Blackwood - recenzja. Jak dorosnę, chcę być jak Max Payne

Adam "Harpen" Berlik
2026/10/20 12:00
0
0

Sprawdzamy, czy Blackwood to interesująca strzelanka z perspektywy trzeciej osoby, czy raczej gra, którą nie warto się interesować.

To nie jest nowy Max Payne, ale…

Na przedpremierowych zrzutach ekranowych i materiałach wideo Blackwood sprawia wrażenie gry, którą można śmiało określić mianem duchowego spadkobiercy kultowej serii Max Payne od Remedy Entertainment; produkcja budzi także skojarzenia z serią filmów John Wick. Wydane stosunkowo niedawno dzieło autorstwa studia AttritoM7 Productions ma wciąż jednak szansę, by nie tyle dorównać wspomnianemu protoplaście, ale przynajmniej stanowić dla niego naprawdę ciekawą alternatywę. Na razie bowiem udostępniono wyłącznie pierwszy z zaplanowanych trzech aktów kampanii fabularnej oferujący kilka godzin zróżnicowanej rozgrywki.

Blackwood - recenzja. Jak dorosnę, chcę być jak Max Payne

Statyczne obrazki z Blackwood nie pozostawiają złudzeń - oprawa wizualna prezentuje naprawdę wysoki poziom wykonania. Szczególne wrażenie robi umiejętna gra światła i cienia, dzięki której poszczególne lokacje bywają wyjątkowo klimatyczne. W ruchu także wygląda to nieźle, ale na pewno już nie tak spektakularnie. Czar pryska natomiast w momencie, gdy podczas filmików przerywnikowych obserwujemy twarze postaci, a zwłaszcza głównego bohatera. Pod tym względem Blackwood ma się czego wstydzić. Odnoszę wrażenie, że facjaty NPC-ów i samego protagonisty mogłyby pamiętać czasy konsol PlayStation 3 i Xbox 360, a więc dawno minionej ery. Voice-acting także nie stoi na zbyt wysokim poziomie, podobnie jak same dialogi.

O co chodzi w Blackwood?

Gra opowiada historię Antona Blackwooda, czyli pozornie zwykłego mieszkańca Nowego Jorku, który za dnia prowadzi sklep z płytami DVD, a nocą okazuje się być płatnym zabójcą. Zaprezentowana w pierwszym akcie historia początkowo najzwyczajniej w świecie nie porywa, ale z czasem nabiera tempa, by ostatecznie w finale zaskoczyć. Na tyle, że w sumie czekam na drugą i finałową część tej historii. Nie jest to oczywiście fabuła, którą zapamiętam na lata i niewątpliwie będę musiał sobie ten debiutancki epizod odświeżyć przed zagraniem w kolejny, niemniej ma w sobie to coś, co sprawia, że w pewnym momencie zaczęły obchodzić mnie losy głównego bohatera.

Dwa w jednym?

Blackwood stara się przedstawić naszego protagonistę w zwykłym świetle. Rano wstajemy z łóżka, możemy zrobić śniadanie, a nawet wziąć prysznic i założyć ubranie. Wychodzimy z mieszkania i udajemy się do pracy - lokal umiejscowiony jest bowiem na parterze budynku, w którym mieszka Anton. Jeśli obawiacie się tego, że Blackwood wynudzi was koniecznością spania, jedzenia czy układania towarów na półkach, to mam dobrą wiadomość - w zasadzie wszystkie te aktywności można po prostu ominąć, skupiając się na “mięsku”.

Nieopodal sklepu Antona znajduje się także piwnica z komputerem, stojakiem na broń palną i innymi przedmiotami, o istnieniu których pozostali lokatorzy czy też współpracownicy Blackwooda nie mają pojęcia. Z tego miejsca właśnie, po zmroku, przyjmujemy zlecenia - mowa tu o etapach powiązanych ściśle z głównym wątkiem fabularnym, jak i zadaniach pobocznych. Warto wspomnieć także o samym przygotowywaniu się do misji, bo niekiedy musimy dysponować odpowiednim strojem. Czasem konieczny okazuje się zakup nowego rodzaju broni czy też wprowadzanie obowiązkowych modyfikacji (np. tłumika).

A może tylko jedno? A drugie nie?

I nawet jeśli zdecydujemy się wyłącznie na to, by spać i wstawać (tego akurat nie da się przeskoczyć), by potem ruszyć do boju, to i tak Blackwood zaoferuje naprawdę różnorodne zadania, bo w trakcie kilku godzin musiałem po prostu eliminować napotkanych wrogów za pomocą broni palnej, wziąłem udział w pościgu, śledziłem pewnego jegomościa, do tego nie brakowało spokojniejszej eksploracji i lokalizowania wskazanego NPC-a czy miejsca, a nawet walki na pięści; była nawet prosta zagadka do rozwiązania. Sam system strzelania nie jest może idealny, ale wysyłanie na tamten świat kolejnych niemilców może się podobać. Nie rozumiem tylko dlaczego w niektórych sytuacjach nie chowają się oni za osłonami, prowadząc z tego miejsca ostrzał, ale tłumnie biegną w kierunku Blackwooda.

GramTV przedstawia:

Model jazdy samochodem to również ciekawa sprawa, bo same auta prowadzi się stosunkowo przyjemnie, ale Blackwood również w tym aspekcie mógłby być grą zwyczajnie lepszą. Walka wręcz z użyciem pięści natomiast pozostawiła mnie z wielkim niedosytem. Kiepska praca kamery i jeszcze gorsza detekcja obrażeń spowodowały, że jedynym słusznym rozwiązaniem okazało się obniżenie poziomu trudności na najniższy i spamowanie przycisku ataku z nadzieją, że w końcu jakoś się uda pokonać wroga. I tak też się, na szczęście, stało.

Bardzo podoba mi się w Blackwood takie trochę staroszkolne podejście do kwestii rozgrywki. Nie uświadczymy tu bowiem mini-mapy w trakcie zabawy, co sprawia, że podczas pościgu możemy skupić się na tym, co istotne, a więc zwyczajnie obserwujemy nasz samochód i ruch uliczny. Z kolei rozmieszczone w odpowiednich miejscach znaki drogowe, niczym w remake’u pierwszej Mafii, wskazują nam, kiedy i gdzie powinniśmy skręcić.

W trakcie konfrontacji z przeciwnikami jednocześnie musimy obserwować niemilców bez wspomagania się jakimkolwiek ułatwieniem w postaci radaru, na którym zaznaczono by naszych adwersarzy. Z drugiej jednak strony momentami potrafią oni zlać się z tłem, przez co trudno ich zlokalizować. Chyba że skorzystamy niezwykle przydatnego wówczas auto-aima, który jest obecny w Blackwood i - tak samo jak opcja wyboru poziomu trudności - pozwala na obniżenie lub podwyższenie stopnia wyzwania. Trochę to ze sobą niepotrzebnie kontrastuje, tak jakby autorzy nie wiedzieli, czy jednak chcą, by ich gra była oldschoolowa, czy też nie.

Kwestie techniczne

Blackwood testowałem na komputerze Actiny wyposażonym w procesor Intel Core i5-14600KF 3,50 GHz, 32 GB RAM i kartę graficzną AMD Radeon RX 7800 XT 16 GB VRAM z monitorem 4K i odświeżaniem na poziomie 144 Hz. Grę uruchomiłem na najwyższych ustawieniach jakości grafiki z włączonym DLSS w trybie najwyższej wydajności. Dało się grać komfortowo, choć o stałych 60 klatkach na sekundę nie było mowy. W najbardziej wymagających momentach Blackwood działał w 40 FPS-ach, lecz zwykle było ich więcej, choć tylko w naprawdę spokojnych sekwencjach całość działała w ponad 70 ramkach.

Czy warto zagrać w Blackwood?

Blackwood to gra, którą lepiej teraz sobie odpuścić i poczekać na aktualizacje popremierowe oraz kolejne rozdziały kampanii fabularnej, powracając do tego tytułu w momencie, kiedy zostanie on w całości ukończony. Mam nadzieję, że ekipa AttritoM7 Productions nie zmarnuje tkwiącego w tej strzelance potencjału, bo jest on dość spory. Czekamy zatem na premierę drugiego (marzec) i trzeciego aktu (wrzesień przyszłego roku).

6,0
Nie jest to powtórka z MindsEye czy Samsona - Blackwood ma ciekawy pomysł na siebie i całkiem niezłe mechaniki, które muszą jednak zostać dopracowane
Plusy
  • świetna gra światła i cienia, choć widać, że tekstury mogłyby być lepszej jakości
  • strzelanie może się podobać
  • brak mini-mapy czy radaru pozwala skupić się na rozgrywce
  • różnorodne, ciekawe misje
  • intrygująca historia, która z czasem ciekawie się rozkręca
  • podział na dzień (praca w sklepie z DVD) i noc (zlecenia płatnego zabójcy) to ciekawy i - co najważniejsze - nienarzucający się pomysł
  • satysfakcjonujący model jazdy
Minusy
  • momentami kiepska SI wrogów, którzy po prostu biegną do gracza
  • walka wręcz w zasadzie nie istnieje - ten element autorzy powinni zaprojektować od nowa
  • twarze postaci rodem z Xbox 360 i PlayStation 3
  • wrogowie czasem zlewają się z tłem, przez co trudno ich dostrzec
  • warto popracować nad optymalizacją
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!