Revenant to kolejna gra osadzona w świecie Voidfall, naprawdę niezłej planszówki. Czy spin-off daje radę? A tego dowiecie się już wkróce!
Revenant to semi-kooperacja
Od razu zaznaczę – jestem olbrzymim fanem sci-fi. Czytam mnóstwo space oper i świetnie odnajduję się w tych klimatach. Recenzja może być więc nieco subiektywna, bo zwyczajnie bardzo podoba mi się motyw w Revenant. Tajemnicza istota wyłoniła się z jakiejś międzywymiarowej pustki i rozprzestrzeniła się po całej galaktyce. Wielkie rody, zamiast walczyć między sobą, muszą tym razem połączyć siły. Ich nadzieją jest statek Revenant, który ma wydostać się z objętego korupcją obszaru. To właśnie my wcielamy się w kapitanów odpowiedzialnych za jego eskortowanie i zapewnienie mu bezpiecznej drogi.
Od razu mały disclaimer – w polskim tłumaczeniu Revenant nazywa się Widmo. Statek-widmo jednak jakoś tak mi nie pasuje, więc będę używał jego angielskiej nazwy, skoro tytułu gry i tak nie przetłumaczono.
Podczas rozgrywki będziemy rozbudowywać własną flotę, zdobywać przychylność poszczególnych rodów, odwiedzać kolejne planety i mierzyć się z nacierającymi siłami Voidborna. Wszystkie te działania mają jeden cel - zdobyć jak najwięcej punktów. Revenant to gra semi-kooperacyjna. Mamy więc wspólny cel, czyli eskortę statku. Ale wygra gracz, który zrobi to najlepiej i najskuteczniej. Trochę jak w Terraformacji Marsa, cel ten sam, ale punkty indywidualne. W Revenancie aspekt kooperacji jest jednak trochę silniejszy, pojawi się sporo polityki i zmuszania graczy do podejmowania suboptymalnych wyborów dla dobra całej partii.
Ciężkie, rozbudowane, ale czy to euro?
Revenant to rozbudowana i raczej ciężka gra. Serwis boardgamegeek wycenił ją na ponad 4 w pięciostopniowej skali skomplikowania i w pełni zgadzam się z tą opinią. To gra dla zaawansowanych graczy, którzy nie boją się długiej instrukcji i paru naprawdę skomplikowanych zasad. Mimo to rozgrywka jest raczej dynamiczna i pogramy góra dwie i pół godziny. Niestety, setup jest trochę czasochłonny, więc wychodzi z tego raczej rozgrywka na cały długi wieczór.
Jeśli chodzi o oprawę graficzną, Revenant zdecydowanie przypadnie do gustu fanom uniwersum Voidfalla. Całość jest spójna, charakterystyczna i dobrze wpisuje się w stylistykę świata. Szczególnie warto docenić ikonografię - stoi ona moim zdaniem na absolutnie wybitnym poziomie. Symbole są czytelne, konsekwentnie zaprojektowane i bardzo dobrze przekazują informacje bez konieczności ciągłego zaglądania do instrukcji. To taki poziom Ark Novy – na początku jest ciężko, ale im dalej w las tym wszystko robi się czytelne jak nigdy. Problem w tym, że tych ikon jest po prostu bardzo dużo. Nawet przy tak dobrze przygotowanej symbolice nie sposób od razu zapamiętać wszystkich oznaczeń i ich znaczenia. Twórcy wyraźnie zrobili wszystko, co mogli, żeby ułatwić nam naukę, ale przy takiej liczbie zależności i symboli początkowo i tak będziemy regularnie wracać do instrukcji czy pomocy gracza. Reventant to skomplikowana gra i nie da się tego ukryć.
Ikonografia, choć świetna, potrafi dać w kość
Pomimo tego, że w trakcie gry zbieramy punkty, nie jest to takie klasyczne euro i sałatka z punktów. Mechanika walki ma w sobie trochę losowości i sznytu z takich gier bitewnych, a (swoją drogą najważniejsza) mechanika wpływu na torze rodów daje wszystkiemu kawał świeżości. Z racji, że lubię trochę bardziej rozbudowane gry, które mniej przypominają pasjansa, a wprowadzają więcej aspektów politycznych i kombinatoryki, Revenant przypadł mi do gustu o wiele bardziej niż oryginalny Voidfall.
A w kwestii komponentów? Nic ciekawego – jest super. Naprawdę trudno znaleźć powód do narzekania. Jakbym musiał, to insert jest może odrobinę nieprzemyślany i złożenie gry do pudełka to gra sama w sobie.
Polityka w kosmosie
Tor wpływów to podstawa
GramTV przedstawia:
Nie będę absolutnie rozpisywał wam wszystkich zasad Revenanta. Nie ma to żadnego sensu i mija się z celem recenzji. Postaram się tak za to trochę przybliżyć mechanikę. Przede wszystkim, rozwijamy naszą flotę, która walczy z kosmicznymi najeźdźcami. Wspólnie bronimy statku-matki i statków wielkich rodów. A przy okazji rywalizujemy ze sobą o ich wpływy. Każdy gracz ma jednak jakąś sekretną agendę i mnożniki, które sprawiają, że bardziej opłaca im się wspierać konkretne rody, a inne mogą nieco pominąć. Szybko pojawiają się dylematy, lekkie blefy i taktyczne zagrania pod swój konkretny cel.
Dodatkowo, rozwijamy non stop naszą flotę zwiększając jej skuteczność i coraz mocniej podkreślając nasze asymetryczne umiejętności. Przy okazji trochę oberwiemy, spaczy nam się część statku i na pewno poniesiemy jakieś pomniejsze szkody. A na sam koniec, po 12 gęstych turach podliczymy punkty i dowiemy się, kto okryje się sławą i chwałą jako najlepszy kapitan w historii ludzkości.
Wszystko tutaj fajnie działa
Revenant to naprawdę kawał porządnej planszówki. Gra bardzo zgrabnie łączy typowo eurogrowe zarządzanie zasobami, rozwój i kombinowanie z lekką nutą ameritrasha. Dzięki temu nie mamy wrażenia, że klimat został tylko doklejony do suchej tabelki z punktami. Twórcy dodali też kawał miłego lore, który sprawia, że nie myślimy o danym rodzie jako o rodzie srebrnym tylko jako o tych chłodnych i logicznych, a o pomarańczowym jako o tych od wojska i pilotowania.
Nie będę jednak udawał, że jest tutaj od razu miłość od pierwszego wejrzenia. Setup potrafi przytłoczyć, podobnie jak liczba zasad, wyjątków i wszelkiego rodzaju ikon. Pierwsza partia może więc być bardziej lekcją niż płynną rozgrywką. Na szczęście później wszystko zaczyna wskakiwać na swoje miejsce, a gdy już ogarniemy poszczególne zależności, Revenant odwdzięcza się naprawdę satysfakcjonującą rozgrywką. Ale przebijanie się przez pierwszą partię jest doświadczeniem, może nie paskudnym, ale nie wiem czy jakimś superprzyjemnym.
Co ciekawe, na dwóch osobach gra robi się moim zdaniem trochę mniej interesująca, bo część interakcji zwyczajnie traci na znaczeniu. Z kolei przy czterech graczach całość potrafi się już nieprzyjemnie rozciągnąć. Dla mnie trzy osoby to zdecydowanie złoty środek
Czy jest to przełomowy tytuł, który nagle zmieni świat planszówek? Nie. Czy jest jedną z lepszych gier tego typu, w jakie ostatnio grałem? Zdecydowanie. Ode mnie mocne 8,5/10 - i zdecydowanie bliżej tej dziewiątki niż ósemki.
8,5
Skomplikowana, ciężka gra łącząca co najlepsze z euro i bitewniaków
Plusy
Świetna mechanika semi-kooperacji
Dobrze współgrające ze sobą zasady
Płynna i wciągająca rozgrywka
Ukryte cele graczy zwiększają regrywalność
Minusy
Trochę ciężka w nauce przez mnóstwo małych mechanik
Brak indywidualnych pomocy dla gracza - korzystamy z jednego glosariusza
Pierwsza partia na pewno zajmie więcej czasu i to o wiele
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!