Jak narodziło się Bractwo Asasynów - recenzja Assassin's Creed Origins

Małgorzata Trzyna
2017/10/26 13:00
16
0

Po dwóch latach od premiery Assassin's Creed: Syndicate Ubisoft wydaje nową odsłonę cyklu. Czy warto było czekać na Origins?

Assassin's Creed Origins przenosi graczy do jednego z najbardziej pożądanych i działających na wyobraźnię miejsc - starożytnego Egiptu, świata o bogatej kulturze, kolebki współczesnej cywilizacji. Gigantyczna mapa, jaki otwiera się przed nami, pozwala odwiedzić tętniące życiem okolice Nilu, zobaczyć wspaniałe miasta, takie jak Aleksandria czy Memfis, przemierzać rozległe pustynie i zapuścić się do słynnych piramid, poznać bliżej wierzenia Egipcjan i zaprzyjaźnić się ze słynną Kleopatrą VII.

Głównymi bohaterami są Bayek z Siwy i jego żona Aya. Bayek jest medżajem, strażnikiem świętych miejsc, pełni funkcję obrońcy prawa - jeśli napotyka ludzi potrzebujących pomocy, stara się jej udzielić. Jest on właściwie ostatnim człowiekiem parającym się tą profesją, gdyż Ptolemeusz - brat i mąż Kleopatry - manipulowany przez Zakon Starożytnych, doprowadził do przetrzebienia szeregów medżajów. Bayeka pcha do działania nie tylko poczucie obowiązku czy współczucie dla innych ludzi, ale też osobisty motyw. Bohater musi odebrać życie wielu wpływowym osobistościom, zaślepionym żądzą władzy, którzy nie cofną się przed niczym, żeby zdobyć moce i relikty starożytnych bogów - nieważne, że doprowadzają zwykłych mieszkańców do skrajnej nędzy i przyczyniają się do ich cierpień, że po drodze zginie niewinne dziecko albo trzeba poświęcić któreś ze świętych zwierząt.

A jaką rolę w tym wszystkim odgrywa konflikt między asasynami a templariuszami? Żadną - Bayek nie jest asasynem, nie kieruje się regułami żadnego bractwa - to on je właściwie stopniowo ustala. Bardzo spodobało mi się, że twórcy pokazali, skąd wzięła się tradycja maczania piórek w krwi zabitych przeciwników, odcinania palca itp. I choć słowo templariusz czy asasyn nigdy nie pada, czujemy się jak w domu. W grze od początku pojawiają się nawiązania do Tych, Którzy Byli Przed Nami - cywilizacji, która zostawiła po sobie potężne artefakty.

Ukończenie głównego wątku fabularnego zajęło mi około 27 godzin. Nie oznacza to jednak, że tyle właśnie zajmują misje główne - bez wypełniania zadań pobocznych po prostu nie da się popchnąć fabuły do przodu, gdyż musimy mieć odpowiedni poziom postaci, by móc uporać się z przeciwnikami. Zdobycie odpowiedniej ilości doświadczenia nie jest trudne: na każdy poziom wystarczy dwie-trzy misje poboczne, wśród których możemy przebierać do woli. Pomaganie przypadkowo napotkanym mieszkańcom Egiptu jest więc częścią naszej historii.

Uciśnieni ludzie często proszą np. o rozprawienie się z bandytami, odzyskanie zgubionych przedmiotów, pomoc w ucieczce z miasta, uwolnienie wziętych do niewoli bliskich czy zdjęcie klątwy. Zadania są zazwyczaj podzielone na kilka etapów. Możemy np. zostać poproszeni o wyłowienie medykamentów, które znalazły się na dnie jeziora, gdy zatopiono przewożącą je łódź, ale misja nie kończy się po ich przyniesieniu. Zanim chorzy je otrzymają, musimy im zapewnić jeszcze miejsce, gdzie mogliby odpoczywać, pozbywając się rozbestwionych strażników, którzy zajęli świątynię. Innym przykładem jest człowiek proszący o odzyskanie dokumentów. Łapiemy złodziejaszków, ale gdy dowiadujemy się, że kradli, by chronić pojmanego towarzysza, postanawiamy im pomóc.

Rozbudowanie w ten sposób misji i wprowadzanie niemal w każdej z nich niespodzianek bardzo przypadło mi do gustu. Podoba mi się też to, że wiele zadań pobocznych, choć odrębnych, jest powiązanych ze sobą - np. skupiają się na świętym krokodylu. Nie znaczy to jednak, że jest idealnie; rzadko chciało mi się słuchać do końca o problemach NPC-ów. Dialogi są napisane poprawnie, ale drętwo, więc zamiast współczuć napotykanym postaciom, nudziłam się ich wyjaśnieniami. "Chcę już iść coś zrobić i dostać ekspa" - myślałam, kiedy pewna matka tłumaczyła, że straciła już jednego syna i boi się, że drugiego, który został schwytany przez złych ludzi, wkrótce też czeka smutny koniec.

Podczas gry przypomniały mi się stare czasy, kiedy zagrywałam się w Gothica i wielce dziwiłam się, że nie zadaję cieniostworowi żadnych obrażeń, gdy zwierz pokonywał mnie jednym atakiem. Wystarczyło jednak parę leveli, a role całkowicie się odwracały. W Assassin's Creed Origins jest podobnie: bez odpowiedniej ilości doświadczenia nie ma sensu zabierać się za zadania, których poziom jest choćby o dwa oczka wyższy niż Bayeka. Owszem, przy odrobinie determinacji da się je ukończyć, ale szkoda czasu. Kiedy prawie nie robimy przeciwnikom krzywdy, a oni składają nas dwoma ciosami, lepiej zabrać się za coś innego i wrócić później niż denerwować się na desynchronizacje (zwłaszcza, że czas wczytywania jest dość długi). Pamiętam misję na levelu 30., w której miałam uwolnić więźnia; Bayek był wówczas na poziomie 28., strażnik przy schwytanym - 32. W walce bezpośredniej nie miałam wielkich szans, więc próbowałam uśpić wartownika strzałką, ale czas jej działania wynosił około dwie sekundy. Ledwo zdążyłam przeciąć więzy ratowanemu, mój bohater oberwał w łeb. Po respawnie okazało się, że strażnika już nie ma, więc udało mi się ukończyć to zadanie, ale uznałam, że nie było warto kombinować.

Zwykle w grach nie przeszkadzają mi wymogi dotyczące poziomów, ale w AC Origins miałam wrażenie, że coś jest nie tak. Może to kwestia przyzwyczajenia do starszych części? Tak czy inaczej, jeśli nie zadaję przeciwnikowi normalnych obrażeń tylko dlatego, że ma wyższy level, to czuję, że ograniczenie to jest sztuczne jak szczęka babci. No cóż, trzeba po prostu bez pośpiechu zwiedzać świat gry i wykonywać misje na swój poziom - wówczas przyjemność z rozgrywki, z walki czy zabawy w skradanie jest znacznie, znacznie wyższa.

Poza zadaniami z wątku głównego i misjami pobocznymi, gra oferuje mnóstwo ciekawych rzeczy do zrobienia i miejsc do przeszukania: piramidy, strzeżone obozy, miejsca zamieszkane przez bardzo groźne zwierzęta, świątynie, pałace, kamieniołomy, jaskinie, podwodne ruiny, oazy na pustyni... Każde miejsce kusi, by je odwiedzić i sprawdzić, jakie skarby można w nim zdobyć. To kolejny powód, by nie starać się gonić z fabułą do przodu, ale po prostu napawać każdym drobiazgiem. Egipt to bajecznie kolorowe i zróżnicowane miejsce, gdzie co krok po prostu zatrzymywałam się, by podziwiać niesamowite widoki (i uwieczniać je na zdjęciach, które dzięki trybowi fotograficznemu wychodzą fantastycznie). Pod względem wizualnym AC Origins wywarło na mnie ogromne wrażenie, choć grałam na zwykłym PS4. Z drugiej strony trudno było np. nie zauważyć, że podczas burzy piaskowej na obraz jest nakładany wściekle żółty filtr - rozwiązanie ciut zbyt proste jak na tak ambitną produkcję. Doceniam też, że klimat świetnie podkreśla muzyka skomponowana przez Sarah Schachner - szkoda tylko, że najczęściej eksploracji towarzyszy cisza.

GramTV przedstawia:

Skoro już mowa o przetrząsaniu lokacji i zdobywaniu skarbów - w grze rozmieszczono setki skrzyń, w których znajdziemy broń: rozmaite rodzaje mieczy, toporów, buław, tarczy i łuków. Poszczególne egzemplarze różnią się między sobą poziomem, a także stopniem rzadkości: unikatowe i legendarne przedmioty posiadają dodatkowo cechy specjalne, np. mogą wywołać krwawienie. Bardzo ucieszyłam się, kiedy udało mi się zdobyć płonący miecz, ale szybko przekonałam się, że z ogniem trzeba uważać: wiele razy udało mi się przypadkiem podpalić nie tylko przeciwników, ale też rozlaną oliwę pod własnymi stopami. Zrezygnowałam z tego miecza po dość zabawnej sytuacji - próbowałam odebrać łódkę strażnikom, ale ta stanęła w płomieniach, więc musiałam ewakuować się do wody.

Każdą broń można ulepszyć u kowala do aktualnego poziomu Bayeka, więc jeśli macie ulubiony oręż zdobyty choćby na początku gry, nic nie stoi na przeszkodzie, by korzystać z niego cały czas. No dobrze, prawie nic - ulepszanie to jednak kosztowna zabawa, a jest wiele innych rzeczy, na które można wydać ciężko zdobyte drachmy: wierzchowce, stroje, unikatowe przedmioty czy materiały rzemieślnicze.

Skoro broń można zdobywać w świecie gry, na co przydają się przedmioty typu skórki, drewno i metal? Ano, na wzmacnianie naszego pancerza i gadżetów, by zwiększyć obronę, obrażenia zadawane ukrytym ostrzem czy liczbę strzał do łuku. Po uzbieraniu odpowiedniej liczby surowców wystarczy wejść do panelu wyposażenia i ulepszyć wybrany element.

W trakcie zabawy towarzyszy nam niezastąpiona orlica Senu. Dzięki niej możemy z bezpiecznej odległości, bez narażania się na wykrycie, dokładnie zbadać co znajduje się np. we wrogim obozie: gdzie są przeciwnicy, gdzie znajduje się kosz z węglami, skarby do zebrania czy cel, do którego mamy dotrzeć. Zmyślna ptaszyna jest po prostu najlepszym szpiegiem, jakiego moglibyśmy sobie wymarzyć - odrobinę inna wersja sowy z Far Cry Primal czy drona z Ghost Recon Wildlands. Choć sama nie zabija przeciwników, potrafi ich zaatakować i odwrócić uwagę (wpierw musimy jednak wybrać odpowiednie umiejętności za awansowanie).

Walka w Assassin's Creed Origins została całkowicie zmieniona w porównaniu z poprzednimi częściami serii. Przeciwnicy lubią nam przeszkadzać w wykonywaniu combosów, zamiast czekać grzecznie na swoją kolej - to pierwsza zmiana na lepsze. Nie wahają się też szyć do nas z łuków i uciekają, jeśli próbujemy zmniejszyć do nich dystans. Bardzo skutecznie bronią się tarczami - w tym przypadku musimy albo przełamać ich obronę silnym atakiem, albo zrobić unik i natychmiast uderzyć, zanim znów się zasłonią, skoczyć na nich z góry albo użyć łuku/asasyńskich gadżetów. Jeśli próbujemy oczyścić obóz, zwykle któryś z oponentów zaczyna biec do kosza z węglami, by podpalić go i wezwać posiłki. Można go złapać (o ile pozostali strażnicy nas nie zatrzymają, co zdarza się im nader często), ale po chwili biegnie kolejny i kolejny... Wpadanie bezmyślnie na teren wroga może skończyć się więc dla nas fatalnie. Zdawać by się mogło, że sztuczna inteligencja radzi sobie lepiej - a potem wybuchamy śmiechem jeśli znikniemy za niewielką skałą, po czym wracamy, a przeciwnicy są wielce zdziwieni, że nas widzą...

Przed atakiem na strzeżone miejsce warto się przygotować i założyć wpierw na kosze pułapki albo pobawić się w skryte działanie i np. zabić samotnego przeciwnika, zatruć ciało i czekać, aż znajdą je inni. Bardzo wiele zależy jednak od różnicy poziomów między Bayekiem a oponentami - nie ma sensu kombinować, jeśli wrogowie prawie nie zadają nam obrażeń, za to składają się od jednego ciachnięcia mieczem.

Assassin's Creed Origins wykorzystuje wiele znanych rozwiązań, ze wszystkimi charakterystycznymi dla serii elementami typu ukryte ostrze, synchronizowanie punktów widokowych i odblokowywanie w ten sposób szybkiej podróży, skoki wiary czy swobodne wspinanie się niemal po każdym murze czy skale. Warto nadmienić, że nie zabrakło też morskich bitew, ale pojawiają się one tylko w niektórych misjach - nie mamy do dyspozycji własnego statku, którym moglibyśmy pobawić się jak w AC IV: Black Flag. Twórcy zadbali o liczne usprawnienia, a wiele pomysłów zaczerpnięto z innych gier, co przyniosło świetne rezultaty. Zamiast mini-mapy na górze ekranu mamy kompas, taki jak np. w Skyrimie - w ten sposób łatwo możemy się zorientować, co ciekawego znajduje się w okolicy. Rozgrywka bardzo przypominała mi Wiedźmina 3 (np. przyzywanie wierzchowca, nowa wersja orlego wzroku i zadania poboczne, które jednak wypadają blado w porównaniu z Wiedźminem).

W grze można swobodnie wybierać między skrytym działaniem a bezpośrednią walką. Choć Bayek często powtarza, że powinien zachować ostrożność, nic się nie stanie, jeśli spróbujemy wybić cały oddział strzegący obozu, co jest dla mnie fantastycznym rozwiązaniem - każdy może grać tak, jak lubi. Twórcy zadbali też o mnóstwo funkcji uprzyjemniających rozgrywkę, np. można rozkazać wierzchowcowi, by automatycznie zmierzał do zaznaczonego punktu; jeśli zbyt długo poruszamy się wpław, pojawi się przy nas NPC-a z łódką; podczas eskortowania kogoś możemy wskoczyć na konia, a NPC sam dosiądzie się z tyłu; a jeśli mamy odpowiednią umiejętność, oswoimy dzikie zwierzę. Bardzo podoba mi się też swobodne przełączanie się między skradaniem a normalnym biegiem; czy choćby taki drobiazg jak możliwość zdjęcia lub założenia kaptura bohatera w dowolnym momencie. I w końcu coś, na co liczyli fani serii od bardzo długiego czasu - trzy poziomy trudności do wyboru!

Muszę przyznać, że po maratonie z wydawaniem kolejnych odsłon Assassin's Creed co roku seria zdążyła mi się mocno przejeść. Jednak dzięki dwuletniej przerwie od czasu wydania AC Syndicate, znów zatęskniłam za tym uniwersum, a twórcy - mając więcej czasu na dopracowanie gry - przygotowali najlepszą część w historii nie tylko pod względem mechaniki rozgrywki, ale też oferując fantastyczne realia starożytnego Egiptu i fabułę, która pod koniec nabiera rumieńców, gdy stajemy się świadkami narodzin Bractwa Asasynów (choć nikt tak naprawdę nie nazwał go w ten sposób). Brakuje mi tylko Bazy danych Animusa (we współczesności możemy poczytać dokumenty Abstergo, ale niekoniecznie znajdziemy ciekawostki o samym Egipcie), ale tu z pomocą przyjdzie tryb edukacyjny, który zostanie udostępniony wraz z darmową aktualizacją w 2018 roku. Po blisko 30 godzinach gry czuję, że spędzę w niej jeszcze wiele czasu, wykonując pominięte misje poboczne i zwiedzając każdy zakątek olbrzymiego świata, jaki oferuje gra.

8,9
Origins dzielnie walczy o miano najlepszej części Assassin's Creed w historii, choć przydałoby się więcej polotu w dialogach.
Plusy
  • starożytny Egipt po prostu zachwyca pod względem wizualnym
  • świetne ukazanie początków Bractwa Asasynów
  • zróżnicowane, rozbudowane, wieloetapowe misje z niespodziankami fabularnymi
  • dodatkowe aktywności typu wyścigi na hipodromie czy walki gladiatorów oraz misje codzienne
  • przeprojektowany system walki
  • gigantyczna mapa z ogromną liczbą lokacji do zwiedzenia i splądrowania
  • ogromna swoboda działania - równie dobrze można próbować działać skrycie, jak i walczyć
  • mnóstwo świetnych usprawnień uprzyjemniających rozgrywkę
  • poziomy trudności do wyboru
  • doskonały system wykrywania przeciwników i skarbów w postaci orlicy Senu
  • różne dobre rozwiązania zaczerpnięte z innych gier
  • system rozwoju umiejętności postaci
Minusy
  • drętwe dialogi w misjach pobocznych...
  • ... których konsekwencją jest taki sobie klimat gry
  • zwiedzanie piramid nie robi tak wielkiego wrażenia jak oczekiwałam
  • przesadzone ograniczenia w walkach z przeciwnikami mającymi kilka poziomów wyżej
  • drobne problemy z zeskakiwaniem z krawędzi w niektórych miejscach
Komentarze
16
lis_23
Gramowicz
29/10/2017 11:57
12 godzin temu, Stack_Black napisał:

Lis moim zdaniem syndicate byl jeszcze ladniejszy od unity.

Hmmm ... Tam jednak przez cały czas mięliśmy do czynienia z takim wczesnojesienny klimat i takową kolorystykę i oświetlenie, przez co nie ma tego klimatu zadymionego, brudnego Londynu z okresu rewolucji przemysłowej.

Stack_Black
Gramowicz
29/10/2017 00:47

Lis moim zdaniem syndicate byl jeszcze ladniejszy od unity.

TigerXP
Gramowicz
28/10/2017 21:27
28 minut temu, lis_23 napisał:

Może nie jest wielkim studiem ale w ogóle nie uczy się na błędach i mnie to już za którymś razem po prostu odpycha od ich kolejnej, nowej gry - "Gothic 3", 'Risen", 2 i 3 a oni wciąż robią to samo i niczego nie poprawiają, niczego nie ulepszają, itp - oczywiście, uogólniając i uproszczając.

Czego by nie mówić o serii AC, to każda kolejna odsłona wprowadzała coś nowego do całej serii.

Tak, w AC z czesci na czesc bylo tyle zmian ze ciezko bylo sie połapac ze to ta sama seria.

lis_23
Gramowicz
28/10/2017 20:58

Może nie jest wielkim studiem ale w ogóle nie uczy się na błędach i mnie to już za którymś razem po prostu odpycha od ich kolejnej, nowej gry - "Gothic 3", 'Risen", 2 i 3 a oni wciąż robią to samo i niczego nie poprawiają, niczego nie ulepszają, itp - oczywiście, uogólniając i uproszczając.

Czego by nie mówić o serii AC, to każda kolejna odsłona wprowadzała coś nowego do całej serii.

Isildur
Gramowicz
28/10/2017 20:53
Dnia 27.10.2017 o 14:05, lis_23 napisał:

Eeee ... " żywy świat w ELEX "? - Przecież "Elex" to "Gothic 3" tylko w innej scenerii, a wszystko pozostało takie samo, łącznie z masą błędów, bugów i koszmarną animacją.

 

Piranha Bytes nie jest wielkim studiem liczy jakieś 30 osób? Więc troszkę więcej tolerancji...

 

A co do Assassin's Creed Origins to powiem szczerze, że się nie zawiodłem, gra się wyśmienicie /uploads/emoticons/wink.png" srcset="/uploads/emoticons/wink@2x.png 2x" title=";)" width="20" />

Pajonk78
Gramowicz
28/10/2017 12:51

lis_23 napisał:

Przypomnę, że to jest temat o AC, a nie o 'Elexie"

Wybacz, ale zadane przeze mnie pytanie pozostało bez odpowiedzi, więc pozwalam sobie na odejście od tematu. :P

 @MisioKGB - czy się niczego nie boję? Nie wiem - pewnie czegoś jednak tak. Na Ultra nie jest tak źle jakby można przypuszczać, choć wiadomo, że spoooooro questów pomijam lub zbieram tylko item i spier... oddalam się w trybie przyspieszonym z miejsca, w którym leżał. :D

Mam na myśli obóz, w którym znajdują się ruiny z brońmi Kleryków, które później możesz sprzedać lub oddać u Jora. Miecz oczywiście, że zajumałem i oddałem Ragnarowi - docelowo chyba przyłączę się do Berserkerów, choć mają chyba najtrudniejsze wymogi jeśli idzie o dołączenie. Outlaw mnie w ogóle nie nawilżają, za to Klerycy już bardziej, bo u nich można stworzyć chyba najlepszą postać walczącą na dystans - choć Scatter Shot u Berserkerów może niwelować różnice w obrażeniach. Najlepszy łuk do tej pory, czyli Phantom String, zadaje 72 obrażenia, gdy Thunderclap (shotgun) zadaje ich 91. Za to w zasięgu na chwilę obecną łuki wydają się być dużo lepsze. Czas pokaże, bo pewnie grę ukończę więcej niż jeden raz. ;)

Co do polskiej wersji, to próbowałem tylko z napisami, ale niektóre tłumaczenia trochę mnie gruzują, więc wróciłem do pełnej angielskiej. :D

lis_23
Gramowicz
28/10/2017 12:11

Przypomnę, że to jest temat o AC, a nie o 'Elexie", ale najpierw odniosę się do wypowiedzi powyżej:

MisioKGB: - czytałem i widziałem kilka recenzji i wielu ludzi narzeka na to samo:

- niesympatyczny, nudny bohater, którego nie da się polubić

- drętwe dialogi oraz NPCe, które próbują w nich opowiedzieć całe lore świata i historię własnego stronnictwa, co jest strasznie patetyczne

- okropna walka, która nie satysfakcjonuje gracza

- błędy, bugi i problemy na każdym kroku

 

Po prostu, Pirania robi tę samą grę od 2001 roku i nie uczy się na własnych błędach, gdyż wie, że jej target i fani Gothiców wszystko im wybaczą i tak na prawdę nie muszą się starać. Sorry, ale dałem się nabrać na trzecią część "Gothica" (którą wspominam najmilej ale bugi, także w głównych misjach oraz wywalanie gry do pulpitu podczas zapisywania stanu gry uniemożliwiły mi jej ukończenie) i na trzy części 'Risena" i na 'Elexa" już się nie nabiorę, bo dla mnie to ta sama gra, co wcześniej.

 

Wracając do meritum sprawy:

W "Origins" gra się całkiem fajnie. Na początku trzeba się przyzwyczaić do nowego systemu walki i nadal walczę z przyzwyczajeniami z poprzednich odsłon i czasami próbuję walczyć w stary sposób, czyli innymi przyciskami na padzie. Szkoda, że o ile broń można znajdywać, zdobywać, to stroje trzeba już kupować, nie da ich się znaleźć, tak jak elementy zbroi w "Wiedźminie 3". Podział na zadania główne i poboczne też jest fajne, nie ma też tylu pierdół, znajdziek, piórek, itp. Moim zdaniem, zbyt szybko zdobywa się punkty doświadczenia i odblokowuje zdolności, których nie jest znowu aż tak wiele, grałem może ze cztery h i mam już z 8 umiejętności. Ciekaw też jestem lepszego oręża i czy będzie można np. walczyć dwiema broniami, czy tylko jedną + tarcza?

Oprawa graficzna. Tutaj mam mieszane odczucia - z jednej strony, jest ładnie, ale nie ma żadnego opadu szczęki. Wydaje mi się, że po fali krytyki, jaka spłynęła na 'Unity", Ubisoft nie odważy się już na prawdziwą grafikę next gen w tej serii i moim zdaniem, "Origins" wygląda gorzej niż "TCGR:Wildlands", "TC The Division", "Watch DAogs 2" oraz "AC Unity", właśnie i to taki powrót do ulepszonej oprawy z "Black Flag"?

Nie wiem, może to tylko moje odczucie, ale "Unity' zrobiło na mnie ogromne wrażenie: ciasne i zatłoczone uliczki, architektura, ostre jak brzytwa tekstury budynków, wnętrza budynków i pałaców, detale i ich szczegółowość, katedra Notre Dame i inne zabytki, podziemia Paryża, dzielnica nędzy, itp. Po tym doświadczeniu, Egipt nie robi na mnie już takiego wrażenia - zwłaszcza, że jak pisałem powyżej, oprawa i jakość filmików przerywnikowych są tu gorsze niż w w.w. tytułach Ubi i coś mi tu nie pasi. Może to ta ciepła i trochę jednolita kolorystyka? Może wina realiów i słabej infrastruktury? Wydaje mi się, że wszystko jest tutaj takie trochę nieostre i rozmyte, brakuje też niektórych ważnych czynników, jak warunki pogodowe, burze, deszcz, nocne oświetlenie, które jest naturalne dla gier, których akcja toczy się we współczesności, itp. Brakuje też efektów Nvidii, np. HBAO+ i innych. Widać, że Ubi znacznie obniżyło jakoś oprawy graficznej, żeby gra hulała wszystkim na max detalach - aha, sporo brzydszy "Cień Wojny" zużywa ponad 8GB VRAM na karcie, a "Origins" tylko niecałe 3GB VRAM.

MisioKGB
Gramowicz
28/10/2017 11:29
1 godzinę temu, Pajonk78 napisał:

Niestety niekiedy nie przegadasz lub nie wytłumaczysz: on widział i słyszał, więc wie. /uploads/emoticons/biggrin.png" srcset="/uploads/emoticons/biggrin@2x.png 2x" title=":D" width="20" />

A co do mnie: od niedawna gram na Ultra i... jest ciekawie - na razie "walczę" z tym, aby nie dostać się pod żadne moby, a jeśli już to pozwalam kompanowi się z nimi rozprawiać, samemu sprzedając im jakieś przypadkowe szlagi. Niestety najłatwiejszy do uzyskania kompan, czyli Arx, jest dość paskudny, bo... potrafi podczas niektórych questów uniemożliwić inne rozwiązanie niż siłowe - od razu rzuca jakimś krzywym tekstem i zaczyna się walka. Niekiedy natomiast jego teksty potrafią podwyższyć nagrodę za wykonane zadanie - choć to akurat znacznie rzadziej. Na szczęście Duras też jest dość łatwy do zwerbowania, więc teraz jest już inaczej. Inna sprawa, że mam dziwny bug przy otwieraniu skrzyń wymagających wytrychów - otóż otwierać mogę je tak: https://www.youtube.com/watch?v=o4baAoc8jhg - w sumie nie narzekam, bo mechanika otwierania jest po prostu kiepska - przy trudniejszych zamkach brakuje mi miejsca dla myszki...

Tak czy siak: gra IMO świetna, a narzekania na wysoki poziom trudności w grach PB, to tak jakby narzekać, że w grach wyścigowych jeździ się samochodami. /uploads/emoticons/biggrin.png" srcset="/uploads/emoticons/biggrin@2x.png 2x" title=":D" width="20" />

BTW: koło trolla obok Small Camp, jest do zebrania śliczny łuk (choć i tak słabszy od Phantom String) oraz trochę strzał. /uploads/emoticons/smile.png" srcset="/uploads/emoticons/smile@2x.png 2x" title=":)" width="20" />

Na Ultra to znaczy na najtrudniejszym poziomie? Ty chyba się niczego nie boisz /uploads/emoticons/biggrin.png" srcset="/uploads/emoticons/biggrin@2x.png 2x" title=":D" width="20" /> Faktycznie dziwny bug z tym zamkiem, na GOG jest patch 1.1 do pobrania, a na wersji Steam już ten patch jest wbudowany, może to usunie ten problem? Dzięki za info o łuku, na pewno zerknę, a czy ten obóz o którym mówisz to nie jest ten na północ od Goliet, w którym możesz założyć własną osadę? Tam jeszcze nie byłem, zaś znajomy, który jest troszkę dalej mówił mi, że w tym obozie jest ciekawie i że warto uderzyć też do kleryków pod kopułę, bo mają lepszy pancerz na sprzedaż niż u Berserków. Ukradłeś już ten pradawny miecz w jednym z pomieszczeń za Ragnarem i oddałeś mu go potem za 200 kryształków? Próbowałeś już grać po polsku? Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że mi imo się dubbing bardzo podoba i tak będę grał /uploads/emoticons/smile.png" srcset="/uploads/emoticons/smile@2x.png 2x" title=":)" width="20" />

Wybaczcie za offtop - co do Assassina to śmiało mogę powiedzieć, że na pewno kupię, ale jak tylko stanieje, aktualne ceny to jakiś absurd...

Pajonk78
Gramowicz
28/10/2017 09:53
MisioKGB napisał:
/ciach/

Niestety niekiedy nie przegadasz lub nie wytłumaczysz: on widział i słyszał, więc wie. :D

A co do mnie: od niedawna gram na Ultra i... jest ciekawie - na razie "walczę" z tym, aby nie dostać się pod żadne moby, a jeśli już to pozwalam kompanowi się z nimi rozprawiać, samemu sprzedając im jakieś przypadkowe szlagi. Niestety najłatwiejszy do uzyskania kompan, czyli Arx, jest dość paskudny, bo... potrafi podczas niektórych questów uniemożliwić inne rozwiązanie niż siłowe - od razu rzuca jakimś krzywym tekstem i zaczyna się walka. Niekiedy natomiast jego teksty potrafią podwyższyć nagrodę za wykonane zadanie - choć to akurat znacznie rzadziej. Na szczęście Duras też jest dość łatwy do zwerbowania, więc teraz jest już inaczej. Inna sprawa, że mam dziwny bug przy otwieraniu skrzyń wymagających wytrychów - otóż otwierać mogę je tak: https://www.youtube.com/watch?v=o4baAoc8jhg - w sumie nie narzekam, bo mechanika otwierania jest po prostu kiepska - przy trudniejszych zamkach brakuje mi miejsca dla myszki...

Tak czy siak: gra IMO świetna, a narzekania na wysoki poziom trudności w grach PB, to tak jakby narzekać, że w grach wyścigowych jeździ się samochodami. :D

BTW: koło trolla obok Small Camp, jest do zebrania śliczny łuk (choć i tak słabszy od Phantom String) oraz trochę strzał. :)

MisioKGB
Gramowicz
28/10/2017 08:52
lis_23 napisał:

Ja czytałem i oglądałem recenzje, które mówią o masie bugów, słabych dialogach, skopanej walce, drewnianych animacjach oraz o tym, że przez ok. 20h trzeba grindować postać (nie walcząc), żeby w ogóle móc wyjść poza teren miasta i mieć jakąś szanse. Gdzie tu przyjemność z gry i z eksploracji?

Przyjemność z gry i eksploracji jest ogromna, a sama gra jest piekielnie trudna. Może oglądałeś recenzje IGN, w której to gość jako minus podaje sytuacje, w której na pierwszym levelu wyskoczył do wyskillowanego trolla, który to radośnie zabił go na hita. Gra jest piekielnie trudna i stanowi wyzwanie, które dla wielu jest czymś nie do pokonania. Generalnie część recenzantów nie bierze pod uwagę specyfiki gier Piranhy atakując te wszystkie drętwe animacje, a nie skupiając się na innych aspektach. Czy w Gothicu nie było drętwych animacji? Kogo to obchodzi? To nie jest Andromeda, która została zjedzona przez recenzentów właśnie za animacje, bo nie miała nic innego do zaoferowania.ELEX ma do zaoferowania wszystko co jest potrzebne do czerpania przyjemności z gry, świat żyje, grupki ludzi poruszają się po mapie zmieniając swoją pozycje, questy czasem same się anulują bądź rozwiązują, bo Raptory, które miałeś zabić a o których zapomniałeś pożarły twoich kompanów gdzieś na drugim końcu mapy. ELEX już teraz jest dla mnie kultowa\y a nie gram w byle co :P. To jest stary dobry Gothic, a czym był Gothic chyba tłumaczyć nie muszę i powiem tak - sprawdź, a się nie zawiedziesz i nie, wcale nie dostaję pieniędzy za promocję tej gry :P

Pajonk78
Gramowicz
27/10/2017 16:57

"Innym przykładem jest człowiek proszący o odzyskanie dokumentów. Łapiemy złodziejaszków, ale gdy dowiadujemy się, że kradli, by chronić pojmanego towarzysza, postanawiamy im pomóc." - nie jestem pewien czy dobrze zrozumiałem ten fragment, więc proszę o dopowiedzenie. Czy w tym przypadku mogliśmy oddać dokumenty do pierwotnego zleceniodawcy, czy Bayek od razu postanowił pomóc komuś innemu? Innymi słowy: czy mamy możliwość wyboru, czy twórcy wiedzą lepiej jak mamy grać?

lis_23
Gramowicz
27/10/2017 16:23

Ja czytałem i oglądałem recenzje, które mówią o masie bugów, słabych dialogach, skopanej walce, drewnianych animacjach oraz o tym, że przez ok. 20h trzeba grindować postać (nie walcząc), żeby w ogóle móc wyjść poza teren miasta i mieć jakąś szanse. Gdzie tu przyjemność z gry i z eksploracji?

MisioKGB
Gramowicz
27/10/2017 15:25
1 godzinę temu, lis_23 napisał:

Eeee ... " żywy świat w ELEX "? - Przecież "Elex" to "Gothic 3" tylko w innej scenerii, a wszystko pozostało takie samo, łącznie z masą błędów, bugów i koszmarną animacją.

Kolega chyba w ELEXa nie grał :), błędów już na starcie nie było, bugów nie uświadczyłem żadnych a animacja była jest i będzie słaba bo to przecież Piranha. Wolę fajną fabułę i żywy świat niż piękne animacje twarzy, bez kitu /uploads/emoticons/smile.png" srcset="/uploads/emoticons/smile@2x.png 2x" title=":)" width="20" /> therionee <--- dziękuję za link /uploads/emoticons/smile.png" srcset="/uploads/emoticons/smile@2x.png 2x" title=":)" width="20" />

lis_23
Gramowicz
27/10/2017 14:05

Eeee ... " żywy świat w ELEX "? - Przecież "Elex" to "Gothic 3" tylko w innej scenerii, a wszystko pozostało takie samo, łącznie z masą błędów, bugów i koszmarną animacją.

therionee
Gramowicz
27/10/2017 12:25

Dziękuję :) Medżajowie nie zostali wymyśleni na potrzeby gry - więcej można znaleźć o nich np. na angielskiej wikipedii: https://en.wikipedia.org/wiki/Medjay

MisioKGB
Gramowicz
27/10/2017 11:37

Bardzo fajnie napisana recenzja, pani Małgorzata tym razem stanęła na wysokości zadania i popełniła fajny tekst. Z ciekawości zacząłem szukać informacji o wspomnianych medżajach i niestety nic nie znalazłem, czy to na polskiej wikipedii czy na innych stronach. Czyżbym źle szukał, a może to ugrupowanie wymyślone na potrzeby gry? Smuci mnie delikatnie linijka o drętwych dialogach i klimacie, który nie porywa tak jak chociażby żywy świat w ELEX, w którego zagrywam się teraz bez opamiętania odstawiając wszystkie aktualnie posiadane przeze mnie gry. Kanadyjczycy pokazazali, że potrafią pisać fajne scenariusze, chociażby przy AC Unity, Child of Light czy SC Blacklist. Czyżby brak umiejętności przy kreowaniu misji pobocznych?