Na zachodzie bardzo popularne jest pośredniczenie sklepów czy sieci handlowych w sprzedaży używanych gier. Nawet odwiedzając witrynę typu amazon.com, na każdym kroku można zauważyć możliwość kupienia jakiegoś towaru z drugiej ręki, po nieco niższej cenie. Zyskuje na tym i klient (bo płaci mniej) i sklep (bo ma z tego znacznie większy zysk niż z normalnej marży). Jednak tak to już w przyrodzie jest, że jak ktoś zyskuje, to kto inny traci. W tym wypadku najbardziej pokrzywdzeni są wydawcy, którzy z takiej sprzedaży nie dostają ani grosza.
Problem jest szczególnie zauważalny w świecie konsol, które tradycyjnie sprzedawane są poniżej kosztów produkcji (czasem nawet bardzo grubo). Ich producenci w założeniach biznesowych polegają wyłącznie na grach i to one są dla nich podstawowym i najistotniejszym źródłem zysków. Nic dziwnego więc, że na obrót używanymi egzemplarzami kręcą nosami nie od dziś. Dotychczas wprawdzie na kręceniu się kończyło, jednak czasy "następnej generacji" mogą tę sytuację drastycznie zmienić. O coraz wyższych kosztach tworzenia tytułów na next-geny słyszymy od miesięcy, a wydawcy desperacko szukają sposobów na zwiększenie swoich przychodów. W grach coraz częściej wprowadza się reklamy, zaczyna się oferować niewielkie, płatne rozszerzenia... To jednak ciągle mało. A przynajmniej na to wskazują niepokojące informacje, pochodzące rzekomo z brytyjskich sklepów.

W tej chwili trudno coś całkowicie pewnego na ten temat powiedzieć. Wprawdzie analitycy niespecjalnie wierzą w to, że Sony może się zdecydować na tak drastyczne posunięcie, ale z drugiej strony nie można też oczekiwać, iż firma będzie cały czas działać nie przynosząc oczekiwanych zysków. Pozostaje tylko mieć nadzieję na jednoczesne zachowanie przez nią resztek zdrowego rozsądku...
[Aktualizacja] Chyba na razie nie ma się co martwić - Sony po raz kolejny zdecydowanie zaprzeczyło, jakoby miało jakiekolwiek plany związane z wprowadzeniem zabezpieczeń, uniemożliwiających sprzedawanie używanych gier. Przedstawiciel firmy stwierdził też, że żadne tego rodzaju sygnały nie były wysyłane do sprzedawców. Jak to dobrze, kiedy plotki nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości... :)