Skrzatowice - recenzja. Miniaturowa zabawa

Piotr-Magdziak
2026/09/21 17:00
0
0

Skrzatowice to szybka i prosta karcianka o budowania małego miasteczka. Ale niech nie zmylą was pozory – to niezła łamigłówka.

Skrzatowice to wcale nie taki familijny tytuł

Małe skrzaty, prosta karcianka i urocze grafiki do razu sugerują tytuł familijny, raczej dla młodszego gracza. Ale to pozory. To gra autorstwa Simone’a Luciani, twórcy chociażby Tzol’kina, Grand Austria Hotel, Nucleum czy Barrage. To nie tytuły familijne, a potężne eurogry z top 50 rankingu BoardGameGeek. Pan Luciani ma jedno z lepszych CV w branży.

No i widać to w Skrzatowicach. To gra z prostymi zasadami, ale do bólu przemyślaną i wielowymiarową mechaniką. Teoretycznie, zagrają w nią bez problemu nawet 6-latki, ale raczej nie osiągną zbyt wysokiego wyniku.

Setup i zasady to również miniaturki

Skrzatowice to gra, której zasady można przyswoić naprawdę szybko. Przy pierwszym kontakcie wystarczy nam około 10 minut, żeby zrozumieć, co i dlaczego robimy. Jeśli mamy już doświadczenie z karciankami i grami planszowymi, spokojnie możemy zejść do około 5 minut. Reguły są proste, a sama gra nie próbuje komplikować rozgrywki masą wyjątków i dodatkowych mechanizmów. Mamy proste dobieranie kart, zbieranie bonusów natychmiastowych i na koniec gry, zagrywanie kart z atu jak w brydżu i wszelakie „comboski” na ikony i punkty.

Poza kartami mamy tutaj właściwie tylko heksy z bonusami oraz skrzaty. Dzięki temu przygotowanie rozgrywki trwa dosłownie chwilę. Rozkładamy potrzebne elementy, przygotowujemy karty i po mniej więcej minucie możemy już grać. Nie ma wielkiego stołu do zagospodarowania ani kilkunastu rodzajów żetonów, które trzeba wcześniej posegregować. To taka gra, że od zdjęcia folii mija 15 minut i już gramy partyjkę. Ja osobiście bardzo doceniam, prostota jest fajna.

Na pochwałę zasługuje też samo wykonanie. Kafelki są ładne i dobrze wpisują się w charakter gry, a ilustracje nadają całości przyjemny, lekko bajkowy klimat. Fajnie się ogląda skrzaty mieszkające w starym radio czy kawiarnię w filiżance. To jeden z tych przypadków, w których fizyczne elementy po prostu cieszą oko i dobrze sprawdzają się na stole. Ikonografia też jest wybitna, wszystko jest czytelne i podczas gry nie ma nawet po co sięgać do instrukcji. A i karty są mega dobrej jakości!

Jak zbudować miasto dla skrzatów?

W Skrzatowicach każda (z ośmiu) runda opiera się na prostym, ale całkiem ciekawym wyborze. Zagrywamy kartę z ręki, a jej kolor i wartość mają znaczenie przy zdobywaniu bieżących nagród. I teraz taki haczyk – mocne karty wygrają nam nagrody, ale same w sobie nie dają mocnych efektów. Słabymi nie zwojujemy świata, ale mogą dać nam potężny zastrzyk punktów. Musimy więc szybko znaleźć balans i zdecydować się o które nagrody walczymy, a które pomijamy. W każdej rundzie zmienia się również kolor, który jest najbardziej wartościowy, to takie atu – zielona trójka wygra z niebieską osiemnastką w „zielonej” rundzie. A potem dobieramy sobie nowe karty z ogólnodostępnego sklepu, przegrany jako pierwszy.

Dodatkowo mamy te skrzaty. Budynki mają często fajne moce i dają dużo punktów, ale dopiero jeśli zasiedlimy je skrzatami. W innym wypadku są nieaktywne. Jeśli mamy więc budynek z trzema miejscami na skrzaty, a nagroda w tej rundzie to czwórka skrzatów to warto pomyśleć o jej wygraniu.

GramTV przedstawia:

Niektóre efekty potrafią dodatkowo uruchamiać kolejne działania, dzięki czemu dobrze zaplanowany ruch może uruchomić małą reakcję łańcuchową. Zbieramy też ikonki, które (a jakże) dają nam dodatkowe punkty.

Gra trwa około 30 minut i kończy się podliczeniem punktów za odpowiednio zapełnione karty. I właśnie tutaj wychodzi na jaw, czy nasze wcześniejsze decyzje miały sens. Możemy przez całą rozgrywkę zbierać atrakcyjne nagrody, ale jeśli nie przygotujemy odpowiednio miasta, część potencjalnych punktów po prostu nam przepadnie. Nie każda ikonka da też tyle punktów, ile chcieliśmy, a sytuacje, w których za 6 książek mamy mnóstwo punktów a patrzymy smętnie na nasze 5 ikonek są na porządku dziennym.

Szybkie proste i aż chce się zagrać jeszcze

Rozgrywka w Skrzatowicach zajmuje naprawdę kilkanaście minut. Duża w tym zasługa tego, że tury wykonujemy jednocześnie. Nie czekamy więc, aż każdy z graczy po kolei wybierze kartę, wykona akcję i sprawdzi swoje bonusy. Każda z 8 rund wygląda właściwie bardzo prosto: zagrywamy kartę, sprawdzamy dostępne bonusy, rozpatrujemy efekty i przechodzimy dalej. Dzięki temu wszystko dzieje się bardzo szybko i nawet przy większej liczbie graczy nie mamy poczucia dłużącego się oczekiwania na swoją kolej. Gra się też fajnie skaluje – więcej graczy to więcej zabawy.

Co ważne, Skrzatowice mają tę przyjemną cechę, że po zakończeniu jednej partii od razu pojawia się ochota na kolejną. Skoro całość trwa kilkanaście minut, bardzo łatwo powiedzieć sobie dobra, to jeszcze jedna runda i po chwili jesteśmy już w trakcie następnej rozgrywki. To właśnie dlatego traktowałbym Skrzatowice jako bardzo przyjemny filler - niewielką, szybką grę, po którą można sięgnąć między większymi tytułami, ale która sama potrafi wciągnąć na kilka partii z rzędu. Nie wymaga wielkiego przygotowania ani rezerwowania całego wieczoru. Po prostu rozkładamy elementy, gramy i za chwilę możemy zacząć od nowa. I z każdą partią czujemy, że nareszcie zaczynamy coś rzeźbić i zbierać jakieś fajniejsze punkty.

Jak dla mnie to tytuł ze złotym balansem trudności, setupu do dobrej zabawy. Polecę i początkującym, i zaawansowanym. Miałem czysty fun. Chociaż losowość potrafi nam ten fun mocno popsuć.

8,0
Skrzatowice to lekka i niesamowicie wciągająca gra dla każdego
Plusy
  • Śliczne grafiki
  • Prosta mechanika
  • Wciągająca i płynna rozgrywka
Minusy
  • Losowość tragicznie może popsuć zabawę
  • Instrukcja jest trochę zbyt zawiła, można było napisać to prościej
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!