Tak się złożyło, że dziś w komiksowym kąciku mamy tylko jedną recenzję, na dodatek dotyczy ona trzynastego zeszytu z pewnej serii. Za to serii ciekawej i mocno nietypowej jak na obecną na naszym rynku mangę - Miecz nieśmiertelnego.
Tak się złożyło, że dziś w komiksowym kąciku mamy tylko jedną recenzję, na dodatek dotyczy ona trzynastego zeszytu z pewnej serii. Za to serii ciekawej i mocno nietypowej jak na obecną na naszym rynku mangę - Miecz nieśmiertelnego.
W zasadzie jest banalnie prosta. Do tego stopnia, iż nawet osoby wyposażone w niezbyt skośne oczy, charakterystyczne dla obywateli rasy białej (różniących się wszak nie tylko kolorem, ale i mentalnością, a co za tym idzie – nawykłych do nieco inaczej opowiadanych historii), które zapoznają się z ową serią dopiero za pośrednictwem niniejszego, wyrwanego z kontekstu odcinka, po uważnym przestudiowaniu treści w lot chwytają większość zależności: kto kogo, z kim, i dlaczego. Głównym bohaterem opowieści jest niejaki Manji – upadły samuraj. Człowiek, który to balansuje na granicy honoru, to linię tę przekracza.
Pełen tekst znajdziecie tutaj.