Pisarka twierdzi, że nie zamierza oglądać filmu na podstawie swojej powieści.
Tomi Adeyemi zdecydowanie odcina się od ekranizacji swojej bestsellerowej powieści. Pisarka przyznała, że nie zamierza oglądać gotowych Dzieci krwi i kości, a doświadczenia związane z realizacją filmu sprawiły, że nie chce już zgadzać się na adaptowanie swoich książek.
Dzieci krwi i kości
Autorka Dzieci krwi i kości nie zamierza oglądać filmu. Po tej produkcji mówi „nigdy więcej”
W najnowszym wywiadzie pisarka nie ujawniła dokładnie, co wydarzyło się podczas produkcji. Wyjaśniła jednak, że publiczne zabranie głosu było dla niej konieczne, aby mogła pozostawić tę historię za sobą.
Zrozumiałam, że jeśli nie zabiorę głosu, nie będę mogła ruszyć dalej. Nie mogę martwić się reakcją innych ludzi, ponieważ nie muszę żyć z tym, jak na mnie reagują. Każdego dnia muszę natomiast żyć sama ze sobą.
Adeyemi podkreśliła przy tym, że nie zamierza zdradzać szczegółów dotyczących wydarzeń za kulisami. Cały okres związany zarówno z ukończeniem książkowej trylogii, jak i jej przenoszeniem na ekran określiła jako doświadczenie, które całkowicie ją wyczerpało.
Nie będę wchodziła w szczegóły. Cała droga związana z trylogią i jej adaptacją wydawała się wręcz biblijna. Zabrała ze mnie wszystko.
Sporo kontrowersji wywołała również obsada filmu. Szczególnie dużo komentarzy pojawiło się po zaangażowaniu Amandli Stenberg do roli księżniczki Amari. W książkach bohaterka opisywana jest jako osoba o ciemnej, miedzianej skórze, podczas gdy Stenberg ma mieszane pochodzenie. Wśród czytelników rozpoczęło to dyskusję dotyczącą koloryzmu.
Relacja pomiędzy Adeyemi i Stenberg również miała ulec znacznemu pogorszeniu. W usuniętym później materiale na TikToku pisarka pokazała fragment rozmowy, w której poprosiła aktorkę, aby ta więcej nie używała jej nazwiska w wywiadach ani materiałach wideo oraz nie kontaktowała się z nią telefonicznie lub za pomocą wiadomości. Adeyemi miała następnie zablokować Stenberg.
GramTV przedstawia:
Zapytana o kontrowersje związane z obsadą autorka zaznaczyła jednak, że nie wszystkie decyzje dotyczące ekranizacji należały do niej:
W przypadku filmu każdą decyzję podejmuje reżyser. Przy mojej książce mogę opowiedzieć o każdym wyborze, nawet o przecinkach, ponieważ to naprawdę znajduje się w moich rękach. Nie mam więc nic więcej do dodania poza wyjaśnieniem, że to nie są moje decyzje.
Za reżyserię Dzieci krwi i kości odpowiada Gina Prince-Bythewood, twórczyni między innymi Królowej wojownik. W obsadzie znaleźli się Thuso Mbedu, Damson Idris, Amandla Stenberg, Cynthia Erivo, Lashana Lynch, Chiwetel Ejiofor, Regina King, Idris Elba oraz Viola Davis. Scenariusz przygotowały wspólnie Prince Bythewood i Adeyemi.
Mimo swojego zaangażowania w projekt pisarka nie planuje zobaczyć jego efektu:
Nadal nie zamierzam go oglądać, ale tak naprawdę ten film nie jest przeznaczony dla mnie.
Adeyemi została również zapytana, czy po wszystkich tych doświadczeniach zgodziłaby się kiedyś na ekranizację kolejnej swojej książki. Jej odpowiedź była jednoznaczna.
Nigdy.
Przypomnijmy, że Dzieci krwi i kości trafią do kin 15 stycznia 2027 roku.
Napisałem to przy tekście o "białości" LOTR-a, o którym wypowiedział się aktor od Golluma.
Zamiast kraść pomysły lub kalać i okaleczać je w adaptacjach czy ekranizacjach - po prostu niech robią własne (ja wiem, że robią to najczęściej pokręceni aktywiści z rasowym syndromem sztokholmskim. Ale robią). Sam się też dziwię, bo to rynek na 3 miliardy ludzi, więc dziwi fakt, że światowym obiegu jest tak mało prac z tego kręgu rasowego.
Mamy więc Afrykankę z pochodzenia, która tworzy własną wersję świata, nawet jeśli na cudzych motywach, ale w settingu afrykańskim (Yoruba mają spokojnie z czego szyć, bo to dość znana nacja w Afryce o długiej historii).
I spoko. Nikt nie przypieprzy się do tego, że na ekranie sami czarni aktorzy. Co więcej - widzowie z innych kultur w ogóle nie zauważą nieścisłości, bo ich nie znają.
A czemu się popsztykali na planie? Może ktoś kiedyś puści farbę. Swoją drogą zabawnie to się wpisuje w dyskusję na temat serialu Netflixa o nic nie mówiącym tytule "Lalka". Aż dziw, że nie zagrała w nim Alexandra Szwed (dawniej "Rodzina zastępcza").
wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 12:37
No cóż, kilku aktywistów spotkało się w jednym pomieszczeniu - kto by się spodziewał że się nie dogadają xD Zwłaszcza Stenberg i ta pisarka xD