W kinach zadebiutowała długo oczekiwana ekranizacja Lalki. Oceniamy, czy pomimo serialowej wersji, warto wybrać się na tę do kina.
Bolesław Prus byłby dumny
W polskim przemyśle filmowym zaszła dziwna sytuacja, w której zapowiedziano dwie ekranizacje Lalki w krótkim czasie. Za jedną, serialową, miał odpowiadać Netflix, zaś druga od TVP miała najpierw zadebiutować w kinie, a później otrzymać rozszerzoną wersję w kilku odcinkach, które emitowane byłyby już na antenie telewizji. Ostatecznie TVP wycofało się ze swoich planów, a projekt przejął TVN. Co ciekawe, obie wersje Lalki miały zadebiutować we wrześniu, zapowiadając wielkie starcie gigantów. Gdy serialowa wersja została już oceniona i rezultat ostatecznie mocno podzielił publiczność, jak i krytyków, teraz przyszedł czas na filmową adaptację. Twórcy już wcześniej zapowiadali, że będzie to ekranizacja bliższa powieści Bolesława Prusa, która postawi na historię Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej bez jakichkolwiek rewolucyjnych zmian i próby uwspółcześniania historii. Rzecz jasna miałem okazję zobaczyć Netflixową Lalkę, ale bardzo nie chciałbym, aby recenzja zamieniła się w porównanie obu wersji. Na szczęście kinowa produkcja jest na tyle dobra, że nie potrzebuje żadnych zestawień z inną wersją. To kino zrobione z hollywoodzkim przepychem, ale wykonane w polskim stylu. Nowa Lalka wciąga i odurza od pierwszych chwil nie mniej, niż Łęcka Wokulskiego przy każdym ich spotkaniu.
LalkaFoto: Gigant Films
Po kilku latach Stanisław Wokulski (Marcin Dorociński) wraca do Polski, bogatszy niż kiedykolwiek wcześniej. Zamierza wykorzystać zdobyte na wojnie pieniądze, aby zainwestować w swój sklep, którym przez czas jego nieobecności zajmował się jego stary przyjaciel, Ignacy Rzecki (Marek Kondrat). Biznesmen szybko zaczyna zdobywać wpływy i koneksje, głównie wśród lokalnej szlachty. Zamierza wykorzystać je, aby zdobyć rękę pięknej Izabeli Łęckiej (Kamila Urzędowska). Wokulski coraz bardziej zbliża się do rodziny Łęckich, w tym do głowy rodziny, Tomasza (Andrzej Seweryn), który ma ogromne długi. Stanisław zaczyna współpracować z panią Meliton (Agata Kulesza), aby pomogła mu rozkochać w sobie Izabelę. Niedługo później Wokulskim zaczyna interesować się wdowa Kazimiera Wąsowska (Maria Dębska), zaś do Łęckiej niebezpiecznie blisko zbliża się kuzyn dziewczyny, Kazimierz Starski (Mateusz Damięcki). Stanisław próbuje wszystkiego, aby wejść do szlacheckiej rodziny, nawet jeżeli oznacza to zaprzedanie swoich ideałów i pozbycia się spuścizny, na którą tak długo i ciężko pracował. Nie wie jednak, że Izabela nie do końca odwzajemnia jego uczucia.
Lalka w reżyserii Macieja Kawalskiego jest Wokulskocentryczna. Cała historia obraca się wokół głównego bohatera, a kamera nie opuszcza go na krok, poza kilkoma, sporadycznymi wyjątkami. Pod tym względem film jest dosyć wierny książkowemu pierwowzorowi, choć jeszcze bardziej spychając Łęcką na drugi plan. Produkcja ma też jasną strukturę, dzieląc historię na dwie połowy, w której pierwsza należy do rozwoju biznesów Wokulskiego i jego społecznego życia, zaś druga już konkretniej wpada w rejony romansu, gdzie bohater wkracza w decydującą fazę walki o względy Izabeli. I to właśnie ta pierwsza połowa jest bardziej porywająca, pełna energii i wzbudzająca większe zainteresowanie. Twórcy podkreślają nieustanną walkę Wokulskiego o wpływy w arystokracji i jego dziecięcą wręcz naiwność, że jego działania nie przejdą bez echa, a co więcej, nie będzie więcej wykorzystywany i na równych prawach będzie mógł z nimi balować i co ważniejsze, wżenić się w rodzinę Łęckich. Przykro się więc patrzy, jak poczciwy i dobroduszny, ale zawładnięty obsesją Stanisław, staje się zwykłą zabawką dla rozpustnych i leniwych elit.
LalkaFoto: Gigant Films
Właśnie dlatego druga połowa uderza tak mocno. Rzecz jasna mamy tu więcej scen typowo romansowych, ale też takie, które stawiają na dramatyzm, wywołują prawdziwe emocje. Najlepszym tego przykładem jest niemal statyczna scena, w której Wokulski samotnie siedzi przed swoim biurkiem i jedyne co się zmienia, to oświetlenie za oknem. Z pozoru prosta scena, a która dobitnie pokazuje, w jakim położeniu, zarówno społecznym, jak i mentalnym, znalazł się główny bohater. Kawalski zręcznie operuje tu ciszą, niedopowiedzeniami, a przede wszystkim humorem, aby zbudować atmosferę danej sceny, ale również do samego końca rozbudowywać profile psychologiczne swoich postaci. W tej wersji niepotrzebne są wrzaski, krzyki, przekleństwa, czy inne fanaberie „odważnych” twórców. W filmowej Lalce każda scena jest przemyślana od początku do końca, dlatego finał jest jednocześnie tak satysfakcjonujący, jak i smutny.
Polskie kino w najlepszym wydaniu
Co najważniejsze, Kawalskiemu oddało się oddać na ekranie najważniejsze motywy książki Bolesława Prusa w przystępnej i łatwej formie, która ma jednak w sobie sporo głębi. Mamy tu dysputę o zgniłych elitach, które wykorzystywały ambitnych i przedsiębiorczych ludzi, toksycznej miłości, wykorzystywaniu, niespełnionych ambicjach, a nawet historyczne wątki, które ubarwiają obraz całości. Wokulski jest tu więc wykorzystywany na wielu płaszczyznach i z wielu perspektyw, a każda wprowadza coś nowego i świeżego. To jest wręcz zaskakujące, jak dobrze twórcom udało się zmieścić w nieco ponad dwuipółgodzinnym metrażu tyle wątków i postaci, a co ważniejsze, ułożyć to wszystko w takiej kolejności, aby nie miało się poczucia epizodyczności, czy chaosu. Wbrew pozorom te dwie i półgodziny zlatują w kinie błyskawicznie i ma się wrażenie, że chciałoby się pobyć nieco dłużej w tym świecie.
LalkaFoto: Gigant Films
GramTV przedstawia:
Ogromna w tym zasługa perfekcyjnych scenografii i kostiumów. Na początku wspomniałem o hollywoodzkim przepychu, co w tym przypadku jest ogromnym komplementem dla filmowej Lalki. W każdym kadrze czuć, że twórcy dołożyli wszelkich starań, aby wiernie oddać realia epoki i co istotne, poszło na to sporo pieniędzy, które widać na ekranie. Przez lata polskie kino kostiumowe potrafiło zalatywać tandetą i tanizną, gdzie było czuć, że to wszystko jest sztuczną ułudą, która ma jedynie imitować epokę. Dlatego Lalka tak bardzo zachwyca tymi wszystkimi detalami, mnogością rekwizytów, strojami, czy charakteryzacją. W parze idą aspekty techniczne, w tym doskonałe zdjęcia Piotra Sobocińskiego Jr., który współtworzył także scenariusz, jak również niezwykle płynny montaż Przemysława Chruścielewskiego i nastrojową, perfekcyjnie pasującą do poszczególnych scen ścieżkę dźwiękową autorstwa Łukasza Targosza. To zdecydowanie jeden z najlepszych soundtracków w tym roku.
Pod względem obsady filmowa Lalka błyszczy. Marcin Dorociński jest perfekcyjny jako Stanisław Wokulski. Potrafi oddać zagubienie, zakłopotanie, czy smutek swojej postaci, ale też zniecierpliwienie, czy odrazę. Aktor pokazuje całe spektrum emocji swojego bohatera i to bez cienia egzaltacji. Doskonały jest także Marek Kondrat, który udowadnia, że wciąż jest wybitnym polskim aktorem. Maja Komorowska, Agata Kulesza, Andrzej Seweryn, Cezary Żak, Mateusz Damięcki, Maria Dębska, czy Borys Szyc dostarczają kolejne mocne, drugoplanowe role, które potrafią zebrać całą uwagę dla siebie. Nieco inaczej wygląda to w przypadku Kamili Urzędowskiej, która bardzo dobrze odgrywa rolę Izabeli Łęckiej. Problem w tym, że to najgorzej napisana rola. Łęcka jest przezroczysta, nudna i przewidywalna, przez co Urzędowska nie może pokazać w pełni swoich umiejętności. Szkoda, bo w Chłopach była rewelacyjna.
Lalka to epickie, zjawiskowe dzieło, które z szacunkiem podchodzi do książki Bolesława Prusa, a jednocześnie potrafi opowiedzieć tę historię na nowo, zachowując przy tym wszystkie najważniejsze motywy powieści. Jak na polskie realia, to kino najwyższej próby, nie tylko pod względem scenariusza i gry aktorskiej, ale przede wszystkim technicznej warstwy z powalającymi scenografiami i kostiumami. Jeżeli więc serialowa Lalka nie przypadła Wam do gustu, tym bardziej powinniście zobaczyć tę wersję. Jeżeli jednak Wam się spodobała, to wciąż warto zapoznać się z tą produkcją, która pokazuje, jak wygląda polskie kino, gdy biorą się za niego kompetentni twórcy.
8,5
Ta prawdziwsza wersja Lalki.
Plusy
Świetnie wykorzystuje materiał źródłowy, zachowując sens i motywy tej historii
Doskonały scenariusz, w którym znalazło się miejsce na wielkie dramaty, jak i nieoczekiwany humor
Genialne scenografie, kostiumy i charakteryzacje
Perfekcyjny montaż, zdjęcia i nastrojowa muzyka, która buduje atmosferę poszczególnych scen
Dzięki swoim technicznym walorom ten film pozwala przenieść się do końcówki XIX wieku
Satysfakcjonujący, emocjonalny finał
Niesamowity poziom gry aktorskiej…
…szczególnie Marcina Dorocińskiego, który jest idealnym Wokulskim
Maciej Kawalski to przyszłość polskiego kina
Minusy
Rola Łęckiej w całej historii nieco rozczarowuje
W drugiej połowie wątki miłosne nie tak ciekawe, jak w pierwszej
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!