Diablo trafi na Netflixa. Serial animowany już w produkcji

Maciej Petryszyn
2026/09/12 21:35
7
1

Podczas rozpoczętego dziś BlizzConu 2026 sporo uwagi poświęcono tematowi Diablo. Nic dziwnego.

Bo w temacie piekielnej franczyzy było sporo do ogłoszenia. I to nie tylko pod kątem gier.

Netflix | Diablo
Netflix | Diablo

Netflix z serialem Diablo

Okazuje się bowiem, że nowe Diablo pojawi się na platformie Netflix. Mowa tutaj o serialu animowanym, którego szczegóły pozostają na ten moment jednak nieznane. Wiadomo jednak, że efektów nie powinniśmy spodziewać się zbyt szybko. Prace nad animacją dopiero rozpoczęto, wydaje się więc, że upłynie jeszcze wiele miesięcy nim do biblioteki streamingowego giganta trafi marka Blizzarda.

GramTV przedstawia:

Co ciekawe, wygląda na to, że samo studio planuje większą ekspansję, jeżeli chodzi o streaming i telewizję. – Zapewniam, że Diablo to dopiero początek. Mówię to do naszej społeczności Overwatch, do naszej społeczności Warcrafta i – kto wie – być może nawet do fanów naszych innych uniwersów – przyznała ze sceny Johanna Faries, prezes Blizzarda.

Wczytywanie ramki mediów.

Komentarze
7
wolff01
Gramowicz
14/09/2026 11:51
Silverburg napisał:

Obejrzałem obie serie i w pierwszej mogę się przyczepić do niewielu elementów. Do dzisiaj uważam, że chemia duetu Trevor - Aliucard jest wybitna z cytatami w stylu "Oh no, I'm turning into Belmont", czyste złoto. Druga była mierna, gdzie głównym problem był zupełnie nijaki i miałki protagonista. Powszechnie nielubiany Quetzacoatl (czy jak go tam nazwali) był dobrą postacią, chociaż dodanie jemu i wielu innym postaciom tematu związków jako myśli przewodniej było zwyczajnie zbędne. Także jeśli powstanie trzecia seria to mam nadzieję, że w podobnym stylu, co część pierwsza. Dlatego też uważam, że Diablo ma potencjał. Inna sprawa, czy go wykorzystają, czas pokaże.

Marna szansa - śledze rynek animacji w USA i są mówiąc krótko w d... był okres gdzie było dużo kasy bo serwisy streamingowe chciały inwestować w animacje widząc potencjał przy rozwoju swoich franczyz. Animacje stały się naturalnym rozwinięciem tematu pt. "adaptacje nerdowych franczyz" czyli takich na których wychowywały sie pokolenia 40-50 latków/graczy i tu widziano potencjał, chcąc przy okazji przciągnąć nowych widzów. Było wiele projektów i to wytworzyło w pewnym momencie wrażenie że na rynku animacji jest el dorado. Było pełno kasy i projektów, remaków dawnych serii (He-Man, Thundercats, She-ra), jak i uzpełniaczy do adaptacji filmowych (np. Wiedźmin). Decydowano się też nie raz na taką formę adaptacji gier (np. Devil May Cry) i sukces pierwszej Castlevanii nie był tu bez znaczenia. Dodatkowo były przecież sukcesy i fenomy takich serii jak "My Little Pony: FiM" czy "Pora na przygodę". USA chciało mieć swój rynek "anime". Tylko gdzieś po drodze zapomnieli że trzeba budować na czymś co już się sprawdziło, a nie iść w zupełnie innych kierunkach. Zrazili fanów albo mierną jakością adaptacji albo kompletnym wywróceniem lore. Po pierwsze - animacja nigdy nie bedzie tak popularna jak live action. A większość było katastrofą, bo chciano przyciągać bardzo wąską grupę ludzi (He-Man, She-Ra, Velma). Ludzie bez pojęcia brali się za te projekty i niszczyli wszystko co starsi fani z nich pamiętali. Starzy fani nie chcą tego oglądać, nowi - potencjalni - mają gdzieś.

A popatrz na takie Hellaverse od SpindleHorse. To fenomen. Przecież na pierwszy rzut oka jest to niesamowice woke - nie ma chyba postaci która by nie była przynajmniej bi, bohaterowie potrafią otwarcie mówić o swojej seksualności i problemach miłosnych czy egzystencjonalnych (czyt. są "wrażliwi" i "uczuciowi"), a mówimy o demonach w piekle :P Oczywiscie w przerwach między przeklinaniem i zabijaniem się nawzajem :P A jest to jednak hit który oglądają ludzie ktorzy normalnie trzymali by się z dala i dostrzegł to Amazon. To pokazuje że treści "woke" wcale nie muszą czegoś przekreslać, po prostu musi to być z głową napisane. Autorka zaczynała od web komiksów, zbudowała świat który pokachali nawet ludzie którzy w życiu by się czyms takim nie zainteresowali.

Ale takie sukcesy to jest raczej wyjątek (mamy tez oczywiście inne takie studia jak studio Glitch). Dzieci mają inne zainteresowania, może jedynie jeszcze bajki dla przedszkolaków/edukacyjne jak Bluey mają sens. "Adult fans" zrazili sie już do wielu projektów - stąd mamy pojęcia typu "coś zostało zNetflixowane". A generalnie wiekszość przerzuciła się na Anime bo tam dostrzegają lepsze produkty (np. sukces Demon Slayer w kinach). Tak jak jest problem z pracą w Hollywood, tak wielu młodych animatorów obudziło się z ręką w nocniku. Praca przy animacji jest bardzo niestała, można powiedzieć że to bardziej freelance. Jak nie budujesz swojego portfolio, nie masz własnych projektów - przepadniesz, a im wydawało się że to będzie trwać wiecznie, wręcz przepełniło arogancją (dlatego nie interesowały ich racjonalne argumenty ludzi którzy w branży byli lub są od lat - nie raz takich ludzi się odpychało czy wręcz wycinało ze studiów). Wielu znawców tematu np. już dawno mówiło że trzeba iść w webtoon i animacje niezależną - jest szansa że ktoś cię dostrzeże i zaczniesz zarabiać - może np. uda ci się odpalić Kickstarter albo coś w YT. I tu proszę - studia zaczęły szukać oszczędnosci i cięć projektów - zawsze pierwsza leci animacja jako coś co jest drogie a ryzykowne. Dodaj do tego AI które jawi się jako coś co może wręcz zastapić klasycznych animatorów czy grafików. Niestety takie czasy. Oczywiscie nie mówię że nagle animacja w USA nie powstaje, ale to już nie ten boom co parę lat temu. Warto wspomnieć ze klasyczne miejsca które służyły za "agregaty" animacji i budowały całe pokolenia animatorów jak Genndy Tartakovsky czyli kanały tematyczne jak Cartoon Network czy Nickolodeon padają. Samego Tartakovskiego też warto posłuchać - on mówi to samo - ciężko pracować i budować swoje portfolio aż ktoś cię może dostrzeże (widzowie), "brać kariere w swoje ręce" i patrzeć na nowe możliwości dla kreatywnych jakie daje rynek (crowdfunding, Youtube itd).

Dlaczego mówię o USA? Bo to chyba jedyny poważny poza japońskim rynek animacji (nie licząc oczywiście jakis mniejszych inicjatyw w Europie itp - ale to są raczej jednorazowe projekty indie albo coś za czym stoi kasa jak Wakfu). Chiny/Korea rosną w siłę jako konkurencja Anime, no ale to nie jest "zachodnia animacja". Rynek USA też jednak kształtuje trendy na świecie. Na te chwilę mocno dostają jednak po tyłku od anime. 

Co do fabuły Wowa się nie wypowiem, nie gram w tę grę od pierwszego patcha Shadowlands, czyli X dodatków temu. Z tego, co mi się jednak obiło o uszy to duży plus dla Blizzarda za umożliwienie grania razem osobom z różnych frakcji. To, że dla mnie wojna frakcji po 20 latach jest już nudna to detal ale z przyczyn czysto technicznych decyzja o wspólnej grze ułatwia wszystkim zabawę. Dwie gildie, w których bylem się posypały przez brak ludzi, dodatkowo więcej ludzi oznacza szybciej zapełniająca się grupa. Jeszcze jakby zdjęli limity rasowo-klasowe...

Oni też tak myśleli ale przez to rozmyła się "esencja" świata. Azeroth to świat konfliktu - a tu pojawił się nacisk na "comfy gaming" czyli budowanie domków i "przyjacielskość". Tak, gra ma być zabawą i eskapizmem, ale po prostu zniszczono esencje świata ze stałym konfliktem frakcji, które tylko okazjonalnie łączyły siły się wobec wspólnego zagrożenia. Ba, twórcy otwarcie zaczęli mówić że wstydzą się słowa "War" w nazwie "Warcraft". Jakośc scenarisuzy też pozostawia wiele do życzenia - wtórne pomysły i słabe postaci przewodnie - zarówno antagonisci jak i protagonisci. Ludzie po dziś dzień wspominają z sentymentem np. Arthasa, a nowych imion nawet nie potrafią wymówić...

Oczywiście WoW wciąż cieszy się popularnością - nie powiedzieli ostatniego słowa. Ja powiem bardzo subiektywnie - mnie w tej chwili nie interesują historie Blizzarda, może jedynie jakby zaadaptowali coś z przeszłości.

Silverburg
Gramowicz
14/09/2026 10:45
wolff01 napisał:

Pierwsza seria była dobra - powstała w czasie gdy była nadzieja że amerykańskie studia animacji pracujące dla Netflixa (z pomocą z azjatyckiego outsourcu) znaleźli swój styl w animacji na lata. a popularność kultury "nerdów" rosła. Niestety później stało się to co szerzej stało się modne - stwierdzili że za mało tam aktywizmu. I kolejna seria animowana Castlevania była już pod tym względem porażką - protagonista był płaczliwym tchórzem, a ważniejsze stało się kto z kim romansuje i byle miało to jak najmniej wspólnego z materiałem źródłowym (czyli historii o siekaniu potworów), A więcej z tym o czym w swoich fanfikach fantazjują twórcy i wąska grupa osób z którymi mają kontakt w social mediach i którzy kształtują ich poglądy na "potrzeby współczesnego widza". W międzyczasie animacja stała się dodatkowo za droga a koszta produkcji generalnie wzrosły - więc studia zaczęły obcinać budżety zaczynając od tego typu projektów.

Mówiąc w skrócie - Netflix robi ostatnio beznadziejne animowane adaptacje, a nawet jeśli finansuje nadzoruje to Blizzard... no cóż, nie wiem czy obecnie można polegać na ludziach odpowiadających tam za scenariusze - wystarczy np. porównać fabułę WoW sprzed z lat z tym co dostajemy teraz.

Obejrzałem obie serie i w pierwszej mogę się przyczepić do niewielu elementów. Do dzisiaj uważam, że chemia duetu Trevor - Aliucard jest wybitna z cytatami w stylu "Oh no, I'm turning into Belmont", czyste złoto. Druga była mierna, gdzie głównym problem był zupełnie nijaki i miałki protagonista. Powszechnie nielubiany Quetzacoatl (czy jak go tam nazwali) był dobrą postacią, chociaż dodanie jemu i wielu innym postaciom tematu związków jako myśli przewodniej było zwyczajnie zbędne. Także jeśli powstanie trzecia seria to mam nadzieję, że w podobnym stylu, co część pierwsza. Dlatego też uważam, że Diablo ma potencjał. Inna sprawa, czy go wykorzystają, czas pokaże.

Co do fabuły Wowa się nie wypowiem, nie gram w tę grę od pierwszego patcha Shadowlands, czyli X dodatków temu. Z tego, co mi się jednak obiło o uszy to duży plus dla Blizzarda za umożliwienie grania razem osobom z różnych frakcji. To, że dla mnie wojna frakcji po 20 latach jest już nudna to detal ale z przyczyn czysto technicznych decyzja o wspólnej grze ułatwia wszystkim zabawę. Dwie gildie, w których bylem się posypały przez brak ludzi, dodatkowo więcej ludzi oznacza szybciej zapełniająca się grupa. Jeszcze jakby zdjęli limity rasowo-klasowe...

wolff01
Gramowicz
13/09/2026 14:35
Silverburg napisał:

Mnie tam się pierwsza seria Castlevanii podobała, także jeśli pójdą to drogą, to moim zdaniem ma to potencjał.

wolff01 napisał:

Netflixowy serial? Nie dzięki.

Już lepiej jakby to oddali Japończykom którzy zrobili by z tego anime.

Pierwsza seria była dobra - powstała w czasie gdy była nadzieja że amerykańskie studia animacji pracujące dla Netflixa (z pomocą z azjatyckiego outsourcu) znaleźli swój styl w animacji na lata. a popularność kultury "nerdów" rosła. Niestety później stało się to co szerzej stało się modne - stwierdzili że za mało tam aktywizmu. I kolejna seria animowana Castlevania była już pod tym względem porażką - protagonista był płaczliwym tchórzem, a ważniejsze stało się kto z kim romansuje i byle miało to jak najmniej wspólnego z materiałem źródłowym (czyli historii o siekaniu potworów), A więcej z tym o czym w swoich fanfikach fantazjują twórcy i wąska grupa osób z którymi mają kontakt w social mediach i którzy kształtują ich poglądy na "potrzeby współczesnego widza". W międzyczasie animacja stała się dodatkowo za droga a koszta produkcji generalnie wzrosły - więc studia zaczęły obcinać budżety zaczynając od tego typu projektów.

Mówiąc w skrócie - Netflix robi ostatnio beznadziejne animowane adaptacje, a nawet jeśli finansuje nadzoruje to Blizzard... no cóż, nie wiem czy obecnie można polegać na ludziach odpowiadających tam za scenariusze - wystarczy np. porównać fabułę WoW sprzed z lat z tym co dostajemy teraz.




Trwa Wczytywanie