InformacjeRecenzja - konsole

Więcej znaczy lepiej? Recenzja The Crew 2

... Paweł Pochowski

Wyścigowe sandboksy zdominowały gatunek gier motoryzacyjnych. The Crew 2 nie wyłamuje się z tego trendu, lecz ma kilka świeżych pomysłów.

Po The Crew 2 spodziewałem się wielu rzeczy, ale uwierzcie, absolutnie nie byłem gotowy na to, że twórcy dodadzą do gry różne pojazdy umożliwiając graczom poruszanie się już nie tylko za pomocą samochodów i motocykli, ale także za pomocą łodzi czy samolotów. Absolutnie nie mam jednak pretensji - ba, popieram ten pomysł! Zróżnicowane pojazdy i olbrzymia mapa USA oddana do naszej dyspozycji - czyż to nie brzmi jak idealny zestaw rozrywkowy dla fanów motoryzacji? Czego chcieć więcej, prawda?

A jednak okazuje się, że tego "więcej" w The Crew 2 bardzo by się przydało. Ale nie mam na myśli ani większej mapy, ani większej liczby badziewnych aktywności na ustalenie wyniku w drifcie czy prędkości na fotoradarze, bo kogo to jeszcze bawi w roku 2018? Na przykład dla twórców, chciałbym więcej czasu. Aby mogli wypuścić grę wyposażoną w multi z prawdziwego zdarzenia, zamiast obiecywać jego debiut za plus minus sześć miesięcy. A dla graczy i siebie chciałbym więcej wolności, bo choć mapa jest otwarta i dostępna od razu, poszczególne dyscypliny odblokowują się w liniowej kolejności, natomiast niektóre z konkurencji cierpią na brak odpowiedniej liczby wyścigów, co w sumie zmusza nas do zaliczania także tych dyscyplin, na które wcale nie mamy ochoty.

W kwestii mapy The Crew 2 nie stawia jednak żadnych barier. Już od samego początku oddaje do naszej dyspozycji ogromną mapę całych Stanów Zjednoczonych, daje kluczyki do pierwszego samochodu i mówi "baw się!". I do tego właśnie idealnie nadaja się ten tytuł - luźnych wojaży po mapie i podziwiania widoków. Muzyka na full, widok zza kierownicy i jedziemy, najlepiej z własną ekipą, odkrywać kolejne ścieżki i zakamarki mapy, zwiedzając lasy, jeziora i miasta. Płynąc, latając i jadąc - raz samochodem, innym razem motocyklem. Wolność, podczas której mamy czas na pstrykanie fajnych fot i kręcenie trików dla samej zabawy - niestety, nie liczcie na wiele więcej, szczególnie w trybie online. Poboczne aktywności są raczej lipne, wyścigów PVP aktualnie nie ma, nie da się więc pościgać online z innymi graczami. Chyba, że należą do Waszego crew, ale to bardziej przypomina kooperację niż zawody online.

Co w sytuacji, gdy nie mamy jeszcze ekipy? Pozostaje nam zabawa w karierze. Gra podaje ją w popularny ostatnio w gatunku gier wyścigowych, "czaderski" sposób, dlatego też fabuła jest właściwie do pominięcia. Wszystko w niej jest takie cool na siłę i odjazdowo-zajefajne, a my jesteśmy takim wyścigowym talentem, że wszyscy kłaniają się po pas tylko widząc, że przechodzimy obok i wystawiają mocno języki do lizania nam... stóp. A fani, kochają nasze świetne popisy i odlotowe kombinacje trików czesanych za tysiące punktów... bleeeh. I to skakanie po dachach nowojorskich wieżowców, które już w becie sprawiło, że część graczy wyłączyła konsole i przerzuciła na się oglądanie Familiady. Nie bójcie się jednak, na szczęście takie elementy pojawiają się tylko czasami.

Nie da się jednak ukryć, że mnogość dyscyplin w The Crew 2 jest spora. Znajdziecie tu drifting, klasyczne wyścigi samochodowe, terenową jazdę na orientację, motocross, wyścigi motorówek w dwóch rodzajach, monster trucki, jak i zawody w trzaskanie trików siedząc za sterami samolotu do szalonych akrobacji. Oczywiście, wiecie jak to bywa, z mnogością nie idzie w parze jakość i tak też jest w tym przypadku.

Osobiście bardzo fajnie bawiłem się kręcąc beczki czy robiąc pętle samolotem, ale dynamiki lub przeciążeń nie ma tam za grosz, przez co całość pozbawiona jest trochę emocji. Chyba, że lecicie akurat lotem koszącym tuż nad czubkami drzew czy kręcicie beczkę przelatując pod mostem, ale to raptem chwile. Znacznie więcej czasu w kokpicie spędzamy gdzieś hen wysoko, kręcąc zadania z listy trików do wykonania, natomiast tam fizyka i model sterowania nie pozwalają na wykrzesanie z tej dyscypliny pełnego potencjału.

Motocross to kolejna z dyscyplin kompletnie położonych pod fizycznym względem. Po wyskokach zderzamy się z ziemią zupełnie jakby zabrakło w maszynie amortyzatorów, a przecież taki KTM EXC 450 ma widelec o niebagatelnym skoku 300 mm. Co więcej, nie mamy żadnego wpływu na zarządzanie masą zawodnika, a ma to ogromne znaczenie w zakrętach czy podczas skoków. Fizyka off-road generalnie leży. I tu wychodzi jednak przykra prawda o dyscyplinach w The Crew 2 - są zrobione po macoszemu. Nie jest to właściwie specjalne dziwne. Ogrom pracy, który musiałby zostać włożony w to, by każdą z dyscyplin odwzorować na zaawansowanym poziomie, byłby horrendalny. Z drugiej strony nasuwa się tu automatycznie pytanie czy warto jest pchać się w tyle dyscyplin zamiast zrobić jedną, ale świetnie dopracowaną?

Co więcej, dyscyplin jest wiele, ale wcale występują w jednakowej ilości. Kariera podzielona jest na cztery sekcje - w ramach każdej z nich odblokowując kolejne poziomy zyskujemy dostęp do nowych zabawek. Tylko, że zawodów w drifcie czy motocrossie odblokowujemy po dwa, a zwykłych, mniej szalonych dyscyplin po 10 czy 12. Jeżeli więc chcecie więcej driftu, w praktyce musicie pozaliczyć innej, mniej satysfakcjonujące dyscypliny. I to jest dopiero wkurzające, a cała wolność i otwartość bierze w łeb. Oczywiście da się także rozwijać tryb kariery jedynie snując się po świecie i zdobywając "fanów" za liczne popisy, ale będzie trwało to znacznie dłużej niż branie udziału w zawodach.

The Crew tak właściwie do końca nie ma na siebie pomysłu. Twórcy pomysł na rozgrywkę ewidentnie zapożyczyli z Forza Horizon - to dlatego bierzemy udział w szalonym evencie, a naszym głównym zmartwieniem jest liczba fanów śledzących nasze popisy, która dodatkowo stymuluje nasz rozwój. Więcej fanów to więcej atrakcji. Dostajemy ich więc dosłownie za wszystko. Nieudany ślizg zakończony uderzeniem w ciężarówkę? Cool, 130 fanów. Właściwie to zdobywamy ich podobnie jak w FH kredyty, choć w przypadku The Crew 2 nie stanowią oni waluty. Za pojazdy płacimy żywą gotówką - ale już za części nie, bo te otrzymujemy po wyścigach i mają losowe statystyki niczym przedmioty w RPG, nie zdziwicie się więc, gdy czasem otrzymacie zielony, a innym razem niebieski czy fioletowy przedmiot.

Model sterowania samochodami nie jest delikatnie mówiąc najlepszy, co więcej dopiero z czasem otrzymujemy dostęp do jego zaawansowanych ustawień, by pobawić się odpowiednimi suwakami i trochę na niego wpłynąć. Zapomnijcie też o modelu zniszczeń, bo tutaj przywalenie przy pełnej prędkości w bandę zostawia jedynie rysy na lakierze, a próba skoszenia przydrożnego znaku czasami kończy się przykrym dzwonem. Część przedmiotów się niszczy, a część nie, niestety uczenie się tego podczas zawodów to dość przykre doświadczenie. Najgorszym jednak elementem rywalizacji jest gumowe SI, które ewidentnie dostaje boosta, gdy się oddalimy i czeka na nas spowalniając swoją jazdę, jeżeli zostaniemy z tyłu. Z innych osobliwości wspomnę, że rozgrywka oferuje dwa poziomy trudności, ale włączenie wyższego każdorazowo wymaga zaliczenia zawodów na poziomie normalnym, natomiast głównie różnią się one indeksem wydajności aut przeciwników, przez co nie liczcie, byście od początku mieli szansę w takich starciach.

Od strony wizualnej The Crew 2 jest bardzo nierównym projektem. Miejscami, szczególnie w promieniach wschodzącego czy zachodzącego słońca, całość prezentuje się świetnie. Niezła jest także gra światłocienia na lakierze, a także migocące światła miasta nocą, obserwowane z oddali. Tego samego nie da się powiedzieć już o teksturach otoczenia czy pobocznych miejscówkach. Na plus z kwestii technicznych idzie jeszcze optymalizacja i liczba samochodów NPC poruszająca się po drogach - w końcu mamy szansę ominąć więcej niż trzy auta na krzyż. Na minus są soundtrack i odgłosy aut.

Szkoda mi The Crew 2. Z jednej strony widać masę włożonej w ten projekt pracy, z drugiej kompletnie niezrozumiałe decyzje podjemowane podczas projektowania gry. Czuć brak własnego charakteru, bo skopiowanie pomysłu z FH trudno tym nazwać, tym bardziej trudno skomentować brak multi z prawdziwego zdarzenia. Ubisoft chce za grę pełną cenę, ale ona nie jest jeszcze w swojej pełnej krasie, dopiero będzie - za kilka miesięcy czy nawet rok, gdy zadebiutują kolejne aktualizacje.

Mam nadzieję, że dodadzą więcej wyścigów, bo niektórych jest trochę za mało, ale wątpie by pomogły na miałkość każdej z dyscyplin. Jeżeli jesteście wyścigowymi świarmi z prawdziwego zdarzenia, radzę poczekać i przyinwestować w inne tytuły. Jeżeli lubicie gry z otwartym światem i macie ochotę na pośmiganie ze znajomymi w formie kooperacji, to poczekajcie aż gra stanieje i wtedy możecie próbować. Jeśli jednak pragniecie porządnego, zręcznościowego sandboksu, ale z odpowiednią głębią i poziomem zaawansowania, to musicie uzbroić się w cierpliwość i poczekać na Forza Horizon 4.

Xbox OneThe Crew 2

  • nowe pojazdy i dyscypliny
  • ogromna mapa i dowolność w eksploracji
  • rozbudowany tryb fotografowania i powtórek
  • spory garaż zróżnicowanych pojazdów
  • mnogość dyscyplin
  • cool-czadersko-zajefajna kariera
  • fizyka off-road
  • brak multi z prawdziwego zdarzenia
  • niektórych dyscyplin jest zbyt mało
  • nieciekawe aktywności poboczne
  • gumowe SI
  • wysoki poziom trudności dostępny dopiero po jednokrotnym zaliczeniu zawodów

The Crew 2 wciska gaz do dechy, ale musiałoby jeszcze zwolnić ręczny

Najnowsze
Lubisz nas?