Totalna Magia 2 – recenzja filmu. Kontynuacja, na którą prawie nikt nie liczył...

Łukasz M. Wiśniewski i Joanna Kułakowska
2026/09/14 12:00
0
0

...i która nie przekonuje większości recenzentów. A naszym zdaniem dobrze, że powstała.

Po prawie trzech dekadach doczekaliśmy się kontynuacji filmu Totalna magia w reżyserii Griffina Dunne’a. Tym razem za reżyserię wzięła się duńska reżyserka Susanne Bier, zdobywczyni Złotego Globu i Oscara za obraz W lepszym świecie, polskiej publiczności zapewne znana przede wszystkim z miniserialu Nocny recepcjonista. Ciąg dalszy historii sióstr Owens nie wziął się zaś znikąd. Nostalgia nostalgią, lecz w tak zwanym międzyczasie Alice Hoffman, autorka powieści Practical Magic, na kanwie której powstał pierwszy film, rozbudowała to uniwersum o kolejne utwory. Wspomniana książka stanowi pierwszą napisaną pozycję cyklu, chronologia dziejów rodziny Owensów przedstawia się jednak inaczej. Obecnie na książkową serię składają się następujące tytuły: niewydany w Polsce prequel całego cyklu pt. Magic Lessons, Zasady magii (The Rules of Magic, de facto tom 1), Totalna magia (Practical Magic, tom II) i Księga magii (The Book of Magic, tom III). Recenzowana Totalna magia 2 (Practical Magic 2) to adaptacja Księgi magii. Akcja niniejszego filmu rozgrywa się 25 lat po znanych już fanom i fankom wydarzeniach.

Totalna Magia 2 – recenzja filmu. Kontynuacja, na którą prawie nikt nie liczył...

Jak zwykle warto zwrócić uwagę na fakt, że kreatywność dystrybutorów filmów, jeśli chodzi o nadawanie polskich tytułów, ma tradycję idącą w dekady. U zmierzchu zeszłego tysiąclecia ktoś postanowił tytuł Practical Magic przetłumaczyć na Totalna magia (co siłą rzeczy wymusiło na wydawnictwie Albatros podążenie w ich ślady). Totalnie bez sensu, ale totalnie w zgodzie z duchem czasów i mądrością etapu. Wiele rzeczy było wówczas „totalnych”, a zatem film się sprzeda… Pozwolimy sobie w tej recenzji totalnie skorzystać z tej furtki przy tworzeniu śródtytułów. Totalnie możemy to zrobić, więc czemu z tego rezygnować?


Pierwsza Totalna Magia nie odniosła totalnego sukcesu w kinach, i to pomimo świetnej obsady. Inna sprawa, że w 1998 roku zarówno Sandra Bullock, jak i Nicole Kidman znajdowały się na fali wznoszącej, lecz nie nadszedł jeszcze złoty okres ich kariery. Obsadzone w roli ciotek ich postaci Stockard Channing i Dianne Wiest były bardzo rozpoznawalne, ale to tyle. Reżyser Griffin Dunne sięgnął po powieść, która po prostu go zainspirowała, chociaż nie była światowym bestselerem. W efekcie zyski z wyświetleń w kinach nie zrównoważyły kosztów produkcji, mimo że się do nich zbliżyły (dziś okrzyknięto by to katastrofą, wtedy mówiono co najwyżej o komercyjnej porażce). Dopiero wraz z upływem lat (i wzrostem znaczenia obu odtwórczyń głównych ról) film uzyskał status dzieła kultowego. Pomogła tęsknota za specyfiką kina lat 90., które nieraz o wielu sprawach opowiadało w sposób uroczo niefrasobliwy, nie trzęsąc się nadmiernie nad odbiorem poszczególnych wątków i postaci przez publikę. Pomogły też zmiany społeczne na początku naszego tysiąclecia, bo opowieść o trudnych, ale pełnych miłości relacjach dwóch sióstr, mierzących się z rodzinną klątwą – czyli romans, komedia i dramat fantasy wymieszany z elementami horroru opartego o męską przemoc podniesioną do poziomu nadprzyrodzonego – z czasem zaczęła być odczytywana głębiej. Spokojnie, to mimo wszystko wręcz absurdalnie ciepła i pozytywna opowieść. Film jest dostępny na wielu serwisach, głównie odpłatnie, ale bywa i w abonamencie. Na wszelki wypadek dorzucimy tu jednak kontekst, bo Totalna Magia 2 dużo lepiej smakuje, gdy zna się pierwszy obraz.

Totalny pech

W żyłach kobiet z rodziny Owensów – potomkiń czarownicy Marii – płynie potężna, żywa magia. Nawet te mniej utalentowane mogą zachwycić lub przerazić swoją mocą. W zasadzie nie muszą jednak nic robić, by doszło do tej drugiej sytuacji. Od najmłodszych lat słyszą trwożne, złośliwe szepty za plecami lub agresywne okrzyki prosto w twarz. Czasem obrywają kamieniem. Oczywiście, dopóki są dziewczynkami, bo dorosłej wiedźmie mało kto ośmieli się grozić otwarcie. Prawdziwym nieszczęściem tych kobiet jest jednak okrutna klątwa, będąca wynikiem rozpaczy podle porzuconej Marii. Sprawia ona, że mężczyźni, których obdarzą miłością, przedwcześnie umierają, nieraz ginąc tragiczną śmiercią. Można temu zaprzeczać, można w to nie wierzyć, ale nic nie można na to poradzić. Można się bawić, wejść w związek, lecz nie wolno pokochać. Tak właśnie straciły ojca Sally (Sandra Bullock) i Gillian (Nicole Kidman), a niedługo później odeszła ich matka. Dziewczęta trafiły pod opiekę ekscentrycznych ciotek, które zaczęły wprowadzać je w tajniki magii.

Totalny pech, Totalna Magia 2 – recenzja filmu. Kontynuacja, na którą prawie nikt nie liczył...

Pomimo ich miłości Gillian straszliwie nudziła się na prowincji. A że nie bała się czarów i życia pełną piersią, gdy tylko dorosła, uciekła z miasteczka. Bawiła się przednio, czerpiąc z życia pełnymi garściami i zmieniając partnerów jak rękawiczki. W końcu jednak trafiła na kogoś, kto ją totalnie oczarował... co oczywiście spowodowało totalne kłopoty. A co z Sally? Jeszcze jako dziecko, bojąc się miłości, rzuciła czar, przyzywając swój ideał. Jako że ów ideał wydawał się niemożliwy, była spokojna, że nikt nie złamie jej serca ani przez nią nie umrze. Nie przeszkodziło to jednak miłości, która dosłownie wbiegła w jej życie, ani narodzinom jej dwóch córek. Sally postanowiła zrezygnować z magii, niestety klątwa nie dała się oszukać... Co ważne, przed wyjazdem Gillian obie siostry przysięgły sobie, że nic ich nie rozdzieli, zawsze przyjdą sobie z pomocą. Każda dotrzymała słowa, a kiedy przyszła kolej Sally, by ruszyć młodszej na ratunek, wszystko się totalnie skomplikowało, los bowiem zaśmiał się drwiąco, sprowadzając jej na głowę... ideał.

Totalna Sandra Bullock

Ćwierć wieku później klątwa nie śpi. Ponownie owdowiała Sally trzyma swoje córki pod kloszem, zabraniając tak Gillian, jak i ciotkom (w tych rolach wciąż rozbrajające Channing i Wiest) w ogóle poruszać przy nich kwestie magii. Niestety, magii nie da się ot tak wyrzucić poza nawias życia, a już zwłaszcza wtedy, gdy pochodzi się z rodu Marii Owens. Sally jednak udaje się pogrzebać głęboko swą moc, co naturalnie bynajmniej nie wyjdzie rodzinie na dobre. Jej starsza córka Kylie (Joey King) rudzielec niezwykle przypominający wyglądem i charakterem Gillian zakochuje się z wzajemnością (w roli ukochanego Xolo Maridueña, znany miłośnikom i miłośniczkom filmów superbohaterskich z Blue Beetle). Przez to zaś znów śmierć puka do ich drzwi. Zanim jednak rzeczona wejdzie i się rozgości, dziewczyna – uświadomiona już odnośnie do rodzinnej historii – postanawia z nią walczyć. Zaopatrzywszy się w księgę, od której oczywiście powinna trzymać się z daleka, i zamierzając złamać klątwę, wyrusza do kraju przodków. A tam... Cóż, wpada w sidła zastawione na Owensówny, lecz Sally i Gillian przecież nie zostawią jej na pastwę losu. Matka wraz z siostrą śmieszy, tumani, przestrasza widza/widzkę, podążając śladami Kylie i przyciągając rozmaite kłopoty. W tym sercowe, bo jakżeby inaczej. Oglądając zarówno film Griffina Dunne’a, jak i ten Susanne Bier, łatwo dojść do wniosku, że powiedzenie „cicha woda brzegi rwie” nabiera zupełnie nowego wymiaru. Sally ma pecha w miłości, bo co rusz ktoś się w niej zakochuje, co oczywiście generuje serię komicznych wypadków.

Totalna Sandra Bullock, Totalna Magia 2 – recenzja filmu. Kontynuacja, na którą prawie nikt nie liczył...

GramTV przedstawia:

O ile w pierwszej części Sandra Bullock i Nicole Kidman miały równie duże pole do aktorskiego popisu, o tyle już w Totalnej Magii 2 pierwsza z nich błyszczy zdecydowanie wyraźniej. Dekady szlifowania komediowych sztuczek nie poszły na marne i dzięki temu dostajemy kilka naprawdę doskonałych scen. W pamięć zapada zwłaszcza niekończące się pożegnanie na dobranoc (przed ważnym dniem), w którym matka co chwilę wraca do swoich córek, a nawet gdy już ostatecznie zamyka drzwi, one i tak wiedzą, że dalej czeka za progiem i nasłuchuje. W tym miejscu warto zaznaczyć, że obie aktorki wybrane do ról najmłodszej generacji rodu Owens dzielnie współdziałają z weterankami branży. Joey King jako Kylie jest dynamicznym składnikiem siostrzanej pary, a Maisie Williams, odgrywająca rolę młodej lekarki Antonii, stanowi spokojną, skromną przeciwwagę. Podobnie jak młode Gillian i Sally.

Mamy więc w Totalnej magii 2 trzy siostrzane duety – każdy zbudowany na swoistych przeciwieństwach, zarazem jednak opierający się na innych elementach. Sześć aktorek, sześć wiedźm z rodu Owens, sześć unikatowych postaci. Dzięki temu ich rozmaite relacje ogląda się z zainteresowaniem. Fabuła jest bardziej stereotypowa (zwłaszcza rys i motywacje antagonisty), ale tak naprawdę ważne jest docieranie się postaci między sobą, budowanie mostów ponad pokoleniami i owo siostrzeństwo, które tu przeskakuje nawet poprzez pokolenia. Przekaz Totalnej magii dotyczył wszystkich kobiet – film mówił o ukrytym pragnieniu siły i niezależności oraz umiejętności wzniesienia się ponad strach przed nieznanym i własnymi możliwościami, ponad okowy społecznej hipokryzji, które zachęcają, by efektem fali niszczyć wolne kobiety, zamiast je naśladować. O tym, że w każdej kobiecie tkwi wiedźma, która jest zdolna do siostrzeństwa. Totalna magia 2 mówi o rodzinie, o tym, że siostrzana miłość da radę pokonać wszelkie przeciwności – i że nie ma potężniejszej magii niż siostrzeństwo. A także miłość matki do dziecka. Aby nie było: temat nie dotyczy jedynie kobiet, choć film Susanne Bier koncentruje się na paniach Owens. Owo docieranie się pomiędzy siostrami / braćmi / przyjaciółmi / rodzicami i dziećmi stanowi kwestię uniwersalną. Tu po prostu mamy to pokazane na przykładzie sześciu babek, które dodatkowo władają magią. A magia, jak jest to podnoszone w obu produkcjach, nie czyni tych problemów ani prostszymi, ani trudniejszymi. Rodowe przekleństwo związane z mężczyznami to jedynie akcelerator czegoś, co spokojnie mogłoby zaistnieć i bez niego.


Totalne efekciarstwo

Totalna Magia 2 ma ewidentnie większy budżet od swej poprzedniczki, zwłaszcza jeśli chodzi o efekty specjalne, których w filmie z 1998 roku było sztuk raz… i wystarczyło. Nie wiadomo, czy to pomysł reżyserki Susanne Bier, czy odgórne naciski, ale tym razem magia nie istnieje tylko w opisach bądź sugestywnie zagranych scenach, lecz wali w nas zwizualizowanymi falami mocy. Naszym zdaniem było to zupełnie niepotrzebne, ale może jesteśmy dziećmi innych czasów – takich, gdy wystarczyła porządna gra aktorska i drobne efekty praktyczne. Tak samo nie wiadomo, czyją decyzją było zapewnienie totalnego fanserwisu, czyli obowiązkowych, niekiedy nachalnych odniesień do kultowych scen z pierwszej części. Żaden z tych zabiegów nie wypadł naturalnie – siłą tego obrazu są nowe sceny, które dorównują tamtym. Może trzeba było zaufać doskonałej obsadzie i założyć, że dowiezie.

, Totalna Magia 2 – recenzja filmu. Kontynuacja, na którą prawie nikt nie liczył...

Do problemów po trosze pozbawiających magii Totalną magię 2 należy nadmierne, momentami niemiłosierne wręcz rozwleczenie poszczególnych części opowieści (rozbiegówka trwa aż 40 minut). Oczywiście każda z nich ma swoje momenty, swoje mocne strony, jednakże skrócenie tu i ówdzie paru sekwencji tylko wyszłoby produkcji na dobre. Sama filmowa historia zawiera parę klisz (nie da się wysłuchać wielkiej mowy czarnego charakteru tej opowieści oraz reakcji na nią ze strony tych dobrych bez przewracania oczami), parę dziur i niejasności (znajomość książki w zasadzie pomaga). Ciężko zrozumieć pewne niuanse związane z ważną dla fabuły księgą czy na przykład, dlaczego przedstawicielki najmłodszego pokolenia totalnie nie pamiętają swych totalnie magicznych przeżyć z dzieciństwa. Można założyć, że troskliwa mamusia usunęła im „niebezpieczne” wspomnienia, lecz warto by to w filmie jakoś sensownie wyartykułować. Jest to o tyle ciekawe, że za scenariusz odpowiadają aż trzy osoby – Akiva Goldsman, Georgia Pritchett oraz Kelly Marcel. Cóż... może to właśnie stanowi przyczynę? I wreszcie postać Antonii, siostry Kylie... Maisie Williams niestety nie ma zbyt wiele czasu ekranowego w porównaniu z resztą kobiet Owensów – jako lekarka tkwi w szpitalu przy łóżku nieszczęsnego wybranka siostry, kiedy ta mierzy się z...

...nie, to już trzeba obejrzeć, dość podpowiedzi. Dodajmy jedynie, że humor, ciepło bijące z niniejszego obrazu i w większości fajne postacie (ze wskazaniem na pewnego profesora, w którego brawurowo wciela się Lee Peace) to elementy wystarczająco magiczne, by pomimo mankamentów sprawić przyjemność widowni.

6,4
Czy mogło być lepiej? Totalnie mogło, lecz za dekadę lub trzy ten film także może stać się kultowy.
Plusy
  • Zabawny duet Bullock i Kidman
  • Rewelacyjny Peace (co docenią szczególnie kobiety)
  • Przesłanie, które mówi tak o siostrzeństwie, jak i rodzinnej więzi, jakiej nie da się złamać pomimo różnic i problemów
  • Romantyzm i ciepło, które być może dziś są bardziej potrzebne niż kiedykolwiek
  • Rozbrajający humor, czasem jadący po bandzie (futrzasta Amelia Earhart zrobiła nam dzień)
  • Realizacja techniczna: udana praca kamery, żywa paleta barw i ścieżka dźwiękowa
Minusy
  • Totalnie niepotrzebne dłużyzny
  • Nazbyt nachalne nawiązania do ważnych scen z poprzedniego filmu
  • Nie trzeba szukać dziury w całym, by dostrzec dziury (jak mawiają: gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść)
  • Klisze, przewidywalny motyw originu czarnego charakteru
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!