Na HBO Max zadebiutował pierwszy odcinek serialu o Zielonych Latarniach. Oceniamy, jak wyszedł pierwszy oryginalny aktorski serial z nowego DCU.
Detektywi z supermocami
Jak do tej pory fanem nowego uniwersum DC nie jestem. James Gunn wiele naobiecywał, ale efekty nie są zbyt najlepsze. Wiele projektów zostało już skasowanych lub odłożonych na półkę, zaś produkcja innych przeciąga się i w zasadzie wciąż nie wiemy nawet, kto będzie stał za ich stworzeniem. Wydane już produkcje również nie powalały, a fatalnym sygnałem dla przyszłości całego DCU była niedawna premiera Supergirl, która słusznie została zignorowana przez widzów. Co ciekawe, jeszcze w tym roku doczekamy się kolejnej kinowej produkcji z DCU, czyli Clayface’a, który wygląda na produkcję zupełnie inną od tego, co James Gunn i spółka fundowali nam w poprzednich latach, a nawet coś niezwykłego na tle całego MCU. Zanim jednak Clayface zadebiutuje na dużym ekranie, na tym mniejszym możemy obejrzeć Latarnie, czyli pierwszy oryginalny aktorski serial należący do nowego uniwersum DC. I jak się okazało, to jak do tej pory najlepsza produkcja z tego świata, która ma sporo mankamentów, ale potrafi je nadrobić ciekawym pomysłem na ukazanie słynnego superbohatera w wydaniu iście kryminalnym.
Latarnie
Historia rozpoczyna się w 2016 roku w Rushville w Nebrasce, gdzie trafiają Hal Jordan (Kyle Chandler) i John Stewart (Aaron Pierre). Pierwszy z nich jest doświadczoną Zieloną Latarnią, która jednak najlepsze lata ma już dawno za sobą. Jego wychowankiem jest Stewart, który dopiero niedawno dołączył do Korpusu. Mężczyźni szybko zostają wciągnięci w śledztwo dotyczące tajemniczej śmierci powiązanej z wydarzeniami na szkolnym boisku futbolowym. Początkowo wygląda to na zwykłą sprawę kryminalną, staje się częścią większej historii. Zielone Latarnie zdają sobie sprawę, że mieszkańcy miasteczka skrywają własne sekrety, a jedną z bardziej tajemniczych osób jest miejscowa szeryf Kerry (Kelly Macdonald) oraz wpływowy ranczer William Macon (Garret Dillahunt). Kolejne poszlaki i odkrycia prowadzą bohaterów do spraw wykraczających daleko poza Ziemię.
Twórcy nie kryli się, że Latarnie inspirują się kultowym serialem Detektyw, szczególnie pierwszym sezonem. Mamy dwie linie czasowe, dwóch bohaterów i różne sprawy, które się ze sobą łączą. Mogłoby się wydawać, że taka postać jak Zielona Latarnia zasługuje na film nie mniej widowiskowy niż Superman, a jednak Damon Lindelof, Tom King oraz Chris Mundy wyszli z założenia, że skoro widzowie mają przesyt superbohaterksich produkcji, to warto dać im coś bardziej przyziemnego, a przy tym zbudowanego na znanych fundamentach. Właściwie, to gdyby w pierwszych odcinkach wyciąć wszelkie motywy i elementy science fiction, których zresztą nie ma zbyt wiele, to serial wciąż obroniłby się jako zwykły detektywistyczny kryminał i to największe zwycięstwo nowego serialu ze stajni DC. Fani tego superbohatera nie powinni więc liczyć na wielkie kosmiczne bitwy, a zamiast tego otrzymają budowanie postacie, małomiasteczkową atmosferę i wciągającą zagadkę. To interesujący, ale i ryzykowny kierunek dla produkcji o Zielonej Latarni, która przecież kojarzy się z kosmicznymi wydarzeniami. Warner Bros. nie chciał jednak ryzykować kosztownej porażki i wolał stworzyć serial tani i względnie prosty, idący pod prąd oczekiwaniom widzów i komiksowemu dziedzictwu, ale ten eksperyment można zaliczyć o udanych.
Latarnie
Zdecydowanie to wszystko nie byłoby tak dobre, gdyby nie świetny duet dwójki głównych bohaterów. Szczególnie Hal Jordan, który nie jest superbohaterem bez skaz. To człowiek zmęczony swoją pracą, świadomy ograniczeń w związku z wiekiem, ale również poirytowany, że świat idzie naprzód, a on już za nim nie nadąża. Rewelacyjny w tej roli jest Kyle Chandler, który potrafi pokazać cynizm swojego bohatera, ale również pewną gwiazdorską manierę, który czasami zapomina, że nie ma wszystkiego pod kontrolą. Na drugim biegunie jest John Stewart, który dopiero uczy się swojego superbohaterskiego fachu. Jest młody, zdyscyplinowany i zdecydowanie poważniej i odpowiedzialnie traktuje swoją pracę jako Zielona Latarnia. Pomaga mu w tym wojskowe doświadczenie, które również wpływa na jego postrzeganie świata. Stewart nie jest jednak idealny, co też podkreśla jego historia rodzinna, ale również nadmierna ambicja, czy problemu z poczuciem obowiązku. Aaron Pierre bardzo dobrze sprawdza się w tej roli, nadając jej odpowiedniej powagi, ale również nieco naiwności. Co istotne, serial nie próbuje na siłę zrobić z nich przyjaciół, ani nawet prostego podziału na mistrza i ucznia. To bardziej partnerska relacja, podobne do tego, jak wyglądało to w przypadku pierwszego sezonu Detektywa, więc oparta na wzajemnych szacunku, ale też pełna rywalizacji i podkreślania zupełnie innego światopoglądu.
Lokalni bohaterowie
Jednak serial nie opiera się wyłącznie na dwójce głównych bohaterów. Wiele dobrego wnoszą również postacie z lokalnej społeczności Rushville. Najbardziej wyrazistą ich przedstawicielką jest szeryf Kerry, która ma własne motywacje i sekrety, mające znaczenie w całej sprawie. Podobnie jest z Williamem Maconem, który nie jest stereotypowym bogaczem. To właśnie klimat niewielkiego miasteczka jest jednym z największych zaskoczeń Latarni. Twórcy potrafili wykorzystać klimat Nebraski, aby stworzyć miejsce, które nie tylko od pierwszych chwil przyciąga swoją tajemnicą, ale również niezwykłością. I to wszystko działałoby o wiele lepiej, gdyby serial do samego końca pozostał tym prostym kryminałem.
Latarnie
GramTV przedstawia:
Niestety w drugiej połowie sezonu coraz więcej pojawia się elementów zaczerpniętych z komiksów. Strażnicy, Sinestro, inne Zielone Latarnie oraz kosmiczne wątki za bardzo rozpychają się w fabule, na co trafi warstwa kryminalna, która tak dobrze działała w poprzednich odcinkach. Nie oznacza to, że te komiksowe elementy są złe, ale ma się wrażenie, że twórcy chcieli w pewnym momencie za bardzo rozbudować ten serial, aby zadowolić również fanów komiksów. Mamy tu do czynienia z klasycznym problemem proporcji, gdzie historia najciekawsza jest wtedy, gdy elementy sci-fi znajdują się na obrzeżach, a nie w jej centrum. Dobrym tego przykładem są konstrukcje tworzone przez pierścienie Zielonych Latarni, które są efektowne i widowiskowe, ale jednocześnie ma się wrażenie, że serial mógłby się jednak bez nich obyć.
Zresztą Latarnie zrealizowane są bardzo dobrze. Serial ma brudną, mroczną estetykę, która idealnie pasuje do konwencji kryminału. Konsekwencje w takiej stylistyce widać również w scenach akcji, które starają się zachować pewien realizm i fizyczność starć, choć niektóre momenty zdają się zbyt ciemne, przez co nie zawsze wszystko jest idealnie widoczne. Problemem jest także tempo, szczególnie podczas ekspozycji, której miejscami jest za dużo. Szkoda, że tracą na tym poboczne wątki i relacje między bohaterami, które nie zostały w niektórych przypadkach należycie wykorzystane.
Latarnie to porządnie wykonany serial, który pomimo swoich wad i tak jest krokiem wprzód dla całego DCU. Zresztą w uniwersum Marvela również różnie bywało to z serialami i szczególnie w ostatnich latach, wiele aktorskich produkcji rozczarowywało. Latarnie są w o tyle lepszej sytuacji, że niewiele osób czekało na tę produkcję i trzymało za nią kciuki, więc zaskoczenie może być tym większe, że to dobra produkcja, której warto dać szansę. Jednocześnie tytuł od DC Studios wymyka się prostemu schematowi kina superbohaterskiego i może zainteresować również osoby, które po prostu liczą na solidny kryminał.
7,0
Latarnie są najlepsze wtedy, gdy zapominają, że są serialem o superbohaterach, i zamieniają Hala Jordana oraz Johna Stewarta w dwóch partnerów próbujących rozwiązać kryminalną sprawę na amerykańskiej prowincji.
Plusy
Bardzo dobrze napisany duet Hala Jordana i Johna Stewarta
Kapitalna chemia Kyle'a Chandlera i Aarona Pierre'a
Świetny kryminalny klimat i małomiasteczkowa atmosfera
Udane połączenie dramatu, thrillera i kina superbohaterskiego
Ciekawe wykorzystanie komiksowego uniwersum i licznych smaczków dla fanów
Jedyne co słyszę to: "Śmieją się z Trumpa i Muska, Bwaaaaa!". To jest drugi news, w którym piszesz o Musku. W filmie scena, w której on występuje trwa niecałą minutę, kiedy sezon ma ponad 8 godzin. A że śmieją się z Trumpa, no cóż, sam sobie zasłużył. Zresztą ten serial śmiał się nie tylko z Trumpa ale z innych opcji politycznych również.
Tak tylko wszyscy się śmieją z nich od 10 lat. Więc kolejny serial czy film który robi to samo generalnie dla mnie wygląda jakby banda komików wychodziła na scenę i opowiadała ten sam dowcip który już słyszałeś. I wszyscy opowiadają ten sam dowcip.
Tak, te sceny są krótkie ale też są zakończeniem serialu. To trochę ważniejsze niż minuta gdzieś w środku sezonu. Dodatkowo znam komiks więc wiem że komiks miał lepsze zakończenie. Więc dodatkowo obwiniam te płaczki za to że poświęcili lepsze zakończenie z tak głupiego powodu.
To trochę jak z Grą o Tron której ostatnie sezony były kiepskie. Mimo że serial jest na początku dobry trudno mi go polecić komukolwiek bo wiem że ostatnie sezony to zawód. Generalnie jak ktoś się uprze to mówię by odpuścili po 4 sezonach.
I wszędzie doszukujesz się aktywizmu tam, gdzie większość ludzi znajduje po prostu rozrywkę. No, ale nie od dzisiaj wiem, że wszystko, co Tobie się nie podoba albo co gorsza nie jest po linii amerykańskiej prawicy to czysty aktywizm i zło wcielone.
No nie. Ja się nie doszukuje aktywizmu. Mówisz jakbym próbował znaleźć aktywizm we wszystkim. Ja go widzę i po prostu mówię o jego obecności. I robię to dlatego że czyni on produkcje gorszymi.
Zresztą branża gier z tego powodu dzisiaj ma problemy finansowe, masowe zwolnienia i zerową stabilność. Więc to wszystko ma swoje skutki.
A co do Twojego komentarza o amerykańskiej prawicy to znowu trafiłeś w pudło i nie jest to pierwszy raz. Ty myślisz że jestem prawicowcem tylko dlatego że krytykuję skrajną lewicę. Nic bardziej mylnego. Widzisz mój drogi - różnica jest taka że skrajna prawica wie że nie są dobrzy. Ludzie ich otwarcie nie lubią. Lewica miała zielone światło na wszystko i została przejęta przez ekstremistów i dalej nikt tego nie kwestionował.
I dlatego dzisiaj mamy skrajnych lewicowców na social media otwarcie i bez wstydu zachowujących się jak typowi rasiści i seksiści. Co pokazuje że jest przyzwolenie na takie zachowanie bo zawsze się uważało lewicę "za tych dobrych". I każde rasistowskie czy seksistowskie zachowanie zamiast być potępiane - ludzie szukali wymówek dlaczego jest OK by być rasistą wobec jednego człowieka ale nie wobec innego.
Nie podoba mi się to, zwłaszcza że kiedy nie wprowadza się korekty to sprawy idą za daleko i wtedy korekta też idzie za daleko.
Właśnie dlatego w wielu przypadkach nie komentuję oraz nie czytam tego, co piszesz. Szkoda mi na ogół na to czasu.
Mamy inny światopogląd i to widać było nie raz. Ja nie uważam, że cała prawica to czyste zło, lewice dobro lub vice versa. I jedni i drudzy mają swoje wady i zalety i obu stron warto wysłuchać tak długo, jak wykazują się zdrowym rozsądkiem.
I tutaj się zgadzamy. Nie zgadzamy się co do tego że nie podoba Ci się że otwarcie mówię o tych którzy dzisiaj są większym problemem. Bo to że skrajna prawica to problem to wszyscy wiedzą od dawna. Tego nie trzeba nikomu tłumaczyć. Ale widząc po tym jak otwarcie ludzie potrafią być raststowscy czy seksistowscy online tylko dlatego że robią to wobec mężczyzny albo kogo kto jest biały - uważam że powinno się o tym mówić.
Dodatkowo też nie mówię o tym "od tak". W wypadku The Boys piszę po prostu o tym że showrunnera tyłek piekł i dał nam kiepskie zakończenie serialu i z tego co widzę online to ogólna opinia że zakończenie było kiepskie. Zwłaszcza po tych plakatach "Scorched Earth" które okazały się bzdurą.
A powód? Powiedział bym że twórcy są bez talentu ale realnie pokazali w pierwszych sezonach że talentu im nie brakuje. A patrząc na tematykę którą obrali i jak prymitywnie to przedstawili - to raczej jasne że ich chęć aktywizmu weszła w drogę twórczości. A przynajmniej taka jest moja opinia.
Nie lubię ekstremizmu w żadnej postaci. Zarówno w postaci pani Spurek, która chciałaby wprowadzić zakaz jedzenia mięsa, jak amerykańskich republikanów, którzy popierają wsadzanie do więzienia wszystkich, którzy nie są biali (w kraju, gdzie to biali są de facto potomkami imigrantów). Do wszystkiego należy podchodzić z głową.
Widzisz i tutaj krytyka dla Ciebie - nie jest prawdą że popierają wsadzenie wszystkich do więzienia wg koloru skóry. Ale to akurat mała krytyka bo takie hyperbole to typowe w debacie online. To sprawia że realna dyskusja pojawia się mało kiedy i ludzie po prostu przerzucają się hasełkami aż w końcu ci z lewej krzyczą NAZISTA! a ci z prawej KOMUNISTA!. A tymczasem korporacje i politycy którzy ich kupili robią co chcą. Ostatnio wyszła jakaś notka z Facebooka że czekają na jakąs polityczną dramę by wypuścić znowu jakąś kontrowersyjną zmianę.
Dlatego jak jest jakaś polityczna gównoburza to warto uważniej obserwować korporacje.
A co do samego serialu. Skoro uważasz, że to strata czasu, to nie oglądaj. Prosta sprawa. Trochę trudniej wyegzekwować to w kwestii polityki, ale bez problemu możesz to zrobić w przypadku każdej rozrywki. Ja nie gram w gry i nie oglądam filmów, które uważam, że przeginają (np: Odyseja). Ty też możesz.
Owszem tylko czasem jak np. w wypadku Odysei po prostu ciekawił mnie temat i zmiany które zrobili. Tak samo autentycznie lubię The Boys. Zresztą jak popatrzysz wstecz to na ogół chwaliłem serial. Moje uwagi są co do skopanego zakończenia bo to tak jakby ktoś zrobił wspaniały posiłek a potem zrobił kupę na niego.
Natomiast podejście z mema "Quit having fun!" jest nie na miejscu. Przy założeniu, że nikt nikogo do niczego nie zmusza i nie robi nikomu krzywdy to niech każdy spędza czas jak chce. I śmieje się z czego i kogo chce.
Kiedy skretyniali amerykańscy ekstremiści, których wszystko oburza, nie sądziłem, że parę lat później podobne hasła usłyszę w Polsce.
Wyluzuj i zajmij się czymś, co sprawia Ci przyjemność.
Właśnie to robię. Jak sobie robię przerwę od pracy lubię rzucić okiem na newsy, zostawić komentarz. Jedyne kto nie ma przyjemności tutaj to Ty najwyraźniej ;-)
Silverburg
Gramowicz
18/08/2026 15:51
dariuszp napisał:
Nie wiem, mnie po prostu "uniwersum" The Boys nie interesuje bo realnie cały sens The Boys to zadanie pytania "co by było gdyby ludzie rzeczywiście mieli super moce" i to w zasadzie dostaliśmy.
Ostatni sezon generalnie to ofiara ego i charakteru showrunnera. Małe dziecko obraziło się na Trumpa i Muska więc zaczął robić sezon tylko o tym jak nie lubi Trumpa, Muska i Tesli.
Dla mnie to stawia go koło ludzi co niszczyli samochody rodzinom bo kupili Teslę w czasach kiedy jeszcze Musk był uwielbiany przez Hollywood i go wsadzali do każdej produkcji. I niby zniszczenie samochodu jakiejś rodziny dla tych ekstremistów to świetny sposób żeby.... no właśnie nie wiem jaki był ich cel. Musk na tym pieniędzy nie stracił. Skrzywdzili tylko jakąś rodzinę. I w zasadzie dali do zrozumienia że są nie lepsi niż terroryści bo atakują cywili z uwagi na swoje cele polityczne.
I tak jak chwaliłem pierwsze sezony The Boys za to że były autentycznie lepsze niż komiks który sprawiał wrażenie że po prostu chce szokować tak ostatni sezon w drugą stronę - komiks dał nam lepsze zakończenie i przy okazji fajny plot twist.
Realnie Gen V nie dostarcza niczego nowego w temacie i po prostu nie widzę powodu by tego oglądać. A co do Soldier Boy i Stormfront. Soldier Boy to po prostu wyśmiewanie tzw manosfery. A Stormfront to po prostu nazistka. Soldier Boy zachowauje się tak jak nastolatki się zachowują kiedy próbują udawać twardego. Fakt że jego teksty śmieszą ale wydaje mi się że to działa bo po prostu ma swoje chwile i tyle. Nie wiem czy bym go przetrawił full time. Znowu Stormfront to po prostu "naziści są źli" tak jakby ktoś tego nie wiedział.
Tutaj dochodzimy do tego co zawsze mówię - twórczość której celem jest aktywizm na ogół jest kiepska. Tak jak np. te wszystkie filmy o tym jak kiedyś ludzie byli rasistowscy w stanach. Jeden film się udał. Super. Ale potem? Serio chce Ci się oglądać film o tym że tym razem np. zawody pływackie były rasistowskie? Już nie mówiąc o takich filmach jak ten o czarnej matematyczce w NASA gdzie malowali NASA na większych rasistów niż było w rzeczywistości.
Film np. ma "białego zbawiciela" bo mieli znanego aktora (Kevin Costner) tylko że ten człowiek to wymysł dla dramatu. Cała scena z rozbijaniem tablicy mówiącej o segregowanych kiblach to fantazja twórców filmu. Kible nie były oznaczone w NASA a Katherine Johnson mówi że do takiej sytuacji nigdy nie doszło. Zawsze używała najbliższą toaletę i nie było problemu. Co też umniejsza tej kobiecie bo robią z niej dziecko które nie potrafi się postawić więc co chwila biega pół kilometra żeby się odlać.
Też jest historia awansu Dorothy Vaughan. Ona była nieoficjalnie szefową czarnych matematyczek i spędziła swój czas by nauczyć się komputa który został wprowadzony do NASA. Stała się specjalistką widząc że komputer zabierze sporo pracy matematyków. Vaughan została pełniącą obowiązki kierowniczką w 1949 a potem oficjalnie kierownikiem w 1951 i była pierwszą czarną przełożoną w NASA. A dla dramatu film pokazuje że w 1961 czyli 10 lat później walczy o tytuł który miała realnie od dekady.
Nie żeby w filmie nie było prawdziwych wydarzeń. Np. astronauta Glenn rzeczywiście poprosił by Johnson sprawdziła obliczenia komputera bo ufał jej bardziej jak komputerowi (które był wtedy nowe) ale znowu dramatyzują bo nie było to zaraz przed wylotem w kosmos a sprawdzenie obliczeń zajęło 1.5 dnia. Tak samo musiała iść do sądu po zgodę na wieczorowe zajęcia w białej szkole i została pierwszą czarną inżynierką w NASA. A Vaughan faktycznie sama nauczyła się FORTRAN-a i przeszła do działu komputerowego zanim komputery ich zastąpiły.
Więc to nie tak że w NASA było idealnie ale było znacznie lepiej niż pokazywał to film. Tego typu produkcje są tym bardziej szkodliwe że przedstawia się tam coś co miało miejsce i oczerniają ludzi tylko po to by dramatyzować podczas swojego aktywizmu.
Fakt, The Boys to fikcja. Ale serio jeżeli mi dasz serial o "macho man" który jest parodią i nazistkę to nie wiem co ten serial nam może nowego dostarczyć czego nie wiedzieliśmy 1000 razy wcześniej.
Jedyne co słyszę to: "Śmieją się z Trumpa i Muska, Bwaaaaa!". To jest drugi news, w którym piszesz o Musku. W filmie scena, w której on występuje trwa niecałą minutę, kiedy sezon ma ponad 8 godzin. A że śmieją się z Trumpa, no cóż, sam sobie zasłużył. Zresztą ten serial śmiał się nie tylko z Trumpa ale z innych opcji politycznych również.
I wszędzie doszukujesz się aktywizmu tam, gdzie większość ludzi znajduje po prostu rozrywkę. No, ale nie od dzisiaj wiem, że wszystko, co Tobie się nie podoba albo co gorsza nie jest po linii amerykańskiej prawicy to czysty aktywizm i zło wcielone.
Właśnie dlatego w wielu przypadkach nie komentuję oraz nie czytam tego, co piszesz. Szkoda mi na ogół na to czasu.
Mamy inny światopogląd i to widać było nie raz. Ja nie uważam, że cała prawica to czyste zło, lewice dobro lub vice versa. I jedni i drudzy mają swoje wady i zalety i obu stron warto wysłuchać tak długo, jak wykazują się zdrowym rozsądkiem.
Nie lubię ekstremizmu w żadnej postaci. Zarówno w postaci pani Spurek, która chciałaby wprowadzić zakaz jedzenia mięsa, jak amerykańskich republikanów, którzy popierają wsadzanie do więzienia wszystkich, którzy nie są biali (w kraju, gdzie to biali są de facto potomkami imigrantów). Do wszystkiego należy podchodzić z głową.
A co do samego serialu. Skoro uważasz, że to strata czasu, to nie oglądaj. Prosta sprawa. Trochę trudniej wyegzekwować to w kwestii polityki, ale bez problemu możesz to zrobić w przypadku każdej rozrywki. Ja nie gram w gry i nie oglądam filmów, które uważam, że przeginają (np: Odyseja). Ty też możesz.
Natomiast podejście z mema "Quit having fun!" jest nie na miejscu. Przy założeniu, że nikt nikogo do niczego nie zmusza i nie robi nikomu krzywdy to niech każdy spędza czas jak chce. I śmieje się z czego i kogo chce.
Kiedy skretyniali amerykańscy ekstremiści, których wszystko oburza, nie sądziłem, że parę lat później podobne hasła usłyszę w Polsce.
Wyluzuj i zajmij się czymś, co sprawia Ci przyjemność.
dariuszp
Gramowicz
18/08/2026 15:22
Silverburg napisał:
Ze spin-offów nie podobał mi się Diabolical. Jakoś nie w moim stylu (ale ja po prostu nie lubię czystych komedii). Natomiast Generation V mi się podobało, uważam też, że drugi sezon był zdecydowanie lepszy od pierwszego. Należy jednak pamiętać, że mam już swoje lata i bardziej mnie interesowało "mięso" tego świata (czyli pseudo superbohaterowie, z których co jeden to większa szuja pod poprzedniego), niż serial o życiu studenckim. Dlatego żałuję, że go porzucili, co zresztą widać w ostatnim sezonie The Boys, gdzie postacie z G:V zostały odstawione na boczny tor.
Natomiast z niecierpliwością czekam na serial z Soldier Boyem i Stormfront. Teksty tego pana to kopalnia złota.
Nie wiem, mnie po prostu "uniwersum" The Boys nie interesuje bo realnie cały sens The Boys to zadanie pytania "co by było gdyby ludzie rzeczywiście mieli super moce" i to w zasadzie dostaliśmy.
Ostatni sezon generalnie to ofiara ego i charakteru showrunnera. Małe dziecko obraziło się na Trumpa i Muska więc zaczął robić sezon tylko o tym jak nie lubi Trumpa, Muska i Tesli.
Dla mnie to stawia go koło ludzi co niszczyli samochody rodzinom bo kupili Teslę w czasach kiedy jeszcze Musk był uwielbiany przez Hollywood i go wsadzali do każdej produkcji. I niby zniszczenie samochodu jakiejś rodziny dla tych ekstremistów to świetny sposób żeby.... no właśnie nie wiem jaki był ich cel. Musk na tym pieniędzy nie stracił. Skrzywdzili tylko jakąś rodzinę. I w zasadzie dali do zrozumienia że są nie lepsi niż terroryści bo atakują cywili z uwagi na swoje cele polityczne.
I tak jak chwaliłem pierwsze sezony The Boys za to że były autentycznie lepsze niż komiks który sprawiał wrażenie że po prostu chce szokować tak ostatni sezon w drugą stronę - komiks dał nam lepsze zakończenie i przy okazji fajny plot twist.
Realnie Gen V nie dostarcza niczego nowego w temacie i po prostu nie widzę powodu by tego oglądać. A co do Soldier Boy i Stormfront. Soldier Boy to po prostu wyśmiewanie tzw manosfery. A Stormfront to po prostu nazistka. Soldier Boy zachowauje się tak jak nastolatki się zachowują kiedy próbują udawać twardego. Fakt że jego teksty śmieszą ale wydaje mi się że to działa bo po prostu ma swoje chwile i tyle. Nie wiem czy bym go przetrawił full time. Znowu Stormfront to po prostu "naziści są źli" tak jakby ktoś tego nie wiedział.
Tutaj dochodzimy do tego co zawsze mówię - twórczość której celem jest aktywizm na ogół jest kiepska. Tak jak np. te wszystkie filmy o tym jak kiedyś ludzie byli rasistowscy w stanach. Jeden film się udał. Super. Ale potem? Serio chce Ci się oglądać film o tym że tym razem np. zawody pływackie były rasistowskie? Już nie mówiąc o takich filmach jak ten o czarnej matematyczce w NASA gdzie malowali NASA na większych rasistów niż było w rzeczywistości.
Film np. ma "białego zbawiciela" bo mieli znanego aktora (Kevin Costner) tylko że ten człowiek to wymysł dla dramatu. Cała scena z rozbijaniem tablicy mówiącej o segregowanych kiblach to fantazja twórców filmu. Kible nie były oznaczone w NASA a Katherine Johnson mówi że do takiej sytuacji nigdy nie doszło. Zawsze używała najbliższą toaletę i nie było problemu. Co też umniejsza tej kobiecie bo robią z niej dziecko które nie potrafi się postawić więc co chwila biega pół kilometra żeby się odlać.
Też jest historia awansu Dorothy Vaughan. Ona była nieoficjalnie szefową czarnych matematyczek i spędziła swój czas by nauczyć się komputa który został wprowadzony do NASA. Stała się specjalistką widząc że komputer zabierze sporo pracy matematyków. Vaughan została pełniącą obowiązki kierowniczką w 1949 a potem oficjalnie kierownikiem w 1951 i była pierwszą czarną przełożoną w NASA. A dla dramatu film pokazuje że w 1961 czyli 10 lat później walczy o tytuł który miała realnie od dekady.
Nie żeby w filmie nie było prawdziwych wydarzeń. Np. astronauta Glenn rzeczywiście poprosił by Johnson sprawdziła obliczenia komputera bo ufał jej bardziej jak komputerowi (które był wtedy nowe) ale znowu dramatyzują bo nie było to zaraz przed wylotem w kosmos a sprawdzenie obliczeń zajęło 1.5 dnia. Tak samo musiała iść do sądu po zgodę na wieczorowe zajęcia w białej szkole i została pierwszą czarną inżynierką w NASA. A Vaughan faktycznie sama nauczyła się FORTRAN-a i przeszła do działu komputerowego zanim komputery ich zastąpiły.
Więc to nie tak że w NASA było idealnie ale było znacznie lepiej niż pokazywał to film. Tego typu produkcje są tym bardziej szkodliwe że przedstawia się tam coś co miało miejsce i oczerniają ludzi tylko po to by dramatyzować podczas swojego aktywizmu.
Fakt, The Boys to fikcja. Ale serio jeżeli mi dasz serial o "macho man" który jest parodią i nazistkę to nie wiem co ten serial nam może nowego dostarczyć czego nie wiedzieliśmy 1000 razy wcześniej.