W XXI wieku seria Predator nie miała lekko. Jednak wydaje się, że twórcy wreszcie odnaleźli odpowiednią formułę dla kosmicznego łowcy.
Minęło osiem lat, od kiedy do kin trafił film, który miał rozpocząć nowy rozdział w historii Predatora. Zamiast wielkiego powrotu kultowej marki otrzymaliśmy jednak produkcję, po której seria zniknęła na kilka lat, aby następnie przejść kolejne odświeżenie.
Predator
Predator z 2018 roku okazał się klapą
Hollywood od lat chętnie powraca do dobrze znanych marek, szczególnie w przypadku kina science fiction. Nie zawsze jednak ponowne wykorzystanie popularnego tytułu kończy się sukcesem. Dobrym przykładem pozostaje seria o kosmicznym łowcy, która w 2018 roku miała otrzymać nowy impuls za sprawą filmu Predator w reżyserii Shane'a Blacka. Oczekiwania były spore, ale ostateczny rezultat okazał się dużym rozczarowaniem.
Na papierze projekt miał wiele atutów. Shane Black miał już doświadczenie zarówno jako twórca kina akcji, jak i osoba związana z samą serią, ponieważ wystąpił w oryginalnym Predatorze z 1987 roku. W obsadzie jego filmu znaleźli się Boyd Holbrook, Olivia Munn, Sterling K. Brown, Trevante Rhodes oraz Alfie Allen. Historia koncentrowała się natomiast na grupie byłych żołnierzy oraz naukowcu, którzy musieli zmierzyć się z kolejnymi przedstawicielami rasy Predatorów.
Film nie przekonał jednak krytyków. Chociaż brutalność i sceny akcji mogły przypominać elementy, za które widzowie polubili tę serię, produkcji zarzucano między innymi słabo napisane postacie oraz historię, która nie wzbudzała większego zaangażowania. Film Shane'a Blacka uzyskał zaledwie 34 procent pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes, co było najsłabszym wynikiem w głównej serii. Dla porównania Predators z 2010 roku miał 65 procent pozytywnych ocen krytyków.
Sytuacji nie poprawiły wyniki finansowe. Predator z 2018 roku zarobił na świecie około 160 milionów dolarów przy budżecie wynoszącym 88 milionów dolarów. Film nie okazał się więc początkiem oczekiwanego odrodzenia marki, a na kolejną produkcję z tego uniwersum trzeba było czekać cztery lata.
GramTV przedstawia:
Wtedy twórcy zdecydowali się całkowicie zmienić podejście. W 2022 roku na Hulu, a w Polsce na Disney+, zadebiutował Predator: Prey Dana Trachtenberga. Akcja rozgrywała się na około 300 lat przed wydarzeniami z pierwszego filmu i przedstawiała Naru, młodą wojowniczkę należącą do Komanczów, która stawała naprzeciw przybysza z kosmosu. Produkcja spotkała się ze znacznie cieplejszym przyjęciem i osiągnęła 94 procent pozytywnych recenzji w Rotten Tomatoes.
Sukces filmu sprawił, że Dan Trachtenberg pozostał związany z marką. W 2025 roku pojawiły się kolejne dwie produkcje. Pierwszą był animowany Predator: Pogromca zabójców, przedstawiający historie wojowników z różnych okresów historycznych, którzy spotykają przedstawicieli rasy Yautja. Film osiągnął 95 procent pozytywnych recenzji w Rotten Tomatoes, co jest najlepszym wynikiem dla całej serii.
Jeszcze w tym samym roku marka wróciła również do kin za sprawą filmu Predator: Strefa zagrożenia. Tym razem twórcy zdecydowali się na kolejny eksperyment, gdyż głównym bohaterem został młody przedstawiciel rasy Yautja. Towarzyszyła mu Thia grana przez Elle Fanning. Produkcja ponownie pokazała świat serii z innej perspektywy, łącząc kino akcji z elementami humorystycznymi.
Historia ostatnich lat pokazuje więc, jak mocno zmieniła się sytuacja Predatora. Film z 2018 roku miał przywrócić markę do największych kinowych serii science fiction, ale zamiast tego doprowadził do kolejnej kilkuletniej przerwy. Dopiero Predator: Prey oraz późniejsze projekty Dana Trachtenberga pozwoliły znaleźć dla tego uniwersum nowy kierunek, dzięki któremu nie jest ono już uzależnione wyłącznie od powtarzania schematu ustanowionego przez klasyk z Arnoldem Schwarzeneggerem.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!