Zapowiedź - PC

Na pohybel Kralkatorrikowi! - wrażenia z 5 epizodu Guild Wars 2 - Living World Season 4

Małgorzata Trzyna, 07 stycznia 2019 18:00 0

Witamy w krasnoludzkiej kuźni w mroźnym Thunderhead Keep. Komu nowy zestaw broni?

Guild Wars 2 - Living World Season 4, czyli aktualizacje wydawanych w kilkumiesięcznych odstępach, przynoszące ze sobą nowe epizody fabularne, mapy, broń, elementy wyposażenia i wiele innej, ciekawej zawartości, powoli zbliża się ku końcowi. W poprzednich epizodach mierzyliśmy się z nieumarłym królem Elony - Palawą Joko, równocześnie pamiętając, że będziemy musieli uporać się z jeszcze większym zagrożeniem. Teraz przed nami kolejne wyzwanie, czyli smok Kralkatorrik. Smok ten sieje spustoszenie, zamyka żywe istoty w kryształach i przemienia je w bezmyślne, agresywne stworzenia. Jego zabicie nie jest jednak oczywistym rozwiązaniem, gdyż może pociągnąć za sobą straszne konsekwencje, jeśli w ten sposób zostanie naruszona równowaga. Commander, którym sterujemy w grze, oraz jego towarzysze, mają pomysły, w jaki sposób poskromić tę pradawną bestię, ale niezależnie od wybranego scenariusza mogą ponieść klęskę.

Dzięki uprzejmości ArenaNet, która zaprosiła mnie do zagrania w demo najnowszego, piątego i przedostatniego już epizodu, miałam okazję zobaczyć nową mapę i zapoznać się z kolejnym fragmentem historii jeszcze przed premierą. Epizod ten nosi wymowny tytuł - "All or Nothing", czyli "Wszystko albo nic". Oznacza to, że przed nami tylko dwie drogi: albo wygramy my, albo Kralkatorrik. Poprzednie wizje przyszłości nie nastrajały pozytywnie, wręcz zaczęłam wątpić w powodzenie misji i zastanawiałam się, w jaki sposób problem zostanie rozwiązany, skoro niezależnie od ścieżki, którą chcielibyśmy podążyć, nieuchronnie zmierzamy ku katastrofie. Tym razem pojawiła się iskierka nadziei.

Sporo zależy od naszej smoczycy Aurene, której wielu ludzi po prostu się boi. Na szczęście sami mamy duże zaufanie do pokrytej łuską towarzyszki, a ona do nas. Aurene zdążyła urosnąć i nieco wyewoluować (tym razem na jej grzbiecie pojawią się kryształki), lecz jest ciągle młoda i nieprzygotowana na tak ogromne wyzwania jak walka z pradawnym smokiem. By zwiększyć szanse na zwycięstwo i przekonać się, czy damy sobie radę, przejdziemy serię testów w pewnym znajomo wyglądającym miejscu, pełnym mieniących się kryształów - czyli legowisku Glint, które już niegdyś mieliśmy okazję odwiedzić i spróbować sił w kilku ciekawych wyzwaniach. Równocześnie popracujemy nad umiejętnościami oraz umocnimy więzi z Aurene - będą później bardzo przydatne.

Historia nawiązuje do przeszłych wydarzeń - momentu z dodatku Path of Fire, w którym zostaliśmy zmuszeni do podjęcia niełatwej decyzji zniszczenia włóczni Dragonsblood. Musimy wyposażyć wszystkich w broń, nim zmierzymy się ze smokiem, więc udajemy się do krasnoludzkiej fortecy Thunderhead Keep (znanej z pierwszej części Guild Wars), mieszczącej się w mroźnych, górskich rejonach. Ostatni fragment opowieści kończy się zawieszeniem akcji w bardzo ciekawym momencie, lecz jego ujawnienie byłoby tak dużym spoilerem, że nawet zaproszeni do udziału w demie dziennikarze nie otrzymali do niego dostępu. Jaka niespodzianka została zachowana na deser, przekonamy się już 8 stycznia (chyba, że i tym razem po wydaniu epizodu pojawią się poważne problemy z dostaniem się na nową mapę).

Pokryty śniegiem region Thunderhead Peaks to miła odmiana po pustynnych krainach. To właśnie tam będziemy dalej przygotowywać się do walki ze smokiem i nawiążemy współpracę z dredge'ami, którzy w zamian za pomoc pozwolą nam zabrać nieco oleju. Z olejem są powiązane nowe mechaniki rozgrywki oraz jeden z bossów, z którymi zmierzymy się w jednym z dwóch meta-eventów; drugi boss jest powiązany z samym Kralkatorrikiem. Ponieważ w demie brała udział bardzo ograniczona liczba osób, nie miałam okazji zobaczyć finału żadnej "mety" - jedna z pierwszych misji polega na eskortowaniu NPC-ów i równoczesnym bronieniu miejsc, które zostały naprawione, ponadto trzeba było uporać się z zadaniem w określonym czasie, więc solo byłam po prostu skazana na porażkę.

Mapa jest bardzo wertykalna, toteż można w ciekawy sposób wykorzystywać wierzchowce. Są na niej standardowe elementy, czyli serduszka, zwykłe eventy, eventy grupowe i adventures - nieco odmienne niż te, które znajdziemy na innych mapach. W jednej z "przygód" zabawa polega na zaliczeniu wszystkich punktów kontrolnych i powrocie do NPC-a (co jest typowym wyzwaniem), natomiast w drugiej musimy po prostu dotrzeć do celu, zahaczając o dowolnie wybrane punkty, ale nie możemy przebywać zbyt długo poza tymi punktami. Bardzo ciekawym miejscem jest kuźnia, w której została wykuta włócznia Dragonsblood Spear - jedyna broń mogąca przebić twardą skórę Kralkatorrika. Z miejscem tym połączone są także krasnoludzkie, podziemne ruiny, gdzie czeka seria pomieszczeń z różnego typu wyzwaniami, wliczanymi do codziennych zadań. Dostęp do nich odblokowywany jest z pomocą run, podobnie, jak na mapie Desert Highlands z dodatku Path of Fire.

Wraz z nowym rozdziałem pojawiła się również nowa "masterka", dodatkowa umiejętność związana z wierzchowcami, zwana Bond of Faith, pozwalająca podczas jazdy lub lotu wybić się z wierzchowca, rozłożyć kryształowe skrzydła i polecieć kawałek do przodu, co ułatwia dostanie się do niektórych miejsc na nowej mapie. Część skrzynek, które można zebrać do kolekcji, została ukryta za wąskimi szczelinami, przez które nie da się przecisnąć, siedząc na grzbiecie zwierzaka.

Ponieważ najnowszy rozdział opowieści zabiera nas do kuźni, pojawiła się powiązania z tym miejscem kolekcja: zestaw upgrade'owalnych broni Dragonsblood (lepsze wersje są przedmiotami typu ascended). Wprowadzono także nowy typ statystyk: Diviner (power, concentration, precision i ferocity, z naciskiem na dwa pierwsze), czyli coś dla osób, dla których ważna jest zarówno siła ataku, jak i czas trwania korzystnych efektów. Nie mogło też zabraknąć nowej, legendarnej broni - pięknego, długiego łuku o nazwie Pharus, który korzysta z mocy kosmicznego światła.

Prócz nowego fragmentu historii, w grze dodano fraktal Siren's Reef, w którym trafiamy na kolorową, tropikalną wyspę. Wyspa ta została dotknięta klątwą i aby ją zdjąć, będziemy musieli zmierzyć się z armią duchów piratów. Misja zaczyna się od pokonania pewnych znajomych stworzeń z dżunglowych map dodatku Heart of Thorns. I tym razem brak towarzyszy do wspólnej zabawy nie pozwolił mi daleko zabrnąć, choć niewiele brakowało do ubicia bossa, do którego można postrzelać sobie z armaty. Jego brzydki zwyczaj odbierania zdrowia "bo tak" i przywoływania sobie pomocników okazał się zbyt trudnym wyzwaniem solo.

Piąty epizod Living World Season 4 oferuje dokładnie to, czego mogliśmy się spodziewać - ArenaNet wypracowała sobie dobrą formułę, co kilka miesięcy wydając aktualizacje z nowymi mapami, rozdziałami historii, osiągnięciami do zdobycia oraz zróżnicowanymi, dodatkowymi elementami - tym razem mamy nowy fraktal oraz zestaw broni do zebrania. Najnowszy fragment opowieści spodobał mi się, choć tym razem nie czułam efektu "wow", dużo bardziej zaciekawiło mnie, co takiego dzieje się w instancji, do której dostęp został zablokowany w demie. Mapa prezentuje się interesująco, nie jest płaska ani pusta, w dodatku skrywa krasnoludzkie ruiny. Nowy, legendarny, długi łuk wygląda bardzo ładnie i być może stanie się moim kolejnym celem w grze, chyba że ilość grindu mnie przerośnie, zwłaszcza z kolekcją broni Dragonsblood. Nie wszystkie rozdziały i mapy trzymają identyczny poziom, acz każdy epizod wnosi coś ciekawego, w dodatku jest darmowy dla posiadaczy Path of Fire, trzeba tylko zalogować się do gry po wydaniu danego epizodu, a przed wydaniem kolejnego. Przed nami jeszcze sporo ciekawej zawartości, szósty epizod czwartego sezonu oraz sezon piąty, który rozpocznie się bezpośrednio po zakończeniu czwartego. Zdecydowanie warto zagrać.

Wejście smoka - wrażenia z Guild Wars 2: Living World Season 4 Episode 4 - A Star to Guide Us
Tańczący z choya - wrażenia z 3. epizodu Guild Wars 2 Living World Season 4 - Long Live the Lich
najnowsze