Sprawdzamy, czy prequel kultowego Gears of War to już odcinanie kuponów, czy też Gears of War: E-Day to może kolejna odsłona cyklu, którą można stawiać obok klasycznej trylogii.
Po wydaniu Gears of War 3 firma Epic Games miała twardy orzech do zgryzienia. Fani ewidentnie liczyli na następne części tej serii strzelanek z perspektywy trzeciej osoby zapoczątkowanej w 2006 roku, ale historia Markusa Fenixa walczącego z Szarańczą została wówczas zakończona w najlepszy możliwy sposób. Nic więc dziwnego, że eksperymentowano po drodze z Gears of War: Judgment, które nie do końca spełniło pokładane w nim nadzieje, więc ostatecznie postawiono na nową trylogię - druga z zaplanowanych trzech przygód ukazała się siedem lat temu, w 2019 roku, lecz najwyraźniej na finał musimy jeszcze poczekać. Przez lata również zaproponowano graczom ostatecznie dwa gruntowne odświeżenia pierwszej odsłony hitowego cyklu. W tak zwanym międzyczasie otrzymaliśmy ponadto Gears of War: Tactics, czyli strategię w stylu X-COM oraz mobilny spin-off zatytułowany Gears: POP! A teraz…, a teraz… W końcu Gearsy wróciły do domu, a moje pytanie brzmi…
Gears of War: E-Day
Nie można było tak od razu?
Gears of War: E-Day to, zgodnie z tym co wskazuje nazwa, prequel całej serii. Dzięki niemu mamy okazję poznać wydarzenia rozgrywające się w trakcie Emergence Day, a więc dnia, w którym Szarańcza pierwszy raz wyszła spod ziemi. Tym samym jednocześnie dowiemy się więcej na temat początków przyjaźni między głównym bohaterem opowieści, Markusem Feniksem, a doskonale znanym fanom cyklu Dominiciem Santiago. Zresztą, tak samo jak chociażby w Gears of War 2 i Gears of War 3 stoi postaciami i relacjami między nimi, lecz zdradzanie jakichkolwiek szczegółów na temat fabuły byłoby tutaj okrucieństwem. Warto jednak wspomnieć, że jest to oczywiście historia, której przebieg stosunkowo łatwo przewidzieć, mając na uwadze następujące po sobie wydarzenia, lecz nie da się odgadnąć tego, jak poszczególne wątki wpłyną na zachowanie bohaterów. Zwłaszcza, że w Gears of War: E-Day nie brakuje czy to wzruszających, przejmujących czy też zapierających dech momentów.
I tak, tak samo jak w pierwszej części, w Gears of War: E-Day również od razu wiemy, kto okaże się głównym antagonistą, którego pokonanie sprawi, że wszyscy zaangażowani w sprawę niedługo później odetchną z ulgą, mając nadzieję, że to już koniec (a jak wiemy - to dopiero początek). Nie odbiera to jednak frajdy z poznawania kolejnych wątków opowieści, tym bardziej że w Gears of War: E-Day można z imienia, a czasem nawet z imienia i nazwiska wymienić wszystkich tych, którzy mieli istotny wpływ na przebieg fabuły. To nie są bezimienni NPC jak w innych strzelankach - w Gears of War: E-Day naprawdę przejmujemy się swoimi kompanami z drużyny, członkami ich rodzin czy swoimi zwierzchnikami.
Gears of War: E-Day
Najlepsze są te gry, które już znamy
Bardzo podoba mi się to, że Gears of War: E-Day nie wymyśla koła od nowa. Doskonale wiedzieliśmy, czego możemy spodziewać się po samej rozgrywce i w zasadzie dokładnie to otrzymaliśmy. W zasadzie, bo odpowiadające od dłuższego czasu za serię studio The Coalition pokusiło się, mimo wszystko, o wprowadzenie kilku mniej lub bardziej istotnych nowości. Przede wszystkim zmienił się nieco sposób eksplorowania lokacji, gdyż w Gears of War: E-Day da się również skakać. Możemy więc bez problemu (lecz jedynie w wyznaczonych miejscach) wspinać się na murki, czy też nawet wejść na dach pojazdu lub schować się w przyczepie ciężarówki, by z tego miejsca prowadzić ostrzał. Czasem sprawdzałem również, czy skok pomaga, niczym w Elden Ringu, unikać niektórych ataków w trakcie walk z bossami. Tak, owszem, pomaga, lecz znacznie lepiej oczywiście po prostu schować się za osłoną.
Skoro o zwiedzaniu świata mowa, to w Gears of War: E-Day otrzymaliśmy, a jakżeby inaczej, w pełni liniową kampanię fabularną. Przechadzając się jednak po mieście Kalona na planecie Sera, gdzie toczy się lwia część rozgrywki, nie musimy podążać jedynie za głównym wątkiem fabularnym. Możemy bowiem zboczyć z kursu, by wykonać kilka misji pobocznych czy też zająć się kolekcjonowaniem znajdziek. O tym, że dostępne są dodatkowe zadania dowiadujemy się za sprawą widocznych na ekranie ikon, lecz informacje na ich temat, podobnie jak miejsca, w których znajdziemy choćby nieśmiertelniki, umieszczone zostały także na dostępnej w menu mapie danego obszaru. Dla niektórych może stanowić to ciekawe urozmaicenie, mnie osobiście tego typu rozwiązania wydają się zbędne.
Gears of War: E-Day
Odnoszę również wrażenie, że niepotrzebnie, niejako na siłę, dodano także tutaj możliwość korzystania ze specjalnych skrzyń z zaopatrzeniem (dobrze, przydają się one głównie do uzupełnienia amunicji, choć ta - o ile spełnimy określone warunki - może wypada również z wrogów, nierzadko możemy także podnieść ją po prostu z ziemi) czy też opcję pozwalającą na modyfikowanie dostępnych rodzajów broni czy samego pancerza. Ciekawie prezentują się natomiast dostępne w Gears of War: E-Day dodatkowe gadżety umożliwiające na przykład wysłanie drona na danym obszarze, który oznaczy przeciwników (przydaje się w mrocznych lokacjach) czy też zwiększające tymczasowo zadawane i zmniejszające zarazem otrzymywane obrażenia. Dzięki takim ustrojstwom nie musimy również czekać na to aż któryś z towarzyszy podbiegnie, by nas ocucić, gdy polegniemy na polu walki - będzie działo się to automatycznie, zmniejszając oczywiście liczbę dostępnych powaleń.
Gears of War: E-Day na normalnym poziomie trudności oferuje naprawdę intensywną, świetnie zrealizowaną kampanię. Taką, w której cały czas jesteśmy w centrum akcji i mamy ręce pełne roboty. Z jednej strony gra jest dość prosta, z drugiej skonstruowano ją tak, by wydawało nam się, że uporaliśmy się z danym zagrożeniem ostatkiem sił. Przez to, najzwyczajniej w świecie, trudno oderwać się od ekranu przez kilkanaście godzin potrzebnych na dotarcie do napisów końcowych. Konkretny czas rozgrywki uzależniony jest oczywiście od wybranego poziomu trudności oraz tego, ile czasu spędzimy na walkach z bossami. Zabawę możemy wydłużyć, wykonując wspomniane już misje poboczne i zbierając kolekcjonerskie przedmioty, ale jeśli zdecydujemy się jedynie przeć przed siebie główną ścieżką, to do końca dotrzemy w około dwanaście godzin. Nie kłamano więc mówiąc o tym, że Gears of War: E-Day będzie najdłuższą grą z całej serii. Faktycznie jest.
Gears of War: E-Day
GramTV przedstawia:
Nie ukrywam, że w Gears of War: E-Day były momenty, w których miałem ochotę wstać z fotela, serwując twórcom owacje na stojąco. Czasem z powodu dialogów między postaciami, innym razem ze względu na fenomenalnie zaprojektowane i zaskakujące walki. Gears of War to bowiem marka, która ma w moim sercu specjalne miejsce - sentyment mam do niej ogromny. Kiedy jednak minęło kilka dni od ukończenia kampanii, w trakcie których pozwoliłem sobie na chłodną analizę całości, ostatecznie uznałem, że owszem, to zdecydowanie jedna z najlepszych gier ostatnich lat i w ogóle najlepszych gier w jakie kiedykolwiek grałem. I że można stawiać ją śmiało obok Gears of War 2 i Gears of War 3 nazywając żartobliwie czwartą częścią trylogii. Ale nie dawało mi spokoju jedno. Czegoś mi tu po prostu zabrakło.
Gears of War: E-Day jest intensywne, jest widowiskowe, to gra naprawdę angażująca, lecz… Nie ma tu momentów, które będę wspominał przez lata. Nie ma tu odpowiednika jazdy na Brumaku, nie ma kapitalnie zaprojektowanych walk z bossami, jak ta z pierwszą Berserkerka“w jedynce”, nie ma też czegoś przypominającego rozmachem konfrontację z Leviathanem w Gears of War 2 czy wreszcie tak odważnych etapów, jak ten, w którym eksplorowaliśmy wnętrze bestii (bohaterowie zostali przez nią pożarci). Nowe Gearsy są świetne, ale widać, że autorom zabrakło albo odwagi, albo też pomysłów na to, by zaoferować coś, co sprawi, że będziemy szukać szczęki gdzieś pod biurkiem.
Gears of War: E-Day
Ale, ale! Gears of War: E-Day zarazem skonstruowano tak, by wielokrotnie puszczać oko w kierunku zagorzałych fanów cyklu. Nie wiem, na ile było to zamierzone działanie, lecz wielokrotnie łapałem się na tym, że autorzy serwują mi w pewnym sensie powtórkę z rozrywki. Jazda pociągiem budziła skojarzenia z pewnym etapem z klasycznej trylogii, tak samo jak to, w jaki sposób zrealizowano finałowe starcie, a przynajmniej miejsce, w którym toczyła się pierwsza część tej walki. Z jednej strony wszystko było oczywiście zupełnie świeże i nowe, z drugiej cały czas z tyłu głowy miałem wrażenie, że gdzieś to już widziałem. Zresztą nie tylko ja, bo w pewnym momencie sam Markus wspomniał o pewnej fontannie… Takich środowiskowych odniesień Gears of War: E-Day oferuje naprawdę sporo i nie jest to absolutnie wada - wprost przeciwnie: widać, że za całość odpowiadają ci, którzy pokochali Gears of War, dwójkę oraz trzecią część serii.
Kwestie techniczne
Gears of War: E-Day testowałem na Xbox Series X/S (gra wyjdzie również na PC), gdzie dostępne są trzy tryby graficzne: wydajność celuje w 60 klatek na sekundę, a jakość to 30 FPS. Gracze dysponujący ekranem z obsługą 120 Hz mogą także wybrać opcję zrównoważoną, dzięki której produkcja działa w 40 ramkach. Całość przeszedłem w tym pierwszym wariancie, sprawdzając dla formalności jednak pozostałe. Zasadniczo przez większość czasu nie mogłem narzekać na płynność animacji, lecz zdarzyły się dwa, może trzy momenty, w których gra zauważalnie zwolniła. Zadziało się to w chwili, kiedy na ekranie pojawiło się nie tylko znacznie więcej potworów, ale dodatkowo Gears of War: E-Day musiało przy tym wygenerować sporo dodatkowych efektów wizualnych (np. eksplozji).
Gears of War: E-Day
Czy warto zagrać w Gears of War: E-Day?
Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna i oczywiście twierdząca. Gears of War: E-Day to gra, która powinna ukazać się kilka lat po premierze Gears of War 3. Aż dziwne, że dopiero teraz zdecydowano się na prequel całej trylogii, kombinując po drodze z nowymi bohaterami czy też spin-offami. Dla mnie i zapewne dla wielu fanów cyklu Gears of War to przede wszystkim Markus Fenix i Dominic Santiago walczący z Szarańczą. Cieszę się więc, że miałem okazję poznać kolejną historię z ich udziałem, a przy okazji - znowu - uratować świat przed hordami potworów. A przy tym poznać niezwykle ciekawą historię. Czekam na więcej.
P.S. Przed premierą otrzymaliśmy wyłącznie dostęp do kampanii. Wkrótce zaktualizujemy recenzję Gears of War: E-Day o wrażenia z trybu multiplayer.
8,5
Do “dziewiątki” zabrakło bardziej spektakularnych momentów, ale Gears of War: E-Day to i tak fenomenalna strzelanka.
Plusy
świetna opowieść, a w zasadzie relacje między postaciami
angażująca kampania fabularna - najdłuższa w całej serii, ale nie jest rozciągnięta na siłę
idealny model strzelania - odpowiednio unowocześniony względem poprzedniczek
różnorodni wrogowie, w tym oczywiście bossowie
dodatkowe gadżety, które uatrakcyjniają rozgrywkę
bardzo dobra oprawa wizualna i - oczywiście - świetny voice acting
kilka trybów graficznych do wyboru
Minusy
niepotrzebna mapa, mnóstwo znajdziek i dodatkowe zadania poboczne
brak odważniejszych, bardziej spektakularnych momentów w kampanii
W gram.pl od 2008 roku, w giereczkowie od 2002. Redaktor, recenzent. Podobno dużo gra w Soulsy, choć sam twierdzi, że to nieprawda. To znaczy gra, ale nie aż tak dużo.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!