Tydzień z Command & Conquer 3: Wojny o tyberium - dzień drugi

Szary Płaszcz
2007/03/27 17:08
0
0

Seans filmowy

Seans filmowy

Seans filmowy, Tydzień z Command & Conquer 3: Wojny o tyberium - dzień drugi

Jak już zapewne większość z Was wie, Command & Conquer 3 będzie zawierać przerywniki filmowe kręcone metodą tradycyjną, czyli z żywymi aktorami. I to nie byle jakimi. Jak udało nam się dowiedzieć w grze wystąpi cała plejada gwiazd znanych między innymi z seriali Lost i Battlestar Galactica, ze starych, dobrych Gwiezdnych Wojen, z Top Gun, Starship Troopers, oraz amerykańskich programów telewizyjnych. Ale, ale - powie ktoś – to przecież żadna nowość. W poprzednich grach spod znaku Command & Conquer też były przerywniki z prawdziwymi filmami i też występowali znani aktorzy, jak choćby James Earl Jones. Prawda. Ale dlaczego autorzy trzeciej odsłony serii zdecydowali się wrócić do techniki, którą wszyscy inni zarzucili już przed wielu laty?

Jak to z filmami bywało Pomysł na wstawianie fragmentów filmowych do gier pojawił się lata temu i przez długi okres była to technika stosowana powszechnie. Warto chociażby wspomnieć serię Wing Commander. Filmy z aktorami (zwłaszcza tymi bardziej znanymi) wprowadzano, aby podbić poziom i jakość gier. Przerywniki takie, pojawiające się pomiędzy misjami/etapami oraz na zakończenie kampanii, były formą nagrody dla gracza. Poza tym ówczesne komputery i możliwości grafiki nie były wysokie. Często prościej wychodziło nagrać kilku aktorów niż tworzyć skomplikowane postacie komputerowe, które - nawet dobrze animowane - robiłyby wrażenie sztucznych i niezgrabnych stworów.

Technika ta miała jednak pewien mankament, który szybko zauważono. Scenerie i postaci z przerywników filmowych zazwyczaj nijak się miały do poziomu grafiki w reszcie (czyli właściwej zawartości) gry. Różnice w jakości były zbyt jaskrawe. Nic jednak nie stoi w miejscu, a zwłaszcza technologia komputerowa i po kilku latach okazało się, że można śmiało robić wszystkie przerywniki filmowe za pomocą animacji, zarówno prerenderowanej jak i renderowanej w czasie rzeczywistym. Możliwość tworzenia mniej lub bardziej skomplikowanych sekwencji na silnikach gier zdjęła kamień z serca wielu producentom. Animacyjne przerywniki stawały się coraz lepsze, aż wyszły poza gry i stały się nowym rodzajem filmów animowanych. Teraz twórcy Command & Conquer 3 zdecydowali się zawrócić kijem Wisłę i jeszcze raz zastosować „zapomnianą” technikę aktorską. Dlaczego?

Powrót do przeszłości Prawda jest taka, że przerywniki filmowe, fragmenty programów telewizyjnych i odprawy wojskowe były nieodłącznym elementem tej serii. I stały na wysokim - jak na tamte czasy - poziomie. Gracze pamiętają sceny z kampanii Nod, kiedy ich dotychczasowy dowódca rozkazywał załatwić niebezpiecznego Kane’a, tylko po to, aby po chwili zostać kropniętym z przystawienia. Na krześle opuszczonym przez nieboszczyka zasiadał tajemniczy łysol, którzy przedstawiał się krótko: „Jestem Kane. Teraz wykonujesz moje rozkazy.”

Twórca i reżyser sekwencji filmowych do Command & Conquer 3, Richard Taylor tłumaczy, że o powrocie do techniki filmowej zdecydował także aspekt emocjonalny gry. Zdaniem filmowca w C&C 3 ważna będzie więź między graczem a resztą postaci – zarówno sojuszników jak i wrogów. Wstawienie w ich miejsce komputerowych modeli nie dało by tego samego efektu, jak wtedy, gdy żywa istota patrzy ci w oczy. Zwłaszcza kiedy robi to Tricia Helfer (Numer Sześć w Battlestar Galactica). A tak właściwie to kto do tej pory patrzył nam w oczy?

...czyli kto wcześniej zapadł nam w pamięć. Postaci przez serię przewinęło się sporo. O ile w Tiberian Dawn obok aktorów, pomniejsze rólki grywali jeszcze amatorzy (w tym twórcy gry), to już w części drugiej – Tyberian Sun, pojawiły się głośne nazwiska. Ale tak czy inaczej, pierwsze miejsce bez wątpienia należy się Kane’owi granemu przez Josepha D. Kucana.

Równie charyzmatyczny co tajemniczy Kane jest symbolem trwałości Bractwa Nod. Czy ma coś wspólnego z biblijnym Kainem? Część jego popleczników twierdzi, że jest nim we własnej osobie. Kane to geniusz strategiczny, wybitny polityk, mówca i wizjoner.

Co ciekawe po raz pierwszy (patrząc z punktu widzenia świata wykreowanego przez Westwood Studios) pojawił się w filmach do gry Command & Conquer: Red Alert, jako enigmatyczny doradca Stalina. Później powraca tuż po tym jak w Ziemię uderza meteoryt z Tyberium. Kane zginął już przynajmniej dwa razy, po to by pojawić się w Command & Conquer 3: Tiberium Wars, ale jak sam mówi: „Nie można zabić Mesjasza”.

Gdzie jest poważny problem tam trzeba króla Salomona. W Tiberian Sun pojawił się zaś generał James Solomon (w tej roli James Earl Jones). Drugi dowódca GDI był wzorowym oficerem i odznaczonym weteranem Pierwszej Wojny o Tyberium. To właśnie on prowadził oddział, który wdarł się do Świątyni Nod w Sarajewie. W trakcie kolejnego konfliktu Generał Solomon dowodził siłami GDI z pokładu stacji kosmicznej Filadelfia. Jako przywódca tej frakcji, wykazał się opanowaniem i doskonałym zmysłem strategicznym, choć trzeba przyznać, nie darzył szacunkiem ani zaufaniem mutantów.

Kolejnym asem GDI był niezastąpiony komandor Michael McNeil, grany przez Michaela Biehna (Terminator, Obcy: decydujące starcie, The Rock ). McNeil był głównym bohaterem Drugiej Wojny o Tyberium. Szaleńczo odważny, początkowo nie wierzył w powrót Kane’a. Wykazał się nie tylko brawurą, ale był w stanie także złamać rozkazy generała Solomona kiedy uznawał to za stosowne. Ostatecznie stanął twarzą w twarz z przywódcą Nod i pokonał go. Niestety dalsze losy Michaela McNeila są nieznane.

Tratos - czyli przywódca Zapomnianych - interesuje nas nie ze względu na aktora, który go gra (choć czytelnicy mogą kojarzyć Patricka Bauchaua z jego roli profesora Lodza w Carnivale, oraz z filmów Panic Room, The Cell, Stan zagrożenia). Ciekawy jest Tratos jako postać i przedstawiciel nowej frakcji wprowadzonej do gry. Zapomniani to mutanci. Ludzie, którzy wystawieni na promieniowanie Tyberium zmienili się, ale przetrwali. Frakcja ta, odrzucona przez ludzkość, a przez Bractwo traktowana jako wynaturzenie, początkowo działała niezależnie. Jednak okoliczności zmusiły Zapomnianych do zawarcia nieformalnego sojuszu z GDI. Uzbrojenie i ekwipunek mutantów był niejednolity i pochodził z odzysku lub grabieży. Co ciekawe Zapomniani zdradzali zdolności do panowania nad nowymi, zmutowanymi formami życia, które pojawiły się na terenach skażonych przez Tyberium. Ciekawe czy frakcja ta pojawi się w nowej odsłonie Command & Conquer? Oby.


Generał Jack Granger ( Michael Ironside, znany z tuzina filmów, m.in.: Top Gun, Total Recall, Starship Troopers) to nowy dowódca GDI, choć obecnie organizacja podlega zarządowi cywilnemu. Granger sprawia wrażenie odpowiedzialnego i prostolinijnego dowódcy. W pewnym momencie okaże się jednak, że nie ufa swojemu przełożonemu Redmondowi Boyle.

Redmond Boyle (Billy Dee Williams, Imperium Kontratakuje, Powrót Jedi i sporo gier na koncie) - polityk i cywilny dyrektor GDI. Sprawia wrażenie opanowanego i uczciwego człowieka, bardzo przejętego swoją pracą. Czy tak jest jednak w istocie?

GramTV przedstawia:


Porucznik Sandra Telfair (znana z serialu Battlestar Galactica Grace Park), to prawa ręka generała Grangera. Odpowiada za wywiad i często będzie prowadziła odprawy przed misjami. Cała przyjemność po naszej stronie panno Telfair...

Generał Kilian Qatar (Tricia Helfer, również z Battlestar Galactica) to obecnie prawa ręka demonicznego Kane’a. I choć sam przywódca Bractwa Nod ma o niej dobre zdanie, to lojalność i szczerość pani generał stoją pod znakiem zapytania. Największym osiągnięciem Kilian jest atak na stację Filadelfia.


Ajay (w tej roli Josh Halloway znany z serialu Lost), to spec od wywiadu Nod. Rozkazy otrzymuje od Kilian lub od samego Kane’a. Podobnież jest fanatycznie oddany Sprawie.

To oczywiście nie wszystkie, ale tylko najbardziej znane twarze jakie pojawią się w Command & Conquer 3. Oprócz tego autorzy gry zaangażowali do projektu grupę znanych amerykańskich dziennikarzy z telewizji FOX i CNN, aby grali role... dziennikarzy. Tym razem fikcyjnych stacji z roku 2047.

Ponad godzinny seans filmowy

To właśnie czeka nas podczas gry w Tybierium Wars. Łączny scenariusz wszystkich przerywników filmowych występujących w grze liczy sobie ponad 120 stron, czyli mniej więcej tyle ile scenariusz filmu kinowego. Główną jego cześć napisał Brent Friedman (tworzył miedzy innymi Strefę Mroku, Dark Skies, poszczególne odcinki do seriali Star Trek i Kruk) , ale wpływ na ostateczną wersję mieli także producenci i projektanci gry. Nie była to lekka praca. Jak wspomina reżyser widowiska Richard Taylor, dzień zdjęciowy zaczynał się już o 6 rano a praca trwała czasem do późnego wieczora. Jeśli wszystko szło dobrze ekipa była wstanie przerobić 10 –15 stron ze scenariusza.

Choć niemal wszystkie sceny nakręcone do gry wykorzystują techniką blue-boxa (w tym wypadku akurat zielonego), to twórcy nie ograniczyli się tylko to teł nakładanych komputerowo. Na potrzeby tego projektu wykonano także skomplikowane dekoracje przedstawiające bazy GDI i Nod oraz plenery. Zaprojektowano i uszyto stroje, stworzono rekwizyty broni, komputerów i innego sprzętu hi-tech. Jaki jest ostateczny efekt tej pracy? O tym już niedługo.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!