Valor Mortis - recenzja. Nowy hit od twórców Ghostrunnera!

Adam "Harpen" Berlik
2026/10/12 15:00
0
0

Mam nadzieję, że Valor Mortis to zalążek nowej serii, a nie jednorazowa przygoda. Dawno się tak dobrze nie bawiłem.

Ghostrunner 3? Nie, Valor Mortis!

Po sukcesie dwóch odsłon cyklu Ghostrunner, autorzy tych dynamicznych gier akcji z perspektywy pierwszej osoby, czyli polskie studio One More Level, postanowili stworzyć coś zgoła odmiennego, a zarazem znajomego - Valor Mortis, czyli slashera FPP w konwencji souls-like’a. Choć nie obyło się bez kilku błędów i problemów technicznych, całość ostatecznie przerosła moje oczekiwania. Liczyłem bowiem na udaną produkcję, a dostałem jedną z najlepszych polskich gier w historii i jedną z najlepszych gier ostatnich lat w ogóle. Kiedy kładłem się spać, nadal śniło mi się, że macham szablą. Gdy zajmowałem się czymś innym aniżeli graniem, to z kolei po prostu nie mogłem doczekać się kolejnej sesji. Valor Mortis to jedna z tych pozycji, którą zwyczajnie się żyje.

Valor Mortis
Valor Mortis

Z czego to wynika? Przede wszystkim z kapitalnie zaprojektowanych lokacji. Gra składa się bowiem z szeregu mniej lub bardziej powiązanych ze sobą stosunkowo liniowych obszarów, które odwiedzamy w wyznaczonej przez twórców kolejności. Choć idziemy w nich jak po sznurku, przynajmniej w teorii, w praktyce niejednokrotnie zbaczamy z głównej ścieżki, by odnaleźć cenne przedmioty czy odblokować skróty. Choć granica między przesadnym skomplikowaniem poziomów a świetnym projektem tychże jest niezwykle cienka, twórcy Valor Mortis ani raz jej nie przekroczyli - eksploracja w postaci rozpracowywania kolejnych mapek jest niezwykle angażująca od samego początku i taka pozostaje aż do końca również ze względu na idealne rozmieszczenie wrogów w poszczególnych lokacjach. One More Level umiejętnie żongluje dostępnymi sposobami na odblokowywanie przejść, dzięki czemu zwiedzanie XIX-wiecznej Europy nie nudzi ani przez chwilę. Tym bardziej, że autorzy nagradzają uważnych graczy - gdzie nie pójdziemy, tam coś znajdziemy. Albo będzie to przedmiot, albo skrót, albo jeszcze innego rodzaju niespodzianka.

Kilka słów o historii i o “historii”

We wspomnianym okresie historycznym władcą jest Napoleon Bonaparte. Valor Mortis nie jest jednak grą wierną temu, co wydarzyło się przed laty, bo mamy tutaj do czynienia z alternatywną wersją zdarzeń z przeszłości. Za samą fabułę autorzy nie dostaliby Oscara, niemniej to dość zgrabnie napisana opowieść z kilkoma ciekawymi zwrotami akcji. Bardziej niż sam scenariusz, w którym wypowiadane przez postacie kwestie bywają niepotrzebnie wzniosłe, urzekły mnie historie mieszkańców, które poznajemy poprzez odnajdywane w trakcie rozgrywki notatki. Recenzowana produkcja zawiera bowiem nie tylko misje powiązane z główną opowieścią, lecz także dodatkowe zadania poboczne. To właśnie dzięki nim możemy dowiedzieć się więcej na temat losów niektórych postaci. Także takich pełniących, jak się okazuje, funkcję bossów (patrzę na ciebie, panno młoda).

Valor Mortis
Valor Mortis

Souls-like? A może sekiro-like?

Można by odnieść wrażenie, że system walki zaproponowany w Valor Mortis będzie wierny temu, co znamy z klasycznych Soulsów i innych gier inspirowanych twórczością Azjatów. Nic bardziej mylnego. Owszem, możemy całość sprowadzić do wyprowadzania lekkich ataków, blokowania czy też parowania ciosów, a także wykonywania uników. Lecz ograniczanie się w ten sposób byłoby niezwykle krzywdzące dla samej gry, wszak autorzy proponują nam różnorodne, naprawdę ciekawe narzędzia urozmaicające konfrontacje z wrogami. Zresztą, zróżnicowanie przeciwników sprawia, że musimy kombinować, w jaki sposób się z nimi rozprawić. A nie zawsze mamy dostęp do tylu pocisków, ile byśmy chcieli czy potrzebowali.

Tak, w Valor Mortis poza bronią białą pojawiają się również pukawki. Podstawowym orężem jest dostępna od samego początku szabla, lecz z czasem odblokowujemy dostęp do rapiera, którym lepiej się paruje. Z kolei na parowanie nie pozwala claymore. Jest za ciężki i wolny, choć kiedy nim machniemy, to często nie ma co zbierać; poza tym umożliwia, na przykład, spowalnianie przeciwników. Jeśli chodzi o same giwery, to żonglujemy tu między szybkim, ale nie robiącym zbyt wielkiej krzywdy wrogom pistoletem, garłaczem, który pełni tu funkcję strzelby i - wreszcie - muszkietem. Ten ostatni nie tylko zwala z nóg często najbardziej wymagających oponentów, ale służy również do walki wręcz. Do tego wszystkiego dochodzą moce specjalne pozwalające na podpalanie czy spowalnianie niemilców. Jest jeszcze do tego jedna unikatowa, odblokowywana prawie pod sam koniec kampanii.

Valor Mortis
Valor Mortis

Należy odnotować, że wbrew temu, co mogłyby sugerować przedpremierowe zapowiedzi, parowanie w Valor Mortis, przynajmniej w moim przypadku, okazało się wyłącznie opcją, a nie koniecznością. Można pokonywać wrogów bez odbijania ciosów. To nie Wo Long: Fallen Dynasty, gdzie tylko stoimy i czekamy na konkretny atak, by wcisnąć jeden przycisk. Tutaj bogaty arsenał sprawia, że mamy ogromne pole manewru. Jest to o tyle istotne, że wielu graczy, w tym ja, ma problemy z oceną odległości między moim bohaterem a wrogiem, i nie wiadomo, kiedy warto parować, a kiedy lepiej to sobie odpuścić. Choć paradoksalnie wydawać by się mogło, że perspektywa pierwszoosobowa będzie w tym przypadku lepsza, ale Sekiro: Shadows Die Twice udowodniło, że w przypadku rozgrywki nastawionej na odbijanie ciosów, widok zza pleców sprawdza się idealnie.

Rozwijaj się, rozwijaj…

Naturalnie poszczególne elementy wyposażenia w Valor Mortis możemy ulepszać, zwiększając co rusz możliwości bojowe kierowanej przez nas postaci. Za pokonywanie wrogów zdobywamy katalizatory, czyli odpowiednik dusz z serii Dark Souls, więc tak samo jak w tamtej grze, również tutaj po śmierci musimy dotrzeć do miejsca zgonu, by podnieść utraconą walutę (mamy na to tylko jedną szansę). Katalizatory służą do levelowania, lecz nie odbywa się ono poprzez zwiększanie konkretnych statystyk, lecz aktywowanie specjalnych umiejętności na drzewku rozwoju - nie jest to może najlepiej zrealizowany system w historii, niemniej wystarcza do tego, byśmy czuli, że stajemy się coraz silniejsi. Rozczarowaniem okazują się natomiast umieszczane w osobnych slotach bursztyny - pozostając w temacie odniesień do kultowego cyklu From Software można powiedzieć, że to swojego rodzaju pierścienie. Nie czułem, że wybierając konkretne ulepszenia tego typu mam większe szanse na przetrwanie w kolejnych lokacjach.

Valor Mortis
Valor Mortis

Czy Valor Mortis to trudna gra?

Jako że Valor Mortis określany jest mianem souls-like’a, warto wspomnieć o poziomie trudności. Gra nie jest przesadnie wymagająca, ale nie jest także łatwa. Idealnie udało się tutaj wyważyć stopień wyzwania czy też skomplikowania całości. Z jednej strony ginąłem wielokrotnie, ale cały czas uczyłem się na popełnionych błędach. Z drugiej nierzadko odwiedzając dane miejsce zastanawiałem się, jak ja to przejdę, ale niedługo później było już po sprawie. Mogło to oczywiście wynikać z doświadczenia w grach tego typu, ale zauważyłem, że w przeciwieństwie do niektórych tytułów wzorowanych na Dark Souls, Valor Mortis nie wymaga nie wiadomo jakiej zręczności. W grze odnajdą się osoby, które zamiast niesamowitego refleksu, cechują się raczej uważnością i cierpliwością.

GramTV przedstawia:

Valor Mortis zostało skonstruowane tak, by nie prowadzić gracza za rękę. Nie ma tu więc znaczników zadań ani mapy. Wielkość poszczególnych miejscówek jest jednak idealna. Nie zgubimy się w nich na dobre, ale też musimy poświęcić trochę czasu na odblokowanie skrótów i znalezienie właściwej drogi (w czym, co ciekawe, niekiedy pomaga rozmieszczenie wrogów - czasem jakiś przeciwnik zaczepia nas dlatego, że za nim znajduje się przejście do dalszej części lokacji). Wychodząc z kościoła, który jest hubem w grze, możemy podążać w kilku kierunkach, lecz zwykle w trakcie rozmów z postaciami niezależnymi czy też podczas czytania dziennika, wiemy w którą stronę powinniśmy się udać. Sam bohater może nam również powiedzieć, czy idziemy tam, gdzie trzeba. Poza tym nie zawsze dysponujemy kluczem do określonych miejsc, a bez tego po prostu do nich nie wejdziemy.

Valor Mortis
Valor Mortis

Tak czy inaczej wyczyszczenie dostępnych miejscówek (choć nie w stu procentach, bo nie zaliczyłem wszystkich misji pobocznych, gdzieniegdzie pewne też coś pominąłem) i dotarcie do napisów końcowych w Valor Mortis zajęło mi około 25 godzin. Tak naprawdę jednak czas rozgrywki uzależniony jest w tym przypadku od wielu różnych czynników. Tego, jak dokładnie będziemy zwiedzać poszczególne obszary. Czy utkniemy na bossie na dłużej czy też pokonamy go za pierwszym lub drugim razem. Czy zdecydujemy się wykonywać dodatkowe questy, czy też będziemy podążać jedynie za głównym wątkiem fabularnym. Oczywiście przy drugiej próbie czy kolejnych znika już element zaskoczenia, nie trzeba też się uczyć mechanik rozgrywki, więc do finału można dobiec znacznie szybciej.

Kwestie techniczne

Valor Mortis testowałem na komputerze Actina wyposażonym w procesor Intel Core i5-14600KF 3,50 GHz, 32 GB RAM i kartę graficzną AMD Radeon RX 7800 XT 16 GB VRAM z monitorem 4K i odświeżaniem na poziomie 144 Hz. Grałem w rozdzielczości 3840 na 2160 pikseli na wysokich (czyli przedostatniej z dostępnych konfiguracji) ustawieniach jakości oprawy wizualnej z włączonym AMD FSR na najwyższą wydajność odnotowałem średnio 100 klatek na sekundę.

Valor Mortis
Valor Mortis

Przez większość czasu gra oferowała płynność animacji na zadowalającym poziomie, więc nie musiałem walczyć z FPS-ami, lecz mogłem skupić się w całości na rozgrywce. Kilkukrotnie zdarzyło się jednak, że Valor Mortis po prostu wykrzaczyło się do pulpitu w trakcie konfrontacji z pewnym bossem - wiatrakiem. Innym razem z kolei, z niewiadomych powodów, wyłączyło się AI przeciwnika. Czasem działo się to losowo, czasem w trakcie tej samej konfrontacji przy kolejnym podejściu.

I inne błędy…

Jak widać, Valor Mortis na ten moment wymaga kilku usprawnień. Najwięcej krwi napsuły mi jednak momenty, w których dałem zapędzić się w kozi róg podczas walki z przeciwnikami, co sprawiło, że niejednokrotnie zacinałem się na obiektach otoczenia. Kiedy doszedłem do ściany, odsuwając się od grupy wrogów i nie miałem dokąd uciec, to doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że to wyłącznie moja wina. Ale nie brakowało tu sytuacji, w których podczas konfrontacji z wrogami po prostu moja postać nie chciała iść dalej, bo blokowała się a to na kamieniach, a to na czymkolwiek innym. W menu gry jest opcja “poddaj się”, więc można wrócić w ten sposób do ostatnio odblokowanej lampy pełniącej funkcję punktu kontrolnego czy - jak kto woli - ogniska, ale wiąże się to z utratą katalizatorów. Przydałaby się funkcja po prostu odblokowująca moją postać w takim momencie.

Valor Mortis
Valor Mortis

Jeszcze jedna, ważna kwestia, a mianowicie przycisk odpowiadający za kucanie i podnoszenie przedmiotów - w Valor Mortis obie te czynności wykonuje się trójkątem na padzie. Można sobie łatwo wyobrazić, że niekiedy zamiast podnieść nową rzecz, moja postać zaczynała się skradać… I jeszcze druga, również istotna sprawa - szkoda, że mamy tu tylko jeden slot na zapis. Gdyby coś się zbugowało, trzeba by rozpoczynać zabawę od nowa. Nie byłoby opcji wczytania wcześniejszego sejwa. Warto zmodyfikować to rozwiązanie.

A co z grafiką?

Valor Mortis, pod względem oprawy wizualnej, to gra, o której nie można powiedzieć złego słowa, ale z drugiej strony całość nie oferuje oszałamiającej grafiki. Podobać się może za to, i to bardzo, klimat jaki panuje w wirtualnym świecie zbudowanym przez twórców z One More Level. Każda z dostępnych lokacji jest na swój sposób unikatowa. W trakcie przygody odwiedzamy zrujnowaną wioskę, mroczne jaskinie, opuszczony uniwersytet, bagna, pola bitew, spopielone miasteczko, miasto i jego obrzeża i wiele innych miejsc - nie ma tu ani jednej kiepsko zrealizowanej miejscówki, zarówno pod względem samego wyglądu, jak i projektu.

Czy warto zagrać w Valor Mortis?

Oj tak, bez dwóch zdań - warto. Valor Mortis to odważna, i przede wszystkim udana, próba stworzenia pierwszoosobowego souls-like’a, który początkowo może wydawać się jedynie skórką do Ghostrunnera (feeling postaci czy też sposób machania bronią sprawia wrażenie identycznego), ale szybko przekonujemy się, że nowa gra One More Level to coś znacznie więcej. Poza tym nie tylko umiejętnie naśladuje Dark Souls, ale oferuje także sporo unikatowych rozwiązań w mechanice rozgrywki. A przy tym kapitalnie zaprojektowane poziomy i - niestety - trochę błędów, mniej lub bardziej dokuczliwych. Gdyby nie niedopracowana warstwa techniczna, byłaby czysta “dziewiątka”, a tak niestety trochę do niej zabrakło.

Valor Mortis
Valor Mortis
8,5
To bezsprzecznie jedna z najlepszych polskich gier w historii i jedna z najlepszych gier ostatnich lat w ogóle. Valor Mortis udowadnia, że twórcy Ghostrunnera znają się na pierwszoosobowych slasherach jak mało kto.
Plusy
  • świetnie zaprojektowane lokacje z idealnie rozmieszczonymi w nich wrogami - eksploracja angażuje od początku do końca
  • bardzo dobry system walki i - co ważniejsze - różnorodne typy broni i mocy specjalnych
  • umiejscowienie akcji, zgrabnie napisana opowieść i historie zwykłych mieszkańców
  • parowanie nie jest koniecznością, ale opcją - i bardzo dobrze
  • idealnie wyważony poziom trudności - gra jest wymagająca, ale nigdzie nie utknąłem na dłużej
  • 25 godzin potrzebne na przejście głównego wątku i kilku zadań pobocznych (misji dodatkowych jest jednak więcej)
  • całkiem niezła optymalizacja
  • klimatyczna oprawa wizualna
Minusy
  • kilkukrotnie gra "wykrzaczyła się" do pulpitu
  • czasem wyłącza się AI przeciwników
  • niekiedy z powodu widoku z pierwszej osoby trudno ocenić odległość między postacią gracza a przeciwnikiem (utrudnia to parowanie)
  • bohater nierzadko może zablokować się na obiektach otoczenia, co wymusza rozpoczęcie zabawy od ostatniego punktu kontrolnego
  • kucanie i podnoszenie przedmiotów pod tym samym przyciskiem
  • tylko jeden slot na zapis stanu rozgrywki
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!