![]()
Francis Lawrence - "Jestem legendą"
Will Smith, świetny w roli Roberta Neville’a, obrazy pustych ulic Nowego Jorku i cisza, która aż dzwoni w uszach uświadamiają widzom, że samotność może być czymś nie do zniesienia.
Dzisiaj w naszym kąciku filmowym mamy dla Was dwie recenzje, jedną z seansu kinowego, druga dotyczy filmu na DVD. Pierwszy obraz to "Jestem legendą" w rezyserii Francisa Lawrence'a, drugi to miks horroru i czarnej komedii autorstwa Christophera Smitha - "Redukcja"
![]()
Will Smith, świetny w roli Roberta Neville’a, obrazy pustych ulic Nowego Jorku i cisza, która aż dzwoni w uszach uświadamiają widzom, że samotność może być czymś nie do zniesienia.
Jestem legendą, dopieszczone ręką Francisa Lawrence’a, autora udanej adaptacji Constantine, to już trzecia filmowa wersja minipowieści Richarda Mathesona. Jeśli jednak filmowi wielbicie oryginału oczekują wiernej adaptacji, srodze się zawiodą. W zasadzie z dzieła Mathesona zaczerpnięto sam pomysł oraz kilka mniej istotnych szczegółów, zmieniając przy tym, ile się dało. Cóż... prawa rynku. Fabuła filmu koncentruje się zatem na losach Roberta Neville’a, który po epidemii śmiercionośnego wirusa pozostał jedynym człowiekiem żyjącym na Manhattanie.
Pełen tekst znajdziecie tutaj.
![]()
Po tym filmie nigdy nie pojedziesz już na firmową integrację.
Melanż horroru i czarnej komedii jest gatunkiem niezmiernie trudnym. Pewnie właśnie z tego powodu dzieł tego typu twórcy nie serwują widzom zbyt wiele. Z jednej strony zadbać należy przecież o granicę dobrego smaku, z drugiej o atmosferę, która w odpowiednim momencie przestraszy, a w odpowiednim rozbawi. Co ciekawe, ta trudna sztuka udała się znakomicie Christopherowi Smithowi, który ma już na swym koncie dość przyzwoity horror Lęk. Przez dużą część Redukcji reżyser serwuje kinomanom „jaja jak berety”, by następnie zgrabnie przejść w klasyczny slasher. Mamy zatem dość typową i nietypową zarazem sytuację wyjściową. Typowość polega na tym, że grupa ludzi utknęła znowu w mrocznym lesie (nawiązania do Drogi bez powrotu i Wzgórza mają oczy – jak najbardziej zasadne). Nietypowość zaś jest taka, że wszyscy bohaterowie są pracownikami pewnej firmy zbrojeniowej, a wspólny wypad to po prostu obóz integracyjny, na którym za wszelką cenę pierwsze skrzypce chce grać namolny i ze wszech miar irytujący szef.
Pełen tekst znajdziecie tutaj.