W kinach zadebiutował nowy film o Robin Hoodzie, tym razem opowiadający o końcu jego legendy.
Odarty z mitu
Po wybitnym filmie Robin Hood: Książę złodziei z Kevinem Costnerem, słynny banita nie miał wiele szczęścia. Niecałe dwie dekady później Ridley Scott próbował powtórzyć sukces tamtego filmu, swoją własną wersję Robin Hooda z Russellem Crowe’em, ale produkcja okazała się zarówno artystyczną, jak i finansową klapą. Nieco inne podejście zaproponował reżyser Otto Bathurst w Robin Hood: Początek z 2018 roku, ukazując wczesne lata życia najsłynniejszego banity. Gdy wydawało się, że ten projekt na dobre pogrzebał szansę na dłuższy kinowy pobyt łucznika z Sherwood, pojawiła się propozycja od platformy MGM+, której ubiegłoroczny serial Robin Hood mógł spodobać się fanom. Teraz na dużym ekranie możemy poznać koniec legendy Robin Hooda w nowym filmie Michaela Sarnoskiego, twórcy Świni oraz Cichego miejsca: Dzień pierwszy. Czy Robin Hood: Koniec legendy odmieni losy jego filmowych przygód i po tych wszystkich latach doczekaliśmy się udanej kinowej produkcji z tytułowym banitą? Odpowiedź nie jest jednoznaczna i nowa produkcja potrafi równie zachwycić, jak poirytować niektórymi swoimi rozwiązaniami.
Robin Hood: Koniec legendy
Przez stulecia Robin Hood był symbolem walki z niesprawiedliwością, szlachetnego złodziejaszka okradającego bogatych, aby wspierać biednych. Kino wielokrotnie przedstawiało go jako romantycznego bohatera, pełnego wdzięku łucznika i przywódcę Wesołej Kompanii. Robin Hood: Koniec legendy świadomie odrzuca wszystkie te wyobrażenia i mity. Zamiast widowiska zrobionego w duchu kina nowej przygody, otrzymujemy przejmującą opowieść o starości, przemijaniu, poczuciu winny i niemożności ucieczki przed własną przeszłością. Już pierwsze minuty jasno pokazują, że twórcy nie zamierzają powtarzać tych samych schematów ze znanej wszystkim legendy o Robin Hoodzie. Hugh Jackman wciela się w zmęczonego życiem mężczyznę, który sam podważa wszystkie historie opowiadające o jego heroicznych czynach. Według niego wszystkie opowieści o jego bohaterstwie są oparte na kłamstwie, a sam przyznaje przed wszystkimi, że był brutalnym mordercą i złodziejem.
Już otwarcie filmu szokuje widza swoją bezwzględnością. Widzimy jak Robin Hood z zimną krwią zabija młodą kobietę, próbującą go okraść, a scena ta ustawia ton całej historii. Nie ma tu miejsca na romantyzm ani przygodę, jest jedynie przemoc i próba poradzenia sobie z ciężarem dawnych decyzji. Tym samym największym atutem Robin Hooda: Końca legendy jest konsekwentna dekonstrukcja znanej postaci. Sarnoski nie pyta, jak Robin Hood stał się legendą, lecz co pozostaje z człowieka, gdy jego bohaterska historia przestaje mieć znaczenie. Musi poradzić sobie z potomkami swoich dawnych ofiar, zmuszony nieustannie walczyć o przetrwanie i staje się coraz bardziej świadomy, że śmierć jest jedynym nieuniknionym zakończeniem jego drogi.
Robin Hood: Koniec legendy
Historia w Robin Hoodzie: Końcu legendy rozwija się w dwóch wyraźnie oddzielnych wątkach. Pierwszy z nich oparty jest na brutalności, pełnych przemocy i krwi scenach, w których widzimy bezpośrednie starcia banity z jego przeciwnikami. Robin wraz z Małym Johnem bierze udział w ostatniej wyprawie, która kończy się ciężkim zranieniem bohatera. Druga część filmu przenosi akcję do odosobnionego klasztoru prowadzonego przez siostrę Brigid, gdzie film całkowicie zmienia swój charakter. Dynamiczną akcję zastępują długie, refleksyjne dialogi i powolne odkrywanie emocjonalnych ran głównego bohatera. To właśnie tutaj film staje się przede wszystkim historią o odkupieniu. Jednocześnie ten podział okazuje się największym problemem scenariusza. Reżyser celowo pozostawia wiele pytań bez odpowiedzi, a nie pomaga fakt, że Robin wspomina swoją przeszłość jedynie fragmentarycznie, a motywy jego dawnych czynów pozostają niejasne. Film wielokrotnie sugeruje, że jest winny wielu przestępstw, jednak rzadko pozwala widzowi naprawdę je zobaczyć. W efekcie trudno w pełni zrozumieć skalę przemiany bohatera lub odczuć ciężar jego wyrzutów sumienia. Twórca wydaje się liczyć na to, że sama znana legenda Robin Hooda wypełni pozostawione luki, ale jest to ostatecznie niewystarczające.
W otchłani mroku
Innym problemem nowego Robin Hooda jest tempo narracji, które dla wielu widzów może okazać się zbyt powolne. Po dynamicznym początku film niemal całkowicie rezygnuje z akcji na rzecz kontemplacji. Minimalistyczna konstrukcja fabuły, oszczędne dialogi, czy długie momenty przerw, w których niewiele się dzieje, sprawiają, że miejscami historia traci na swojej ciągłości. Reżyser świadomie próbuje tymi metodami zbudować odpowiednią atmosferę, ale robi to niestety kosztem opowiadanej fabuły. Dużym błędem filmu jest także niepełne wykorzystanie mitu Robin Hooda. W filmie pojawiają się wzmianki o Marian, Wesołej Kompanii czy okradaniu bogatych, lecz funkcjonują one jedynie jako mgliste echa dawnej legendy banity. Twórca skutecznie niszczy doskonale znany obraz łucznika, ale nie proponuje żadnej innej alternatywy, poza ukazaniem starego i zmęczonego życiem oraz konsekwencjami Robina.
Robin Hood: Koniec legendy
GramTV przedstawia:
Na szczęście filmowi wiele można wybaczyć ze względu na oprawę wizualną. Zdjęcia Pata Scoli wykorzystują surowe krajobrazy Irlandii Północnej w sposób, którym ciężko się nie zachwycić i choć przez chwilę poczuć ten niezwykły klimat. Początkowo otrzymujemy dosyć standardowe jak na takie kino krajobrazu, ale w drugiej części film staje się w swoim wizualnym przekazie bardziej chłodny i spokojny, oferując jasne wnętrza, kamienne fasady, czy widoki na morze, które funkcjonują tu również w wymiarze metaforycznym, odnosząc się do przemiany głównego bohatera. Ciekawym zabiegiem jest również zmiana proporcji obrazu. Początkowo szerokie kadry podkreślają epicki wymiar legendy, jednak wraz ze zbliżaniem się do finału ekran staje się coraz bardziej zamknięty i intymny. Kamera koncentruje się na twarzach oraz drobnych emocjach zamiast rozległych krajobrazach. Nie mniej istotną rolę odgrywa muzyka Jima Ghediego. Folkowe motywy przeplatają się z sekcjami smyczkowymi, budując atmosferę melancholii i żałoby.
Kolejnym wartym pochwalenia elementem jest Hugh Jackman, który tworzy jedną z najbardziej stonowanych ról w swojej karierze. Jego Robin jest zmęczony, milczący i niemal całkowicie pozbawiony nadziei. Aktor potrafi oddać fizyczne wyczerpanie oraz psychiczne wypalenie człowieka, który przez całe życie znał jedynie przemoc. Bardzo dobrze wypada również Jodie Comer jako siostra Brigid. Jej postać wnosi do filmu spokój, łagodność i przebaczenie, stanowiąc całkowite przeciwieństwo brutalnego świata Robina. Bill Skarsgård jako Mały John pojawia się stosunkowo krótko, ale skutecznie przyciąga uwagę swoją charyzmą i niejednoznacznym humorem.
Pomimo tych wszystkich niedociągnięć Robin Hood: Koniec legendy to udana produkcja, choć pozostawiająca po sobie spory niedosyt. Michael Sarnoski proponuje zupełnie inne, bardziej bezpośrednie spojrzenie na mit słynnego banity, ale zdecydowanie nie jest to produkcja, która zadowoli fanów blockbusterów i kina przygodowego. To film przesycony melancholią, poczuciem straty i refleksją nad odpowiedzialnością za własne czyny. Nie oferuje satysfakcji płynącej z widowiskowych pojedynków ani klasycznych scen akcji, ale proponuje bardziej emocjonalne doświadczenie. Dodatkowo film zachwyca stroną wizualną, znakomitą muzyką oraz bardzo dobrą rolą Hugh Jackmana, ale jednocześnie cierpi na skrócone wątki poszczególnych postaci oraz powolne tempo prowadzenia fabuły.
6,0
Robin Hood: Koniec legendy to nietypowa reinterpretacja słynnej legendy, która zamiast widowiskowej przygody oferuje melancholijną opowieść o winie, odkupieniu i nieuchronności śmierci.
Plusy
Interesująca dekonstrukcja mitu Robin Hooda
Odejście od klasycznej przygodowej konwencji (choć nie bez wad)
Brutalne sceny akcji
Wyjątkowy klimat i melancholijna atmosfera
Znakomita rola Hugh Jackmana
Świetne zdjęcia i umiejętne wykorzystanie zmian proporcji obrazu
Muzyka Jima Ghediego
Minusy
Powolne tempo może wielu widzów znużyć
Kiepsko przedstawiona przeszłość głównego bohatera i jego motywacji
Dekonstrukcja legendy Robin Hooda nie wyszła tak dobrze, jakby mogła
Miejscami brakuje spójności w fabule
Niewykorzystany potencjał postaci drugoplanowych
Liczne nawiązania do mitu Robin Hooda pozostają powierzchownymi odniesieniami