Felieton

Gra wstępna #9 - Book of Demons i NieR: Automata

Adam Berlik i Jakub Zagalski, 25 grudnia 2016 16:00 0

Book of Demons

  • Cena: 19,99 euro
  • Obecny status: Wczesny Dostęp
  • Planowana data premiery: 2017 rok

Book of Demons oferuje ciekawe podejście do rozgrywki w stylu hack'n'slash. Choć zabawa tradycyjnie opiera się na eksploracji kolejnych lokacji i walce z napotkanymi przeciwnikami, autorzy z polskiego studia Thing Trunk wprowadzili ciekawe rozwiązania, które sprawiają, że Book of Demons wyróżnia się na tle innych przedstawicieli wspomnianego gatunku.

Eksploracja możliwa jest wyłącznie po z góry wytyczonych ścieżkach prowadzących graczy pod kątem 90 stopni. To dość mocno ogranicza pole manewru i sprawia, że ciężko uniknąć niektórych obrażeń zadawanych przez naszych przeciwników. Jednocześnie gołym okiem widać, że walka w Book of Demons różni się od Diablo czy jakiegokolwiek innego action RPG-a nastawionego na masową eksterminację wrogów.

Book of Demons nie oferuje standardowego rozwoju postaci. Po awansie na kolejny poziom doświadczenia możemy zwiększyć liczbę punktów życia głównego bohatera oraz zainwestować zdobyte punkty w manę. Zamiast drzewka zdolności otrzymujemy karty umiejętności (im dłużej gramy, tym więcej slotów odblokowujemy) zwiększające zadawane obrażenia, poprawiające naszą wytrzymałość czy też oferujące np. możliwość korzystania z dodatkowych gadżetów.

Ogromnym autem Book of Demons jest unikatowy system Flexiscope. Jeśli mamy zaledwie kwadrans na grę, możemy wygenerować loch średniego rozmiaru, którego ukończenie zajmie nam właśnie 15 minut. To świetna opcja, bo zachęca do tego, by usiąść do gry na chwilę lub poświęcić jej więcej czasu. Idealna nie tylko do popołudniowej kawy, ale i do zabawy przez cały dzień.

Book of Demons to oczywiście nieustanne klikanie lewego przycisku myszy. Mimo iż brzmi to niezwykle monotonnie, twórcom udało się przygotować naprawdę angażującą rozgrywkę. Mierzymy się w nich nie tylko ze standardowymi przeciwnikami, ale także wieloma innymi typami wrogów, jak np. wybuchającymi i trującymi zombiakami czy też rycerzami osłaniającymi się tarczą. Pod względem zróżnicowania oponentów Book of Demons prezentuje się naprawdę wybornie i wciąż zmusza do opracowywania nowych strategii.

Celem zabawy w Book of Demons jest dotarcie na sam dół lochów, gdzie w piekle czeka na nas nie kto inny, jak sam diabeł kąpiący się w ogniu z... gumową kaczuszką. Wróć, papierową. Wszystko, co spotkacie w grze jest wykonane z papieru, dlatego też gra może pochwalić się miłą dla oka, specyficzną oprawą wizualną. Sama postać głównego antagonisty to nie jedyny aspekt humorystyczny – w grze znajdziemy ich znacznie więcej.

Book of Demons to nie tylko świetny pomysł na rozgrywkę, ale i kapitalna realizacja. Już teraz ciężko oderwać się od ekranu, więc jeśli macie ochotę na "nieco innego hack'n'slasha", to możecie brać w ciemno.

NieR: Automata

  • Cena: brak
  • Obecny status: Demo
  • Planowana data premiery: 10 marca 2017

NieR z 2010 roku to jedna z tych produkcji, które albo się kocha, albo nienawidzi. Gra przez jednych nazywana niedorobionym średniakiem, przez innych wychwalana za genialne pomysły, klimat i nietuzinkowość. Sięgając po demo NieR: Automata automatycznie nastawiałem się na powtórzenie starych błędów. W rzeczywistości zmiana developera na Platinum Games (Bayonetta, Vanquish) sprawiła, że przynajmniej jeden element NieR: Automata wypadnie wzorowo. Mowa oczywiście o systemie walki.

Krótkie demo nadchodzącej kontynuacji jest poświęcone w całości podstawowej mechanice poruszania się i walki. Nie ma tutaj miejsca na omawianie fabuły (choć pewien zarys można wychwycić z obecnych w demie dialogów), nie pobiegamy również po otwartych przestrzeniach, jak mieliśmy w zwyczaju grając w pierwsze NieR. Zamiast tego mamy do dyspozycji liniowy poziom z serią kill roomów i finałową walkę z bossem.

NieR: Automata zapowiada się na szybką i widowiskową grę akcji z systemem rozwoju zaczerpniętym z gatunku RPG. W trakcie dema udało mi się wskoczyć na wyższy poziom doświadczenia, a wędrując po menu zauważyłem kilka (na razie niedostępnych) zakładek z możliwością wybierania i modyfikowania sprzętu. Jak to zadziała w praktyce, dowiemy się dopiero po marcowej premierze. Najważniejsze, że demo zapoznaje gracza z podstawami systemu walki, który, jak to u Platinum Games, jest bardzo sycący.

Bohaterka, android imieniem 2B, włada dwoma rodzajami mieczy, które są przypisane do lekkiego/szybkiego i silnego/wolnego ciosu. Jest skok, dashowanie oraz kluczowy przycisk pozwalający strzelać latającym u boku robocikiem. Poruszając się lewą gałką i trzymając strzał, możemy prawą gałką kierować ogień w wybranym kierunku. Działko robota nie jest zbyt potężne, ale nadaje się idealnie do hamowania przeciwników i likwidowania ich strzałów.

Z początku NieR: Automata sprawia wrażenie klasycznego slashera TPP, jednak po chwili na jaw wychodzi niezwykła pomysłowość speców z Platinum Games. Zwykła zmiana ustawienia kamery i wykorzystanie działka robota pomocniczego sprawia, że gra zaczyna momentami przypominać dwuwymiarowego SHMUP-a. Świetne wrażenie robi też walka z ogromnym bossem (połączenie transformera z platformą wiertniczą) choć akurat tutaj więcej jest fajerwerków niż pomysłowej rozgrywki. O system walki w NieR: Automata jestem jednak całkowicie spokojny. Namiastka wrzucona do wersji demo nastraja pozytywnie i widać, że twórcy mają w zanadrzu niejednego asa w rękawie. Jak chociażby rozwinięcie motywu sterowania latającą zbroją bojową, która pojawia się pod koniec dema.

NieR: Automata nie zachwyca oprawą graficzną, tekstury pozostawiają wiele do życzenia, ale liczę, że wszelkie niedoróbki zostaną przyćmione przez niepowtarzalny klimat widziany w licznych zwiastunach. System walki jest na pewno lepiej pomyślany niż w NieR z 2010 roku, a jak będzie z całą resztą? Przekonamy się 10 marca. Ja już nie mogę się doczekać.

NieR: Automata zapowiada się na jedną z najciekawszych gier akcji z elementami RPG przyszłego roku. Obstawiam, że będzie to pozycja obowiązkowa dla fanów twórczości Platinum Games i pokręconej japońszczyzny, której można wybaczyć wizualne niedoróbki.

W co zaGRAMy w grudniu 2018 roku - najciekawsze premiery miesiąca
Book of Demons, czyli powrót do klasyki z toną innowacji w tle
Co w 2016 roku wydarzy się w polskiej branży? Lista atrakcji jest imponująca
najnowsze