
Andreas - "Cromwell Stone"
Polscy czytelnicy mają do komiksów Andreasa zezowate szczęście. Zaczęło się niemalże jak w bajce: już w roku 1989 mieliśmy okazję poznać pierwszy album ze sztandarowej serii tego twórcy. Mowa tu oczywiście o Rorku. Fakt, zarówno Fragmenty jak i Przejścia wydane zostały na kiepskim papierze, który nie pozwalał w pełni dostrzec mistrzostwa kreski Andreasa, ale scenariusz, klimat i nietuzinkowe kompozycje plansz wystarczyły, by Rork zyskał rzeszę zagorzałych fanów. Niestety, skończyło się na dwóch albumach, dopiero po długiej przerwie ukazało się cywilizowane wznowienie tych albumów oraz kolejne, nowsze tomy. Jednak na finał opowieści nie doczekaliśmy się do dziś. Niby jest w planach wydawniczych Manzoku, ale ten akurat wydawca wystartował z licznymi opóźnieniami i nie zapracował sobie na zaufanie czytelników.
Jak widać, mimo, że znamy twórczość Andreasa od osiemnastu lat, nie mieliśmy szczęścia poznać nawet jednej serii w całości. Dlatego niezmiernie cieszy fakt, że Cromwell Stone został wydany od razu w formie zbiorczego albumu, obejmującego również Powrót jak i kończący cykl Testament. Przynajmniej jedno dzieło Andreasa poznamy w całości.
Pełen tekst znajdziecie tutaj

Leśniak & Skarżycki - "Jeż Jerzy: Dokument"
Po trzech latach od premiery zafundowano nam wznowienie „zerowego” albumu o Jeżu Jerzym. Tym razem w twardej oprawie i z dodatkowymi planszami. Można śmiało powiedzieć, że Dokument to najciekawsze dzieło spółki Leśniak & Skarżycki, z kilku powodów zresztą. Bez wahania można go polecić każdemu, kto właśnie przeżył kryzys wiary we własne możliwości, po zobaczeniu opisywanego przed chwilą Cromwella Stone. Tu bowiem można zobaczyć, od jakich prostych prac zaczynali Autores Jerzego – a przecież osiągnęli z czasem dużo, wydali szereg albumów i – co kluczowe - wykreowali rozpoznawalną postać.
Pełen tekst znajdziecie tutaj

Paweł Zych - "Chomik Zagłady"
Mamy w naszym pięknym kraju glebę żyzną i podatną na pastisze, satyrę i wszelkie odmiany karykatury rzeczywistości. Mamy przaśny klimat, blokowiska, brud, prymitywnych polityków... nic więc dziwnego że od lat trwa wysyp komiksów wykpiwających nasze realia. Przy okazji dostaje się wszelkim ikonom i znakom towarowym pop-kultury. Do tego nurtu postanowił wpisać się Paweł Zych, tworząc opowieść o nieudanych bohaterach komiksowych: Kotlecie i Zombie. W twórczym szale zapełnił siedemdziesiąt stron brzydkimi kobitami, pijanymi politykami, pastiszami wszystkiego, co mu wpadło pod rękę. Podlał to ściekami, fekalnym humorem i knajackim słownictwem. Wymieszał, wstrząsnął i podał do spożycia czytelnikom.
Pełen tekst znajdziecie tutaj