James Gunn broni nowego, budzącego spore kontrowersje filmu DCU

Jakub Piwoński
2026/10/08 13:30
1
0

Fani nie rozumieją, dlaczego DC zajęło się tak mało znanym bohaterem. James Gunn postanowił to wyjaśnić

W USA bilety na Clayface trafiły już do sprzedaży. To wielki test dla DCU, bo po klapie Supergirl uniwersum zaczęło trzeszczeć. Nie zmienia to jednak faktu, że James Gunn znalazł w nowym kierownictwie i strukturze Skydance duże wsparcie, co przekłada się na wyraźną pewność siebie. Współszef DC Studios wziął w obronę film Clayface, reagując na zaczepkę jednego z fanów w mediach społecznościowych.

Clayface
Clayface

Clayface – nikt nie chciał tego filmu?

Film autorstwa Jamesa Watkinsa ewidentnie próbuje wyjść poza schemat kina superbohaterskiego. Czerpie z Jokera, bo bierze na warsztat postać tragiczną, ukazując jej mroki, ale jednocześnie wyraźnie inspiruje się stylistyką horroru cielesnego, vide Substancja. Widzowie mają jednak jeden kluczowy zarzut – po co film o tak mało znanym bohaterze w DC? Jeden z fanów zapytał wprost:

„Kto, do cholery, chciał filmu o Clayface?”

James Gunn zareagował ostro:

Kto, do cholery, chciał Powrotu do przyszłości? Casablanki? Sposobu na blondynkę? Labiryntu fauna? Mad Max: Na drodze gniewu? Weapons? Matrixa? Choć może się tak wydawać, Hollywood nie jest miejscem, w którym jedynym sposobem na zrobienie filmu jest publiczne głosowanie nad tym, jakie IP ludzie chcą zobaczyć, mimo że widzieli je już niezliczoną ilość razy.

James Gunn podkreśla, że dla niego przy akceptacji scenariusza liczyło się nie tyle to, czy bohater jest znany, czy nie, ale to, czy autor pomysłu poczuł jakąś łączność z tą postacią i chciał opowiedzieć o niej w ciekawy sposób. To według niego o wiele lepsze niż tworzenie miałkich historii o bohaterach, których wszyscy kojarzą.

GramTV przedstawia:

Czasami ktoś – w tym przypadku początkowo Mike Flanagan, a następnie James Watkins i Hossein Amini – inspiruje się stosunkowo mało znaną fikcyjną postacią i tworzy wokół niej historię, która moim zdaniem jest naprawdę wyjątkowa. Wybrałbym taką inspirację tysiąc razy bardziej niż scenarzystę próbującego zarobić na napisaniu bezbarwnego scenariusza o bardzo popularnej postaci, do której nie czuje żadnego zamiłowania ani wyczucia.

Co Gunn stawia na potwierdzenie tej tezy? Strażników Galaktyki, a jakże, czyli jego dokonanie w świecie Marvela, które opierało się właśnie na spopularyzowaniu mniej znanych bohaterów. Czy Gunn słusznie broni filmu Clayface? Przekonamy się 23 października, gdy film trafi do kin.

Komentarze
1
wolff01
Gramowicz
Dzisiaj 13:48

Aha, będzie ten pajac przytaczał klasyki żeby bronić tych swoich gniotów. I oczywiscie po raz kolejny nie rozumie jaki fani mają problem - takie filmy jak Clayface wypuszcza się jak uniwersum filmowe jest w dobrej kondyncji. Clayface może być nawet świetny, tak jak świetny okazał się serial Pingwin, na który nikt nie stawiał (ale jak okazał się hitem to WB oczywiście nie potrafiło kuć żelaza bo to idioci). Fani mówią "na co to komu" bo mamy reboot DC i nie ma na to uniwersum kompletnie planu - rzucają g*wnem o ściane i patrzą co się przyklei (czyt. na czym cokolwiek zarobią).

Swoja drogą fakt że odpyskowuje fanom, i to nie pierwszy raz, pokazuje że chopu brakuje pewności siebie. Widać że uderzają w czuły punkt.