Zanim nakręcił nieudaną serię science fiction, a także swoje wielkie hity, 16 lat temu stworzył swój najdziwniejszy film w karierze

Radosław Krajewski
2026/09/25 16:30
0
0

Ta produkcja nie pasuje do dorobku Zacka Snydera.

Zack Snyder kojarzony jest przede wszystkim z widowiskowym kinem akcji, komiksowymi adaptacjami i science fiction. Szesnaście lat temu reżyser postanowił jednak zrobić coś zupełnie innego. Efektem były Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga'Hoole, czyli animowana produkcja, która do dziś pozostaje jednym z najbardziej nietypowych punktów w jego filmografii.

Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga’Hoole
Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga’Hoole

Zack Snyder zaskoczył widzów. 16 lat temu pokazał zupełnie inne oblicze w filmie Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga’Hoole

Zanim Snyder rozpoczął pracę nad animacją, miał już na koncie między innymi Świt żywych trupów, 300 oraz Strażników. Widzowie zdążyli więc wyrobić sobie konkretne zdanie na temat jego stylu. Tym większym zaskoczeniem było to, że kolejnym przedsięwzięciem twórcy okazała się familijna opowieść fantasy o sowach.

Co ciekawe, pomysł nie był próbą gwałtownej zmiany kierunku kariery. Dużą rolę odegrały dzieci reżysera. Zack Snyder ma sześcioro dzieci, które nie mogły oglądać wcześniejszych filmów swojego ojca ze względu na ich brutalność oraz kategorię wiekową. Jak wspominała Deborah Snyder, regularnie pytały więc, kiedy wreszcie nakręci coś, co również będą mogły zobaczyć.

Prace nad Legendami sowiego królestwa: Strażnikami Ga'Hoole rozpoczęły się znacznie wcześniej, niż mogłoby się wydawać. Warner Bros. zdobyło prawa do książek Kathryn Lasky już w 2005 roku, a Snyder zajmował się projektem jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć do Strażników. Produkcja animacji ruszyła w Australii w lutym 2009 roku, czyli miesiąc przed kinową premierą ekranizacji komiksu Alana Moore'a i Dave'a Gibbonsa.

Sam reżyser tłumaczył wówczas, że nie traktował filmu jako sposobu na zmianę swojego wizerunku. Chciał przede wszystkim stworzyć przygodową historię w duchu dzieł, które sam chętnie oglądałby jako dziecko. Wśród inspiracji wymieniał Gwiezdne wojny, Opowieści z Narnii oraz Władcę Pierścieni.

Za animację odpowiadało australijskie studio Animal Logic, wcześniej znane między innymi z filmu Happy Feet: Tupot małych stóp. Przy produkcji pracowało ponad 500 artystów, techników i innych specjalistów. Twórcy przygotowali piętnaście gatunków sów, a także między innymi węże, kruki, nietoperze, diabła tasmańskiego oraz kolczatkę.

Jednym z największych wyzwań okazało się stworzenie realistycznego upierzenia. Studio opracowało w tym celu nowy system nazwany Quill. Artyści ręcznie rozmieszczali na każdej sowie około tysiąca piór bazowych, na podstawie których system generował ich około 25 tysięcy. W przypadku Noctusa, ojca Sorena, przygotowano aż 99 wersji wyglądu piór, zanim osiągnięto oczekiwany rezultat. Łącznie modele korzystały z około 4,6 miliona pojedynczych krzywych odpowiadających za strukturę upierzenia. Sześćdziesiąt piór każdej sowy pozostawało dodatkowo pod bezpośrednią kontrolą animatorów. Pozwalało to dokładniej odwzorować zachowanie skrzydeł i ogona podczas lotu. Ekipa musiała również dostosowywać pióra wojowników do elementów pancerza, aby nie przenikały przez modele zbroi.

Snyder przemycił do animacji także odniesienie do swojej wcześniejszej twórczości. Jeden z hełmów noszonych przez sowy został zaprojektowany na wzór maski Nocnego Puchacza ze Strażników. Efekty pracy Animal Logic zostały docenione w branży. Grant Freckelton zdobył nagrodę AACTA za najlepsze efekty wizualne, a sam film otrzymał również cztery nominacje do nagród Annie oraz dwie nominacje Visual Effects Society.

GramTV przedstawia:

Chociaż Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga'Hoole otrzymały kategorię PG, Snyder nie chciał przesadnie łagodzić przedstawionej historii. Reżyser uważał, że młodzi widzowie powinni traktować świat przedstawiony jako rzeczywisty, dlatego również walki i ich konsekwencje miały odpowiednią wagę.

Podobne podejście prezentował scenarzysta John Orloff, który chciał nadać animacji bardziej wyrazisty charakter niż wielu ówczesnym filmom skierowanym do dzieci. Jednocześnie stanął przed trudnym zadaniem przeniesienia na ekran materiału z pierwszych trzech książek Kathryn Lasky. Pierwsza wersja scenariusza liczyła około 160 stron, później została skrócona do około 100. Twórcy początkowo chcieli przygotować film trwający około dwóch godzin i piętnastu minut, lecz ostateczna wersja miała około półtorej godziny.

Szczególną uwagę poświęcono scenom walk. Film wielokrotnie pokazywano młodszym widzom podczas testów, aby sprawdzić, w którym momencie intensywność wydarzeń staje się zbyt duża. Reakcje dzieci okazały się jednak zaskakujące, ponieważ część z nich domagała się nawet większej liczby bitew.

Autorka książkowego pierwowzoru, Kathryn Lasky, była zadowolona z rezultatu. Najważniejsze było dla niej zachowanie ducha powieści oraz charakteru bohaterów, mimo konieczności znacznego skrócenia materiału źródłowego.

Podczas premierowego weekendu w Ameryce film zarobił 16,1 miliona dolarów i zajął drugie miejsce, ustępując produkcji Wall Street: Pieniądz nie śpi. Był to pierwszy film Zacka Snydera, który nie rozpoczął amerykańskiej dystrybucji na pierwszym miejscu zestawienia. Ostatecznie animacja zarobiła na całym świecie 140 milionów dolarów przy budżecie wynoszącym 80 milionów dolarów. Recenzenci przyjęli ją dość chłodno, czego efektem było 52 procent pozytywnych opinii w serwisie Rotten Tomatoes. Znacznie lepiej film ocenili widzowie.

Mimo tego kontynuacja nigdy nie powstała. W 2011 roku producent Zareh Nalbandian przyznał, że nie prowadzono wówczas konkretnych prac nad drugą częścią. Część aktorów była jednak zainteresowana powrotem. Ryan Kwanten, który użyczył głosu Kluddowi, deklarował gotowość do udziału w kolejnym filmie, podobnie jak Jim Sturgess wcielający się w Sorena.

Po szesnastu latach Legendy sowiego królestwa: Strażnicy Ga'Hoole pozostają wyjątkowym przypadkiem w dorobku Snydera. Był to jego pierwszy pełnometrażowy film animowany i jednocześnie dowód, że charakterystyczny dla niego styl można było przenieść również do produkcji skierowanej do młodszych odbiorców. Sam reżyser przyznał zresztą w 2024 roku, że chętnie ponownie zrealizowałby pełnometrażową animację, ponieważ ceni swobodę, jaką daje ta forma opowiadania historii.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!