii, czyli dźwięku. Przyznam szczerze, że – jak w większości sprzętów od firm mających gamingowy rodowód – podchodziłem do Outlier Air z dystansem. Miałem okazję korzystać wcześniej choćby ze słuchawek Outlier Sports, czy SoundBlasterX P5 tej firmy i nie byłem do końca zadowolony z ich brzmienia. Szczególnie dawała się we znaki zbyt mocno podbita chwilami góra i schowany środek. O ile, szczególnie te drugie, dawały radę przy oglądaniu filmów, czy grach, to jakakolwiek bardziej skomplikowana strukturalnie muzyka potrafiła sporo stracić. Tym większym i pozytywnym zaskoczeniem okazał się dla mnie najnowszy produkt Creative'a. Oczywiście każdy audiofil zapewne pokręci nosem, ale dla przeciętnego użytkownika, który ceni sobie po prostu czysty i dobrze zbalansowany dźwięk, Outlier Air będzie bardzo ciekawą propozycją.

 

Właśnie wspomniany wcześniej balans rzucił mi się w uszy przede wszystkim. Spodziewałem się kolejnej przesterowanej post-gamingowej hybrydy, a tymczasem dostałem dobrze zbalansowane brzmienie o studyjnej charakterystyce z nieco ocieplonym basem. Czyli dokładnie to, czego szukam zawsze w słuchawkach i głośnikach za cenę w granicach rozsądku. Oczywiście od razu zaznaczę, że ocena dźwięku jest jak najbardziej subiektywna i nie należy jej pod żadnym pozorem traktować jako wyroczni. Nie jestem audiofilem.

 

Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie wysokie częstotliwości dźwięku. Nie są zbyt sztucznie podbite, góra brzmi naturalnie, nie narzuca się i nie dominuje nad sceną. Jest przy tym czysta i klarowna. Gorzej nieco wypadają dźwięki średnie. Nie jest źle, ale dość często odnosiłem wrażenie lekkiego wycofania i zamglenia. Wokal i gitary w utworach rockowych i metalopochodnych słychać wyraziście, ale w przypadku symfonicznej muzyki klasycznej czasami czułem niedosyt, brakowało mięsa. Bardzo podoba mi się natomiast bas. Jest dyskretny, nie narzuca się i nie zagłusza reszty, ale cały czas zaznacza swoją obecność. Ewidentnie sprawia wrażenie lekko podbitego i ocieplonego, ale na tyle subtelnie, że jako miłośnik raczej nisko zestrojonych sprzętów jestem usatysfakcjonowany. Ogólne brzmienie słuchawek scharakteryzowałem już w drugim zdaniu, ale powtórzę to raz jeszcze – czyste, przyzwoicie zbalansowane, praktycznie neutralne i bliskie studyjnego, z lekko ocieplonym basem. Do tego charakteryzują się więcej niż przyzwoitą separacją dźwięków, scena może nie powala przestrzennością, ale nawet w przypadku skomplikowanych strukturalnie kompozycji słyszymy wyraźnie wszystkie instrumenty. Szczerze? Miałem na uszach i w uszach przynajmniej kilka słuchawek z wyższego przedziału cenowego, które nie brzmiały wyraźnie lepiej.

 

 

Teraz kilka ważnych uwag, które być może pozwolą uniknąć rozczarowania przy pierwszym kontakcie. Po pierwsze od razu należy zainwestować w dobrze dobrane pianki, które zastąpią słabiutko sprawdzające się oryginalne wkładki. Szczególnie, jeśli chcecie usłyszeć ten naprawdę przyzwoity bas, który niestety mocno „wycieka” w innym przypadku. Tutaj jednak może pojawić się pewien problem – pianki od Comply sprawiły, że... słuchawki nie mieszczą się w slotach futerału. Gorzka pigułka, ale trzeba ją przełknąć. Po drugie charakterystyka słuchawek sprawia, że są one – co mnie zdziwiło – podatne na jakość źródła dźwięku. Stream ze Spotify przy najniższej jakości na pewno nie jest tym, co lubią najbardziej. Jeśli jednak mamy sporej wielkości kartę pamięci wypełnioną kawałkami w formacie FLAC, to - wierzcie lub nie – potrafią zaskoczyć. Jednym z moich ulubionych testów jest słuchanie przekroju utworów kanadyjskiego Rush – niemal każda płyta ma subtelnie inne brzmienie i Outlier Air zdały egzamin zaskakująco dobrze. Dało się usłyszeć bardzo wiele z tych „studyjnych subtelności”, co nie jest tak oczywiste nawet w przypadku dużo droższych produktów. Obsługa kodeka aptX najwyraźniej robi swoje.

 

Warto?

Poważnie, nie wiem, czy to „wypadek przy pracy”, czy w pełni zamierzone działanie, ale Creative'owi udało się stworzyć naprawdę piekielnie udany i świetnie brzmiący produkt. Na dodatek w bardzo, jak na tę jakość, przyzwoitej cenie. Nie jest to może ten poziom zaskoczenia, co w przypadku mojego kontaktu z Bluedio KN Sport, ale też mówimy o nieco innych przedziałach cenowych. Lista zalet Outlier Air jest na tyle długa, że nieliczne wady w niewielkim tylko stopniu obniżają moją ogólną, bardzo wysoką ocenę tego produktu. No może poza kiepską izolacją i kłopotami po założeniu pianek. Ale nawet to nie sprawia, że mam zamiar się z nimi rozstać. Świetne brzmienie, wygoda i stabilność, a do tego rewelacyjny czas pracy. Rzadko mam okazję to mówić, ale tym razem mogę z czystym sumieniem. Polecam!


Sprawdź ofertę produktów Creative w naszym sklepie!

najnowsze