Obecna sytuacja na rynku oraz specyfika Wii raczej podjęcia decyzji zarządowi firmy nie utrudniały. W efekcie, „niedługo” na półki sklepowe zawita House of the Dead: Overkill. Tytuł ten ma być jedną z niewielu propozycji dla bardziej hardkorowych posiadaczy konsoli Wii i sądząc po tym, co pokazano na prezentacji – szykuje się hit.

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że Overkill nie jest kolejnym sequelem HotD, ale prequelem całej serii, w którym zostaną wyjaśnione przyczyny takiego wysypu nieumarłych w Bajou City. Głównymi bohaterami jest nieustraszony duet Detektywa Washingtona i Specjalnego Agenta G, którzy zwiedzą ponad 10 różnych terenów. Jednym z nich będzie na pewno wesołe miasteczko, bowiem to ono zostało wykorzystane do prezentacji gry. Twórcy postawili sobie przy tym dość ambitne zadanie nadania swojemu dziecku klimatu filmów Quentina Tarantino i starych horrorów z lat 70-tych poprzedniego wieku. Trzeba przyznać, że to im się akurat udało – jest to widoczne zarówno w otoczce (presskit przypominał starą kasetę z wypożyczalni) jak i grafice samej gry. Oczywiście nie ma to być tanią wymówką dla lenistwa studia deweloperskiego – grafika wygląda naprawdę ładnie, jak na Wii oczywiście i dopiero później jest „psuta” filtrami.
I jeżeli mowa jest o Wii, to wiadomo już, jak wygląda sterowanie w Overkill. Pilotem celujemy i ( uwaga!) rozglądamy się. Tak - po raz pierwszy w historii twórcy pozwolili graczom na rozglądanie się w House of the Dead, maksymalnie o kąt 45 stopni w każdą stronę. Przeładowanie broni jest wywoływane na dwa sposoby: albo szybkim ruchem pilotem w górę albo poprzez naciśnięcie odpowiedniego przycisku.
Co do samej mechaniki, to SEGA chełpi się faktem zaimplementowania aż 120 różnych animacji śmierci zombjaków. Jak zwykle najskuteczniejszy jest celny strzał z rewolweru prosto w głowę, ale gracze lubiący karabiny przy Overkillu się nie zawiodą. Bohater gry może mieć przy sobie maksymalnie 2 bronie – do wspomnianego rewolwera i karabinu należy doliczyć jeszcze granaty. Pozostałe narzędzia mordu są nieznane. Co ciekawe, czasami zdarzają się sytuacje, gdy zombiaki atakują gracza nie tylko z jednej strony, ale z np. z tyłu i przodu jednocześnie. W takich momentach w okolicy powinien znajdować się mały, zielony fragment DNA i jeżeli go trafimy, uruchomiony zostanie mechanizm bullet time, co znacznie ułatwi zabawę. Wtedy można bawić się dowoli w celowanie w np. nogi wrogów, aby zmusić ich do czołgania.
Posiadacze WIi powinni trzymać kciuki za tę produkcję – szykuje się kawał dobrej strzelanin, z dużą dozą brutalności. House of the Dead wraca z grobu w co najmniej dobrym stylu.