Latarnie – recenzja serialu. Zielone światło dla nowego uniwersum DC

Radosław Krajewski
2026/08/17 08:00
1
0

Na HBO Max zadebiutował pierwszy odcinek serialu o Zielonych Latarniach. Oceniamy, jak wyszedł pierwszy oryginalny aktorski serial z nowego DCU.

Detektywi z supermocami

Jak do tej pory fanem nowego uniwersum DC nie jestem. James Gunn wiele naobiecywał, ale efekty nie są zbyt najlepsze. Wiele projektów zostało już skasowanych lub odłożonych na półkę, zaś produkcja innych przeciąga się i w zasadzie wciąż nie wiemy nawet, kto będzie stał za ich stworzeniem. Wydane już produkcje również nie powalały, a fatalnym sygnałem dla przyszłości całego DCU była niedawna premiera Supergirl, która słusznie została zignorowana przez widzów. Co ciekawe, jeszcze w tym roku doczekamy się kolejnej kinowej produkcji z DCU, czyli Clayface’a, który wygląda na produkcję zupełnie inną od tego, co James Gunn i spółka fundowali nam w poprzednich latach, a nawet coś niezwykłego na tle całego MCU. Zanim jednak Clayface zadebiutuje na dużym ekranie, na tym mniejszym możemy obejrzeć Latarnie, czyli pierwszy oryginalny aktorski serial należący do nowego uniwersum DC. I jak się okazało, to jak do tej pory najlepsza produkcja z tego świata, która ma sporo mankamentów, ale potrafi je nadrobić ciekawym pomysłem na ukazanie słynnego superbohatera w wydaniu iście kryminalnym.

Latarnie
Latarnie

Historia rozpoczyna się w 2016 roku w Rushville w Nebrasce, gdzie trafiają Hal Jordan (Kyle Chandler) i John Stewart (Aaron Pierre). Pierwszy z nich jest doświadczoną Zieloną Latarnią, która jednak najlepsze lata ma już dawno za sobą. Jego wychowankiem jest Stewart, który dopiero niedawno dołączył do Korpusu. Mężczyźni szybko zostają wciągnięci w śledztwo dotyczące tajemniczej śmierci powiązanej z wydarzeniami na szkolnym boisku futbolowym. Początkowo wygląda to na zwykłą sprawę kryminalną, staje się częścią większej historii. Zielone Latarnie zdają sobie sprawę, że mieszkańcy miasteczka skrywają własne sekrety, a jedną z bardziej tajemniczych osób jest miejscowa szeryf Kerry (Kelly Macdonald) oraz wpływowy ranczer William Macon (Garret Dillahunt). Kolejne poszlaki i odkrycia prowadzą bohaterów do spraw wykraczających daleko poza Ziemię.

Twórcy nie kryli się, że Latarnie inspirują się kultowym serialem Detektyw, szczególnie pierwszym sezonem. Mamy dwie linie czasowe, dwóch bohaterów i różne sprawy, które się ze sobą łączą. Mogłoby się wydawać, że taka postać jak Zielona Latarnia zasługuje na film nie mniej widowiskowy niż Superman, a jednak Damon Lindelof, Tom King oraz Chris Mundy wyszli z założenia, że skoro widzowie mają przesyt superbohaterksich produkcji, to warto dać im coś bardziej przyziemnego, a przy tym zbudowanego na znanych fundamentach. Właściwie, to gdyby w pierwszych odcinkach wyciąć wszelkie motywy i elementy science fiction, których zresztą nie ma zbyt wiele, to serial wciąż obroniłby się jako zwykły detektywistyczny kryminał i to największe zwycięstwo nowego serialu ze stajni DC. Fani tego superbohatera nie powinni więc liczyć na wielkie kosmiczne bitwy, a zamiast tego otrzymają budowanie postacie, małomiasteczkową atmosferę i wciągającą zagadkę. To interesujący, ale i ryzykowny kierunek dla produkcji o Zielonej Latarni, która przecież kojarzy się z kosmicznymi wydarzeniami. Warner Bros. nie chciał jednak ryzykować kosztownej porażki i wolał stworzyć serial tani i względnie prosty, idący pod prąd oczekiwaniom widzów i komiksowemu dziedzictwu, ale ten eksperyment można zaliczyć o udanych.

Latarnie
Latarnie

Zdecydowanie to wszystko nie byłoby tak dobre, gdyby nie świetny duet dwójki głównych bohaterów. Szczególnie Hal Jordan, który nie jest superbohaterem bez skaz. To człowiek zmęczony swoją pracą, świadomy ograniczeń w związku z wiekiem, ale również poirytowany, że świat idzie naprzód, a on już za nim nie nadąża. Rewelacyjny w tej roli jest Kyle Chandler, który potrafi pokazać cynizm swojego bohatera, ale również pewną gwiazdorską manierę, który czasami zapomina, że nie ma wszystkiego pod kontrolą. Na drugim biegunie jest John Stewart, który dopiero uczy się swojego superbohaterskiego fachu. Jest młody, zdyscyplinowany i zdecydowanie poważniej i odpowiedzialnie traktuje swoją pracę jako Zielona Latarnia. Pomaga mu w tym wojskowe doświadczenie, które również wpływa na jego postrzeganie świata. Stewart nie jest jednak idealny, co też podkreśla jego historia rodzinna, ale również nadmierna ambicja, czy problemu z poczuciem obowiązku. Aaron Pierre bardzo dobrze sprawdza się w tej roli, nadając jej odpowiedniej powagi, ale również nieco naiwności. Co istotne, serial nie próbuje na siłę zrobić z nich przyjaciół, ani nawet prostego podziału na mistrza i ucznia. To bardziej partnerska relacja, podobne do tego, jak wyglądało to w przypadku pierwszego sezonu Detektywa, więc oparta na wzajemnych szacunku, ale też pełna rywalizacji i podkreślania zupełnie innego światopoglądu.

Lokali bohaterowie

Jednak serial nie opiera się wyłącznie na dwójce głównych bohaterów. Wiele dobrego wnoszą również postacie z lokalnej społeczności Rushville. Najbardziej wyrazistą ich przedstawicielką jest szeryf Kerry, która ma własne motywacje i sekrety, mające znaczenie w całej sprawie. Podobnie jest z Williamem Maconem, który nie jest stereotypowym bogaczem. To właśnie klimat niewielkiego miasteczka jest jednym z największych zaskoczeń Latarni. Twórcy potrafili wykorzystać klimat Nebraski, aby stworzyć miejsce, które nie tylko od pierwszych chwil przyciąga swoją tajemnicą, ale również niezwykłością. I to wszystko działałoby o wiele lepiej, gdyby serial do samego końca pozostał tym prostym kryminałem.

Latarnie
Latarnie

GramTV przedstawia:

Niestety w drugiej połowie sezonu coraz więcej pojawia się elementów zaczerpniętych z komiksów. Strażnicy, Sinestro, inne Zielone Latarnie oraz kosmiczne wątki za bardzo rozpychają się w fabule, na co trafi warstwa kryminalna, która tak dobrze działała w poprzednich odcinkach. Nie oznacza to, że te komiksowe elementy są złe, ale ma się wrażenie, że twórcy chcieli w pewnym momencie za bardzo rozbudować ten serial, aby zadowolić również fanów komiksów. Mamy tu do czynienia z klasycznym problemem proporcji, gdzie historia najciekawsza jest wtedy, gdy elementy sci-fi znajdują się na obrzeżach, a nie w jej centrum. Dobrym tego przykładem są konstrukcje tworzone przez pierścienie Zielonych Latarni, które są efektowne i widowiskowe, ale jednocześnie ma się wrażenie, że serial mógłby się jednak bez nich obyć.

Zresztą Latarnie zrealizowane są bardzo dobrze. Serial ma brudną, mroczną estetykę, która idealnie pasuje do konwencji kryminału. Konsekwencje w takiej stylistyce widać również w scenach akcji, które starają się zachować pewien realizm i fizyczność starć, choć niektóre momenty zdają się zbyt ciemne, przez co nie zawsze wszystko jest idealnie widoczne. Problemem jest także tempo, szczególnie podczas ekspozycji, której miejscami jest za dużo. Szkoda, że tracą na tym poboczne wątki i relacje między bohaterami, które nie zostały w niektórych przypadkach należycie wykorzystane.

Latarnie to porządnie wykonany serial, który pomimo swoich wad i tak jest krokiem wprzód dla całego DCU. Zresztą w uniwersum Marvela również różnie bywało to z serialami i szczególnie w ostatnich latach, wiele aktorskich produkcji rozczarowywało. Latarnie są w o tyle lepszej sytuacji, że niewiele osób czekało na tę produkcję i trzymało za nią kciuki, więc zaskoczenie może być tym większe, że to dobra produkcja, której warto dać szansę. Jednocześnie tytuł od DC Studios wymyka się prostemu schematowi kina superbohaterskiego i może zainteresować również osoby, które po prostu liczą na solidny kryminał.

7,0
Latarnie są najlepsze wtedy, gdy zapominają, że są serialem o superbohaterach, i zamieniają Hala Jordana oraz Johna Stewarta w dwóch partnerów próbujących rozwiązać kryminalną sprawę na amerykańskiej prowincji.
Plusy
  • Bardzo dobrze napisany duet Hala Jordana i Johna Stewarta
  • Kapitalna chemia Kyle'a Chandlera i Aarona Pierre'a
  • Świetny kryminalny klimat i małomiasteczkowa atmosfera
  • Udane połączenie dramatu, thrillera i kina superbohaterskiego
  • Ciekawe wykorzystanie komiksowego uniwersum i licznych smaczków dla fanów
  • Efektowne i momentami brutalne sceny akcji
Minusy
  • Z czasem zbyt mocno komplikuje własną mitologię
  • Momentami pojawia się za dużo ekspozycji
  • Nierówne tempo i kilka przeciągniętych scen
  • Część scen jest zbyt ciemna wizualnie
Komentarze
1
wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 08:56

Najlepsze że to może być jeden z bardziej udanych projektów, a Gunn miał przy nim chyba najmniejszy udział xD

Ale nawet jeżeli jest to solidny serial - jak słyszę po raz kolejny: "widzowie są juz znudzeni kinem superbohaterskim" to przewracam oczami... ludzie nie są zmęczeni superbohaterami tylko filmami o bohaterach które są do d...

Właśnie teraz jest dobry moment na zrobienie filmu o herosach (tym miał być film Superman, ale taki Superman najwyraźniej Gunnowi przeszkadza), natomiast dalej dostajemy dekonstruckje za dekonstrukcją za dekonstrukcją. Ja np. rzygam już tymi "zmęczonymi", "ze skazami" i przyziemnymi historiami o bohaterach. Ja chce oglądać herosów bijących złoli.