WARDOGS to gra, która może namieszać w świecie FPSów na większą skalę...

… dopóki nie będziemy zmuszać twórców do bezpośredniej walki z Battlefield czy Call of Duty. To zupełnie inny, o wiele ambitniejszy projekt niż mogłoby nam się wydawać. I bardzo dobrze!

WARDOGS – pierwsze wrażenia z gry na PC
WARDOGS – pierwsze wrażenia z gry na PC

Powiem szczerze, że za każdym razem, gdybym słyszał o innowacjach w ramach dość popularnego gatunku gier, prawdopodobnie udałoby mi się zebrać całkiem pokaźną listę tych rewolucji. Bo jak dobrze wiemy – wszystko musi być w branży „naj”, a to, że nie zawsze to wychodzi, to inna sprawa.

W przypadku Wardogs sprawa ma się tak, że jest to projekt bardzo ambitny, stawiający na nieco inne zasady pola bitwy pod względem skali i podejścia. Bo jak dobrze wiemy: „to, co nas podnieca, to się nazywa kasa”, a jak się ta kasa skończy… to będziemy musieli znaleźć inny sposób na przydatność w walce poza tradycyjnym strzelaniem. Ostatni playtest gry Bulkhead nie tylko zaostrzył mi apetyt na wczesny dostęp, ale również zainteresował mnie dalszym rozwojem gry na całej jej długości.

Dlatego też nie chcę, abyście traktowali ten tekst jako bardzo specjalistyczny materiał rozbierający na czynniki pierwsze to, co Wardogs ma do zaoferowania. Raczej luźne myśli po jakichś dziesięciu godzinach spędzonych z weekendowymi playtestami, które, o dziwo, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły.

Tak, jest tu dużo do rzeźbienia we wczesnym dostępie, ale podstawa do zabawy jest naprawdę solidna.

Trzy stopnie wejścia, czyli tak – Wardogs może na starcie wydać się skomplikowane

WARDOGS – pierwsze wrażenia z gry na PC
WARDOGS – pierwsze wrażenia z gry na PC

Oczywiście każdy mógłby powiedzieć, że w grę Bulkhead powinno się wchodzić tak, jak mniej więcej gra się w FPSy niekoniecznie związane z fragowaniem, a wykonywaniem konkretnych zadań – jest duży teren, jest zdobywanie terytorium i pewnych punktów na mapie, z których tworzymy swoje bazy. Jest też wędrująca strefa, która daje nam nieco więcej pieniędzy, gdy walczymy w jej zasięgu. Z czasem jednak, im dalej w lasy, tym więcej w tym stylu zabawy jest czegoś na kształt Planetside 2 połączonego z grą Squad. Im więcej graczy z danej frakcji jest w zasięgu pierścienia, tym większa szansa na zgarnięcie punktów. Kto zdobędzie najwięcej punktów, wygrywa.

Podejście do Wardogs jak do tradycyjnej strzelanki, w której biegamy, strzelamy i szybko giniemy, również okazuje się niezbyt opłacalne. Za każdym razem musimy bowiem wykupić cały swój loadout i w najlepszym wypadku przeżyć (oraz walczyć) na tyle efektywnie, aby nam się zwrócił. Oczywiście – zabójstwa i asysty również mogą być dla nas dobrym źródłem zarobku, ale w ostatecznym rozrachunku każda pozytywna akcja dla naszego zespołu przynosi pieniądze, które możemy wykorzystać na wykupowanie nowych elementów wyposażenia nie tylko bezpośrednio w rozgrywce, ale także później, wraz z kolejnymi ulepszeniami profilu.

I wtedy również zacząłem powoli zauważać, że nie zawsze pokonywanie graczy z wrogich frakcji (a trzeba wspomnieć, że są tutaj trzy frakcje na jednej mapie i około stu graczy w każdej rozgrywce) jest najważniejsze. Co prawda, dzięki temu łatwiej zdobyć przewagę, która pozwala na zdobywanie punktów, ale koniec końców chodzi również o korzyści dla nas samych.

Dlatego też efektywność na polu bitwy mierzona jest na różne sposoby, nie tylko w ten tradycyjny sposób… z czego ucieszą się fani głównie Battlefielda oraz grania zespołowego, niekoniecznie akcji jeden kontra wszyscy, bo takie akcje wychodzą niesamowicie rzadko. Im dłużej działamy w okręgu działań, tym więcej kasy zdobywamy, a to przydaje się do wykupienia sprzętu, postępów w naszym profilu czy wybranej „klasy” postaci. Specjalnie piszę to w cudzysłowie, ponieważ każde działanie z bronią, sprzętem czy akcją wykonane w rozgrywce przydziela doświadczenie do innego stylu zabawy, co łącznie przelicza się na poziom profilu gracza.

Czego mi tutaj brakuje w tym obrazku? Znanego z Hell Let Loose trybu dowódcy, który byłby w stanie ogarniać chaos i wydawać konkretne rozkazy, podpowiedzi w ramach tego, co dzieje się aktualnie na polu bitwy. Wtedy zapewne efektywność by wzrosła po stronie każdego z zespołów, a ewentualne przyzywanie dodatkowych pojazdów czy budowanie ulepszeń w takiej kooperacji byłoby jak najbardziej wskazane.

WARDOGS – pierwsze wrażenia z gry na PC
WARDOGS – pierwsze wrażenia z gry na PC

Tu następuje również ważna rzecz – wraz z wbiciem dziewiątego poziomu profilu zniżka 50% na zakup sprzętu przed akcją znika, co oznacza, że trzeba nieco bardziej uważać i robić tych szarży na wroga o wiele mniej niż dotychczas. No chyba, że opanujemy granie w trybie „eco”, czego nikt nam nie zabroni w Wardogs. Jednak z czasem łatwo dojść do wniosku, że lepiej mieć lepszy sprzęt zwiększający szansę na przeżycie niż odpuścić hełm czy kamizelkę kuloodporną.

GramTV przedstawia:

Z czasem więc przychodzi ta trzecia myśl, wspierana społecznością, która w trakcie betatestów wymyślała przeróżne sposoby na działanie w Wardogs i zarabianie pieniędzy. Były podwózki helikopterami i samochodami, a także wyszukiwanie wrogów oraz oznaczanie ich na mapie. Jeden kupił czołg i strzelał z niego do helikopterów przeciwnika… a jeszcze inny bawił się w „bazę” i skupił się dosłownie na rozbudowie przyczółku pod odrodzenie.

WARDOGS – pierwsze wrażenia z gry na PC
WARDOGS – pierwsze wrażenia z gry na PC

To właśnie ten element, o którym często twórcy wspominali przed testami – o ile walka jest jednym z głównych elementów Wardogs, tak warto pomyśleć o tym, jaki pomysł na siebie będziemy mieli w trakcie zabawy i tego się trzymać.

Nie musimy bowiem wcale być na linii frontu i walczyć z innymi, a możemy na dystans wspierać naszych towarzyszy w walce. Czy to oznacza, że w rzeczywistości gra Bulkhead jest grą… dla wszystkich? Jeśli odkryjemy coś dla siebie, to nie jest to wykluczone! Trzeba jednak przyzwyczaić się do tego, iż jest to nieco inny styl zabawy, z całkiem przyzwoitym na ten moment feelingiem strzelania (strzelanie z broni na dalekie dystanse tutaj niesamowicie dobrze działa), ale nadal pod względem pozostałych elementów zabawy w bardzo wczesnym stadium rozwoju. Nie zmienia to jednak tego, że mimo wszystko rdzeń Wardogs sprawia wrażenie nie tyle rewolucji w strzelankach jako takich, co na pewno potencjału na stworzenie czegoś, co w przyszłości może służyć za niesamowicie grywalną produkcję dla fanów spokojniejszego strzelania niż spoconego bujania się na lewo i prawo na ciasnych mapach.

Dobry początek, ale nie dla każdego – Wardogs warto sprawdzić samemu w miarę możliwości

WARDOGS – pierwsze wrażenia z gry na PC
WARDOGS – pierwsze wrażenia z gry na PC

I tak, zmierzając do brzegu, naszła mnie jeszcze jedna, ostatnia myśl – porównywanie Wardogs do innych strzelanek na rynku (tych najpopularniejszych) będzie szkodziło „psom”. Dlaczego? Głównie dlatego, że nie jest to zwykła strzelanka, w której chodzi o jak największą liczbę fragów. Tak samo nad wyrost byłoby ustawianie Wardogs w jednej linii z tymi nieco poważniejszymi symulatorami pola walki, bo ani to ArmA, ani to Hell Let Loose. Może blisko temu wszystkiemu jest Squad, ale też tak bym z tym nie szalał.

Sam fakt, że twórcy wprost mówią „graj tak jak chcesz”, jest tutaj wielce uzasadniony, bo jeśli ktoś się naprawdę uprze, to i ani jednego pocisku nie wystrzeli, budując bazy, wożąc innych graczy samochodami czy helikopterami. Inni będą tradycyjnie walczyć o swoje, a jeszcze inni będą szukać przeciwników w lesie. I to jest w tym wszystkim najbardziej wciągające, bowiem czego byś nie robił w tym głównym miejscu walk frakcji, to i tak kasa spływa.

Jeden ją wyda na czołg, inny na snajperkę. Każda gra to inny scenariusz, a najlepiej gra się w Wardogs ze znajomymi. Bez względu na to, czy są to osoby poznane na serwerach, czy zaufani ludzie, z którymi bawimy się na co dzień. Dlatego też rozumiem ideę tego, aby społeczność Wardogs była mniejsza, ale zdrowsza. Podobnie szanuję to, że twórcy otwarcie mówią, że jeśli gra się nie podoba, to warto ją zwrócić w trakcie Early Accessu. Choć, prawdę mówiąc, dopiero po trzech meczach (około cztery godziny zabawy) wreszcie znalazłem na siebie pomysł, a pierwsza rozgrywka mnie wręcz odrzuciła. To musiało we mnie mocno dojrzeć i, o dziwo, w ramach playtestów udało się to bez większych problemów.

Podsumowując, powiem szczerze, że jestem bardzo ciekawy, jak będzie wyglądał proces rozwoju Wardogs w ramach Early Access. Czy będę grał regularnie? Jest taka szansa, bo nadal czuję chęć eksplorowania tego, co na ten moment gra ma do zaoferowania, sprawdzając różne opcje zarobku w tym świecie.

Tylko miejcie na uwadze, że to bardzo wczesna wersja gry. Ja na pewno chętnie sprawdzę wszystko jeszcze raz, gdy pojawi się wersja 1.0.

P.S.: Tak, niebiescy są cholernie… pechowym zespołem o dziwo.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!