Recenzja - konsole

Brothers: A Tale of Two Sons - recenzja

Paweł Pochowski, 19 sierpnia 2013 16:40 5

Mają Skandynawowie dryg to robienia klimatycznych produkcji - po Max Payne, Alan Wake, Najdłuższa Podróż oraz Dreamfall czas na kolejną jedyną w swoim rodzaju i inną od reszty grę.

Fabuła Brothers: A Tale of Two Sons nie jest skomplikowana - oto dwójka braci wyrusza w podróż, aby odnaleźć drzewo z którego bije życiodajne źródło mając nadzieję na to, że przyniesiona stamtąd woda uratuje ich chorego ojca. Wędrują więc przez doliny i góry, jaskinie i inne przedziwne lokacje starając dotrzeć się do miejsca swojego przeznaczenia. Po drodze czeka na nich wiele dziwnych miejsc, skomplikowanych sytuacji, chwil wzruszenia, grozy, radości oraz smutku. Wszystko dlatego, że produkcja studia Starbreeze ta to tak właściwie baśń, która jednak nie nadaje się dla dzieci - jest to bajeczna opowieść skierowana tylko dla dojrzałych odbiorców, której niuanse chwytają za serce i ściskają je niczym gąbkę, wyciskając z niego łzy zwilżające oczy gracza. I na nic udawanie, że coś wpadło do oka - zmięknie przy niej najtwardszy twardziel. Gdyby wydali kolekcjonerkę w pudełku, zapewne jednym z jej elementów byłyby... chusteczki higieniczne.

Brothers: A Tale of Two Sons jest grą inna niż wszystkie i dotyczy to praktycznie większości jej aspektów. Już sam fakt, że mamy do czynienia nie z jednym głównym bohaterem, a z dwójką, których imion nawet nie znamy, a rozmów zarówno pomiędzy sobą jak i z innymi postaciami zupełnie nie rozumiemy, gdyż odbywają się w nieznanym języku, wiele mówi o tej produkcji. Do przekazania tego, co twórcy chcą za jej pomocą powiedzieć, nie potrzeba jednak słów i stąd też szybko przyzwyczajamy się do faktu, że nie ma tu dialogów - gestykulacja jest na tyle wyraźna, że bez słów rozumiemy o czym w danej chwili bracia dyskutują, jakie pytanie zadali napotkanemu NPC czy też co odczuwają.

Nie znamy ich imion, ale za to doskonale poznajemy ich charaktery oraz cechy ich odróżniające. Starszy brat jest z naturalnych względów większy, silniejszy, odważniejszy, ale i bardziej dojrzały - a więc spokojny i stonowany. To on pyta napotkane osoby o drogę, troszczy się o swojego brata podsadzając go w wysokie miejsca i wykonuje wszystkie czynności wymagające siły, jak chociażby przełączanie poszczególnych dźwigni. Ponadto biorąc pod uwagę, że jego młodszy brat nie umie pływać transportuje go na własnych plecach przez fragmenty z głęboką wodą. Młodszy natomiast jest mniejszy i jeszcze dziecinny, przez co skory do zabaw i psot. Gdy trzeba prześlizgnąć się przez wąskie miejsce lub gdzieś wdrapać - on nadaje się do tego najlepiej. To także on odpowiada za plucie do studni czy oblanie wodą spokojnie drzemiącego wieśniaka. Lepiej dogaduje się także ze zwierzętami. Jednocześnie jest on bardziej przytłoczony przez niedawną śmierć matki, która dotknęła tę rodzinę - jako młodszy syn był z nią mocniej związany, a ponadto utonęła ona na jego oczach. Brak umiejętności pływania sprawił, że nie był w stanie jej pomóc.

"Gwoździem programu" jest sterowanie gry. Jako, że posiada ona dwóch głównych bohaterów naturalnym wydaje się, że możemy się pomiędzy nimi w dowolnej chwili przełączać lub nawet przejść w trybie kooperacji - otóż nic bardziej mylnego. Rozgrywka w Brothers: A Tale of Two Sons została skonstruowana w taki sposób, że obydwoma braćmi sterujemy jednocześnie - lewa gałka analogowa oraz przycisk LT odpowiadają za sterowanie starszym bratem. Za pomocą prawej strony pada kierujemy natomiast poczynaniami młodszego. Poszczególne etapy skonstruowano w taki sposób, że zabawa przez większość czasu wymaga od nas kooperacji z... sobą samym.

Już na samym początku gry bracia niosą chorego ojca do miejscowego znachora - młodszy idzie z przodu, starszy z tyłu, a naszym zdaniem jest odpowiednie kierowanie ich ruchami, co wcale nie jest proste. Dalej jest już tylko trudniej - szczególnie, gdy bracia mieszają się na ekranie i nagle ten sterowany przez lewą rękę znajduje się po prawej stronie. Odpowiednie sterowanie jest wtedy prawdziwym wyzwaniem dla naszego mózgu i niezłym ćwiczeniem na synchronizację obu półkul. Starbreeze natomiast stanęło na wysokości zadania i na przestrzeni kilku etapów przygotowało wiele różnych przeszkód, które na wiele sposobów testują naszą umiejętność w sterowaniu dwójką bohaterów na raz. Czasem bracia działają oddzielnie, by uzyskać pożądany efekt - jak na przykład wtedy, gdy przeprawiają się przez pole, po którym biega groźny pies. Prowadzimy ich wtedy po dwóch innych ścieżkach, co chwilę przywołując "bestię" do jednego z braci, by drugi miał chwilę czasu na przedostanie się do następnego wolnego miejsca.

Ale to tylko jeden z wielu świetnych przykładów na to, jak kreatywni byli twórcy przy tworzeniu tej produkcji. Cześć zagadek wymaga natomiast ścisłej współpracy - jak fragment zręcznościowy, w którym bracia lecą na przedziwnej maszynie, a każdy z nich steruje jedną stroną ich "samolotu". Albo inny, tym razem bardziej platformowy przykład - bracia przedostając się po kolumnach stojących nad przepaścią wiszą trzymając się specjalnych wypukleń, dodatkowo są związani liną asekuracyjną. Bezpieczne przeprowadzenie ich przez ten fragment wymaga od nas trzymania się jednym bratem kolumny gdy drugi się jej puszcza i wisząc na linie - huśta się, by móc dosięgnąć do kolejnej kolumny. I tak w kółko na zmianę aż staną bezpiecznie na ziemi.

Największą trudnością w grze jest właśnie system sterowania wymagający od nas równoczesnego prowadzenia dwójki bohaterów, oprócz tego twórcy nie dokładają nam zbyt wielu powodów do zmartwień. Potyczek z wrogami jest tu dosłownie kilka, część z nich załatwiamy zresztą sprytem, a nie walką. Wraz z przechodzeniem kolejnych etapów nie napotkacie na coraz to trudniejsze poziomy. Jeżeli już czymś zostaniecie zaskoczeni, to raczej innowacją twórców w zastosowaniu sterowania do rozwiązywania nowych zagadek czy przechodzenia przeszkód, a nie ich poziomem trudności. Także scenariusz gry jest bardzo zaskakujący - przygody rodzeństwa w Brothers: A Tale of Two Sons przebiegają inaczej niż można by się tego spodziewać po pierwszym etapie, kończą się także w sposób innych od oczekiwanego. Ale zbierając wszystko razem dostajemy od Starbreeze przepiękną i wzruszającą baśń o odwadze, miłości i trosce.

Wrażenia płynące z rozgrywki są potęgowane przez przepiękną, genialną stronę dźwiękową produkcji. Od muzyki płynącej w tle, przez odgłosy natury czy nawet wspomniane niezrozumiałe dla gracza głosy postaci - pliki dźwiękowe zostały przygotowane w mistrzowski wprost sposób, czyniąc z gry małe arcydzieło. Ponadto przy jej produkcji zaangażowany był reżyser oraz scenarzysta Josef Fares. To jego zasługą jest fakt, że Brothers: A Tale of Two Sons bardziej niż grę przypomina animowany film - znajdziecie w niej iście filmowe momenty oraz ujęcia. Twórcy zaprojektowali wiele krajobrazów przystosowanych do podziwiania i to dosłownie! Siadamy wtedy braćmi na widokowej ławeczce i po prostu obserwujemy przepiękną okolicę. Grafika wykonana została bardzo ładnie. Twórców można pochwalić za prawdziwy artyzm, a rysunkowa kreska jeszcze bardziej wprowadza nas w bajkowy klimat. Jedyne na co można narzekać to braki w technicznej warstwie oprawy wizualnej - szarpane krawędzie oraz przenikające się obiekty, ale na dłuższą metę nie mają one znaczenia. Jest to opowieść, która nie potrzebuje oprawy niczym Crysis by trafić do serc graczy.

Całość nie jest długa, a szybkie ukończenie Brothers: A Tale of Two Sons trwa cztery godziny. Jeżeli dodatkowo po drodze dacie sobie czas na interakcję we wszystkich możliwych miejscach czy chwilowe zbaczanie z głównego szlaku, by korzystać z kilku małych możliwości (można nazwać je zadaniami pobocznymi w skali mini), przejście gry zajmie Wam godzinę dłużej. To niewiele, a część graczy może uznać, że wręcz skandalicznie krótko. Powrócę jednak do tego, co pisałem na początku tekstu - nie jest to produkcja taka jak inne. Nie sili się na sztuczne wydłużanie opowieści. W wielu grach bardzo irytowało mnie bezsensowne przedłużanie zakończenia, by czas potrzebny na ukończenie tytułu był jeszcze trochę dłuższy - twórcy uciekają się wtedy do wielu przeciętnych sztuczek, a gdy już nam się wydaje, że finał gry jest za rogiem - sprawiają, że wymyka nam się z rąk. Tymczasem Starbreeze opowiedziało w swojej historii tyle, ile chciało i tyle, ile mogło. Jednocześnie przez to, że gra obfituje w emocjonalne momenty historia dwójki rodzeństwa jest pełna i spójna, opowiedziana od początku do końca i z odpowiednim, choć smutnym, zakończeniem. Co więcej, obstawiam, że zdecydowana większość graczy zdecyduje się na więcej niż jednokrotne przejście tej produkcji. Właśnie ze względu na niesamowity jej klimat oraz aplikowaną grającemu dawkę emocji.

Stąd też taka, a nie inna ocena Brothers: A Tale of Two Sons. Jest to niezwykła, baśniowa produkcja, która ujmuje swoją bajkowością i głęboko wwierca się w serca i umysły graczy. Ma pewne braki w kwestii technicznej i nie jest zbyt długa, ale nadrabia to swoją filmowością, emocjonalnym ładunkiem, świetnym scenariuszem oraz przepiękną stroną dźwiękową, jak i bajecznymi lokacjami. Polecam ją wszystkim, którzy lubią czasem przeżyć przygodę inną niż wszystkie - pozbawioną strzelania, walki z wrogami, nabijania punktów doświadczenia czy wykupywania nowych umiejętności. Brothers: A Tale of Two Sons jest grą, która właśnie poprzez swoją prostotę ujmuje najmocniej.

Zamów grę Brothers: A Tale of Two Sons w przedsprzedaży - wersja komputerowa

Brothers - A Tale of Two Sons X360

  • innowacyjne sterowanie
  • klimatyczny świat i lokacje
  • wiele chwytających za serce momentów
  • ciekawy scenariusz
  • genialna strona dźwiękowa
  • śliczne widoczki
  • nic poważnego (czasem trafi się przenikający się obiekt - oprócz tego silnik gry lubi się z poszarpanymi krawędziami)
Baśn, film i gra w jednym 8.8
Nawet na Early Access byłoby za wcześnie - recenzja Underworld Ascendant
Z kilofem (i mieczem) przez świat - recenzja gry Portal Knights
Wciągająca przygoda - recenzja gry Ember
Gems of War - recenzja
najnowsze

Co nowego w PlayLink?

Recenzja gier: Frantics, Wiedza to Potęga: Dekady, Szymparty i Planet of the Apes: Last Frontier.

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?