Recenzja - PC

Udany start czwartego sezonu Living World w Guild Wars 2 - recenzja epizodu Daybreak

Małgorzata Trzyna, 30 listopada 2017 10:00 0

Pierwszy epizod czwartego sezonu przyniósł ze sobą sporo nowości - fragment opowieści, mapę, skrzydło rajdu i fraktal - a to dopiero początek.

Daybreak

Opowieść w drugim dodatku do Guild Wars 2, Path of Fire, skupiła się na walce z bogiem ognia i wojny - Balthazarem. Commander (czyli nasz protagonista), wraz z kilkoma towarzyszami i Aurene - dzieckiem smoczycy Glint, z którym łączy go silna więź, stawił mu czoła. Pod koniec historii przedstawionej w Path of Fire Aurene została ranna i gdzieś zniknęła, a na horyzoncie pojawiło się nowe zagrożenie w postaci smoka Kralkatorrika. To jednak nie jedyne kłopoty, z jakimi musimy się uporać. Pokonanie złego boga wymagało zastosowania niekonwencjonalnych środków - udawania, że działamy na rozkaz Palawy Joko (nieumarłego władcy, który rządzi Crystal Desert) i poprowadzenia do boju jego armii. Zdawać by się mogło, że wszystko ujdzie nam na sucho, skoro Palawa Joko jest uwięziony... Sprawy jednak bardzo się komplikują, co sprawia, że historia przedstawiona w pierwszym epizodzie Living World Season 4 jest bardzo wciągająca. Twórcy postanowili też wreszcie popchnąć wątek z postaciami, które odgrywały ważną rolę w pierwszym dodatku, Heart of Thorns i Living World Season 3, lecz w Path of Fire zostały tymczasowo odsunięte na boczny tor.

Gdy pojawił się Kralkatorrik, mogliśmy być pewni, że na naszej drodze staną skażeni jego kryształami ludzie i zwierzęta - Branded. Kiedy wolne miasto Amnoon zostaje zaatakowane, włączamy się do walki, lecz wkrótce wyruszamy dalej - na nową mapę, Domain of Istan, gdzie musimy udowodnić, że nie służymy Palawie Joko, zanim zdobędziemy zaufanie mieszkańców. Wykonując kolejne misje, nie tylko walczymy, ale też zajmujemy się dość zabawnymi rzeczami typu przygotowanie specjalnego, ścinającego z nóg trunku czy pokonanie (jak głosi legenda, niepokonanego) czempiona. Podczas misji nie raz musimy się zmierzyć z ogromną liczbą przeciwników naraz, co sprawiało, że zadania wydawały się koszmarnie chaotyczne i trudno było sensownie przeciwdziałać ciągłemu ogłuszaniu i unikać ogromnej liczby ataków obszarowych, czasem zabierających prawie całe pole walki.

Pod względem wizualnym Domain of Istan prezentuje się wspaniale - możemy zobaczyć monumentalne budowle, w tym Great Hall należący do Mordant Crescent, twierdzę sług Palawy Joko czy obserwatorium astronomiczne. Spore wrażenie robią też dziwaczne konstrukcje, pirackie statki, ogromne skały, jaskinie i podwodne wraki.

Na nowej mapie nie ma tak rozbudowanych i skomplikowanych ciągów zadań jak w Heart of Thorns, całość utrzymana jest w duchu Path of Fire: eventy nie wymagają zaangażowania wszystkich graczy ani szczególnej koordynacji działań, powracają za to irytujące ograniczenia czasowe. Poza tym mamy standardowe aktywności: Bounty (polowanie na bossów, na których możemy brać zlecenia ze specjalnej tablicy), Adventures (ponownie możemy sprawdzić swe umiejętności kierowania gryfem, starając się jak najszybciej zaliczyć punkty na wytyczonej trasie) czy wyścigi, w których mkniemy nad wodami na skimmerach.

Na nowej mapie dodano także dwie nowe waluty i powiązaną z jedną z nich "masterkę". Tu i ówdzie znajdziemy rozświetlone kulki Volatile Magic, których podniesienie jest możliwe dopiero po opanowaniu sztuki ich zbierania - inaczej kulki po prostu odpychają postać, co może bardzo denerwować, kiedy z czymś walczymy albo próbujemy dostać się w jakieś miejsce, po czym zostajemy zrzuceni gdzieś na dół. Na szczęście do odblokowania umiejętności trzeba niewiele doświadczenia i tylko dwa punkty mastery, które można bez trudu zdobyć na mapie.

Poza nowym fragmentem fabuły, pierwszy epizod Living World Season 4 wprowadził nowy fraktal, Twilight Oasis, w którym przenosimy się w przeszłość: nasz bohater przemienia się w sługę Palawy Joko i jako Mordant Crescent pomaga mu umocnić władzę nad Eloną. Nowy fraktal nie jest tak rozbudowany jak wprowadzone wcześniej Nightmare i Shattered Observatory, ani nie wymaga opanowania wielu nowych mechanik. Można w nim zdobyć kilka nowych osiągnięć, ale nie dostał on osobnego zestawu, tak jak dwa poprzednie. Początek składa się z wybijania grup przeciwników i odnalezienia właściwej drogi do finalnego bossa, z którym walka podzielona jest na kilka faz. Twórcy Guild Wars 2 zdecydowanie przesadzają z chaosem, jaki wprowadzają podczas potyczek. Ogromna liczba efektów, plus dziesiątki błyskawic ogłuszających postać sprawiają, że łatwo zginąć. Na wyższych poziomach trudności, gdzie działają "instability", gdy postać gracza pada, pojawia się dodatkowy przeciwnik - Fractal Vindicator, czyli ulepszona wersja Fractal Avengera, co jeszcze bardziej utrudnia przeżycie pozostałym osobom z drużyny. Dodajmy do tego efekt spowolnienia postaci, w zależności, ile zdrowia utraciła, a mamy gotowy przepis na zabójczą kombinację.

W grze nie zabrakło też nowej zawartości dla graczy szukających największych wyzwań, czyli piątego skrzydła rajdu, zwanego Hall of Chains. Nieumarli zaczynają mordować wyznawców Grentha, a ślady prowadzą nas do miejsca zwanego The Underworld, gdzie toczy się walka zarówno o losy żywych, jak i zmarłych. Po kilku godzinach prób pokonania pierwszego bossa i testowania różnych taktyk mojej grupie nie udało się go zabić - bardzo łatwo było na nim o niefortunne, losowe wypadki, a śmierć kluczowej dla walki postaci oznaczała zaczynanie wszystkiego od nowa. Spora liczba działających naraz mechanik wymuszała uważną obserwację sytuacji na arenie, co w panującym chaosie, przy licznych, nakładających się na siebie efektach, nie było łatwe. Wraz z nowym skrzydłem wprowadzono, oczywiście, różne rodzaje broni z nowymi skórkami i możliwość odblokowania kolekcji na legendarny pierścień oraz kolejną walutę. Zapowiedziano także, że w Living World Season 4 kolejne skrzydła rajdu będą pojawiać się częściej niż uprzednio - od czasu wydania czwartego skrzydła w lutym 2017 minęło prawie dziesięć miesięcy.

W nowym patchu nie mogło też zabraknąć nowej, legendarnej broni - Focusa, który przybiera formę księgi z demoniczną dłonią. Nie wszystkim musi się podobać, ale na pewno jest widowiskowy!

Nowy patch wprowadził też sporo zmian "ułatwiających życie", począwszy od przeniesienia licznych kluczy potrzebnych do otwierania skrzyń na różnych mapach do portfela (a więc nie będą już zajmować miejsca w ekwipunku i nie trzeba ich przenosić między postaciami), przez ukrycie rajdowych "masterek", by umożliwić graczom, którzy nie są zainteresowani rajdami, zdobywanie doświadczenia po osiągnięciu maksymalnego poziomu, a co za tym idzie - Spirit Shardów. Z pełną listą zmian można zapoznać się na forum Guild Wars 2.

Podsumowując: pierwszy epizod czwartego sezonu przyniósł ze sobą mnóstwo nowej zawartości, za którą nie musimy nic dopłacać. Kolejny fragment historii bardzo mnie wciągnął - nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo zależy mi na niektórych postaciach. Jedynym elementem, który nie do końca mi się spodobał, był chaos podczas walk zarówno w otwartym świecie i instancjach fabularnych, jak też na nowym fraktalu i skrzydle rajdu.

Kolejne epizody Sezonu 4 będą pojawiać się co 2-3 miesiące. Każdy z nich można odblokować bezpłatnie, po prostu logując się do gry po wydaniu danego epizodu, jednak by móc bawić się na nowych mapach, konieczne jest posiadanie dodatku Path of Fire.

Ocena pierwszego epizodu: 9/10

Na pohybel Kralkatorrikowi! - wrażenia z 5 epizodu Guild Wars 2 - Living World Season 4
Wejście smoka - wrażenia z Guild Wars 2: Living World Season 4 Episode 4 - A Star to Guide Us
najnowsze