Tydzień z grą Soul Calibur IV - recenzja
To już koniec Tygodnia z grą Soulcalibur 4. Przez ostatnie dni opowiedzieliśmy wam o historii serii, najważniejszych postaciach oraz tradycji mieszania konwencji w tych grach. Dziś przyszedł czas, aby jasno odpowiedzieć na pytanie, czy tytuł ten dorównał legendzie swych poprzedników oraz jak sprawdzają się postacie rodem z Gwiezdnych wojen.

Od ponad dziesięciu lat bijatyki z serii Soulcalibur są synonimami świetnych gier. Mają one na świecie tysiące fanów, są ważną częścią e-sportów w Azji, a postacie w nich występujące doczekały się naśladowców na konwentach otaku (fanów mangi i anime). Wydanie każdej kolejnej części Soulcalibura jest sporym wydarzeniem w światku graczy, a oczekiwania wobec gier sygnowanych tym tytułem są ogromne. Na przełomie sierpnia i lipca tego roku światową premierę miała piąta, wbrew cyfrze umieszczonej w tytule, część cyklu – Soulcalibur 4. Ta rozbieżność w numeracji wynika z tego, że pierwsza gra z serii nosiła dwa różne tytuły. Na automatach do gier nazywała się Soul Edge, a na konsolach domowych – Soul Blade. Dopiero podczas produkcji sequela postanowiono ujednolicić nazwę i nadano grze tytuł, który nosi do dziś.
