Halo: Campaign Evolved - recenzja. Nowe szaty króla

Jakub Piwoński
2026/08/11 09:30
0
0

Jeśli finansowym lekiem na eksperymentowanie i szukanie nowej drogi jest dziś procedura pod nazwą „remake”, to sprawdźmy, czy okazała się skuteczna również w przypadku serii Halo. Oceniamy Halo: Campaign Evolved, nową wersję legendarnej „jedynki”.

Każda konsola ma swoją maskotkę. Bez większych wątpliwości dla Nintendo jest nią pewien wąsaty hydraulik. Dla PlayStation pewnie byłby to Astro Bot, ewentualnie Crash Bandicoot. Xbox może i przegrywa z konkurencją liczbą ekskluzywów, ale nie oznacza to, że „zieloni” nie mają swojej twarzy. Ta ukryła się jednak w hełmie niejakiego Master Chiefa, bohatera serii Halo.

Halo: Campaign Evolved
Halo: Campaign Evolved

Jesteś tak dobry, jak twoja ostatnia gra

W Hollywood mówi się, że dany twórca jest zwykle tak dobry, jak jego ostatni film. Jeśli tę zasadę przełożymy na branżę gier, to dla serii Halo będzie to raczej gorzka konstatacja. Halo Infinite, które zadebiutowało 8 grudnia 2021, nie było przecież grą złą. Wręcz przeciwnie – recenzje były dobre, a osobiście należę do tych, którzy przy Infinite bawili się świetnie. Problem polegał raczej na tym, czym ta gra miała się stać.

Infinite miało być czymś więcej niż kolejną odsłoną serii. Microsoft i 343 Industries postawiły na model gry-usługi, która przez lata będzie rozwijana, uzupełniana o nową zawartość i utrzymywana przy życiu. Tyle że już na starcie zabrakło elementów, których fani Halo oczekiwali, a kolejne sezony i aktualizacje nie pojawiały się w tempie, jakiego potrzebowała gra mająca żyć przez lata. Ostatecznie w 2025 roku zapowiedziano ostatnią dużą aktualizację Infinite, a gra przeszła w tryb utrzymaniowy, co de facto oznaczało początek jej powolnej śmierci.

Wydaje się zatem, że coś, co miało okazać się Feniksem odradzającym serię z popiołów, zostało ostatecznie raczej udoskonaloną wersją tego, co już znaliśmy. I kiedy jeden sposób na przywrócenie Halo dawnego blasku nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, twórcom pozostał jeszcze jeden, żelazny atrybut popkultury – nostalgia za tym, co przeminęło. Halo: Combat Evolved powraca jako Halo: Campaign Evolved. Tylko czy cofnięcie się do 2001 roku jest tym, czego Halo potrzebuje w 2026 roku?

Halo: Campaign Evolved
Halo: Campaign Evolved

Nowa, czy stara gra?

Nim przejdę do właściwej części recenzji, zaznaczę jedną rzecz, która okazała się kluczowa dla uformowania mojej opinii. Gdy kilka lat temu grałem w Halo: Combat Evolved Anniversary, rzeczywiście pomyślałem sobie: fajnie się w to nadal gra. Owszem, momentami wyraźnie czuć było, że mamy do czynienia z grą z 2001 roku, niektóre rozwiązania trąciły już myszką, ale całość wciąż budziła sympatię. Było płynnie, sprawnie i przede wszystkim miałem świadomość, że obcuję z klasykiem, który mimo upływu lat wciąż potrafi dostarczyć frajdy. W takim przypadku łatwiej też przymknąć oko na niedociągnięcia – są przecież częścią oryginalnego projektu i jego epoki.

Z Campaign Evolved jest jednak inaczej. Mamy tutaj do czynienia z remake’em, a więc – przynajmniej w założeniu – nie tylko odświeżeniem starej gry, ale próbą przełożenia jej na współczesny język. Różnica między remasterem a remakiem ma w tym przypadku ogromne znaczenie. Nie mogę już po prostu powiedzieć: „to przecież gra z 2001 roku”. Skoro dostajemy produkcję przedstawianą jako nową wersję klasyka, zbudowaną na Unreal Engine 5 i skierowaną do współczesnego odbiorcy, naturalne staje się pytanie, co poza grafiką rzeczywiście zostało tutaj unowocześnione.

I właśnie tutaj pojawia się największy problem. Campaign Evolved jest bez wątpienia płynniejsze, efektowniejsze i znacznie nowocześniejsze wizualnie, ale pod wieloma względami nadal zachowuje rozwiązania, które należą już dziś do innej epoki. Przy Anniversary mogłem patrzeć na nie z pewnym sentymentem. Przy remake’u wydanym w 2026 roku oczekiwania są jednak inne. I dlatego tym razem nostalgia nie wystarcza, by przymknąć oko na wszystko, co zdążyło się zestarzeć. Niestety.

Halo: Campaign Evolved
Halo: Campaign Evolved

Nostalgia to nie wszystko

Przypomnijmy to tym, którzy z jakichś powodów nie mieli wcześniej styczności z Halo. Campaign Evolved przytacza historię Master Chiefa, kosmicznego komandosa, jak żywo wyjętego z prozy Roberta Heinleina, który dał nam sporo klasyków fantastyki militarnej – na czele z Żołnierzami kosmosu. Innym skojarzeniem dla tej postaci i okoliczności, w których się znalazła, może być StarCraft. Wyobraźcie sobie sprawnego Marine’a, który zamiast siedzieć w swoim bunkrze spotyka na swojej drodze zarówno Protossów, jak i Zergów, a dostaniecie mniej więcej Halo. I ma w sobie coś z tajemniczości Doom Slayera.

Pod warstwą kosmicznej strzelaniny kryje się pytanie znacznie poważniejsze niż to, kto kogo zastrzeli pierwszy. Tytułowe Halo okazuje się potężną bronią stworzoną przez jedną obcą rasę, mająca posłużyć do rozprawienia się z zagrożeniem ze strony innej obcej rasy. I choć początkowo może się wydawać, że sprawa jest prosta – znaleźć broń, uruchomić ją i zgładzić wroga – z czasem okazuje się, że ten plan ma drugie dno, a jego konsekwencje stawiają Master Chiefa przed znacznie trudniejszym problemem, niż mogłoby się wydawać. To zresztą jeden z ciekawszych elementów pierwszego Halo: pod historią kosmicznego komandosa wykonującego kolejne rozkazy kryje się pytanie znane również z historii ludzkości – czy żołnierz powinien bezwzględnie słuchać poleceń, kiedy zaczyna rozumieć, dokąd mogą one prowadzić i jakie mogą mieć konsekwencje.

Halo: Campaign Evolved
Halo: Campaign Evolved

Historia rodem z fantastyki militarnej

Ta opowieść została na miejscu, nienaruszona. Sęk w tym, jak jej doświadczamy. Twórcy chyba do przesady wzięli sobie do serca, że lepsze jest wrogiem dobrego. Rozgrywka została oparta na znanym i przewidywalnym schemacie. Poszczególne obszary kryją konkretną liczbę przeciwników do wyeliminowania, aby dostać się do wyjścia. Możesz do nich strzelać, ale… jeśli dobrze rozumiesz zasady speedrunu, możesz też część z nich ominąć – choć oczywiście nie jest to rozwiązanie możliwe do zastosowania zawsze i wszędzie. Niektóre wąskie przejścia są na tyle „gęste”, że użycie broni będzie po prostu niezbędne.

Sama walka, jeśli otrzymujemy na nią odpowiednio dużo przestrzeni, jest bardzo dobrze zaprojektowana. Wręcz powiedziałbym, że to jeden z aspektów względem Combat Evolved mocno usprawniony, a zarazem kluczowy dla komfortu gry. Długość życia przeciwników została bardzo dobrze zbalansowana w stosunku do rodzaju broni, jaką używamy, oraz częstotliwości pojawiania się kolejnych wrogów. Dzięki temu strzelanie daje sporo satysfakcji, a kolejne starcia rzadko zamieniają się w męczące, przeciągnięte pojedynki.

GramTV przedstawia:

Na jedną rzecz kręciłbym jednak nosem – samo strzelanie jest wyborne, ale już wybór broni uznałbym za wciąż mało urozmaicony względem oryginału. Należę do graczy, którzy bardzo rzadko zmieniają wyposażenie, jeśli nie muszą, ale tutaj gra właściwie nie daje mi powodów, żeby robić to częściej. Gdy główny karabin (trochę przypominający słynny Pulse Rifle z serii Obcy), tracił amunicję, pozostawało podnieść broń kosmity albo czekać, aż gra łaskawie pozwoli nam natrafić na jakiegoś żołnierskiego trupa, co zdarza się stosunkowo rzadko. Pewnym wyjątkiem jest wyrzutnia rakiet, której użycie w kilku miejscach jest wręcz niezbędne do dalszego posunięcia się w grze. Problem w tym, że poza takimi sytuacjami arsenał nie prowokuje mnie szczególnie do eksperymentowania. Zdecydowanie jednak chwalę zastąpienie apteczek odnawialnym zdrowiem - takich usprawnień powinno być jednak więcej.

Nowa karoseria, stare mechanizmy

Przesiadka na Unreal Engine 5 dostarczyła za to kilku miłych dla oka zmian. To po prostu wygląda lepiej. Świat przeszedł lifting i kosmetykę, która przywodzi na myśl współczesne FPS-y. Ale czy jest aż tak efektownie, że zatrzymujemy się, żeby popatrzeć, jak trawa powiewa na wietrze, albo zaglądamy do wody niczym Narcyz? Nie. Tego w nowym Halo raczej nie uświadczymy. Dlatego wciąż mówię o liftingu, a nie o całkowicie nowej strukturze. Campaign Evolved przypomina mi stare auto, które dostało nowy silnik i wypolerowaną karoserię. Z zewnątrz prezentuje się znacznie lepiej, pod maską pracuje nowocześniejsza technologia, ale w środku wciąż znajdziemy rozwiązania pamiętające czasy kaset magnetofonowych. Samochód jedzie sprawniej, wygląda lepiej, ale gdzieniegdzie nadal coś rzęży i stuka. Mniej więcej taki efekt daje mi nowe Halo.

Mógłbym skrytykować przerywniki filmowe… gdyby dane mi było je zobaczyć. Tytuł ogrywałem na Xboxie i do dziś nie potrafię sobie wytłumaczyć, skąd wziął się mój problem. Od pewnego momentu gry każdy kolejny przerywnik działał w tle – słyszałem dialogi i dźwięki, ale obraz po prostu znikał. W efekcie systematycznie je pomijałem, bo trudno przecież oglądać scenę, której nie widać. Przeglądając później Reddita, dowiedziałem się, że nie jestem z tym problemem odosobniony. Wygląda więc na to, że trafiłem na jeden z błędów technicznych, który prędzej czy później powinien doczekać się łatki. Nie mogę więc należycie ocenić tego często krytykowanego aspektu Campaign Evolved, zwłaszcza że część zarzutów dotyczy przesadnego urozmaicania i zmian względem oryginału. Mogę natomiast bez większych wątpliwości skrytykować ich działanie – a właściwie jego brak.

Halo: Campaign Evolved
Halo: Campaign Evolved

Trochę tu pusto…

Największym problemem jest jednak to, że Campaign Evolved właściwie nie zachęca do zaglądania tam, gdzie nie prowadzi nas główna ścieżka. Współczesne gry nauczyły nas, że ciekawość często się opłaca – za rogiem może czekać sekret, dodatkowy przedmiot, alternatywna droga albo coś, co zwyczajnie wynagrodzi nas za to, że postanowiliśmy zboczyć z wyznaczonego kursu. Tutaj takich powodów jest niewiele. Eksploracja sprowadza się więc najczęściej do poszukiwania amunicji, a gdy już wiemy, że w danym miejscu niczego więcej nie znajdziemy, przestajemy się nawet rozglądać. To rozwiązanie może i było wystarczające w 2001 roku, ale w 2026 roku zwyczajnie trąci myszką.

W efekcie Campaign Evolved opiera się niemal wyłącznie na jednym filarze – walce. Idziemy przed siebie, trafiamy na kolejną grupę przeciwników, eliminujemy ją i ruszamy dalej. Czasami dostajemy pojazd, czasami zmienia się otoczenie, czasem, uwaga, dostaniemy umiejętność niewidzialności, ale trudno mówić o większej różnorodności sposobów prowadzenia rozgrywki. I właśnie dlatego nawet dobrze zaprojektowane strzelanie po pewnym czasie zaczyna się zlewać w jedną całość. Pojedyncze potyczki potrafią dawać sporo satysfakcji, ale brakuje mi takich momentów, które po zakończeniu misji mógłbym sobie przypomnieć jako coś naprawdę wyjątkowego.

Halo: Campaign Evolved
Halo: Campaign Evolved

SI przeciwników mogło być lepsze

Dużo do życzenia pozostawia również sztuczna inteligencja przeciwników. I tutaj naprawdę trudno przejść nad tym do porządku dziennego. Wielokrotnie wykorzystywałem możliwość ostrzeliwania wrogów z większej odległości albo zza rogu, a ci potrafili zwyczajnie zatrzymać się przed przeszkodą i nie podjąć próby dotarcia do mnie. Wystarczyło więc znaleźć odpowiednie miejsce, z którego mogłem bezpiecznie prowadzić ogień, podczas gdy przeciwnik pozostawał po drugiej stronie mapy, najwyraźniej nie bardzo wiedząc, co właściwie powinien z tym fantem zrobić. W grze wydanej w 2026 roku, która ma być współczesną wersją jednego z najważniejszych FPS-ów w historii, takie sytuacje zwyczajnie rażą. Można wiele wybaczyć klasykowi sprzed ćwierćwiecza. Znacznie trudniej wybaczyć je jego remake'owi.

Mimo wszystko nie mam poczucia, że Campaign Evolved jest nieudaną próbą powrotu do korzeni. Wręcz przeciwnie – w pewnym sensie jest to powrót całkiem udany. Gra jest płynna, strzelanie daje satysfakcję, kampania nie ciągnie się w nieskończoność, a nowe misje potraktowano jako dodatkową zawartość, więc nie trzeba ich przechodzić, aby poznać główną historię. Spragnieni kolejnych wrażeń mogą po nie sięgnąć i sprawdzić, co przygotowali twórcy poza podstawową kampanią. I pod tym względem dobrze podsumowuje to całe Campaign Evolved – gra daje nam niby sporo nowości w starym Halo, ale niekoniecznie są to powody, żeby się ponownie klasykiem zachwycić.

Jedna uwaga na koniec. Nie oceniałem Campaign Evolved z perspektywy braku tradycyjnie rozumianego multiplayera, bo z zasady jestem graczem solowym. Jeśli jednak weźmiemy ten brak pod uwagę, a do tego dorzucimy wszystkie opisane wcześniej bolączki i zestawimy je z ceną gry (podstawowa wersja kosztuje 250 zł), stosunek ceny do oferowanej zawartości również uznałbym za spore nieporozumienie i nadmierną wiarę w siłę tego tytułu.

7,0
Remake pierwszego Halo jest trochę jak taki stary samochód z nowym silnikiem i karoserią, ale kryjący multum staroci. Jedzie sprawniej, wygląda lepiej, ale gdzieniegdzie nadal coś rzęży i stuka.
Plusy
  • Prosta mechanika gry niekoniecznie musi być wadą - to czasem nawet odświeżające
  • Dobrze, że nie musimy już szukać apteczek
  • Strzelanie zostało najbardziej dopracowane i stanowi oś rozgrywki
  • To wciąż stare dobre Halo, ale w nowych szatach
  • Poprawiono prowadzenie pojazdu - jest przyjemniesze i bardziej intuicyjne
Minusy
  • Cena jest za wysoka, w stosunku to zawartości i jej jakości
  • SI przeciwników pozostawia wiele do życzenia
  • Obszary dojmująco puste, zero urozmaiceń
  • Schemat rozgrywki wielce się nie zmienił i może nużyć
  • Przydałoby się więcej broni, a już na pewno więcej amunicji
  • NIe umiem ocenić cutscenek bo... nie wyświetlały się na moim Xbox
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!