Isaac Webb – „Narodziny obłędu”
Macierzyństwo jest darem, ale może być również przekleństwem. Zwłaszcza, kiedy matka nie odróżnia rzeczywistości od urojeń i... zakopuje w ogródku swoje dziecko.
Praca recenzenta obfituje w zaskoczenia. Czasem, jak w wypadku filmu Narodziny obłędu opisywanego przez Masterminda, produkcja z pozoru sztampowa okazuje się smakowitym kąskiem. Z drugiej strony można wdepnąć jak Trashka - jako miłośniczka azjatyckiego kina spodziewała się, że Miasto przemocy dostarczy jej sporo zabawy, lecz bardzo się przeliczyła...
Macierzyństwo jest darem, ale może być również przekleństwem. Zwłaszcza, kiedy matka nie odróżnia rzeczywistości od urojeń i... zakopuje w ogródku swoje dziecko.
Dziwny to film. Niby rasowy thriller, a jednak poruszający temat właściwy dla dramatów. Z jednej strony poruszający i pełen emocjonalnego ładunku, który nie pozostawi chyba żadnego widza obojętnym. Z drugiej nie pozbawiony pewnych mankamentów, kilku dłużyzn i niezbyt chyba zamierzonych (a może jednak?) niedopowiedzeń.
Pełen tekst znajdziecie tutaj
Produkcje japońskie i chińskie są powszechnie znane miłośnikom i miłośniczkom azjatyckiego kina. Nieco trudniej dotrzeć do filmów koreańskich, choć sytuacja ta zaczyna się zmieniać. Znajdują się wśród nich prawdziwe perełki, czego przykładem jest choćby niezwykle udany obraz SF w reżyserii Byung-chun Mina, znany pod angielskim tytułem jako Natura City, który stanowi hołd złożony Blade Runnerowi.
Na pewno zatem warto przyjrzeć się również koreańskim kryminałom, czy to ze względu na ciekawostki kulturowe, czy elementy radosnego wuxia, które zdaje się być nieodzowną częścią azjatyckich produkcji o charakterze rozrywkowym. I bardzo dobrze, nic tak nie odpręża, jak widok efektownych zmagań w wykonaniu niezwykle sprawnych obywateli rasy żółtej. Szkoda tylko, że selekcja nie zawsze odbywa się poprawnie i przed zaciekawione oczy polskich widzów trafić mogą twory, na które ewidentnie nie warto tracić czasu.
Pełen tekst znajdziecie tutaj