Sugar – recenzja 2. sezonu. Colin Farrell, który spadł na Ziemię

Jakub Piwoński
2026/08/16 19:00
0
0

Sugar to serial, który zasłynął zaskakującym zwrotem akcji pod koniec pierwszego sezonu. Czy twórcy zdołali go obronić? Sprawdzamy.

Życzliwość nie jest oznaką słabości. Nie tutaj. John Sugar to typ faceta, który nie przeprasza. Nie dlatego, że nie chce tego robić, bo jest wobec swych ofiar bezwzględny. Jest dokładnie odwrotnie. Działa tak, by nie robić krzywdy, zawsze w słusznej sprawie. Niemal w białych rękawiczkach. I idealnie wyprasowanej koszuli. Nowy ideał męskości? Owszem, i przy okazji wzór dla ludzkości.

Sugar
Sugar

Twist, który wywrócił wszystko do góry nogami

Uwaga porządkowa. Myślę, że przy ocenianiu tego serialu powinniśmy grać w otwarte karty, bo przesadne nabieranie wody w usta przeszkodzi mi w rzeczowej krytyce. Dlatego, owszem, jeśli ktokolwiek z czytających nie wie, o czym opowiada serial Apple, nie miał okazji poznać pierwszego sezonu, a chce być zaskoczony i jest jednocześnie ciekaw, jak wypadł drugi, zachęcam do przeskoczenia wzrokiem do podsumowania poniżej. Całą resztę zachęcam do lektury.

Pewnie nie jestem w tym uczuciu odosobniony, ale dla mnie Sugar to dziś definicja serialowego zaskoczenia. Z kilku powodów. Dawno nie oglądałem produkcji, która rozwija się tak niespiesznie, kontempluje chwile i kompletnie nie jest zainteresowana zabieganiem o sympatię widza. Dawno też nie czułem, że jakaś rola tak bardzo pasuje do Farrella, jak rola eleganckiego detektywa z zasadami. Sugar okazał się dla niego idealnie skrojonym garniturem. Widać, że aktor czuje się w tym kostiumie niebywale swobodnie – co jest przeciwieństwem i ogromną przestrzenią oddechu po niezwykle wymagającej, także charakteryzatorsko, roli w Pingwinie. Ale przede wszystkim nigdy wcześniej, w serialu, który rozwijał się raczej bezpiecznie, nie otrzymałem tak radykalnej, szokującej wręcz wolty, jednoznacznie łączącej kryminał z science fiction. Bo to, jak zakończył się pierwszy sezon, najlepiej oddaje określenie „opadającej szczęki”. Bo owszem, nasz przystojniak okazuje się być… kosmitą.

Ja wiem, że taki Blade Runner już umiejętnie zestawiał zasady czarnego kryminału, jego stylistykę, duszność i moralną niejednoznaczność ze światem, który dopiero miał nadejść, będącym hiperbolą wizji społecznego rozkładu, jaka miała nadejść w przyszłości. Tylko że tamten film od początku informował widza, że jest fantastyką naukową, a dopisek „noir” traktował jako przyprawę. Tu mamy do czynienia z zabiegiem dokładnie odwrotnym. Farrell to Humphrey Bogart naszych czasów. Na ekranie rozgrywa się czarny kryminał, natomiast stawką nie jest już tylko los pojedynczej ofiary, której w obronę bierze główny bohater, a całego świata.

Sugar
Sugar

Kryminał, który udaje science fiction (albo odwrotnie)

To, co przyciągnęło mnie do drugiego sezonu, było pytaniem: jak ten serial się potoczy, jeśli finał pierwszego wywrócił wszystko do góry nogami? Zarówno materiały promocyjne drugiego sezonu produkcji Apple, jak i samo wejście w historię były na tyle miękkie, by nieco zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Na ekranie nie ma latających spodków, które składają bohaterowi wizytę, chcąc spustoszyć Ziemię i sprawdzić, jak radzi sobie na niej jego wysłannik. Białe rękawiczki wciąż są na dłoniach. Twórcy, choć ujawnili główną tajemnicę, raczej nie chcą nią epatować. To podejście budzi mój szacunek, bo dzięki temu Sugar zachowuje swoją tożsamość kina przede wszystkim detektywistycznego. Plus za to.

GramTV przedstawia:

Co dzieje się dalej? Bohater otrzymuje kolejną sprawę do rozwikłania i po raz kolejny, niczym superbohater – ten topos jest w serialu bardzo wyraźny – postanawia wstawić się za słabszymi, by dać popalić rekinom. Jest pewien młody bokser, którego brat, narkoman, znalazł się w nieodpowiednim miejscu i w nieodpowiednim czasie, stając się łakomym kąskiem dla pewnego gangstera. Problem w tym, że jest nim… szef lokalnej policji. W dodatku grany przez Tony'ego Daltona, który po Zadzwoń do Saula ponownie tworzy wyrazistą i nietypową kreację złoczyńcy. Jak na rasowy czarny kryminał przystało, Sugar wikła się w romans z femme fatale, która, a jakże, najwyraźniej także skrywa pewną istotną tajemnicę.

Sugar
Sugar

Sokół maltański spotyka Z archiwum X

Jeśli nadrzędnym hasłem kultowego Z archiwum X jest „chcę wierzyć”, co ma dostarczać wiary w to, że kiedy prawda o obecności przybyszów z obcych planet na Ziemi zostanie ujawniona albo oni sami odsłonią ją przed nami, to w przypadku Sugar znowu zostaje odwrócona perspektywa. Tutaj to przybysz z obcej planety musi sobie mówić, że „chce wierzyć” – w to, kim jest, w to, że jego misja na Ziemi ma sens, w to, że raport, jaki wkrótce wyśle swoim zleceniodawcom, przyniesie określone korzyści, i generalnie w ludzkość, w ujęciu ogólnym.

Sugar to trochę taka opowieść o przybyszu z gwiazd, niczym kultowy Człowiek, który spadł na Ziemię, który przygląda się ludzkości, a my, widzowie, za sprawą lupy, która zostaje do nas przyłożona, w końcu zdajemy sobie sprawę, jak wewnętrznie sprzecznym gatunkiem jesteśmy. Bo tak jak zdołaliśmy wygrać ewolucję, tak potrafiliśmy też mocno wpłynąć na złą kondycję naszej planety. Ekologia jednak nie bierze tu góry. To wyjątkowo altruistyczna opowieść – jej intencje są białe jak koszula protagonisty. I czynią człowieka i jego słabość nadrzędna sprawę do rozwiązania.

Chcę wierzyć

Sugar chce wierzyć w ludzkość, ja z kolei chciałem wierzyć w drugi sezon jego przygód. Bo, szczerze mówiąc, miałem pewne obawy co do tego, jak twórcy poprowadzą dalej historię, która zmieniła w finale zasady gry. To można było zniszczyć doszczętnie i przejść w kicz. Tak się jednak nie stało. Sugar znowu ma w sobie o wiele więcej klasy niż wiele innych, współczesnych kryminałów. Dba o formę opowiadania – uwielbiam te nieustanne wstawki z innych filmów, bo świetnie budują klimat – dba też o to, by miała ona odpowiedni nastrój. W swych fantastycznonaukowych podtekstach jest z kolei o wiele bardziej dojrzały i inteligentny niż wiele innych typowych seriali SF, które traktują swoją stylistykę już bardziej dosłownie. Ten koktajl wypadł zaskakująco dobrze.

Colin Farrell, jego dystyngowana, pełna szyku i klasy postawa, jego zachowawczość, jego maniery i ogromna wiara w człowieka – to coś, co stanowi jedną z jakości tego serialu, coś bardzo inspirującego i leczącego zarazem. Mam wrażenie, że on z kolei naprawdę wierzy w to, że ta historia ma głębszy sens. A ja? Cóż mogę powiedzieć – zawsze lubiłem czarne kryminały, a jeszcze większą estymą darzę science fiction, więc jeśli dostaję serial, który w sposób ciekawy i nieszablonowy łączy te dwie stylistyki, a w dodatku ma bohatera, który jest większym kinomanem ode mnie, to przyznaję – jestem kupiony. Czasem tyle wystarczy, by płynąć przez te stosunkowo zwarte odcinki bez większego problemu.

7,5
Sugar to jeden z najbardziej osobliwych przykładów połączenia tradycji czarnego kryminału z science fiction. Zamiast na efekty, stawia na przesłania.
Plusy
  • Pomysłowe połączenie czarnego kryminału z science fiction
  • Colin Farrell idealnie pasuje do roli Johna Sugara i widać, że się tą rolą bawi
  • Styl, klimat i filmowe wstawki budują wyjątkową atmosferę
  • Niespieszne tempo i kontemplacyjny charakter
  • Tony Dalton w bardzo ciekawej roli antagonisty
  • Konsekwentne rozwijanie pomysłu z pierwszego sezonu
Minusy
  • Może momentami nużyć
  • Niektóre elementy SF pozostają bardziej sugestią niż pełnoprawnym rozwinięciem - złośliwi powiedzą, że "nie było pieniędzy na więcej"
  • Serial momentami zbyt mocno ufa swojej eleganckiej formie kosztem dynamiki
  • Znajdą się też tacy, którzy uznają cały wątek SF za kompletnie niepotrzebny i naciągany
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!