Podobno fani gier inspirowanych Dark Souls to masochiści. Jeśli tak, to z pewnością nim jestem, bo przy Mortal Shell II nie dość, że miałem frajdę z odkrywania świata i osiągania postępów, to oczywiście irytowałem się po każdej śmierci.
Nie tak dawno temu…
Pierwsza odsłona cyklu Mortal Shell, która zadebiutowała w 2020 roku i spotkała się z ciepłym przyjęciem wśród graczy i recenzentów, okazała się niemałym sukcesem. Nie był to może hit z najwyższej półki, niemniej fani gatunku souls-like mieli powody do zadowolenia, choć na niektóre rozwiązania w mechanice rozgrywki wszyscy kręcili nosem. Tak czy inaczej autorzy ze studia Cold Symmetry poszli za ciosem, opracowując pełnoprawną kontynuację swojego dzieła sprzed ponad sześciu lat. Powiedzmy to od razu i wyraźnie - Mortal Shell na tle swojego następcy wygląda jak… prototyp. Zaawansowany, miejscami dość rozbudowany, ale jednak prototyp. W sequelu autorzy udoskonalili i rozszerzyli wszystkie aspekty rozgrywki, wprowadzając także sporo nowości, w efekcie czego otrzymujemy naprawdę udaną, choć niepozbawioną wad produkcję.
Mortal Shell II
Fabuła? Jest, ale…
Początkowy filmik wprowadzający nas w historię Mortal Shell II mógłby wskazywać, że będzie ona znaczyć coś więcej, lecz ostatecznie mamy tutaj tylko do czynienia z tłem do samej rozgrywki. Mimo wszystko dobrze wiedzieć, że wcielamy się w postać Herolda, który musi znaleźć i dostarczyć pierwotne jaja Ova, by przywrócić dawny porządek w mrocznym świecie fantasy. Dokonujemy tego, eksplorując poszczególne lokacje i - między innymi - rozprawiając się z napotkanymi przeciwnikami, w tym także potężnymi bossami. Opowieść jest, rzecz jasna, szczątkowa i bardzo szybko schodzi na drugi plan, ustępując miejsca temu, co tygryski lubią najbardziej, czyli rozgrywce.
Mortal Shell II - czas rozgrywki
Tym razem do naszej dyspozycji oddano otwarty świat. Nie jest on tak rozległy, jak chociażby w Elden Ringu, wszak Mortal Shell II to gra z segmentu AA, niemniej dotarcie do napisów końcowych zajmuje jakieś 30 godzin, jeśli nie lecimy przed siebie, lecz spokojnie zwiedzamy, zbaczając z głównej ścieżki. Chcąc więc zobaczyć wszystko, co ma do zaoferowania produkcja, należy poświęcić znacznie więcej czasu.
Zaczynamy!
Mortal Shell II rozpoczyna się od stosunkowo krótkiego, lecz treściwego prologu, który pełni tu również funkcję samouczka - na końcu autorzy puszczają oko w kierunku fanów gier From Software i innych dzieł inspirowanych twórczością Azjatów, pozwalając nam zginąć na bossie we wspomnianym tutorialu (nie trzeba chyba dodawać, że wspomnianego przeciwnika da się jednak pokonać, prawda?). Po dłuższej chwili trafiamy do HUB-a, czyli Twierdzy Szpiku. Tam klasycznie spotykamy się z najważniejszymi NPC-ami, by osiągać postępy w fabule, kupować nowe elementy wyposażenia (za monetki, które nie przepadają po śmierci w przeciwieństwie do “dusz”, które zostają w miejscu naszego zgonu), znaczniki dzięki którym dowiemy się, gdzie można znaleźć lepszą (lub gorszą) broń, kamyki do ulepszania oręża czy też oddawać przywołane już jaja Ova. Nie brakuje także areny treningowej i… tak, tak - Twierdza Szpiku w Mortal Shell II to miejsce, które mimo wszystko potrafi zaskoczyć.
Mortal Shell II
W odróżnieniu od pierwszej części serii, Mortal Shell II zawiera mapę, która naprowadza nas na najważniejsze miejsca w świecie gry, czyli przede wszystkim Skażone Bramy - to właśnie tam spotkamy najważniejszych bossów, co z czasem pozwoli nam na odblokowanie finałowej lokacji. Mamy zatem określone z góry cele, a jednocześnie możemy pobłądzić, choć gra ewidentnie naprowadza nas na główną ścieżkę w bardzo prosty sposób - jeśli biją mocno, to znaczy, że zabłądziłeś, więc… idź gdzieś indziej. Nie bez powodu już raz nawiązałem do Elden Ringa, bo warto zrobić to ponownie, gdyż tak jak w hicie z 2022 roku, również tutaj odblokowujemy fragmenty mapy. Szkoda tylko, że w pewnym sensie jej skala nie odzwierciedla do końca tego, co faktycznie na nas czeka w trakcie podróży. Czasem bowiem patrząc na mapkę można odnieść wrażenie, że zaznaczone przez nas miejsce wymaga odbycia stosunkowo długiej podróży, a ostatecznie docieramy tam w dłuższą chwilę. Albo niekiedy jeszcze szybciej.
Mortal Shell II to gra, w której odpowiednikiem znanych z Soulsów ognisk są Przystanie. Podoba mi się to, że nie pełnią one jedynie funkcji punktów kontrolnych, w których awansujemy na kolejne poziomy doświadczenia, zmieniamy dostępne Powłoki czy też zwiększamy liczbę potionek. Podchodząc do Przystani musimy bowiem oczyścić ją, co w istocie wymaga przejścia mniej lub bardziej skomplikowanego lochu wypełnionego przeciwnikami i rozmaitymi pułapkami. Dzięki temu możemy potem korzystać z szybkiej podróży, zdobywamy także do tego różnego rodzaju przedmioty zwiększające nasze możliwości bojowe.
Początkowo do odblokowanych uprzednio Przystani będziemy teleportować się z Twierdzy Szpiku, co jest niezwykle uciążliwe i zajmuje zbyt wiele czasu. Musimy bowiem dojść do wyznaczonego miejsca, wybrać cel podróży z niekoniecznie czytelnej mapy, a następnie czekać kilkadziesiąt sekund na załadowanie obszaru. Z czasem Mortal Shell II wprowadza opcję korzystania z szybkiej podróży, co zdecydowanie zwiększa komfort rozgrywki. Pozostając w temacie Przystani warto odnotować, że w świecie “dwójki” jest ich po prostu za mało. Przygotujcie się na długie i niebezpieczne wycieczki z duszą na ramieniu. Na szczęście można - w razie potrzeby - wyjść z gry do głównego menu, by odrodzić się przy ostatnim checkpoincie, rozwinąć postać i wrócić do eksplorowania świata.
Mortal Shell II
Nie ma staminy? Ale jak to?
Mortal Shell II od samego początku zaskakuje przede wszystkim tym, że autorzy całkowicie zrezygnowali z paska wytrzymałości. W zasadzie przekłada się to na rozgrywkę w ciekawy sposób - nie musimy bowiem monitorować staminy, które najzwyczajniej w świecie tutaj nie ma, co pozwala całkowicie skupić się na walce. Dostępne są lekkie i ciężkie ciosy, możemy też atakować z rozbiegu i wyskoku, ale mashowanie jednego przycisku w recenzowanym tytule to szybki przepis na śmierć kierowanej przez nas postaci. Tym bardziej, że gra oferuje wiele opcji w zakresie dostosowania stylu rozgrywki do własnych preferencji. Narzędzi pozwalających na rozprawianie się z wrogami na różne sposoby mamy tutaj pod dostatkiem. No i najważniejsze - walki są naprawdę angażujące, a cały system sprawdza się niemalże idealnie. Niemalże, bo… O tym więcej za chwilę.
W zależności od wybranej Powłoki oraz specjalnych kamieni Taru w Mortal Shell II odblokowujemy różnego rodzaju umiejętności. Aby móc z nich korzystać, trzeba ładować pasek determinacji poprzez atakowanie napotkanych przeciwników wręcz. W ten sposób będziemy mogli, przykładowo, wykonać efektowny i efektywny atak z wyskoku, nakładać różne efekty żywiołów, ale nie tylko. Gra oddaje do naszej dyspozycji także różnego rodzaju pieczęcie, więc tylko od nas zależy, czy zdecydujemy się na parowanie i ripostowanie ciosów czy też na przykład skorzystamy z mechaniki utwardzania znanej z pierwszej części, dzięki której nie otrzymamy obrażeń od kolejnego ataku. Co ważne, możemy także zamieniać na chwilę w posągi naszych oponentów, co przydaje się np. w starciach z bossami.
GramTV przedstawia:
Co ciekawe, sporo przedmiotów znalezionych po drodze, może pełnić funkcje aktywne lub pasywne. Przykładowo - zwykły bimber albo odmawia determinację, albo zmniejsza otrzymywane obrażenia. Obrzeżnik, czyli taki grzybek, może przywracać 20 procent zdrowia przez 30 sekund lub powoli odnawiać energię życiową bohatera do 20 procent. Warto zatem podejmować decyzje w taki sposób, by jak najefektywniej wykorzystać dostępne itemy w określonej sytuacji.
Mortal Shell II
Powłoki, przede wszystkim powłoki!
Mortal Shell II, tak samo jak poprzedniczka, rezygnuje z klasycznych klas postaci na rzecz tytułowych powłok. Możemy przejąć, a następnie skorzystać, z ośmiu różnorodnych powłok będących w istocie zwłokami poległych wojowników. Świetnym wyborem na początku okazuje się Tiel, a więc trochę taki łotrzyk, to coś w sam raz dla tych, którzy chcą działać szybko i z zaskoczenia. Taka postać może bowiem aktywować status cienia, by na chwilę zniknąć i zaatakować niczego niespodziewającego się przeciwnika. Bardzo dobrze sprawdza się także Proxima - możemy bowiem wystrzelić z jej lewego ramienia specjalny hak, dzięki czemu przyciągamy do siebie wrogów i wykonujemy atak powodujący porażenie. Ta postać ma również wszczepioną zbroję zmniejszającą otrzymywane obrażenia. Wszystkie powłoki w grze można rozwijać, odblokowując nowe umiejętności, przy okazji poznając wydarzenia z przeszłości bohaterów, którzy jakiś czas temu polegli w walce.
Kiedy nasz pasek życia spadnie do zera, nie giniemy. Zamiast tego w Mortal Shell II nasza postać wypada z powłoki. Nie jest wówczas bezbronna, lecz nie dysponuje wszystkimi dodatkowymi umiejętnościami, więc musi skupić się na wyprowadzaniu podstawowych ataków, by móc z powrotem odblokować możliwość skorzystania ze wspomnianej powłoki. To znana “z jedynki” mechanika, która urozmaica samą rozgrywkę, jak i sprawia, że… tak, tak, ktoś pewnie będzie próbował przejść całość w ten sposób, to znaczy nie korzystać z żadnych powłok. Wydaje się to jak najbardziej możliwe.
Jak to jest z tym poziomem trudności w Mortal Shell II?
To souls-like, więc owszem, gra jest wymagająca, momentami nawet bardzo, ale otwarty świat sprawia, że jeśli nie radzimy sobie z danym bossem czy też innym wrogiem, mamy tutaj całkiem sporo miejsc, w których możemy wylevelować postać, zebrać trochę przedmiotów i wrócić silniejszym. Choć gra nie oferuje klasycznego multiplayera, miejscami możemy, po skorzystaniu z odpowiedniego przedmiotu, wzywać do pomocy sojuszników kierowanych przez sztuczną inteligencję. Tak czy inaczej da się dojść do ściany, niemniej gra z pewnością jest nieco bardziej przystępna aniżeli pierwszy Mortal Shell, który sprawiał wrażenie znacznie bardziej bezwzględnego. I dodatkowa ciekawostka dla hardkorów - poziom trudności można jeszcze sobie zwiększyć. Z kolei ci, którzy zaczynają swoją przygodę z tego typu grami, mogą skorzystać ze specjalnej opcji, dzięki której Mortal Shell II nie jest aż tak wymagający.
Mortal Shell II
Czas trochę pomarudzić…
Zasadniczo w drugim Mortal Shellu widać, że autorzy od początku realizowali swoją wizję, choć gdzieniegdzie zabrakło im albo doświadczenia, albo funduszy, albo też po prostu czasu na dopracowanie rozmaitych aspektów. Narzekać można sporo, ale największe zastrzeżenia mam do hitboxów. Wielokrotnie bowiem odnosiłem wrażenie, że przeciwnik zwyczajnie nie był w stanie mnie dotknąć, a i tak oberwałem. Innym razem z kolei boss zbyt szybko i niesygnalizowany w jakikolwiek sposób wyprowadził swój atak, co kończyło się zgonem mojego bohatera. Owszem, zasadniczo w większości przypadków zgon wynikał z popełnianych przeze mnie błędów, lecz nie brakowało sytuacji, w których Mortal Shell II pogrywał sobie ze mną w nieuczciwy sposób.
Niewielki budżet widać też chociażby po samym świecie gry - lokacje w Mortal Shell II nie są zbyt różnorodne, tak samo zresztą jak powtarzające się lochy. Szkoda, że nie pokuszono się tu o większą liczbę biomów. W zasadzie lasy mieszają się tu przede wszystkim z zimowymi obszarami oraz mrocznymi podziemiami. W niektórych miejscach warto pomyśleć także o zmianie rozmieszczenia przeciwników - momentami na niewielkim obszarze atakuje zbyt duża grupa niemilców, innym razem z kolei bywa zbyt spokojnie. Czasami są problemy z kamerą (walczymy więc z perspektywą, a nie z bossem, starając się cokolwiek zobaczyć). Niekiedy także zdarza się gdzieś wejść, po czym… trudno stamtąd wyjść. Na przykład eksplorując otwarty świat można utknąć w niektórych miejscach, co wymaga powrotu do Przystani.
I kwestie techniczne
Pozostając w temacie uwag trzeba przyznać, że testowany przeze mnie Mortal Shell II na Xbox Series X powinien być lepiej zoptymalizowany. Co prawda przez większość czasu w trybie wydajności (dostępny jest także tryb jakości) gra oferowała 60 klatek na sekundę, lecz nie brakowało momentów, w trakcie których niespodziewanie dochodziło do zauważalnego spadku płynności animacji. Niestety działo się to czasem w trakcie starć z kilkoma przeciwnikami czy też podczas konfrontacji z bossami. Przy tym wszystkim tytuł nie charakteryzuje się przecież nie wiadomo jak świetną, choć na pewno klimatyczną, oprawą wizualną.
Mortal Shell II
Czy warto zagrać w Mortal Shell II?
Trudno nie odnieść wrażenia, że pomimo wad Mortal Shell II jest grą, w której wszystko, co oferują nam twórcy, stanowi kompletną całość. Niekoniecznie idealną, wzorcową, ale taką, która koniec końców sprawia, że trudno oderwać się od ekranu. Zróżnicowane, angażujące walki z bossami, chęć eksperymentowania z różnymi buildami postaci, odblokowywanie nowych powłok i niezwykle klimatyczny świat nagradzający za skrupulatną eksplorację to elementy sprawiające, że Mortal Shell II okazuje się być, mimo wszystko, naprawdę udanym przedstawicielem gatunku. Ten souls-like wymaga jednak rozmaitych poprawek, które powinny zostać wprowadzone w ramach najbliższych aktualizacji. Wytknięte przeze mnie wady i niedociągnięcia produkcji studia Cold Symmetry da się naprawić w patchach.
7,5
Po wyeliminowaniu błędów gra będzie zasługiwała na jedno "oczko" więcej!
Plusy
świetny system walki (brak paska wytrzymałości)
starcia z szeregowymi przeciwnikami i bossami są naprawdę angażujące
zabawa na kilkadziesiąt godzin
wysoki poziom trudności, który można zwiększyć lub w pewnym sensie go obniżyć
wiele opcji w zakresie dostosowania stylu rozgrywki do własnych preferencji (gra oferuje aż osiem różnych powłok)
nagradzająca za zaglądanie w każdy kąt eksploracja
otwarty świat, lecz gra dobrze nakierowuje na optymalną ścieżkę, a główne cele zaznaczone na mapie
ciekawy patent z oczyszczaniem przystani
Minusy
historia szybko staje się tłem dla rozgrywki
hitboxy potrafią irytować
świat mógłby być bardziej zróżnicowane
zbyt mało przystani do odblokowania w trakcie eksploracji
czasem można zaciąć się na obiektach otoczenia
zauważalne spadki płynności animacji w trybie wydajności
W gram.pl od 2008 roku, w giereczkowie od 2002. Redaktor, recenzent. Podobno dużo gra w Soulsy, choć sam twierdzi, że to nieprawda. To znaczy gra, ale nie aż tak dużo.
Obejrzałem trailer i pomyślałem: "o, fajnie się zapowiada". Teraz jak czytam, że fabuły prawie nie ma...no cóż, dobrze, że dowiedziałem się zanim zdecydowałem się na zakup.