Po artystycznym sukcesie Prawdziwego bólu Jesse Eisenberg, aktor i reżyser, filmem Debiut najwyraźniej znowu wkroczy na salony.
Jest coś znamiennego w tym, że okres rozkwitu reżyserskiej kariery Jessego Eisenberga zbiega się jednocześnie z tym, że Prawdziwy ból był dla niego także pretekstem do ubiegania się o polskie obywatelstwo. Jego kolejny film najwyraźniej znowu pozwoli mu sięgnąć po filmowe nagrody. Debiut miał już swoją premierę na festiwalu w Telluride i krytycy są niemal jednomyślni – to może być jeden z najważniejszych filmów tegorocznego sezonu nagród.
Debiut
Debiut Jessego Eisenberga zachwycił w Telluride
Szum wokół oscarowych szans Debiutu Jessego Eisenberga wydaje się być uzasadniony. Film przejął kontrolę nad Festiwalem Filmowym Telluride i stał się jedną z sensacji imprezy. Na ustach wszystkich jest przede wszystkim Julianne Moore, wskazywana jako potencjalna liderka wyścigu po Oscara dla najlepszej aktorki. Paul Giamatti również może liczyć na uznanie w kategorii aktora drugoplanowego.
To trzeci film fabularny Eisenberga jako reżysera, po When You Finish Saving the World i Prawdziwym bólu. Twórca napisał również scenariusz, który zawiera siedem oryginalnych piosenek. Moore, która ma już na koncie Oscara za Still Alice, może dzięki tej roli powalczyć o kolejną statuetkę. Variety określa jej występ jako „zadziwiający”, Vulture nazywa go „all-timer”, a Playlist zachwyca się jej „transformacją”. Dość powiedzieć, że obecnie film znajduje się na poziomie 90 punktów na Metacritic.
GramTV przedstawia:
Moore gra boleśnie niezręczną gospodynię domową, która musi nauczyć się grać w musicalu, a następnie coraz bardziej się w to angażuje. Giamatti wciela się w reżysera, który próbuje sprawić, by całe przedsięwzięcie zadziałało, jednak bohaterka ciągle wszystko bierze dosłownie. Film ponoć szybko przeradza się w dziwną, mroczną komediową spiralę.
Za zdjęcia odpowiada Drew Daniels, który wcześniej pracował przy dwóch ostatnich filmach Seana Bakera – Anorze i Red Rocket. Muzykę skomponował Emil Mosseri (Minari). Eisenberg wychodzi z sukcesu Prawdziwego bólu, wydanego w 2024 roku, który spotkał się z szerokim uznaniem i przyniósł Oscara dla aktora drugoplanowego Kieranowi Culkinowi. Film był również nominowany za najlepszy scenariusz oryginalny, a Eisenberg może liczyć na kolejne wyróżnienie za scenariusz Debiutu.
A24 pokaże Debiut również na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto, a następnie film trafi do Nowego Jorku i Londynu. Kampania oscarowa prawdopodobnie zostanie zorganizowana dla najważniejszych osób zaangażowanych w produkcję. Premiera została ustalona na 11 grudnia. Nie wiadomo jeszcze, kiedy film trafi do polskich kin, ale wszystko wskazuje na to, że będzie o nim głośno podczas tegorocznego sezonu nagród, który wraz z festiwalami w Wenecji i Telluride właśnie się rozpoczął.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Good for him. Prawdziwy ból nie był dla mnie filmem wybitnym - ale po prostu przyjemnym do obejrzenia. Jeżeli bycie dobrym reżyserem to opowiedzenie prostej historii w przystępny sposób - to tak, Eisenberg jest dobrym reżyserem. Tu nie chodzi nawet o polskie akcenty, to pretekst. Po prostu Hollywood było kiedyś bliżej ludzi - tworzyło historie proste, może melodramatyczne, czasem przejaskrawione, ale przemawiające do człowieka (np. Forrest Gump). Dziś, bardziej niż dawniej, jest przesyt wizji narcystycznych, upolitycznionych i co najgorsze - odzwierciedla głównie poglądy ich twórców, to o czym mówi się w Hollywood na salonach. Nie próbuje trafić do statystycznego widza, który już po prostu ma dość wtórnego moralizatorstwa, mówienia co ma myśleć i jak ma żyć. Oczywiście to generalizowanie, bo nie wszystko jest takie proste - natomiast taką ja mam obserwacje.