Robert Rodriguez – „Grindhouse vol. 2. Planet Terror”
Pierwsza część Grindhouse, składała hołd takim gatunkom jak slasher i car action movies. Druga na tapetę bierze zombie movies, horror i gore.
Nocną porą prezentujemy recenzje dwóch filmów - jeden obraz kinowy i jedną edycję DVD. W sumie najbardziej winny temu terminowi jest niejaki Robert Rodriguez, bo stworzona przez niego na potrzeby projektu Grindhouse makabreska zdecydowanie nie jest adresowana do wszystkich widzów, a zwłaszcza nie do tych młodszych...
Pierwsza część Grindhouse, składała hołd takim gatunkom jak slasher i car action movies. Druga na tapetę bierze zombie movies, horror i gore.
Nie warto raczej zadawać sobie pytania, który film jest lepszy, bo oba należą do kompletnie różnych światów. Łączy je natomiast jedno: umiłowanie estetyki kiczu, czarny humor, żołnierski momentami dowcip oraz epatowanie przemocą i wyrafinowanymi scenami śmierci. Tego ostatniego w filmie Grindhouse vol. 2. Planet Terror jest zresztą zdecydowanie więcej, więc jeśli ktoś jest bezpośrednio po posiłku, powinien raczej poczekać z oglądaniem do następnego seansu.
Pełen tekst znajdziecie tutaj
Choć Kontrakt na zabijanie jest produkcją z gatunku „direct to DVD” trzeba przyznać, że może się poszczycić nie tylko niezłą obsadą, ale również niezgorszym scenariuszem. Przy pewnych zastrzeżeniach, rzecz jasna...
Zawiązanie akcji następuje w momencie, w którym Ray Keene (John Cusack) pragnie zbliżyć się nieco do syna Chrisa Keene (Jamie Anderson), z którym stracił kontakt po śmierci żony. Postanawia, że wybierze się z nim na ojcowsko-synowski survival. Jak się niebawem okaże, termin ten nabierze w kontekście filmowej rzeczywistości zupełnie nowego sensu. Oto bowiem panowie wydobędą z górskiego potoku sztywnego policjanta i przykutego do niego więźnia. Tym ostatnim okaże się być niejaki Frank Carden (Morgan Freeman), były rządowy specjalista do zadań specjalnych, a obecnie freelancer, który kulkę gotów jest wlepić byle komu, oczywiście za sowitą opłatą. By nie psuć widzom zabawy, powiedzmy jeszcze tyle, że Ray decyduje się odstawić więźnia na najbliższy posterunek (ach to poczucie obowiązku u byłego gliniarza), a tropem Franka podążają kumple, którzy chcą go odbić. Zresztą w zabawę w dzikich leśnych ostępach włączają się jeszcze siły stanowe i FBI, więc robi się naprawdę ciekawie.
Pełen tekst znajdziecie tutaj