Recenzja

Baldur's Gate Enhanced Edition - recenzja

Sławek Serafin, 10.12.2012 22:43 117

Odświeżony Baldur's Gate za dwadzieścia dolarów. Warto wydać te pieniądze na poprawioną wersję jednej z najlepszych gier w dziejach? Nie, nie warto.

Po pierwsze, nie warto dlatego, że można to samo kupić o wiele taniej. Owszem, ta nowa edycja rozszerzona, poprawiona i co tam jeszcze nie zrobiona, wygląda nieco lepiej. Ale tylko nieco. Różnica między oryginalnym Baldurem a tym nowym jest miejscami zauważalna, ukryć się nie da, widać że poprawiono modele postaci, że rozdzielczość jest wyższa i tak dalej. Ale efekt w 99% identyczny można uzyskać za pomocą modów nałożonych na tamtego starego Baldur's Gate, tych oficjalnych, które przenoszą go na silnik z drugiej części gry i tych fanowskich, które poprawiają wiele innych drobiazgów. Ba, ta druga opcja jest nawet bardziej sensowna, bo w Enhanced Edition są błędy, drobne, ale mimo wszystko są - a to nie uruchamia się pomniejsze zadanie, a to nie ma kupca w miejscu, w którym powinien być, a to postać, którą odłączyliśmy od drużyny tak jakby ciągle w niej była i trzeba przeładowywać grę, by się jej pozbyć... Kupując oryginalnego Baldura mamy pewność, że takie rzeczy nie będą się działy. I możemy go mieć za połowę ceny tej nowej edycji, z dodatkiem, którego Enhanced Edition nie ma. Jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać?

Może dla tego nowego scenariusza pobocznego? Walki na arenie, mroczny klimat, te sprawy. Ciekawe to? Nie, nieciekawe. Piąte koło u wozu, na dodatek bazujące nie na fabule, ale na tłuczeniu się z coraz to nowymi hordami wrogów. Szczerze wątpię, czy choćby co czwarty nabywca tej rozszerzonej wersji w ogóle zainteresuje się tym scenariuszem, a mniej niż czwarta część z tego znajdzie w sobie na tyle samozaparcia, by go ukończyć. Nie jest tego wart. Więc... może... hmm... może te dodatkowe postacie? W sumie są trzy, każda ma inny charakter, z każdą wiąże się jakaś historia, tak? Tak. I to jest mocna strona tego "nowego" Baldura, kto wie czy nie jedyna - ci nowi bohaterowie są ciekawie zarysowani i nietuzinkowi, a poboczne zadania z nimi związane nie są szczególnie pokaźne, ale wnoszą do gry więcej niż w zasadzie wszyscy już znajdujący się w niej bohaterowie. Mocny punkt. Tyle, że jedyny właśnie. Poza nim nie widzę żadnych powodów, by kupować Baldur's Gate Enhanced Edition, gdy normalnego Baldura z dodatkiem można mieć o połowę taniej i bez tych drobnych, ale widocznych błędów. Koniec recenzji? Nie, jeszcze nie.

Czy warto było w ogóle wracać do Baldur's Gate? Wiecie, nie po to, żeby zarobić na sentymencie czy legendzie, tylko czy to nadal jest tak wspaniała gra, jak wtedy? Ta gra wyznaczała standardy przez wiele, wiele lat, do tej pory stawia się ją jako przykład, jako wzorzec, niedościgniony ideał (oczywiście razem z drugą częścią, ale to szczegół). Słusznie się tego Baldur's Gate tak wysoko ocenia? Słusznie... jeśli pozostawiamy go w kontekście czasów niegdysiejszych, gdy zrewolucjonizował i zredefiniował gatunek. A na tle współczesnym? Cóż, tutaj już wygląda gorzej. Dużo gorzej. Nie powinno to zaskakiwać, ale jednak spodziewałem się, że taka wiekopomna gra będzie się lepiej broniła.

Co ciekawe, wygląd jako taki nie stanowi tu żadnego problemu. Wydawałoby się, że to będzie szwankowało najbardziej, bo przecież taka archaiczna grafika, 2D i w ogóle. Ale nie, to w ogóle nie przeszkadza, a jeśli nawet, to tylko przez chwilę, na samym początku, zanim jeszcze się przyzwyczaimy. Potem już zapomina się, że to taki staroć wizualny, wpasowujemy się w narzucone ograniczenia, wyobraźnia dopowiada nam to, czego nie widać, świat staje się równie wiarygodny, co w innych grach. Może robi trochę mniejsze wrażenie, bo krajobrazów i efektów takich jak w Wiedźminie 2, Skyrimie czy Mass Effect 3 tu nie uświadczymy rzecz jasna, ale nie da się też powiedzieć, że wiekowy wygląd Baldur's Gate przeszkadza w graniu. Bo nie przeszkadza. Nie on.

Największym problemem współcześnie ocenianego Baldur's Gate jest ta sztuczna, oderwana od rzeczywistości mechanika z Dungeons & Dragons. Przeniesiona żywcem do gry działała bardzo dobrze... wtedy. Teraz wzbudza zażenowanie. Rozwój postaci na przykład jest fatalny. Jeden poziom co kilka godzin i na dodatek w większości przypadków w czasie awansu nie możemy podjąć żadnej decyzji, bo wszystko rozwija się z automatu lub w ogóle. Nie mamy prawie żadnego wpływu na to, jak będzie się rozwijał dany bohater - nie według zasad "starego" D&D. W nowych edycjach jest już nieco lepiej, ale tamte są ewidentnie słabe, jeśli chodzi o ich adaptację na potrzeby gry komputerowej, nic do niej nie wnoszą, wręcz przeciwnie, pozbawiają gracza mnóstwa zabawy z kształtowaniem swojego bohatera. I wyposażaniem go też.

To następny problem - sprzęt. A raczej jego brak. Przez kilkanaście godzin mój główny bohater biegał z bronią, którą kupiłem mu w ciągu pierwszej minuty w grze. Potem zdobyłem lepszą i... korzystałem z niej już do końca, bo żadnych jeszcze lepszych w grze nie ma. To jest reguła, nie wyjątek, tak jest ze wszystkim. Postacie mogą się specjalizować w tak ograniczony sposób, że nie ma sensu im zmieniać broni, jeśli należy ona do innej grupy oręża. Przez to odpada nam mnóstwo zabawy w ustalanie ekwipunku i obwieszanie naszych ludzi błyskotkami. Wtedy to nie było problemem, bo nie znaliśmy niczego innego. Teraz znamy i oczekujemy większej różnorodności i ciekawszych problemów do rozwiązania wiążących się z wyposażaniem naszych herosów. I nie tylko tego się spodziewamy - lepsze dialogi też byśmy chcieli.

Rozmowy z napotkanymi postaciami w Baldur's Gate są dobrze napisane. To trzeba przyznać. Często są bardzo ciekawe, chwytają za serce lub rozśmieszają. Ale też są strasznie mało elastyczne i ograniczone. Nie ma tu w ogóle zależności żadnych, ani jednej linii dialogowej, która wiązałaby się z rasą, płcią, inteligencją, mądrością czy charyzmą postaci. Nie mówiąc już o charakterze czy jakichś innych umiejętnościach. Zamiast odgrywać postać, zamiast podejmować trudne decyzje, wybieramy opcję, która jako jedyna odpowiada naszej wizji - albo "dobrą", albo "złą". Zero rozterek, zero wyzwań, tylko jeden tekst w miarę pasuje do naszej postaci, bo pozostałych kwestii nie wypowiedziałaby za Chiny Ludowe. To znaczy, jeśli w ogóle ona to mówi, bo możliwe, że nie włożyliśmy punktów w charyzmę i za rzecznika grupy robi ktoś całkiem inny. A wtedy to już kompletnie nijaki jest ten nasz bohater - przecież nawet nie gada z ludźmi. I gdyby to tylko on był taki nijaki...

Wszyscy pamiętamy postacie z Baldur's Gate, prawda? Grając dzisiaj i starając się nie poddawać wspomnieniom, trudno jest zrozumieć dlaczego. Są właśnie... nijakie. Odbywamy z nimi jedną rozmowę, gdy ich przyjmujemy do drużyny - i to wszystko, jeśli chodzi o pogłębianie ich charakteru i wzajemnych relacji. Potem tylko powtarzają cały czas te same okrzyki, lub też jednostajnie marudzą, jeśli zachowujemy się zbyt podle lub zbyt święcie, jak na ich gust. Za to ich tak pamiętamy? Rany, to musiały być smutne czas dla gier RPG - przecież to, co oferuje Baldur, a to, co mamy w Knights of the Old Republic, w Dragon Age, w Mass Effect czy w Neverwinter Nights 2 nawet, to niebo a ziemia. Jasne, nadrabialiśmy wyobraźnią, tworzyliśmy sobie w głowie to, czego nie było w grze... W sumie nic dziwnego, że pamiętamy i kochamy tych bohaterów, w końcu sami ich sobie wymyśliliśmy - każdy miał obraz swojego Minsca, Viconii i Imoen. Czasy jednak się zmieniły, nadrabiać braków gier imaginacją nie musimy i bez różnicy, czy to dobrze, czy źle, fakt jest faktem, że galeria postaci z Baldur's Gate zestawiona z bohaterami wymienionych RPGów wygląda tak słabiutko, jak perspektywa państwowych emerytur dla dzisiejszych trzydziestolatków.

Jak twierdzą nasi koledzy z Tablety.pl, w swojej recenzji Baldur's Gate Enhanced Edition w wersji na iOS, gra jest świetna i warta każdego wydanego na nią centa.

Czy Baldur's Gate przestał być dobrą grą? Pod wieloma względami owszem, następcy przerośli go, zdystansowali i zostawili w tyle. Bardziej niż mogło by się wydawać. Widać to też po systemie walki, kiedyś tak emocjonującym i taktycznym, dziś tak nudnym i mechanicznym. Dobrze, że chociaż ci czarodzieje są w grze, bo gdyby nie oni, to przy walce można by już w ogóle usnąć - obserwowanie starć wojowników jest nudne jak flaki z olejem, tyle że flakom nie towarzyszy odgłos raz po raz chybianych ciosów... to znaczy, chyba nie towarzyszy, rzadko jadam flaki więc ekspertem nie jestem. Czarowanie wnosi trochę dynamiki do starć, ale też jest zbyt potężne, już od pierwszych poziomów, na których niepodzielnie panuje czar usypiania (nie ma sensu brać żadnych innych)... który zresztą jest ekstremalnie przydatny jeszcze długo, długo potem. Kiepski balans to... kiepski balans. Dziękujemy ci Dungeons & Dragons.

Na szczęście nie ze szczętem został jeszcze Baldur's Gate pogrzebany. Na przykład wiele współczesnych gier, zwłaszcza tych z tak zwanym "otwartym światem", mogłoby się od niego uczyć, jak konstruować ciekawe misje poboczne w dużych ilościach - aspekt eksploracji świata, wyszukiwania tych świetnych zadań kryjących się gdzieś tam poza głównym wątkiem, jest nadal bardzo mocnym punktem gry. I wbrew temu wszystkiemu, co o niej napisałem powyżej, wbrew temu, że minęło już prawie czternaście lat od premiery oryginału, nadal da się w to grać. Widać, że wiele rozwiązań jest już strasznie przestarzałych, ale... ale to chyba ten sentyment, ta nostalgia trzyma przy grze przez kolejne godziny. Tyle, że osoby podatne na ten chwyt to zwykle osoby, które już swojego Baldur's Gate mają i to od dawna. Ta nowa edycja poprawiona jest im zbędna. A do świeżych graczy nie ma czym trafiać, poza ogólnie dobrą opinią, bo sama rozgrywka nie dorównuje temu, co oferują współczesne gry RPG. Jeśli więc Baldur's Gate Enhanced Edition nie jest ani dla fanów, ani dla nowych graczy, to po co w ogóle ta gra powstała? Nie jestem pewien, ale wiem, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I właśnie dlatego stanowczo odradzam ten zakup - cała akcja wygląda bardziej jak skok na naszą kasę, niż hołd dla legendy. Szkoda. Spodziewałem się bardziej pozytywnych odczuć. I polskiego dubbingu, którego jak na razie w Enhanced Edition nie ma...

Poniższa ocena odnosi się do Baldur's Gate jako całości, nie tylko nowości wprowadzonych przez nową edycję, osądzanego tu i teraz bez sentymentów.

Baldur's Gate Enhanced Edition

  • Wielki świat, który można zwiedzać i badać
  • Mnóstwo dobrze pomyślanych, ciekawych pobocznych zadań
  • Gra nie jest prosta i nie ma strzałek pokazujących kierunek do kolejnej misji
  • Mimo wszystko nieźle się gra
  • Trójka nowych bohaterów
  • Fatalna mechanika D&D
  • Nijacy bohaterowie
  • Nudna walka
  • Edycja rozszerzona prawie nic nie rozszerza
  • Błędy, których nie ma w oryginalnej grze
  • Dwa razy drożej niż oryginał z modami, a wygląda identycznie
To kiedyś była świetna gra... z naciskiem na czas przeszły 7.0
najnowsze