Co byś zrobił, gdybyś dostał drugą szansę na życie, ale musiał za nią zapłacić? Lucky zaczyna się jak historia o kobiecie, która dostała od losu wyjątkowo dużo powodów, by już w nic nie wierzyć. A potem dorzuca do tego jeszcze jeden problem – możliwość odwrócenia własnego losu. Anya Taylor-Joy ma twarz, która wyjątkowo dobrze pasuje do bohaterów skrywających jakiś sekret. W Lucky jest ich sporo, bo serial od początku sugeruje, że pod powierzchnią tej historii kryje się znacznie więcej, niż wynikałoby z jej sensacyjnego punktu wyjścia.
Szczęście trzeba ukraść
Niestety, Lucky okazuje się serialem stosunkowo miałkim i, jak na zaledwie siedem odcinków, zdecydowanie zbyt zachowawczym. Jest w nim sprawność realizacyjna, jest pomysł na bohaterkę, jest potencjał na naprawdę dynamiczną historię, ale ostatecznie produkcja niemal przez cały czas gra bezpiecznie. Zamiast wciągać widza coraz głębiej, raczej pokazuje mu kolejne elementy układanki i cierpliwie czeka, aż ten je sobie poukłada. Trudno oprzeć się wrażeniu, że z tej historii można było wycisnąć znacznie więcej. Bo ryzyka jest w niej przecież całkiem sporo.
Mamy tu bohaterkę, która w jednej chwili traci grunt pod nogami i wiarę w osoby, którym ufała. Jej złodziejski fach i spryt szybko biorą jednak górę. Traci pieniądze, próbuje je odzyskać i, jak można się domyślić, nie zamierza czekać, aż ktoś poda jej rozwiązanie na tacy. Po drodze kontaktuje się z ojcem, konfrontuje z partnerem, wchodzi w konflikt z policją, a w całą sprawę mieszają się jeszcze gangsterzy. Serial sugeruje od początku bardzo mocny i dynamiczny seans, utrzymany w duchu heist movie. Do toposu złodzieja w kinie zdążyliśmy się już przyzwyczaić, ale tutaj można było poprowadzić go w znacznie ciekawszą stronę.
Problemem Lucky jest właśnie to, jak łatwo ten serial streścić. że Lucky bardzo łatwo streścić. Anya Taylor-Joy traci pieniądze, stara się je odzyskać, wykorzystuje swój spryt, odzyskuje je, a potem historia prowadzi ją przez kolejne punkty tej sensacyjnej układanki. Serial nie zapiera tchu, jest niemal całkowicie pozbawiony napięcia i bardzo często prowadzi widza za rękę. Da się zresztą wyczuć, że Jonathan Tropper nie do końca radzi sobie z tym materiałem. Z tej historii wieje banałem, a Lucky cierpi na niemal wszystkie grzechy streamingowych produkcji. Jest wypełniony watą. Możemy wyjść na herbatę i niewiele nas ominie. Dialogi są pretekstowe. Ba, wszystko jest tu pretekstowe.
Anya Taylor-Joy znowu w akcji
O wiele ciekawiej robi się na drugim planie, ale i tutaj – co należy podkreślić – nie ma żadnych rewelacji. Te role dopełniają jednak obrazu nijakości całości. Timothy Olyphant gra ojca Lucky, który siedzi w więzieniu, przynajmniej w pierwszej połowie serialu, i jedzie na dobrze znanych schematach swoich nieco cwaniakowatych ról pokroju Justified. O wiele ciekawszy występ aktor zaliczył zresztą w ubiegłym roku w Obcym: Ziemi. Najbardziej zwraca jednak uwagę Annette Bening, dla której to kolejna ważna rola w tym roku, po bardzo dobrym występie w Ranczu Duttonów. Szczerze mówiąc, to na nią najczęściej zwracałem uwagę. Jest coś krzepiącego w jej powrocie do wielkiego aktorstwa, zwłaszcza że aktorka ma na liczniku już 68 lat, a trzyma się świetnie.
Logika wydarzeń to trudna rzecz
GramTV przedstawia:
Zaskakuje mnie wynik na Rotten Tomatoes, dający widowisku Troopera aż 79 proc. pozytywnych ocen. Zwróciłbym jednak uwagę, że bardzo łatwo nabrać się na serial, który ma wszystko przyzwoite i jest tak bezpieczny, że aż mało angażujący. Krytycy z pewnością sprawdzili klocki, to, czy wszystkie są na swoim miejscu, ale już niekoniecznie to, czy ktoś zbudował z nich coś, co rzeczywiście potrafi wciągnąć. A Lucky tego nie robi.
Ale już najbardziej boli w tym wszystkim to, że śledząc losy bohaterki, mamy do czynienia z istnym festiwalem scenariuszowych głupot i nielogiczności. Nigdy nie byłem wyznawcą logiki, daleko mi do Spocka ze Star Treka, o wiele częściej szukam w filmach emocji, ale prawdą jest, że właśnie w tego rodzaju produkcjach, które stylistyką i narracją bardzo mocno skupiają się na wiarygodnym oddaniu wydarzeń, wszelkie niedociągnięcia autentyzmu rażą podwójnie. Wszystko da się jednak wybaczyć. No, prawie wszystko. Trudniej wybaczyć to, że finał Lucky jest tak bezdennie sztampowy i przewidywalny, tak mało zaskakujący i tak mocno nagięty pod zasady konwencji, że po prostu chce się rozłożyć ręce. Bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że policja trafia na miejsce zdarzenia dopiero w momencie, gdy w tle słyszmy już pożegnalne melodie? Takich uproszczeń jest więcej.
Sęk w tym, że każdy serial, nawet z wadami, broni się tak długo, jak długo angażuje i porywa. Można wybaczyć wiele, ale trudno wybaczyć to, że bohaterowie przypominają figury wycięte z tektury, których los ma dla nas takie znaczenie, jak reklamy przewijane przed seansem. Lucky nie wygląda źle. Ma nawet kilka żywszych momentów, jak ten z dość odważnym zwrotem fabularnym. Nawet ten chwilowy zastrzyk adrenaliny nie obudził tego martwego już pacjenta. Lucky nie zawiera niczego, co w ujęciu ogólnym uchroniłoby tę produkcję przed wrażeniem, że nie opowiada dosłownie niczego nowego ani nadzwyczajnego. Odradzam.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!