Po trzynastu dniach opisujących nasza przygodę z King's Bounty: Legenda czas na podsumowanie. Oto jakie wrażenie zrobiła na nas gra.
Wiadomo, jak działa rynek elektronicznej rozrywki: najwięcej się mówi o premierach gier lansowanych na hity przez wielkich wydawców. Lepiej lub gorzej – ale się mówi. Wszystko jest jasne i uporządkowane – niezwykle trudno jest przebić się do tej czołówki bez odpowiednio dużych nakładów finansowych na marketing. Często w ten sposób przepadają dobre gry – mimo iż jakościowo kładą na łopatki konkurencję. Bardzo rzadko zdarza się, że o takim tytule z zewnątrz zaczyna być głośno. King’s Bounty: Legenda należy do takich wyjątków. Debiutancka produkcja rosyjskiego studia Katauri, wydana przez 1C w Europie Wschodniej, a na Zachodzie przez Atari (bardzo oszczędne ostatnio) – kto by się spodziewał hitu? Marka może i bardzo mocna, ale nieznana większości młodych graczy. A jednak stało się.