Dexter powrócił i wciąż nie może zaznać spokoju — zyskał bowiem kolejnych przeciwników. Jesteśmy już po seansie pierwszych odcinków drugiego sezonu i dzielimy się wrażeniami.
W jednym z wewnętrznych dialogów, typowych dla Dextera, ale kierowanych w stronę wyimaginowanego ojca, pada sugestia, że bohaterowi może doskwierać kryzys wieku średniego. W przypadku Dextera nie wiąże się to jednak z poszukiwaniem młodszej partnerki lub kupnem lepszego samochodu (no, może z wymianą łódki na nową). Dexter ponownie zadaje sobie pytanie o to, kim jest i jakie jest jego miejsce w tym zepsutym świecie. Co robi i po co – to pytanie zdaje się jeszcze ważniejsze, niż było wcześniej. Dexter znajduje jednak Odpowiedź. Jeśli większość z nas przeżywa kryzys z obawy przed tym, co nadejdzie, tak po prawdzie jego sensem powinna być wdzięczność za to, do czego już się doszło.
Dexter
Teatr jednego aktora
No to teraz przenieśmy tę zasadę na realia nowego serialu. Zostawmy to, co było, za sobą. Zmartwychwstanie to wyraźnie nowe otwarcie, a wiemy to już po pierwszym sezonie, który z miejsca podbił serca fanów. Ten miks nowego ze starym zadziałał pierwszorzędnie. I owszem, twórcy wyraźnie cieszą się z tego, że wciąż mogą opowiadać nam historię tej postaci, odcinając się od tego, co przeszłe. To niezwykłe, że serial po tylu latach wciąż ma argumenty, by zaprosić nas przed ekrany. Ostatnio myślałem sobie o Dexterze wręcz jako o fenomenie telewizyjnym. Pokażcie mi drugi taki tytuł, który po tylu sezonach zdołał się odrodzić, a co najważniejsze — ponownie oprzeć wszystko na tej samej zasadzie: sile kreacji jednego aktora. Jeśli po latach wdarł się w ten schemat kryzys, to twórcy Dextera wyraźnie zdołali go przezwyciężyć.
Dzięki uprzejmości SkyShowtime jestem już po seansie dwóch odcinków nowego sezonu Zmartwychwstania. Serial, który miał stanowić nowe otwarcie, powołany nieco eksperymentalnie, w obawie przed tym, jak fani zareagują na powrót Dextera, co tu dużo mówić, okazał się rewelacją. Włodarze podjęli decyzję, by przedłużyć losy Dextera w Nowym Jorku, kasując przy tym serial prequelowy. Przy tej okazji, patrząc na słupki oglądalności, stało się jasne, że fani nie chcą nikogo innego w roli słynnego zabójcy działającego w słusznej sprawie. Ten serial w stu procentach oparty jest na roli Michaela C. Halla. Ba, aktor wręcz stał się tej roli niewolnikiem (ale chyba pogodzonym ze swoim losem). Da się to poznać w momentach, gdy aktor znika z ekranu, ponownie widać, że serial nie ma wiele nam do zaoferowania. Działo się tak już wcześniej w historii tej serii — wszelkie wątki poboczne, wszelkie słowa padające bez udziału Dextera są mniej interesujące i stanowią wypychającą serial watę.
Dexter
Tylu seryjnych morderców na raz jeszcze nie było
Dlatego drugi sezon już na starcie narzuca wysokie tempo. Twórcy zapraszają Dextera do tego, by miał w głowie kilka spraw na raz. Po pierwsze, jego syn Harrison postanowił dołączyć do policji, co, jak łatwo się domyślić, będzie wiązać się z dodatkowymi komplikacjami. Dexter ma też niedomknięte sprawy — musi pozbyć się Ala Walkera, starego znajomego z klubu zabójców, poznanego w pierwszym sezonie. Na jego drodze staje też inna znajoma, Charley, grana przez Umę Thurman. Tym razem jednak postać nie przeciwstawia się Dexterowi, a oferuje współpracę. Ona ma dojście do seryjnych morderców, którzy są na celowniku Dextera, on z kolei ma być ręką tego układu, bo dysponuje cennymi umiejętnościami pozwalającymi wyeliminować drani. Sytuację komplikuje fakt, że w Nowym Jorku wciąż nieuchwytny jest Nowojorski Rozpruwacz, o którym dowiedzieliśmy się w poprzednim sezonie. Rzekomo wciela się w niego Brian Cox, ale winy jeszcze mu nie udowodniono — dwa pierwsze odcinki nie przesądzają tej kwestii. Jakby tego było mało, Dexter zyskuje w tym sezonie jeszcze jednego przeciwnika — Dan Stevens wciela się w Zabójcę z Pięciu Dzielnic. Dexter jest wyraźnie rozrywany z każdej strony, nie wie, w którym kierunku najpierw się udać, a przecież musi jeszcze zarabiać, rozwożąc klientów taksówką.
Jakkolwiek namnożenie wątków, mających na celu wprawienie Dextera w pewną dezorientację i utrudnienie mu metodycznego działania, jest fabularnie uzasadnione — akcja dzięki temu wyraźnie przyspiesza, bo serial nie jest w stanie zająć nas tym, czym zajmował nas w Miami, czyli szeregiem rozwijanych bocznym torem wątków związanych z przyjaciółmi Dextera — to jednak sam widz także może poczuć się zdezorientowany tym, jak bardzo całość jest pozbawiona realizmu. Wiem, zapytacie: jakiego rodzaju realizmu oczekuję od historii o byłym pracowniku policji, który prócz badania plam krwi sam zajmował się jej upuszczaniem, a jego zmyślni koledzy za nic nie wyczuli, że mają w swoim stadzie wilka? Mówimy też o historii, w której bohater cudem ocalał po ranie postrzałowej. Postrzelił go jego własny syn, który swego czasu tonął we krwi własnej matki, a dziś zakłada mundur policjanta, lubi przygodny seks, a raz w tygodniu umawia się z własnym staruszkiem na hamburgera i frytki w imię budowania relacji.
Dexter
Dexter to serial o superbohaterze
Uświadomiłem sobie coś, co było obecne w tej serii od dawna, ale nigdy nie było aż tak widoczne. Dexter to postać jak z komiksu. Ma w sobie coś z Batmana, zawsze miał, a w drugim sezonie Zmartwychwstania widać to jeszcze wyraźniej. On i jego Mroczny Pasażer kontra cała reszta zwyrodnialców. Ale w Zmartwychwstaniu padła pewna nieprzekraczalna wcześniej granica. Nowy Jork stał się Gotham. Jesteśmy więc w realnym mieście, które sprzedaje nam groteskową wizję tego, jak wygląda przemoc i zło. Media codziennie podają informacje o nowych zabójstwach, będących dziełem osób, które z miejsca zostają określone przydomkiem mającym sprawić, że ich historie lepiej zarezonują w prasowych nagłówkach. Nawet sam Dexter w pewnym momencie sobie z tego kpi. Mówi, że nie można nazwać Zabójcy z Pięciu Dzielnic seryjnym mordercą, jeśli zabił tylko jedną osobę. Efekt? Z dachu spada kolejna ofiara, więc mamy już dwa trupy.
GramTV przedstawia:
Oglądając Dextera, musimy więc umówić się na pewne duże głupoty, bo inaczej popsuje nam to seans. Jeśli zaakceptujemy konwencję i uznamy, że to mniej kryminał proceduralny, a bardziej komiksowa historia o superbohaterze, który wierzy, że może działać dobrze, nawet jeśli drzemią w nim demony, ubrana w płaszczyk naszej codzienności i skrywająca proste, ludzkie dramaty, to Zmartwychwstanie wciąż wydaje się czymś, czego ten serial potrzebował już po czwartym sezonie — twardym resetem. Przeszłość co jakiś czas co prawda dogania naszego bohatera — w pierwszym sezonie był to Batista, w drugim pojawia się Quinn — ale to nie zmienia faktu, że dla Dextera zaczyna się nowa droga. Jest tylko jeden problem: tak rozpisana historia, po takim trzęsieniu ziemi, jakie nastąpiło po ósmym sezonie, i utorowaniu sobie drogi do nowego otwarcia sprawia, iż Dexter nigdy się nie skończy. Wejdzie w ramy opery mydlanej i gdy załatwi swoje sprawy w Nowym Jorku, przeniesie się do nowego miasta (może tym razem europejskiego), by i tam wyczyścić je z brudu.
Twórcy najwyraźniej są świadomi kryzysu, który wdarł się w życie Dextera. Są świadomi tej powtarzalności, tej nudy. Podważają sens tego, co dzieje się w jego życiu. Symboliczna jest tu kwestia pogarszającego się wzroku bohatera – jakby stopniowo tracił z oczu to, co najważniejsze. Podoba mi się ten kierunek, bo jest szczery. Dlatego scenarzyści mnożą problemy, bo wiedzą, że im większy hałas, tym łatwiej zagłuszyć egzystencjalną pustkę. Oto powstał z martwych, a w jego ciele wciąż płynie krew. Alleluja.
6,5
Ocena póki co zachowawcza, podejrzewam, ze już za chwilę będą się dziać w serialu istne cuda. Oby tempo zdołało się utrzymać
Plusy
Poziom poprzedniego, udanego sezonu, został zachowany - jest dobrze
Scenarzyści mnożą problemy Dextera, nie dając widzowi miejsca na nudę
Ścieżka dźwiękowa nie poskąpiła znanych hitów – kciuk w górę!
Briac Cox i Dan Stevens dołączają do tego sezonu - jezscze niewiele wiadomo o ich rolach, ale na pewno są wzmocnieniem
Minusy
Raczej przewidywalnie i raczej typowo, jak na Dextera
Nowy Jork stał się Gotham, bo tylu seryjnych morderców jeszcze w tej serri nie było, co mimo wszystko wpływa na realizm tej historii
Twórcy narzucili sobie wyoskie tempo, obawiam się, że ucierpi na tym środek serialu - całość składa się z dziesięciu odcinków
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!